Witam ponownie, oto drugi rozdział. Mam nadzieje że się spodobało. Oczywiście proszę o komentarze, ja nie gryzę :D
Ten oto rozdział dedykuję dla *fanfary*… Gg gonia która tak bardzo mi pomogła, dała mi inspiracje i powód do chichrania się (Aomine z okresem XD)
A teraz zapraszam do czytania.
Ps. Jak zwykle, tekst nie był betowany.

Wybiegłam spod drzewa, nie potrafiąc już powstrzymać łez i głośnego szlochu. Chłopaki mnie nie zauważyli, choć tak naprawdę teraz o to nie dbałam. W głowie huczało mi tylko „to nie jest moja przyjaciółka".
Czyli kim jestem?! Dziewczyną która uczepiła się wielkiego i wszechmocnego Aomine Daiki?! Niedoczekanie! Już nigdy więcej nie będę za nim latać, już nigdy więcej się do niego nie odezwę! Nie chcę mieć z nim więcej do czynienia
Pobiegłam w stronę mojego domu. Weszłam z rozmachem do mieszkania i spojrzałam na zegarek, było wpół do dwunastej.
Wparowałam do mojego pokoju w ciuchach rzuciłam się na łóżko, nic mnie teraz nie obchodziło. Zasnęłam od razu.

* * *
Jestem w wielkiej, słabo oświetlonej Sali. Siedzę na krześle z ciemnego drewna, przykuta łańcuchami. Słyszę tylko jakieś szepty, gdy nagle odezwał się ktoś mi znajomy, tylko nie potrafię rozpoznać kto.

-Uciekaj, ratuj się, oni cię zabiją!- słyszę.

Widzę rozmazaną sylwetkę. Nie potrafię rozpoznać kim jest ta osoba, ale czuję że ta osoba jest mi bliska. Nagle czarna postać pojawia się za rozmazanym człowiekiem, przykłada mu nóż do szyi i… podcina mu gardło.
Czuję pulsujący ból w skroni, a moje gardło zaczyna palić. Łzy ciekną mi po twarzy i już wiem że bez tej osoby moje życie straciło sens.

-Nie!- krzyknęłam, gwałtownie podnosząc się z łóżka.

Rozejrzałam się i zobaczyłam mój pokój w świetle dnia. Cała się trzęsłam, ten sen był taki realistyczny! Poczułam jak coś spływa mi po twarzy. Łzy i pot. Otrząsnęłam się ze wspomnień tego koszmaru i wstałam z łóżka przeciągając się i ziewając, a następnie ruszyłam w stronę łazienki. Gdy już odhaczyłam poranną toaletę z czynności które muszę zrobić najpierw, wróciłam do pokoju. Moich rodziców już albo jeszcze nie było, pewnie są w pracy. Spojrzałam na zegar wiszący nad moim biurkiem i ze zdziwieniem odkryłam że jest wpół do jedenastej, a moje lekcje zaczynały się o ósmej. Ups, chyba zaspałam. A skoro już tak bardzo się spóźniłam to chyba nie ma po co iść do szkoły, co nie? No to zostaję dzisiaj w domu, dzień odpoczynku dobrze mi zrobi, co z tego że jutro jest sobota.
Podeszłam do biurka i włączyłam mojego osobistego laptopa, a po chwili już klikałam na znaczek przeglądarki. Pewnie jesteście ciekawi czego szukałam? Szukałam wolnego mieszkania niedaleko Teiko, zdecydowałam że się przeprowadzę. Chcę zacząć nowy rozdział w moim życiu.

O, jakieś mieszkanie jest wolne! Nie jest drogie, jest umeblowane, i jest od niego tylko piętnaście minut piechotą do szkoły. Całkiem nieźle. Jest napisane że można je obejrzeć w ciągu tygodnia od godziny dziesiątej do dwudziestej.

Już wiem co dzisiaj będę robić.

Weszłam do domu. Jest południe a ja właśnie wróciłam z tamtego mieszkania. Było naprawdę ładne, mężczyzna nie chciał dużo pieniędzy, ponieważ zależy mu na jak najszybszym wynajęciu bo wyjeżdża do Europy. Do tego jest blisko szkoły, sklepu, przystanku autobusowego i metra więc nie mam na co narzekać. Jutro mam wpłacić zaliczkę. Dobrze że przez te wszystkie lata kiedy dostawałam to ogromne kieszonkowe niczego nie kupowałam, tylko odkładałam. Całą tą kasę przelałam na konto które założyli mi starsi i miałam teraz naprawdę pokaźną sumę, ale i tak za jakiś czas będę musiała znaleźć sobie pracę.

Wparowałam głodna do kuchni i od razu zauważyłam że na stole leży mój telefon którego zapomniałam zabrać. Wzięłam go do ręki i poczułam jego wibracje. Odblokowałam ekran i zobaczyłam że mam trzy wiadomości, i siedem nieodebranych połączeń. Wszystkie wiadomości były od Akashiego.

Otworzyłam pierwszą z nich.
„Satsuki, czemu nie ma cię w szkole?"

Otworzyłam drugą.
„Satsuki, do jasnej cholery odpowiedz wreszcie!"

Trzecia.
„Jak cię tylko dopadnę, to dostaniesz taki ochrzan że się nie pozbierasz."

Zaśmiałam się głośno. Cały Akashi.
Dobra teraz czas na połączenia. Pierwsze było, oczywiście, od Akashiego, drugie i trzecie od Kise, czwarte od Murasakibary, piąte od Midorimy, a szóste od… Kuroko?! Przecież on nigdy do mnie nie dzwoni! Jeszcze kiedyś byłabym w skowronkach że chłopak do mnie zadzwonił, ale niedawno dałam sobie z nim spokój, zrozumiałam że nie mam żadnych szans.

Teraz tylko mnie zastanawiało czemu do mnie dzwonił, on tego nigdy nie robi. Chwila, żaden z powyżej wymienionych raczej do mnie nie dzwoni, no może oprócz Kise, z nim często ucinam sobie pogawędki, Coś tu było nie tak. O, zostało jeszcze jedno połączenie, od… Aomine?! Nie ,chwila, musiałam źle przeczytać. Przeczytałam jeszcze raz, i jeszcze raz i w końcu musiałam przyznać że to nie pomyłka. Mój przyj… znajomy do mnie zadzwonił. To dziwne, on dzwoni do mnie rzadziej od Kuroko. Choć …może Kapitan-Czerwonowłosy ich wszystkich zmusił żeby do mnie zadzwonili? Tak, to by było bardzo w jego stylu, zmuszać ich do dzwonienia do mnie. Już miałam mu odpisać gdy nagle zadzwonił telefon domowy. Pobiegłam do niego i szybko podniosłam słuchawkę do ucha. Od razu rozpoznałam głos mojej mamy.

-Satsuki, mnie i twojego ojca nie będzie w domu. Mamy jakieś nagłe spotkanie na drugim końcu kraju i wrócimy dopiero w poniedziałek wieczorem. Dasz sobie radę przez ten czas, prawda?- usłyszałam głos mojej rodzicielki. Mimo iż mówiłam że jej nienawidzę, nie jest to prawdą, ja ją kocham. I chciałabym że by ona mnie też kochała.

-Oczywiście mamo.- powiedziałam.- Dziękuje że mnie powiadomiłaś, do zobaczenia.-dopowiedziałam i już miałam odłożyć słuchawkę gdy moja mama mnie powstrzymała.

-Czekaj jeszcze chwilkę. Jakiś chłopak z twojej szkoły do mnie dzwonił, mówił że nie pojawiłaś się dziś w szkole i nie odpowiadasz na wiadomości. Chciał wiedzieć czy wszystko z tobą porządku i prosił żebym ci przekazała że jak cię spotka to będziecie musieli pogadać- rzekła moja mama a ja rozszerzyłam oczy ze zdziwienia. Który z nich mam numer mojej matuli?

-A przedstawił się może?- spytałam wątpiąc by kobieta zapamiętała nazwisko.

-Tak, do tego było bardzo kulturalny. Chyba miał na imię Takashi, czy jakoś tak.- powiedziała.

-Dobrze dziękuje że przekazałaś mi wiadomość. Do widzenia.- odpowiedziałam i rozłączyłam się .

Cały czas jeszcze nie pozbierałam szczęki z podłogi. Kurczaki, chyba chodzi o coś ważnego skoro Akashi nawet do mojej mamy dzwonił!
Podeszłam szybkim krokiem do stołu na którym cały czas leżała moja komórka i wybrałam numer kapitana. Nie odpowiadał a dzwoniłam chyba ze sto razy!
Dziwne, on zawsze ma telefon przy sobie. Odpuściłam sobie ponowne dzwonienie i ruszyłam do mojego pokoju się pakować. Mężczyzna który wynajmie mi tamto mieszkanie opowiedział że mogę sie wprowadzić od zaraz, a skoro moich rodziców nie będzie to będę mogła się wyprowadzić bez żadnych problemów.

Wparowałam ponownie do mojego pokoju. Nie miałam dużo rzeczy, trochę ciuchów i kosmetyków, laptop, kilka ulubionych książek i gitara. Wszystkie meble już były w tamtym mieszkaniu, więc nie musiałam się nimi martwić. Wyjęłam kartony spod łóżka i zaczęłam pakować do nich wszystkie potrzebne rzeczy, a po trzech godzinach byłam już dokładnie spakowana. Żartując poklepałam się po plecach naśladując głos kapitana drużyny Teiko mówiąc „Dobra robota, Satsuki". Zaśmiałam się cichutko i obróciłam się wokół własnej osi, byłam taka podekscytowana, wreszcie zamieszkam sama!
Wczorajszy okropny humor zniknął bezpowrotnie, może to brak szkoły tak na mnie działa? Jeśli tak, to ja bardzo chętnie się trochę odstresuję i nie pójdę do szkoły już nigdy więcej.
Tak, to dobry pomysł, a potem zostanę milionerką, nie, miliarderką i będę żyć długo i szczęśliwie z przystojnym modelem z którym będę mieć trójkę dzieci. Ach, te marzenia, nigdy nie można przewidzieć jakie będą. W każdym razie moim marzeniem na tą chwile byłą szybka przeprowadzka, i jak na razie zapowiadało się że moje marzenie się niedługo spełni. Jaaa pierniczee, jaką mam podjare, zachowuję się jak te nastoletnie idiotki z seriali dla młodzieży, które wariują gdy np. jakiś chłopak w za ciasnych spodniach, które wyglądają jak rajstopy się do nich uśmiechnie. Chyba powoli zaczynam rozumieć czemu Midorima tak bardzo nie lubi takich programów, są po prostu głupawe i odmóżdżające, do tego demoralizują nasze społeczeństwo, wmawiając dzieciom że przedmioty materialne są najważniejsze.

Kurde, skąd ja znam te słowa?!

Dostałam nagłego napadu głupawki, zaczęłam się śmiać jak opętana, pokładając się na podłodze i trzymając się za obolały od rechotu brzuch. Muszę przyznać, mam dzisiaj zajebisty humor, nic go nie zepsuje.

Dopiero teraz zauważyłam jakie huśtawki nastrojów ostatnio mam, nie dziwię się że Akashi się martwił, pewnie pomyślał biedak że dostałam depresji i zaczęłam sobie golić żyły.

Chwila, golić żyły…?

Kolejny napad głupawki. Zdrowo się brechtałam gdy znów zadzwonił mój telefon i na czworakach ( ponieważ cały czas leżałam) podczołgałam Siudo stołu na którym leżała komórka i odebrałam ją.
Od razu rozpoznałam głos mojego rozmówcy, tyle że byłam trochę zdziwiona że to on zadzwonił, oczekiwałam Akashiego.

-Odebrałaś telefon, znaczy że żyjesz. Będę to musiał przekazać kapitanowi, martwił się.- powiedział bez żadnego przywitania Midorima, a ja otarłam oczy z łez.

-Oczywiście że żyję! Co on sobie myślał?!- zaśmiałam się hienowato. Chwilka, jest takie słowo czy to neologizm? Łotewer, cytując klasyka.

-Myślał że dostałaś depresji i się pocięłaś, albo że się gdzieś upiłaś lub naćpałaś..- powiedział obojętnie właściciel trawy na głowie. Kolejny śmiech.. Czyli jednak myślał że goliłam żył.

-Czy aby na pewno wszystko jest w porządku?
-Tak, tak. A cze-emu pytasz?- wykrztusiłam, cały czas się śmiejąc. Jestem pewna że pan Trawa-Zamiast-Włosów pomyślał że jestem wariatką, co być może jest prawdą.

-Śmiejesz się jak wariatka, Momoi. Zaczynam podejrzewać że jednak brałaś jakieś narkotyki . – powiedział poważnie a ja zareagowałam tak, że jego podejrzenia prawdopodobnie wzrosły do statusu „mam pewność że się naćpała" –zaczęłam się śmiać jaki hiena, i padłam na podłogę tarzając się ze śmiechu wypuszczając jednocześnie telefon z ręki. Nie wiem czemu tak zareagowałam, przecież to co powiedział Midorin nie było nawet śmieszne! Mimo to i tak się śmiałam a chłopak wrzeszczał do telefonu tak że mogłam go usłyszeć.

-Momoi, do jasnej cholery, ogarnij się! Odpowiedzi mi! Co się stało?! Halo?!- krzyczał rozzłoszczony Midorima. Cóż, jak się kog wkurzy to raczej się nie obejdzie bez porządnego ochrzanu, to byłą jedna z kilku cech które go upodabniały do Akashiego. W końcu chłopak się rozłączył coś tam jeszcze mówiąc ale ja go nie zrozumiałam.
Zaczynam podejrzewać że zaczynam wariować. A może mieli racje i ktoś mnie naćpał? Przecież piłam herbatę u tego kolesia od którego będę wynajmować pokój, mógł mi coś wsypać! Ale skąd sześćdziesięcioletni mężczyzna miałby narkotyki?

„Oto jest pytanie" podpowiedziała moja Szekspirowska część duszy.

Jestem dzisiaj jakaś dziwna, chyba nie powinnam jednak dosypywać tego cukru do płatków.
-Haha, ale jajcaaa~

Wstałam wreszcie z podłogi i podeszłam do mojej komórki cały czas leżącej pod stołem i czołgając się pod tym głupim (i niskim) meblem dopadłam telefonu. Oczywiście znów mam wiadomość, tyle że nie od Akashiego. Ani Midorimy. Wiadomość była od Aomine. Na bogów w których i tak nie wierze, czyżby dzisiaj był jakiś dzień dobroci dla Momoi Satsuki?! Całe Kiseki no Sedai do mnie dzisiaj dzwoni, co jest po prostu dziwne!
Otworzyłam wiadomość i pacnęłam się w czoło (tzw. Face palm). Jak można być takim… aominetowatym?! (kolejny neologizm).

„Oi, Satsuki, wiesz może gdzie są moje czasopisma? Miały wielki napis Playboy"

Co za idiota. Jeśli on kiedykolwiek znajdzie osobę która go zechce na partnera, już teraz współczuję temu komuś. Wykasowałam wiadomość od tej tępej dzidy, znaczy Aomine, i włączyłam muzykę. Kurcze moi rodzice chyba znów korzystali z wieży i zapomnieli wyjąć płyty. W cały domu było słuchać Modern Talking .

Usiadłam na kanapie, rozłożyłam się wygodnie i zapatrzyłam siew sufit. Myślałam o moich rodzicach , mimo iż od małego ciotka mi mówiła że mnie nie chcieli, cały czas mam nadzieje że to nie prawda.

Nagle coś my się przypomniało. Pamiętam jak kiedyś podsłuchałam rozmowę moich rodziców.

-Mayumi, kochanie, jesteś pewna ze jej tak powiedziała?- spytał mój tato, Momoi Hayato.
-Tak, powiedziała jej że jej nie kochamy i że chcieliśmy ją oddać. Nie wiem jaki interes ma w tym twoja siostra, ale Satsuki już nam nie ufa. Nie widzisz jaki się nas boi? Ostatnio znalazłam ją w jej pokoju jak płakała i mówiła że nie chce do domu dziecka! Ta wariatka Kotoko namieszała jej w głowie!- zdenerwowała się moja mama.

Dopiero teraz mnie olśniło. Jak mogłam o tym zapomnieć?!
-Ale ja jestem głupia! Głupia, głupia, głupia!- powtarzałam waląc się w głowę. Będę musiała porozmawiać z rodzicami kiedy przyjadą. I chyba muszę zadzwonić to tego kolesie ze jednak nie wynajme od niego tego mieszkania

Huhu! Wyszło mi trochę więcej stron niż miało być, ale ok. mi to pasuje.
Czekam na komentarze!