– Miona – usłyszałam senny głos Ginny – Czas wstawać.
Niechętnie otworzyłam oczy i przeciągnęłam się w wąskim łóżku. Byłam niewyspana. Kiedy wróciłam do łóżka po rozmowie z Fredem, wciąż nie mogłam zasnąć, ale nie miałam odwagi znowu zejść do kuchni po kolejną herbatę. Nawet jeśli ciepły napój pomógłby mi zasnąć, zawsze istniało ryzyko napotkania irytującego bliźniaka na mojej drodze.
Pomimo ogromnego zmęczenia wyplątałam się z koca, który owijał moje nogi i wstałam. Z walizki wyciągnęłam mocno znoszone jeansy i wygodną koszulkę ze średniej długości rękawem, który zakrywał moje ramiona we wszystkich odpowiednich miejscach. Nigdy nie zapomnę przerażenia i smutku na twarzy Harry'ego, gdy zobaczył mnie po raz pierwszy po bitwie w Hogwarcie w Szpitalu Św. Munga. Wiedziałam, że w tamtym momencie chciał mnie przeprosić za każdą bliznę, która pojawiła się na moim ciele tamtego dnia, ale mu nie pozwoliłam. Od roku ukrywałam swoje blizny pod warstwami ubrań. Niemal każdy kto uczestniczył w wojnie i przeżył, utknął z ponurym przypomnieniem o niej na ciele, jakby wspomnienia nie były wystarczająco złe. Poza tym, wątpię, aby ktokolwiek chciał oglądać serię zakrzywionych blizn układających się słowo ,,SZLAMA'', które widniało na moim bladym przedramieniu. Sama nie cierpiałam tego widoku.
Kiedy wyłoniłam się z łazienki gotowa na rozpoczęcie dnia, na moich ustach od razu zagościł szeroki uśmiech. Pan Weasley, który właśnie mijał drzwi łazienki w drodze do kuchni, mamrotał coś do siebie i drapał się po łysiejącej głowie, Fred skradał się tuż za nim i usiłował wrzucić jakiś mały przedmiot do otwartej do połowy aktówki. Oboje byli tak zajęci tym, co właśnie robili, że nawet mnie nie zauważyli. Z uśmiechem wciąż przyklejonym do mojej twarzy również ruszyłam powolnym krokiem w kierunku schodów, aby zejść do kuchni na wspólne śniadanie. Wtedy nad głową usłyszałam krzyki Ronalda. Wrzeszczał coś o tym, że Charlie nie ma pojęcia o czym mówi i ktoś inny jest najlepszym obrońcą. Ron traktował Quidditch stanowczo zbyt poważnie.
Kiedy dotarłam do kuchni pani Weasley krzątała się pomiędzy stołem i blatem, pan Weasley pił kawę, Fred i George szeptali między sobą zawzięcie, a Ginny przysypiała, podpierając głowę o zaciśniętą pięść. Zajęłam miejsce pomiędzy swoją przyjaciółką i Georgem, sprawiając, że Ginny podskoczyła lekko na swoim krześle, wyrwana ze stanu półsnu.
– Dzień dobry wszystkim – powiedziałam i posłałam pani Weasley ciepły uśmiech.
– Dobry! – bliźniacy odpowiedzieli w tym samym czasie. Oboje puścili do mnie również oczko. Reszta obecnych mruknęła coś pod nosem na powitanie.
Pani Weasley pogłaskała mnie tylko szybko po głowie i postawiła przede mną kubek na kawę, który od razu napełniłam gorącym napojem.
Chwilę później Ron i Charlie dołączyli do reszty przy stole, dalej rozmawiając zacięcie o Quidditchu. Kiedy zajęli swoje miejsca pani Weasley machnęła różdżką, a miska z parującą jajecznicą przeleciała nad głową Ginny i wylądowała powoli na środku stołu. Wszyscy zaczęli nakładać jedzenie na talerze i pałaszować śniadanie. Nie do końca wiem dlaczego, ale przebywanie w Norze, w towarzystwie prawie wszystkich Weasleyów, sprawiało, iż byłam odrobinę szczęśliwsza. Czułam się tu bardzo na miejscu.
Po skończonym posiłku pan Weasley rozsiadł się wygodnie w swoim krześle i Spojrzał szybko na zegarek na swoim nadgarstku. Chyba uznał, że ma jeszcze trochę czasu przed pracą, bo zapytał:
– Hermiono, jak czują się twoi rodzice? Ginny mówiła, że uzdrowiciele w Św. Mungu dalej pracują nad ich wspomnieniami. – posłał mi przy tym nieco niezręczny uśmiech, jakby chciał mnie zachęcić do odpowiedzi.
– Tak, niestety nie mogą przywrócić wszystkich wspomnień zgromadzonych przez prawie dwadzieścia lat na raz. Mówią, że to będzie długi proces – odpowiedziałam z nutką goryczy w głosie. – Ale poza tym małym szczegółem, wszystko u nich dobrze. O ile się nie mylę, właśnie wypoczywają na plaży.
– Ach, świetnie. A serce twojego ojca?
– Bez zmian – odparłam krótko.
– Arthurze, nie zamęczaj Hermiony pytaniami z rana. Jeszcze się nawet do końca nie obudziła – pani Weasley zganiła swojego męża, za co byłam jej wdzięczna. Niespecjalnie chciałam kontynuować temat stanu moich rodziców.
– Och, Molly, pytam tylko z troski – odrzekł pan Weasley wstając ze swojego krzesła i całując swoją żonę w drodze do kuchennego blatu, gdzie zostawił swoją teraz już zamkniętą aktówkę.
Kątem oka zauważyłam, że Fred i George wymienili między sobą szybkie znaczące spojrzenia. Posłałam George'owi karcące spojrzenie i nachylając się w jego stronę syknęłam:
– Co wy znowu wykombinowaliście?!
– Ależ Herm, nie wiem o co ci chodzi – George zrobił niewinną minę i udał, iż jest niezwykle zafascynowany swoimi paznokciami u lewej dłoni.
– Och, przestań! Widziałam jak Fred usiłował wrzucić coś do aktówki waszego taty.
Mój wzrok powędrował w stronę pana Weasleya, który właśnie rozmawiał z Charliem.
George rzucił szybkie spojrzenie swojemu bliźniakowi.
– Gratuluję ostrożności, Gred – Fred wywrócił tylko oczami i cicho wytłumaczył:
– Testujemy nasz najnowszy wynalazek.
– Bomba wyjąca – oznajmił George niemal podskakując na swoim krześle, niczym dziecko cieszące się z nowej zabawki.
– Nic szkodliwego – kontynuował drugi z bliźniaków.
– I powinna się detonować za około dziewięć i pół godziny – dodał szybko George.
– Tata będzie już wtedy w domu.
– Więc...
– ...trzymaj tą swoją słodką buźkę na kłódkę – zakończył Fred, puszczając do niej oczko.
– Nie cierpię kiedy to robicie – mruknęłam cicho, a kiedy bliźniacy posłali mi pytające spojrzenia wytłumaczyłam – Kiedy tak szybko mówicie na zmianę. Czuję się wtedy jak na meczu ping-ponga – opadłam na oparcie swojego krzesła i zaplotłam ręce na piersi.
George parsknął cicho śmiechem, a Fred oznajmił tylko:
– Jesteśmy Fred i George.
– To nasz znak rozpoznawczy – dokończył jego bliźniak.
Pokręciłam głową z irytacją, ale porzuciłam temat. Uznałam również, że nie powiem nic panu Weasleyowi o tym co jego synowie knują. W końcu twierdzą, że ich nowy wynalazek nie jest szkodliwy i nie powinien wpłynąć na jego dzień w pracy. Te dwa argumenty były dla mnie wystarczająco dobre. I pomyśleć, iż nie tak dawno temu, byłabym oburzona ich zachowaniem do granic możliwości. Na szczęście w ciągu roku, który minął od zakończenia się wojny, nauczyłam się, że nie muszę cały czas być aż tak spięta. Niektóre rzeczy warto odpuścić.
Po skończonym śniadaniu pan Weasley zniknął w kominku i udał się do pracy, a pozostali członkowie rodziny rozeszli się po różnych częściach domu. Ja postanowiłam zrobić to samo, ponieważ Ginny, teraz już całkiem rozbudzona, przypomniała sobie o tym, że Harry miał pojawić się za kilka godzin i pognała do swojego pokoju, aby się przygotować. Złapałam swój egzemplarz ,,Nowej Teorii Numerologii'' i udałam się na zewnątrz. Uznałam, iż skorzystam z porannego czerwcowego słońca, które w tym momencie było całkiem przyjemne. Znalazłam idealne miejsce do czytania pod drzewem w oddalonym kawałku ogrodu na tyle Nory. Znajdujący się niedaleko staw zapewniał przyjemny chłó łam się wygodnie na trawie i zagłębiłam się w lekturze.
Nie byłam pewna ile czasu spędziłam czytając, ale gdy znajomy głos wyrwał mnie z mojego książkowego transu, zauważyłam, iż cień drzewa pod którym siedziałam, znacznie się przesunął.
– Granger, jakiś tydzień temu skończyłaś szkołę. Powinnaś cieszyć się wolnością!
Zadarłam głowę do góry, żeby zobaczyć kto mi przeszkadza.
– Fred – powiedziałam tylko i spuściłam wzrok z powrotem na swoją książkę.
– Harry powinien się niedługo pojawić.
– Mhm – mruknęłam dalej na niego nie patrząc.
Fred westchnął na tyle głośno, żebym go usłyszała, po czym ciężko opadł na trawę obok mnie.
– Co czytasz? – zapytał wyrywając mi książkę z rąk.
– Hej! – pisnęłam zaskoczona.
– Że ty cokolwiek rozumiesz z tego bełkotu – mruknął chłopak, przesuwając wzrokiem po tekście.
– Dla twojej informacji, ten bełkot jest niezwykle ciekawy i bardzo logiczny – warknęłam, usiłując odzyskać swoją książkę, ale Fred cofnął rękę, w której ją trzymał, zanim zdązyłam ją złapać.
– Powinnaś się wyluzować, a nie wysilać swój wielki mózg – rzekł i poczochrał mi delikatnie włosy, które od razu odruchowo przygładziłam z powrotem. – Wakacje są od tego, żeby się zrelaksować. A myślę, że po skończeniu siódmego roku każdy musi trochę odpocząć. Nawet Hermiona Granger.
– Fred, ten rok szkolny był wspaniały w porównaniu z poprzednim – odparłam, rezygnując z prób odzyskania swojej lektury z przebiegłych i szybkich dłoni rudzielca. – Powrót do Hogwartu to była najlepsza decyzja, jaką podjęłam w ostatnim czasie.
W oczach Freda pojawiło się zrozumienie. Wiedział, że dla mnie powrót do szkoły oznaczał powrót do normalności. A przynajmniej do pewnej rutyny.
– Poza tym, ja się właśnie tak relaksuję – fuknęłam, na co rudzielec posłał mi figlarny uśmiech.
– Musimy to zmienić. Natychmiast.
Zwinnym ruchem Fred podniósł się z ziemi, wetknął sobie moją książkę pod pachę, złapał mnie za rękę i podciągnął do góry tak szybko i na tyle mocno, że zatrzymałam się dopiero na jego klatce piersiowej. Rudzielec wyglądał na zadowolonego z siebie, co mnie zirytowało. Szybko wyplątałam rękę z jego uścisku i cofnęłam się o krok.
– Co masz na myśli? – zapytałam podejrzliwie, ale Fred po prostu bez słowa stanął za mną, położył dłonie na moich ramionach i popchnął mnie w kierunku głównej części ogrodu. Wiedziałam, że protesty nie mają sensu, bo Fred i tak w jakiś sposób dostarczyłby mnie w miejsce, do którego zmierzaliśmy. Zobaczywszy, że z nie zamierzam stawiać oporu, Fred puścił moje ramiona i zrównał swój krok z moim i szedł teraz obok mnie. Kiedy byliśmy już prawie w samym centrum ogrodu, tylne drzwi Nory otworzyły się z impetem i kilka rudych głów wyłoniło się z domu.
– Miona! – krzyknęła radośnie Ginny, wybiegając na podwórko i podnosząc zniszczoną piłkę do siatkówki.
– Znalazłem nam szóstą osobę! – Fred zawołał do swojego rodzeństwa. Kiedy wszyscy zgromadzili się już na środku ogrodu, który pełnił również rolę boiska podczas różnych zabaw Weasleyów.
Usłyszałam koło siebie ciche pyknięcie, kiedy Fred nagle gdzieś się teleportował. Po kilku sekundach chłopak pojawił się obok swojego brata bliźniaka. Popatrzyłam na niego podejrzliwie i otaksowałam go powoli wzrokiem. Wtedy dotarło do mnie dlaczego się teleportował.
– Fred, gdzie moja książka?
– Starczy ci już czytania na dzisiaj, Granger. Odzyskasz ją na koniec dnia – odpowiedział Fred, uśmiechając się do mnie szeroko, co mnie bardzo zirytowało.
– Fred... – zaczęłam, ale Ginny przerwała mi kiedy krzyknęła:
– Wybieram Mionę!
– Fred – powiedział Charlie.
Kiedy Ginny wybrała Georga, Ron był trochę urażony, że został wybrany ostatni, ale zanim zdążył coś powiedzieć, Fred zapytał:
– To co, koszulki kontra skóra?
Ginny i ja popatrzyłyśmy na siebie szybko, a następnie posłałyśmy przeciwnej drużynie wyczekujące spojrzenia.
Ronald i Charlie wzruszyli tylko ramionami i zdjęli koszulki, ale Fred oparł obie zaciśnięte pięści na swoich biodrach, przybierając pozę, w której tak często można było zastać panią Weasley i zaczął żartobliwie protestować.
– Och, oczywiście! Tylko dlatego, że nasza drużyna składa się z samych przystojnych, umięśnionych i silnych mężczyzn, to my powinnśmy się rozebrać.
Razem z Ginny wywróciłyśmy oczami, podczas gdy Fred kręcąc głową i co chwilę wykrzykując ,,Niewiarygodne!'' dołączył do swojej drużyny. Kiedy stanął pomiędzy Charliem i Ronem zaprzestał jednak swojemu udawanemu oburzeniu, złapał za tył swojej koszulki jedną ręką i szybkim ruchem ściągnął ją przez głowę i odrzucił na bok. Z trójki chłopców Ron był najmniej umięśniony. Wszyscy byli dobrze zbudowani, jak na każde dziecko Weasleyów przystało. Jednak na pierwszy rzut oka można było zauważyć, że to Charlie był najbardziej wysportowany, co wiązało się z jego pracą ze smokami. Fred i George natomiast oboje mieli bardzo umięśnione ramiona i plecy, jak na pałkarzy przystało.
– Gramy w Łomot bez mioteł – oznajmił Ronald.
Pamiętałam zmienione zasady tej gry z wakacji kilka lat wcześniej. Było to połączenie mugolskiego zbijaka z berkiem. Celem każdej z drużyn było trafienie w przeciwnika piłką lub po prostu dotknięcie nią. Utrudnieniem było to, że kiedy członkowie drużyny podawali sobie piłkę, ta nie mogła dotknąć ziemi, bo wtedy należała ona do przeciwników. Fred i George musieli zmienić zasady tradycyjnej gry w Łomot, bo była ona zbyt niebezpieczna. Poza tym gdyby ich matka tylko zobaczyła, że usiłują zepchnąć kogoś z miotły, przeklęła by ich z mgnieniu oka.
Ginny rzuciła piłkę wysoko w górę i kiedy tylko ta znalazła się na wysokości rąk Weasleyów, wszyscy rzucili się w jej stronę. Gra była szybka i chaotyczna. Wszyscy rozbiegli się w różne strony. Ja usiłowałam tylko nie zostać zbita. Unikałam przeciwnej drużyny najlepiej jak mogłam, gdy tylko przejęli piłkę, a gdy Ginny lub George'owi udało się złapać ją podczas podania, starałam się im nie przeszkadzać. Dobrze się bawiłam, ale to nie znaczyło, iż zapomniałam, że jestem absolutnie beznadziejna jeśli chodzi o rzucanie. Piłki wypuszczone z moich rąk nigdy nie lądowały tam, gdzie bym chciała.
Ogród na tyłach Nory szybko wypełniły śmiechy i radosne okrzyki. Promienie słońca stawały się coraz bardziej gorące, ale bawiliśmy się zbyt dobrze, żeby się tym martwić. Przez moją głowę szybko przemknęła myśl o tym, że jutro moja skóra będzie przez to na pewno nieprzyjemnie spieczona. Myśl ta momentalnie się rozpłynęła, kiedy zobaczyłam przed sobą Freda, trzymającego w lewej ręce piłkę. George właśnie został zbity. Nie musiał nic mówić, żebym wiedziała, co planuje.
– Nie! – pisnęłam i zaczęłam uciekać przed nim najszybciej jak umiałam. Na nic się to jednak nie zdało, ponieważ parę sekund później poczułam na swojej talii jego silne ramię. Złapał mnie w pół kroku, przycisnął moje plecy do swojej klatki, uniósł mnie w powietrze bez większego wysiłku i przyłożył delikatnie piłkę do mojego boku.
Fred wydał triumfalny krzyk, wciąż trzymając mnie jedną ręką. Jedyne na co było mnie stać w tym momencie to głośny, szczery śmiech.
Ten moment nie trwał jednak zbyt długo, bo Ginny wrzasnęła nagle:
– Harry!
Wszyscy obrócili głowy w kierunku, w którym pobiegła najmłodsza dziewczyna. Kiedy mój wzrok padł na mojego czarnowłosego przyjaciela, stojącego w drzwiach, jego dziewczyna była już uwieszona na jego szyi i całowała go mocno w usta.
Fred odstawiał mnie z powrotem na ziemię i razem ze swoim bratem bliźniakiem podbiegli do całującej się pary i uwięzili Harry'ego i Ginny w ciasnym uścisku, krzycząc przy tym ,,Harry!''.
Zaśmiałam się kiedy usłyszałam stłumiony przez ciała swoich braci i Harry'ego krzyk Ginny:
– Przestańcie się ze mnie nabijać! To mój chłopak!
Kiedy bliźniacy wypuścili parę z duszącego uścisku przywitałam się ciepło ze swoim przyjacielem i wszyscy udaliśmy się z powrotem do domu.
Reszta dnia upłynęła spokojnie. Wszyscy chcieli porozmawiać z Harrym, ciekawi tego jak podoba mu się bycie aurorem. Ginny była z tego powodu niezbyt zadowolona, bo nie była w stanie spędzić z Harrym ani chwili sam na sam, dlatego aż do przybycia pana Weasleya z pracy i rozpoczęcia obiadu, siedziała naburmuszona na kanapie w salonie.
Po skończonym posiłku każdy zajął się sobą, a ja udałam się na drugie piętro Nory, do pokoju bliźniaków. Zapukałam niepewnie do drzwi za którymi słychać było ich głosy, a kiedy jeden z nich szybko je uchylił wyrzuciłam z siebie:
– Fred, muszę dokończyć tę książkę, bo inaczej oszaleję.
W głębi pokoju usłyszałam znajomy chichot. George, który to uchylił drzwi, otworzył je szerzej, tak abym mogła wejść. Nie byłam w pokoju bliźniaków od prawie roku, ale poza kilkoma tajemniczymi pudłami, które najprawdopodobniej zawierały ich nowe wynalazki, nic nie uległo zmianie.
George zamknął z powrotem drzwi i opadł na łóżko i zapytał:
– Herm, czy musimy załatwić ci odwyk?
– Nie, po prostu chcę odzyskać moją książkę – odpowiedziałam. – I przestań mnie tak nazywać.
George uniósł ręce niczym w obronnym geście. Właśnie wtedy z okolic kuchni rozległ się okropny dźwięk. Mieszanka różnych rodzajów syren i alarmów, a dodatkowo dał się słyszeć również wrzask pani Weasley:
– FRED! GEORGE! WYRWĘ WSZYSTKIE WŁOSY Z WASZYCH DURNYCH GŁÓW!
– Ach, działa idealnie – zaćwierkał radośnie George, mówiąc oczywiście o Bombie Wyjącej, po czym wybiegł z pokoju, prawdopodobnie po to, aby ją dezaktywować.
Fred natomiast podszedł do swojej części szafy, którą dzielił ze swoim bratem i przekopując się przez stertę ubrań, wyciągnął z niej mój egzemplarz ,,Nowej Teorii Numerologii'' i wyciągnął rękę z książką w moją stronę. Kiedy jednak usiłowałam ją złapać, cofnął rękę i zacmokał:
– Nie ma nic za darmo, Granger.
– Fred – warknęłam ostrzegawczym tonem.
– Hmmm – rudzielec udał, że mocno się nad czymś zastanawia, po czym posyłając mi wyzywające spojrzenie wskazał palcem na swój policzek.
– Chyba sobie żartujesz – fuknęłam obużona.
– Jak chcesz. Ale wiem, że nie możesz zasnąć, jeśli nie skończysz wcześniej zaczętej książki – już zaczął odwracać się w stronę drzwi, kiedy wydałam z siebie jęk pełen irytacji i złapałam go za przód koszulki. Wspięłam się na palcach i już wydęłam usta, aby pocałować jego policzek, gdy Fred błyskawicznie odwrócił głowę, tak, że nasze usta dzieliły dosłownie milimetry.
– Fred! – krzyknęłam, odpychając się od niego, na co on tylko się zaśmiał. – Rozmawialiśmy o tym.
– Och nie przesadzaj, Miona – Fred posłał mi figlarny uśmiech – To tylko przyjacielskie przekomarzanie.
Bez słowa wyrwałam swoją książkę z jego ręki i wybiegłam z pokoju bliźniaków. Przez resztę wieczoru ukrywałam się w fotelu w kącie salonu, odgrodzona od reszty świata murem w postaci książki do numerologii.
