Rozdział 2.
-Co tu się stało?! – Wykrzyknął Beorn, gdy razem z Gandalfem powrócił do domu, jakąś godzinę później.
-Wyrżnęliśmy bandę orków ścigającą jakąś elfkę. Wygląda na to, że to jakaś twoja znajoma. – Odparł Thorin wskazując palcem na ich gospodarza.
-Elfkę powiadasz? – Zapytał Gandalf.
-No wiesz, blada skóra, szpiczaste uszy, czerwone włosy. Raczej ciężko pomylić.
-Czerwone włosy? Na bogów, tylko nie Ayane! – Wykrzyknął Gandalf i podążył za spojrzeniem swojego druha. Bez zastanowienia wbiegł do wskazanej przez niego sypialni i odepchnął Kiliego, który wciąż czuwał przy jej łóżku. Gandalf położył ręce na jej czole i zmiażdżonym ramieniu i zaczął mamrotać lecznicze zaklęcia, lecz nie przyniosły one spodziewanego efektu. Dziewczyna wciąż leżała bez życia, trawiona gorączką.
-Zrobiłem, co mogłem. Beornie, nie masz jakichś ziół, które pomogłyby jej w walce z trucizną? - Spytał niezwykle zmartwionym głosem.
-Myślę, że coś się znajdzie – odparł Beorn i wyszedł, aby przeszukać spiżarnię. W drzwiach minął przywódcę krasnoludów, który z pewnym zaciekawieniem obserwował działania Gandalfa.
-Thorinie, opowiedz mi, co tu się na wszystkie świętości stało? – Zapytał Gandalf mierząc jednocześnie jej puls.
-Z przyjemnością – odparł Thorin – pod warunkiem, ze najpierw wyjaśnisz mi to! – Warknął, rzucając Gandalfowi pod nogi drogocenny miecz. Czarodziej podniósł go i zasępił się głęboko.
-Od kiedy to interesuje cię elficka broń?
-Ten miecz był wykuty przez samego Durina!
-A ona ma pełne prawo go nosić!
-Czyżby? – Syknął Thorin. Gandalf westchnął głęboko. Wiedział, że sprawa miecza i jego właścicielki w najmniejszym nawet stopniu nie powinna interesować krasnoludów, jednak jakiś wewnętrzny głos podpowiadał mu, że ujawnienie prawdy może okazać się dla nich korzystne.
-Dajmy jej spać spokojnie – powiedział i wskazał w stronę drzwi. Cała trójka wyszła z sypialni, a gdy tylko drzwi się zamknęły, Gandalf usiadł przy kominku i rozpoczął swa opowieść. Thorin usiadł naprzeciw niego, a reszta zaciekawionej kompanii zebrała się wokół.
-Dziewczyna, która tam leży to Ayane, córka Idril, choć podejrzewam, że bardziej znajomym będzie dla was imię Amrun Elen.
-Gwiazda poranna… Ostatnie światło w najczarniejszej godzinie… - wyszeptał z niedowierzaniem Balin.
-Czerwona wiedźma elfów. To niemożliwe, ona nie żyje! – Syknął Thorin.
-Jak widać jednak żyje, przynajmniej na razie. Choć muszę przyznać, że jest w tym co mówisz trochę racji. Ayane porzuciła swe moce i przeszła do cienia, już dawno temu. Dawniej, niż którykolwiek z was mógłby pamiętać.
-Dlaczego? – Zapytał Fili, dla którego imię dziewczyny było jedną wielką niewiadomą.
-To długa i smutna historia, mój drogi chłopcze. – Powiedział Gandalf i przez chwilę zastanawiał się jak dokładnie opisać tę historię
-Ayane urodziła się w drugiej erze tego świata, a jej matką była Idril, jedyna i ukochana córka króla Gondolinu. Po masakrze miasta i śmierci jej rodziców królowa bez ziemi przeniosła się do lasów Lorien, a później do Eregionu. To właśnie tam przyszło jej spotkać Saurona. Nie macie pojęcia jak wielu elfów, ludzi, czy krasnoludów dało się zwieść jego pięknym słowom w tym czasie. Nazywany był wtedy Annatarem i był jedną z najpiękniejszych istot w śródziemiu. W niewiadomym celu uwiódł pogrążoną w żałobie królową, obiecując jej odbudowę zniszczonego domu. Idril powiła mu córkę, czerwonowłosą dziewczynkę o potężnej mocy. Ayane była jeszcze dzieckiem, kiedy po praz pierwszy dane było jej stanąć naprzeciw zła, które rozpętał jej ojciec. Lecz nie tylko wojna ją wyniszczała. Jej matka, świadoma kim stał się Sauron i kim w przyszłości mogła stać się jej córka, oszalała z rozpaczy i wyrzutów sumienia. Zanim jeszcze zawiązał się ostatni sojusz, Idril Celebrindal rzuciła się w morze, przekazując Ayane pod opiekę lordowi Elrondowi i lady Galadrieli, jej ostatnim przyjaciołom w śródziemiu. Ayane, pół Elf pół Maiar, wyrosła na wojowniczkę i potężną czarownicę obdarzoną łaską Valarów. Niestety uczyniło to z niej również najgorszego wroga Saurona. Ze wszystkich istot w Śródziemiu, to jej nienawidził najbardziej. Pragnął widzieć ją na kolanach, błagającą o litość, za to, że śmiała mu się sprzeciwić. Nie mógł uwierzyć, że jego własna córka stała się największym utrapieniem jego armii. Pragnął jej zguby niemal tak bardzo jak władzy nad całą Ardą, lecz utrata pierścienia przerwała te plany. Dopiero jego wierny pies, Czarnoksiężnik z Angmaru zdołał wypełnić życzenie swego pana. Uwięził ją, złamał wszystkie jej zaklęcia i zmusił aby patrzyła. Sukcesywnie porywał, torturował i zabijał wszystkich, których kiedykolwiek chroniły jej zaklęcia. Mordował jej najbliższych, zmuszając by czuła, widziała i słyszała każdą ich torturę. Kiedy w końcu ją złamał, po prostu ją wypuścił. Samotna i opuszczona, nigdy nie przestała winić się za te zgony. Porzuciła więc magię i koronę z gwiazd. Jej serce zostało złamane, jej gwiazda zgasła. Ukochaną czerwień zamieniła w czerń i zaszyła się w lasach, z dala od wojen, bólu i żałoby. Od niedawna mieszka w królestwie Thranduila, lecz nie mam pojęcia czemu ścigali ją orkowie.
Cisza, która nastała po jego słowach była ciężka do zniesienia. Bofur i Bilbo mieli łzy w oczach, Thorin milczał wpatrując się w ogień. Chwile tej przykrej zadumy przerwał powrót Beorna.
-Antidotum właśnie się gotuje. Wyjdę posprzątać te paskudne zwłoki spod moich drzwi – powiedział i wyszedł, zostawiając ich sam na sam ze swoimi sprawami. Choć był mrukliwy i sprawiał wrażenie powolnego, Beorn był jednak śmiertelnie niebezpieczny. Było tak choćby dlatego, że wedle uznania potrafił przyjmować postać gigantycznego niedźwiedzia, którego kilku centymetrowym pazurom, nie była się w stanie oprzeć żadna zbroja.
Kiedy jedne drzwi się zamknęły, otworzyły się następne, a w nich ukazała się Ayane. Była śmiertelnie blada i mimo palców wczepionych w framugę, ledwo utrzymywała równowagę.
-Nie powinnaś wstawać! – Ofuknął ją Gandalf i wstał żeby jej pomóc, ale powstrzymała go gestem.
-Nic mi nie jest – powiedziała.
-Umierałaś i to jeszcze pół godziny temu. Ayane na litość, ty musisz odpocząć!
-Mithrandir, tu chodzi o niego! – Przerwała mu, a twarz jej pociemniała. Gandalf spojrzał na nią zaskoczony, a chwilę później takim samym spojrzeniem obdarzył Thorina. Krasnolud powoli wstał, podszedł do niej i bez słowa zaoferował pomoc, wyciągając rękę. Jej duma sprawiła, że przyjęła ją dopiero po chwili wahania. Thorin, znów bez słowa doprowadził ją do fotela i pomógł jej usiąść. Ayane już miała mu podziękować, kiedy coś przykuło jej uwagę. Złapała go gwałtownie za rękę i z niedowierzaniem wpatrywała się w miecz wiszący u jego boku.
-Kto ci go dał? – Zapytała gwałtownie, lecz Thorin nic nie odpowiedział. Dopiero Gandalf postanowił rozładować sytuację.
-Znaleźliśmy go w skarbcu trolli.
-W skarbcu trolli?! – Westchnęła z bólem w sercu.
-Pokaż mi! – Rozkazała, lecz widząc jego minę szybko dodała słowo, proszę. Thorin niechętnie oddał jej broń, wysuwając miecz z pochwy. Choć jedna jej ręka wciąż była niemal bezwładna, Ayane świetnie poradziła sobie wyłącznie prawą. Miecz zabrzęczał cicho i rozbłysnął słabym światłem w znajomej dłoni.
-Orcrist, miecz mojego wuja – wyszeptała, wciąż ważąc go w ręku. – Nie widziałam go od czarnych dni.
Gandalf obserwował jej zachowanie z najwyższą dozą ciekawości, zobaczył bowiem coś, czego niedane mu było ujrzeć od tysiąca lat. Przez ułamek sekundy w martwych dotąd oczach dziewczyny pojawił się jasny blask, niczym wspomnienie dawnej potęgi. Szybko jednak zgasł, a Ayane wręczyła miecz jego nowemu właścicielowi.
-Nie znajdziesz lepszej stali. Mam nadzieję, że będzie ci służył lepiej, niż swoim poprzednim właścicielom, Thorinie Dębowa Tarczo.
-Mam wrażenie, że nie wyjawiłem jeszcze nazwiska – warknął Thorin odbierając miecz.
-Znam wiele imion i wiele twarzy. – Powiedziała Ayane, a Gandalf przerwał zanim ta niewinna konwersacja doprowadziła do kłótni.
-W skarbcu trolli znaleźliśmy coś jeszcze – powiedział i pokazał jej Glamdringa, z nadzieją w oczach czekając na jej reakcję.
-Miecz mojego dziadka – wyszeptała smutno.
-To bardzo szczególny miecz, panie Baggins – powiedział Gandalf, zwracając jej uwagę na siedzącego w pobliżu niziołka. – Potrafi świecić jasno niczym słońce i gwiazdy, gdy tylko znajdzie się w ręku prawowitego króla. Lub królowej- dodał i z rozczarowaniem zauważył, że Ayane cofnęła rękę w pół drogi.
-Mam nadzieję, że się na nim nie zawiedziesz, mój przyjacielu. To najlepszy z mieczy wykutych w Gondolinie. – Powiedziała, po czym dodała – Nie jesteśmy tu jednak by roztrząsać szczątki zapomnianego dziedzictwa. Gandalfie, on wrócił.
