W błogiej nieświadomości co się ze mną dzieje, spędziłam kilka godzin, które zdawały się płynąć jak lata: długie, monotonne i pozbawione jakichkolwiek odcieni życia. Zamknięta w klatce umysłu zostałam otoczona przez dziwne, rozmywające się obrazy. Zaczęłam denerwować się, że pozostanę w tej nicości na zawsze i wtedy, czyjś głos przywrócił mnie na powierzchnię:
- Co żeście z nią zrobili, barany jedne?
Ten głos był inny; cienki, drżący, przeszyty bólem. Człowiek, który w tamtym momencie przemówił, na pewno nie był szczęśliwy ze swojego życia. Podejrzewałam już mniej więcej, do kogo należy, ale zgubiłam się w swoich myślach i zapadłam głębiej w nieświadomość, gdy tylko ponownie usłyszałam ten seksowny baryton:
- Straciła przytomność, gdy tylko kazałem im ją związać.
- Straciła przytomność, gdy cię usłyszała, Severusie?
Ach... Severus... - pomyślałam, rozkoszując się brzmieniem tego imienia, które teraz tętniło w moich uszach i wydawało się wypełniać całą tą nicość, która mnie otaczała.
- Co ona tam mówi? - znowu odezwał się ten cienki głos.
Zorientowałam się, że nie wypowiedziałam tego imienia tylko w moich myślach.
- Nie chcę się narzucać, ale może powinniśmy odkleić jej tą taśmę z ust i rozwiązać? - Severus przemówił ponownie, a ja znowu straciłam świadomość.
- Racja. Rookwood rozwiąż ją i odklej jej tą taśmę.
Czyjeś szorstkie dłonie, obchodzące się ze mną bez delikatności, przywróciły mnie do rzeczywistości. Kiedy poczułam, że jestem na sto procent w swoim ciele, otworzyłam oczy. Siedziałam na zimnej podłodze, oparta o jeszcze zimniejszą ścianę, której wypustki wbijały mi się w plecy. Przede mną klęczał wychudły mężczyzna o szczurzej twarzy pokrytej bliznami, które wskazywały, że wiele w życiu przeszedł. Nawet jeśli to były tylko pozostałości po bójkach w pubie. Jego wzrok był dziki. Wpatrywał się we mnie swoimi dużymi, ciemnymi ślepiami przez kilka sekund. Później po pomieszczeniu rozniosło się echo kroków i znowu usłyszałam głos Severusa:
- No jak tam Rookwood? Przebudziła się?
Znajome uczucie zapadania się owładnęło moje ciało.
Ktoś klepał mnie po policzku.
- Złaź Rookwood - teraz przemówiła kobieta. Ten głos był mocny i władczy. I też mi się z kimś kojarzył.
Poczułam, jak chłodny strumień wody uderza mnie w twarz. Natychmiast otworzyłam oczy. Tym razem pochylała się nade mną czarnowłosa kobieta o mocno zarysowanych kościach policzkowych.
- Lepiej? - zapytała uprzejmie, choć w sposobie jej mówienia nie wyczułam sympatii.
- Taaa... Znacznie - odpowiedziałam i podniosłam się z podłogi. Dopiero teraz zyskałam rozeznanie, gdzie tak właściwie się znajduję. Pomieszczenie było niewielkie i zagracone, a z sufitu zwisała mrugająca jarzeniówka. To była moja piwnica, przede mną stała Bellatrix Lestrange, a obok niej Augustus Rookwood.
- Coś podobnego - do środka wszedł wysoki mężczyzna z dwiema pionowymi szparkami zamiast nosa. Był ubrany dość nadzwyczajnie - w różowy szlafrok i skórzane trampki.
- Nigdy bym nie przypuszczał, że moja córka będzie mdleć na dźwięk głosu Severusa Snape 'a.
- Voldemort? - zapytałam zdezorientowana, gdy łysina faceta w szlafroku zalśniła w świetle żarówki.
- Glizdogonie! - krzyknął mężczyzna, a do pomieszczenia przyczłapał przygarbiony, niski człowieczek.
- T-t-tak Mój Lordzie? - zapytał trzęsąc się ze strachu.
- Ludzie nadal mnie rozpoznają! Gdzie jest moja peruka?
- Z-zaraz, mój Lordzie... - człowieczek zaczął przeszukiwać kieszenie swojej wyraźnie za dużej marynarki. - Mam ją... Proszę mój Lordzie - wyciągnął z rękawa małą, futrzaną kulkę.
- No na reszcie - Voldemort wziął perukę w dłonie, rozprostował, otrzepał z kurzu i gnieżdżących się między włoskami pcheł i nałożył na głowę.
Przede mną stał Voldemort w różowym szlafroku, trampkach i brązowej peruce afro. Zaczęłam się trząść ze śmiechu i zatkałam nos, żeby tylko nie okazać swojego rozbawienia. Wtedy poczułam przeszywający ból nogi. Bellatrix z wściekłością kopnęła mnie w kostkę, zmuszając do powstrzymania się od śmiechu.
Voldemort chrząknął kilka razy, a gdy nic się nie stało, klepnął Glizdogona w ramię i wykonał znaczący ruch brwiami.
- Aha - powiedział zmieszany Glizdogon, po czym wskazał wyciągniętą ręką na Voldemorta i zakomunikował poważnym głosem - Oto Ten-Którego-Imię-Budzi-Postrach-Na-Lądzie-W-Wodzie-I-Powietrzu-Którego-Sam-Albus-Percival-Wulfryk-Brian-Dumbledore-Nie-Odważy-Się-Nazwać-Po-Imieniu - Lord MordeVolt Pierwszy Wielki Nieśmiertelny, a dla poddanych Mroczny Lord, Pan Ciemności i Wszystkiego co na Ziemi.
- No dobrze, a co ja mam wspólnego z tobą Mroczny Lordzie, Panie czegoś tam? - zaczynałam już podejrzewać, ze mam do czynienia z grupką szaleńców, uciekinierów z wariatkowa.
- Też się nad tym zastanawiałem i doszedłem do wniosku, że jesteś po prostu moją córką - Mroczny Lord obdarzył mnie uśmiechem, wtedy spostrzegłam, że nosi aparat korygujący i już miałam ponownie się roześmiać, gdy napotkałam groźne spojrzenie Bellatrix.
- Przykro mi, ale jesteś w błędzie Mroczny Lordzie.
- Nie sądzę - odpowiedział nadal się uśmiechając.
- Ależ mylisz się. Mój tatko jest teraz w pracy i nazywa się...
- Milcz! Nie waż się wspominać o tym plugawym mugolu, którego zwiesz swoim ojcem! - Mroczny Lord wpadł w furię. - Nie wiem jak twoja piękna matka...
- Lordzie, byłeś pijany - wtrąciła znudzona Bellatrix. - Ona wcale nie była piękna.
- Oczywiście, że była! Mój gust nie jest aż tak skrzywiony...
- Jej gust też nie. Przecież na Twoje polecenie sprawdziłam, czy ten mężczyzna jest aż tak zły jak mówisz i okazał się być w porządku.
- Omamił cię! Tak samo zrobił z jej matką. A wydawała się być piękna i mądra. Już myślałem, że te dwie cechy nie chodzą u kobiet parami. I nie myliłem się. Jak mogła oddać się takiemu ciołkowi? Uwiódł moją kochaną...
- Lordzie, to był jeden raz, ty byłeś pijany, a ona wcale nie była piękna. Nie mam pojęcia, po co kazałeś nam odszukać tą dziewczynę po tych wszystkich latach. Przecież już dawno było powiedziane, że nigdy nie dowie się, kim jest jej prawdziwy ojciec, a ja specjalnie zakradłam się do domu tej twojej panienki i czternaście lat temu rzuciłam na dzieciaka czar, który ukrył jej zdolności magiczne.
- Łatwo ci mówić Bellatrix! Rita Skeeter oskarża mnie o impotencję! Muszę jej pokazać, że byłem i jestem zdolny do robienia TYCH rzeczy i to z jakim skutkiem - wskazał na mnie.
- Przepraszam bardzo, ale czy ktoś mi może wyjaśnić, o co w tym wszystkim chodzi?
Teraz oczy wszystkich zgromadzonych zwróciły się w moją stronę.
- Oczywiście, Strahl. To będzie długa i nużąca opowieść - wypowiedział ten seksowny głos, a ja zdążyłam tylko zarejestrować wzrokiem wchodzącego do pomieszczenia Snape 'a. No i znowu straciłam przytomność.
