Rozdział drugi: Nowe Goldvale
Ból był pierwszą rzeczą, jaka uświadomiła Biance, że nadal żyje.
Dziewczyna z cichym jękiem podniosła się do pozycji siedzącej. Zaraz potem pożałowała swojej decyzji – dół pleców i łopatki bolały ją niesamowicie. Bianca była jednak szczerze zdumiona tym, że nie ma niczego połamanego. Przy takim impecie uderzenia powinna mieć złamaną przynajmniej jedną kość w swoim ciele.
- Witam z powrotem wśród żywych. – rozległ się nagle dobrze już znany Biance głos.
Dziewczyna gwałtownie otworzyła powieki i zobaczyła, że znajduje się nie na ulicy, ale w jakiejś posiadłości. Przez krótki moment Bianca była pewna, że to rezydencja Goldvale – wszystko w korytarzu, w którym się teraz znajdowała, przypominało jej zdjęcia z miejsca zbrodni sprzed ponad pięciu lat.
- Gdzie ja jestem? – spytała się Bianca, próbując wstać na równe nogi. Dobre kilka minut zajęło jej jednak doprowadzenie się do stanięcia na pewnych nogach, bez garbienia się i utykania.
„Oscar" przez cały ten czas milczał. Dopiero gdy Bianca stanęła pewnie na obu nogach, głos odezwał się ponownie.
- Och, to? – Głos roześmiał się „serdecznie". Bianca tylko zacisnęła usta, czekając, aż śmiech się skończy. – To tylko dokładna replika mojego rodzinnego domu. Posesja Goldvale, pamiętasz może? Mąż twojej ukochanej siostry sprawił, że nigdy już nie mogłem tam wrócić. Przez wiele miesięcy szukałem idealnego dworu, który mógłbym przerobić w stylu mojego dawnego domu. Na całe szczęście, wreszcie taki znalazłem.
Bianca wypuściła powietrze z płuc przez nos, sycząc cicho.
- Po prostu powiedz mi, czego ode mnie chcesz, i miejmy to za sobą. – powiedziała dziewczyna. Przez cały czas mówiła sobie, że musi być silna.
Wiesz, jakie są jego słabe punkty. Sam je poznał. Wiesz też, jak się może zachować. Jeśli przyjdzie ci stanąć z nim twarzą w twarz, dasz radę go pokonać. Musisz tylko w to uwierzyć.
„Oscar" roześmiał się ponownie. Na tym etapie Bianca doszła do wniosku, że być może jej porywacz nie kłamie, i może faktycznie jest okrytym złą sławą Artystą, Oscarem we własnej osobie. Ta myśl nie poprawiła jej humoru. Ani to, co Oscar powiedział wkrótce potem.
- Mówiłem ci już… chcę, abyś zagrała w moją grę. Zrób to, a zapewniam cię, że rozważę wypuszczenie cię, całej i zdrowej. – Bianca wolała mu jednak nie wierzyć, mimo iż po tych słowach poczuła swego rodzaju ulgę.
Nie wolno mu ufać, pomyślała jednak zaraz potem Bianca, to porywacz. Nie wiadomo, do czego jeszcze może być zdolny. Równie dobrze mógł teraz okłamywać Biancę, aby potem łatwiej mu było ją pokonać.
- Radziłbym ci zacząć od prawej strony. – dodał nagle porywacz. Zaraz potem Bianca usłyszała charakterystyczny chrzęst, gdy głośnik się wyłączył.
Pozostała sama, zdana wyłącznie na siebie.
Nie chcę grać w to, pomyślała Bianca. Boję się. Chcę wrócić do domu. Dlaczego musiało to spotkać właśnie mnie?
Na to ostatnie pytanie Bianca akurat znała odpowiedź. Była siostrą Anny Reid, niedoszłej ofiary Oscara. A jej szwagrem była osoba, która pokonała seryjnego mordercę, a potem na dodatek doprowadziła do jego śmierci.
Upozorowanej śmierci – przypomniała sobie natychmiast Bianca. Musiała bowiem wziąć pod uwagę fakt, że osoba, która ją porwała, faktycznie może być Oscarem.
Bianca wzięła kilka głębokich wdechów. Plecy nie bolały ją już tak bardzo, i mogła w miarę normalnie chodzić.
Dziewczyna rozejrzała się dokładnie po korytarzu. Tuż przy samotnym krześle leżał sporych rozmiarów plecak. Na krześle natomiast leżał stroik do skrzypiec, a nieopodal, na podłodze, bila z numerem trzy.
Oryginalnie to był stroik do gitary, przypomniała sobie od razu Bianca. Nigdy wcześniej nie cieszyła się tak bardzo z tego, że wcześniej słuchała uważnie historii Sama, i że zapamiętała tak dokładnie tyle jej szczegółów. Zmienia reguły gry. Z mojego powodu.
Bianca przez ponad dziesięć lat uczyła się gry na skrzypcach. Sam tymczasem swego czasu liznął trochę gry na gitarze. Oscar podpasował zatem tą „edycję" pod to, co umiała i wiedziała Bianca. A przynajmniej tak się na razie dziewczynie wydawało.
Bianca przeszła powoli do drzwi po prawej, i otworzyła je z wahaniem. Tak jak się spodziewała, znalazła się w sali koncertowej.
Była niemalże identyczna jak ta z posiadłości Goldvale. Stał tu nawet taki sam fortepian, z takim samym wgłębieniem w kształcie nuty, które zapewne Bianca będzie musiała otworzyć specjalnym symbolem.
Bianca szybko znalazła futerał ze skrzypcami, i zajęła się ich nastrajaniem. Chciała mieć to za sobą możliwie jak najszybciej.
Nastrojenie skrzypiec zajęło jej dobrych kilka minut, jednak gdy to zrobiła, otworzył się mały schowek w uchwycie skrzypiec – tak mały, że Bianca ledwie go zauważyła. W środku znalazła kluczyk, zapewne do szafki znajdującej się w tym samym pomieszczeniu.
- Widać, że nauka nie poszła w las. – powiedział nagle porywacz. – Bardzo dobra robota, Bianco. Oby tak dalej. – Bianca przemilczała jego słowa. Wiedziała, że nie ma tego naprawdę na myśli. Pogrywał sobie z nią, i sprawiało mu to pewnie chorą przyjemność.
Bianca wstała z podłogi, po czym przeszła do pobliskiej szafki. Dziewczyna schowała bilę do plecaka, i wyjęła z kieszonki kluczyk. Włożyła go w zamek, po czym przekręciła w bok.
Zadziałało. Kluczyk pasował.
Bianca otworzyła drzwiczki szafki, i znalazła tam latarkę.
Chce, żebym poszła do drugiego pokoju. Tak samo jak pięć lat temu musiał zrobić Sam.
Pomimo szczerych niechęci do kontynuowania swoich działań, Bianca nie miała innego wyjścia, jak brać udział w grze, którą przygotował dla niej – i najwyraźniej specjalnie dla niej – Oscar. Dziewczyna wyszła z sali koncertowej, po czym skierowała się do położonego naprzeciw pokoju.
Gdy tam weszła, w środku panowała istnie grobowa ciemność. Bianca włączyła latarkę, i od razu zaczęła szukać możliwego źródła światła. Znalazła go po niecałej minucie – była to stara, antyczna lampa. Bianca włączyła ją, i od razu całe pomieszczenie wypełnił spokojne, miłe, stonowane światło.
- Ciemność skrywa wiele wad, Bianco Reid. – odezwał się w tej samej chwili Oscar. Bianca cudem powstrzymała się przed wywróceniem oczyma. Była przytomna nie więcej niż piętnaście minut, a już miała dosyć tego mężczyzny.
Bianca zignorowała jego dalsze słowa, i skupiła się na znalezieniu potrzebnych jej w dalszej części „gry" rzeczy. Całym sercem chciała się stąd wydostać jak najszybciej. A aby to zrobić, musiała być przygotowana na wszystko, i działać szybko i sprawnie.
Bianca dostrzegła stojącą na dużej, szerokiej toaletce głowę manekina z kruczoczarną peruką. Była ona cała mokra, i Bianca przypomniała sobie, że Sam podczas swojej gry z Oscarem musiał na pewnym jej etapie wysuszyć ją, aby coś otrzymać.
Teraz jednak peruka i głowa manekina jej nie interesowały. Dziewczyna skupiła swoją uwagę na szafie stojącej po prawej stronie toaletki. Bianca odsunęła zasłonę, i praktycznie od razu zaczęła szukać rzeczy, które mogą jej się przydać w przyszłości.
Większość rzeczy była bezużyteczna – ot, jakieś rajstopy, rękawiczki, szalik, wieszak, szminka, i inne tym podobne rzeczy. W końcu jednak Bianca znalazła w pozytywce z baleriną małe koło zębate. Wzięła je do lewej dłoni, wiedząc, że wkrótce będzie musiała go użyć na drzwiach w głębi korytarza, tak jak to wcześniej musiał zrobić Sam. W ostatniej chwili Bianca wzięła też z szafy wachlarz. Przypomniała sobie bowiem, że Sam musiał wziąć stąd także ten wachlarz, ale za pierwszym razem tego nie zrobił, i potem musiał się po niego cofać.
Bianca wyszła z charakteryzatorni, i przeszła przez całą długość korytarza aż do drzwi na samym końcu. Były one zamknięte, ale tuż pod gałką znajdowało się małe wejście – właśnie na owo koło zębate. Bianca włożyła je do środka, po czym przekręciła gałkę w bok. Zadziałało. Drzwi drgnęły i otworzyły się.
- Cały świat składa się z trybików. – powiedział Oscar, gdy drzwi się uchyliły. – Czy jesteś gotowa zobaczyć to, co się dalej kryje?
Bianca miała pełną świadomość tego, że zaraz stanie oko w oko z pierwszą ofiarą Oscara – założywszy, że postanowił on poprowadzić grę na tych samych zasadach, na jakich prowadził ją pięć lat temu z Samem.
Bianca wzięła głęboki wdech, po czym jednym ruchem otworzyła na oścież drzwi, i przeszła do drugiego, mniejszego korytarza.
Niemalże zaraz potem Bianca miała ochotę zacząć krzyczeć. Głos jednak ugrzązł jej w gardle, a jej błękitne oczy otworzyły się szeroko. Bianca zachwiała się, i tylko pewna, stabilna ściana zdołała ją utrzymać w pozycji stojącej.
Tuż nad nią, na suficie, utrwalony w pozycji Ikara znajdował się Michael Brandon, daleki znajomy Bianki. Dziewczyna nie widziała go już od ponad miesiąca. Bianca była jednak święcie przekonana, że Michael najzwyczajniej w świecie uciekł z domu. Jego rodzice byli bardzo restrykcyjni, i od małego zabraniali Michaelowi niemalże wszystkiego. Jakby tego było mało, dwa miesiące temu rzuciła go dziewczyna, z którą był od prawie czterech lat.
Bianca nawet nie zwracała uwagi na to, co mówił do niej teraz Oscar. Jej spojrzenie było utkwione w szeroko otwartych oczach jej zamordowanego znajomego. Były w kolorze jasnoniebieskim, jak zapamiętała, a jego długie nieco przed kark jasne blond włosy w takim samym odcieniu jak włosy Bianki były dokładnie ustylizowane.
Bianca wzięła wiele niepewnych wdechów nim była w stu procentach pewna tego, że da radę iść dalej sama, bez wsparcia ścian i innych stabilnych, ciężkich przedmiotów, mebli i konstrukcji.
Gdzieś w rogu pomieszczenia Bianca znalazła ścierkę i średniej wielkości wiaderko. Machinalnie zabrała je ze sobą, nie myśląc nawet, co właściwie robi. Ścierkę włożyła do jednej z bocznych kieszeni plecaka, a wiaderko przytroczyła do jego dołu. Gdzieś w tyle jej jaźni zrodziła się myśl, że Oscar naprawdę dostosowuje tą grę do jej zainteresowań, ale także i płci.
Nie zrobiło to jednak na Biance żadnego wrażenia. Po tym, co właśnie zobaczyła, chciała się tylko stąd wynieść.
A wcześniej porządnie dokopać człowiekowi, który był za to wszystko odpowiedzialny.
