Z ostrzeżeń, od tego rozdziału tekst zmienia się w crakckfik/moją żałosną próbę napisania go. W skrócie, piszę to dla odreagowania innych fików, ilość fabuły znikoma, a rozdziały będą się pojawiać jak się pojawią.


- Nie!

Harry westchnął, po raz kolejny od miesiąca słysząc tą samą odpowiedź, ale nie zamierzając rezygnować.

- Tom… - Zaczął znów łagodnie, jak z dzieckiem, dobrze wiedząc, że Voldemort tym w sumie był. Porzuconym dzieckiem, które pozbawiono dzieciństwa i nie dano szansy dorosnąć.

Na szczęście potrafił jednak blokować już przed nim własne myśli, inaczej to dziecko urządziłoby mu tu zaraz jesień średniowiecza, łącznie z wiernym odwzorowaniem płonących stosów z nim samym w roli podpałki.

- Powiedziałem nie! – Voldemort spojrzał na niego wściekle zza biurka. – Nie zamierzam nagle iść i powiedzieć, że od dziś przebieramy się na biało i niesiemy miłość i pokój!

Harry zachichotał.

- No, w bieli to by ci było kiepsko… - Podrażnił go, uchylając się momentalnie od rzuconej klątwy uciszającej. – Hej, to ja, twój horkruks, pamiętasz? – Przypomniał mu, z trudem powstrzymując uśmieszek na jego pełen frustracji jęk:

- A było mi cię wtedy zabić…

- Zmieniacze Czasu zniszczone, więc utknąłeś ze mną na dobre. – Harry wzruszył ramionami, podchodząc bliżej i bezceremonialnie siadając mu na biurku wśród bardzo ważnych raportów śmierciożerców. – Naprawdę, co ci szkodzi pozbawić ich trzech zaklęć? – Zapytał, na minę Voldemorta wywracając oczami. – No weź, co ci tak an tych Niewybaczalnych zależy, zgodziłeś się już na wstrzymanie otwartych rzezi mugoli.

- Bo aurorzy pozbawili mnie zbyt wielu śmierciożerców, bym mógł tak ryzykować! – Rzucił obronnie Voldemort, zrzucając go z biurka.

Harry fuknął pod nosem, po dziecinnemu nadymając policzki.

- Zanim skłamiesz pamiętaj, że mam dostęp do twoich myśli. – Pokazał mu język, po zebraniu się z podłogi jednym ruchem zrzucając mu z biurka wszystko i znów na nim siadając. Na pierwszą sylabę Crusiatusa uniósł obronnie dłoń, na której wciąż miał pierścień.

Voldemort zamilknął, zaciskając wściekle wargi w wąską linię i przez chwilę mordując go wzrokiem, ale na koniec tylko odłożył różdżkę. Harry mimowolnie odetchnął z ulgą: nie raz nie dwa oberwał Cruciatusem czy innym równie milusim zaklęciem, jeśli przesadził z drażnieniem Toma. To było na początku, nim równie milusimi rytuałami i czarami pomógł mu odzyskać fragmenty duszy z dziennika i czarki – umówmy się, to nie diadem, naszyjnik czy pierścień, żeby mógł je wszędzie nosić niczym sejf samobieżny – ale i tak dobrze było się przekonać, że Tom naprawdę odzyskał razem z częściami duszy zdrowy rozsądek. Przynajmniej trochę.

- Mówiłem ci już, że twoje teorie to bzdura! – Voldemort prychnął, wpatrując się w niego ze skrzyżowanymi ramionami. Harry zachichotał, zsuwając mu się na kolana i przytulając go mocno.

- Nadal cię kocham. – Powiedział niewinnie, na jego reakcję śmiejąc się już otwarcie. Dość głośno by obudzić Nagini, drzemiącą na kamiennej płycie kominka, a teraz obserwującą ich leniwie.

- Złaź. Ze mnie! – Voldemort spojrzał na niego morderczo, ale Harry niewiele sobie z tego robił, jak zwykle. Przytulił go tylko mocniej, szczerząc się szeroko. Tom na każdy kontakt fizyczny reagował tak samo, zamierając, z wolna się rozluźniając i nagle spinając kiedy tylko zdał sobie sprawę z tego co robi, zawsze w tej kolejności.

- W porządku, mała, możesz się grzać. Tylko się z Tomem bawimy. – Uspokoił Nagini, nie odsuwając się od Toma ani odrobinę.

- Jak ja ci pokażę zabawę…!

Harry wywrócił oczami, opierając się o niego wygodnie.

- Mają przestać używać niewybaczalnych.

- Zapomnij!

- Mają przestać.

- Powiedziałem coś!

- Tom, no weeeź… - Harry skrzywił się, nie zamierzając jednak poddać.

Po kolejnej godzinie czy dwóch znudził się jednak w końcu, odsuwając i siadając znów na jego biurku. Skrzyżował ręce na piersi, obserwując go beznamiętnie.

- …zakaz niewybaczalnych, uparciuchu, bo cię kochać przestanę. – Zagroził mu jakby nigdy nic.

Dobrze wiedział, że to zadziała. Tom mógł się uważać wciąż za wielkiego mrocznego lorda, mógł mówić, że niczyjej miłości mu nie potrzeba, ale to Harry miał nad nim przewagę: tylko on go kochać potrafił i z nich dwóch tylko on miłość w ogóle rozumiał. Tom o niej pojęcia nie miał, nie wiedząc też zupełnie jak radzić sobie z nim, jego obecnością, takimi groźbami i całą tą sytuacją.

I co ważniejsze, Tom mówić to sobie mógł, że ani jego miłości ani w ogóle niczyjej mu nie potrzeba, ale Harry wiedział swoje. Mógł sobie tak paplać, ale to wcale nie znaczy, że był szczery. Tom wiąż był dzieciakiem, a te mają to do siebie, że z niczego nie rezygnują jeśli nie muszą. Tak jak dziecko, które ma okres buntu i klnie na rodziców ile ma siły w płucach, ale i tak nie zrobi nic by się od nich odciąć.

Tom tak samo mógł sobie mówić, że Harry'ego nie potrzebuje, ale on wiedział i widział swoje. Tom mógł go nie chcieć, ale to nie znaczyło, że od razu chce go nie mieć. Był w końcu jego horkruksem!

Dzięki temu Harry mógł go sobie powolutku owijać wokół palca, tak troszkę, o ile pilnował by tej części myśli nigdy mu nie ujawnić, i nie przesadzał z żądaniami. Nie planował też nigdy robić tego na dużą skalę, raczej od czasu do czasu wyżebrać to i owo.

Zbyt wiele lat cały czarodziejski świat zwalał na niego sprawy wojny, by jeszcze miał ochotę go chronić. Nie miał jednak zamiaru siedzieć i patrzeć jak Voldemort morduje ludzi dla rozrywki. Miał więc prosty plan, dopilnować by w swoich ambitnych planach Voldemort nie zabił nikogo niewinnego i tyle. Na razie przekonał go do odwołania rzezi mugoli i paru innych mało przyjemnych rozrywek, osiągając w kilka miesięcy więcej niż przez lata prób zabicia go, więc czuł się rozgrzeszony. Poza tym wiedział, że przeszłości nie zmieni, więc wolał zatroszczyć się o przyszłość.

Jasne, że łatwo nie przyszło, ale już lata temu musiał się nauczyć ignorować poczucie winy. Było nie było, jako jedenastolatek zabił człowieka, nieważne czy opętanego czy nie. Cóż, może mu wtedy jakieś klepki wypadły z miejsc, albo kiedyś przez kolejne lata, nie dbał o to. Pierwszy raz miał całkiem miły dom bez widma wojny nad głową, więc nie narzekał.

- …jedno. – Wycedził Voldemort, wyrywając go z zamyślenia.

Harry uśmiechnął się tylko, przysuwając znów i przytulając go mocno.

- I znowu cię kocham, uparciuchu, tak jakbym mógł przestać. - Pocałował go w miejsce w którym nos mieć powinien, chichocząc tylko na jego zdegustowane spojrzenie. - To kto ogłosi zakaz Avady, ty czy ja? – Zapytał, zeskakując z biurka. Voldemort obserwował go przez chwilę podejrzliwie, nagle rozumiejąc.

- Tyś to planował od początku. – Warknął, brzmiąc jednak na bardziej zrezygnowanego niż wściekłego.

Harry zaśmiał się cicho.

- No raczej! – Wdrapał mu się znów na kolana, przytulając go. Bonus tej pozycji był taki, że Voldemort miałby spore problemy z trafieniem go jakimś zaklęciem. – Jak ci zabiorę Imperiusa to zostaje ci zwykły szantaż, w którym znów by się trupy sypały. Jak zabiorę Cruciatusa, to zaczniesz używać zaklęć, które naprawdę kogoś ranią, nie mu to wmawiają. – Wzruszył ramionami, opierając mu brodę na piersi i zezując na niego z dołu. – Avadę zastąpi tylko stary dobry mord własnoręczny, a połowa twoich śmierciożerców bałaby się sobie ciuszki krwią pobrudzić. – Zachichotał. – Więc tylko tak wygrywam.

Mógłby przysiąc, że Voldemort zgrzytnął na niego zębami.

- Czemu ja się jeszcze nie zabiłem? – Wymamrotał, bezceremonialnie spychając go z kolan na ziemię.

Harry wstał szybko, jakby nigdy nic znów mu się na nie pakując.

- Bo jestem piękny, mądry i tylko ja nie boję się z tobą drażnić. – Pokazał mu język, dla bezpieczeństwa poprawiając dłonią z pierścieniem diadem we włosach, po tym wyjmując naszyjnik spod koszulki.

Voldemort prychnął znów pod nosem, zbierając zaklęciem papiery i układając je na biurku, wracając do przeglądania ich. Harry, jak na tylko miesiąc męczenia go wybitnie zadowolony, oparł mu głowę na ramieniu i zamknął oczy.

Ciekawe czy jak się tak zdrzemnie to Tom znów go przywiąże zaklęciem do sypialni…