Zwalczymy tę małżeńską ustawę, kochanie, nie martw się... nie mogą tego zrobić... jeżeli będzie trzeba, zaangażujemy w to przyjaciela twojego taty – pamiętasz go... ten, który współpracuje z brytyjskim rządem..."

„Kochanie, trzymaj się... wciągamy w to innych rodziców... nie wliczą ci chociaż tych dodatkowych godzin ze zmieniacza czasu... to już małe zwycięstwo..."

„Tak, kochanie, dostajemy jakieś pogróżki, ale nie martw się... próbują nas zastraszyć..."

Nie możesz wskrzesić umarłych.

„ I powiedziałam tym idiotom z Ministerstwa, że przeprowadzimy się z tobą do Francji, albo... gdzie była ta druga czarodziejska szkoła? Nie ważne, wszędzie potrzeba dentystów... Tak, wiem, kochanie, że chcesz skończyć szkołę... my też chcemy... wspieramy cię... ciężko pracujesz i dobrze ci idzie... jesteśmy tacy dumni..."

„Panno Granger, żałuję, że to ja muszę przekazać pani tę okropną wiadomość... tak, obawiam się, że chodzi o pani rodziców... Mroczny Znak... wierzymy, że było to wynikiem... Tak mi przykro, panno Granger... tak bardzo mi przykro, że to się stało..."

„Właśnie się dowiedziałem, Hermiono, tak mi przykro..."

„Bardzo przykro..."

Nie możesz wskrzesić umarłych.

„Odkąd jest pani dorosła, nic więcej nie mogę zrobić... Ministerstwo jest pani oficjalnym opiekunem w świecie mugoli do czasu, aż uzyska tam pani pełnoletność... standardowa procedura... Lucjusz Malfoy osobiście się tym interesuje, jestem pewien, że się pani domyśla..."

„Ma pani trzydzieści dni od dnia złożenia małżeńskiego kontraktu... jeżeli otrzyma pani w tym czasie inne, może pani wybierać..."

„Zrobię wszystko, by ci pomóc, Miona, nie martw się... nie pozwolimy Malfoy'owi, by tknął cię swoimi futrzanymi łapami... Nie, nie rozmawiałem z rodzicami. Nie muszę, wiem, że się zgodzą..."

Nie możesz wskrzesić umarłych.

„Jesteś pewna? Nie musisz... Oczywiście, że chcę! Długo na to czekałem... Jesteś pewna... Nie chcę cię skrzywdzić... Nie chcę, byś myślała, że oczekuję od ciebie... Oh, Merlinie, Miona... To jest... Bogowie... Hermiona... Kocham cię..."

Nie możesz wskrzesić umarłych.

„Nie, nie widziałem go... mówił, że idzie po coś do Hogsmeade... Kiedy miał wrócić? Jest późno... oczywiście, że pójdę z tobą, Miona... to także mój przyjaciel..."

Nie możesz wskrzesić umarłych.

„O Boże... Hermiono, nie patrz! Nie, nie patrz!"

Nie możesz wskrzesić umarłych.

„On... to moja wina, Harry...oh, nie... oni... dlaczego, dlaczego... Zapłacą. Był moim przyjacielem... najlepszym przyjacielem... Zapłacą. Sprawię, że zapłacą."

„Każdy krok wydaje się mały..."

„Pani rodzice nie żyją. Pani... kochanek... nie żyje."

Nie kochanek, przyjaciel.

Moja wina.

Nie mogę wskrzesić umarłych.

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*

Kiedy Severus wrócił do sypialni po rozmowie z Albusem, stanął w progu ze skrzyżowanymi ramionami i obserwował postać śpiącej młodej kobiety. Jeden niesforny lok opadł na jej twarz. Przez długą chwilę patrzył zachwycony jak porusza się z każdym jej oddechem. Tak młoda, tak obiecująca, tak bliska złej ścieżki... nawet teraz.

Tyle kłopotu dla niego.

Będzie musiał przyjrzeć się jej lepiej. Wojna się zbliżała, a oni nie mogli pozwolić sobie na to, by jakikolwiek atut wyślizgnął się z ich palców.

A Hermiona Granger, Prefekt Naczelna i doskonała czarownica, była niewątpliwie ich atutem. Obie strony usiłowały zrobić użytek z jej wspaniałego umysłu, lojalności...

... jej przyjaźni z Harrym Potterem.

Młoda kobieta jęknęła nagle we śnie i dopiero teraz spostrzegł jej napięcie. Rzucała głową w różne strony, włosy przyklejały się do spoconej skóry, a pot perlił się na jej brwiach. Zmarszczył brwi i podszedł bliżej. Ostrożnie położył jedną dłoń na jej ramieniu, a drugą odsunął włosy z twarzy. Ku jego zdziwieniu, ucichła pod wpływem jego dotyku. Lekko marszcząc brwi, wycofał się, nadal wpatrując w nią uważnie.

Nadal spała.

Rozluźnił się nieco. Wątpił, by była zadowolona z jego dotyku, gdyby nie te okoliczności. Jego wewnętrzny głos odezwał się w tym momencie, by przypomnieć mu, jak siedziała przy nim płacząc i trzymając się go kurczowo. Nie wydawało się, by miała coś przeciwko jego dotykowi.

Ale – to była niezwykła okoliczność.

Chociaż – to ją uspokoiło... i przyznał cicho, że sytuacja, w której młoda kobieta śpi w łóżku jej nauczyciela, nie może być postrzegana jak nic innego, tylko niezwykła okoliczność.

Może nawet bardziej niezwykła, niż scena w jego gabinecie.

Znowu zaczęła jęczeć, poruszając nogami, jakby biegła. Ponownie zbliżył się do niej, kładąc uspokajająco dłoń na jej ramieniu. Uspokoiła się. Stał w tej dziwnej pozycji przez chwilę, niezdecydowany, zanim westchnął. Słowa dyrektora dzwoniły w jego głowie: Nie spuszczaj z niej wzroku.

Zgadzał się z dyrektorem, że nocą może próbować uciec znowu. Nie miałaby problemu ze złamaniem blokad i czarów, które mógłby zastosować... a tym bardziej nie chciałby, by padła ich ofiarą. Najprościej było ją obserwować, zwłaszcza odkąd wydawało się, że z pewnością przeżywa niektóre... nieprzyjemne... zdarzenia we śnie. Ale jak nie spuszczać z niej oczu? Był pewien, że dyrektor nie byłby zadowolony wiedząc, że nauczyciel dzieli łóżko z uczennicą...

... nawet z uczennicą, z którą, jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, będzie zaręczony następnego dnia.

Kiedy myślał, śpiąca kobieta westchnęła i odwróciła się, chwytając mocniej jego dłoń i przyciągając ją do policzka, jak dziecko ulubiony kocyk. Nie mógł się wyswobodzić bez zbudzenia dziewczyny, a nie miał teraz ochoty na rozmowę o rzeczach, które lepiej omówić rano. O rzeczach, na temat których będzie chciała podyskutować, jeżeli się obudzi.

W rzeczywistości wolał ją taką. Cichą. Spokojną.

Cudownie milczącą.

Zirytowany, zrzucił buty i wyciągnął różdżkę z kieszeni. Na szczęście, nie trzymała jego ręki od różdżki. Kierując ją na siebie, wymruczał kilka zaklęć i zmienił szaty na parę wygodniejszych, luźnych spodni. Odsunął się tak daleko od łóżka, jak tylko mógł, bez przeszkadzania śpiącej kobiecie i wskazał różdżką na krzesło, koncentrując się na transmutowaniu go w składane łóżko odpowiedniej długości dla niego. Modląc się żarliwie, by ręka mu nie zdrętwiałą, wśliznął się na tapczan i utkwił wzrok w śpiącej na łóżku obok dziewczynie.

Obudziły ją stłumione głosy. Zamrugała kilka razy, zdezorientowana czarno-zielonymi zasłonami wokół łóżka... tak kontrastującymi z jej bordowo-złotymi. Materac był bardziej miękki, luksusowy, a łóżko samo w sobie, było większe niż w sypialni Prefekt Naczelnej.

Wracając myślami do zdarzeń z poprzedniej nocy, przypomniała sobie, co zaszło. Bogowie... Zasnęłam w objęciach profesora Snape'a, a on musiał mnie tu przynieść... to jego łóżko? Spałam w łóżku profesora? Ta myśl może kiedyś bardziej by ją zaskoczyła, ale teraz pozwoliła sobie tylko na mętne zaskoczenie.

Pamiętała, że śniło się jej to co zwykle – urywki rozmów, krótkie przebłyski wspomnień, nigdy nie słabnące, nigdy nie pozwalające jej odpocząć. Wtedy poczuła ciepło, ciepło, które sprawiło, że obrazy i głosy cofnęły się na krótki czas. Ulga była ogromna, jednakże... gdy ciepło zniknęło i obrazy powróciły, wydawało się, że jest jeszcze gorzej.

Wtedy ciepło powróciło i chyba coś ścisnęła... coś co sprawiło, że wszystko wróciło do normy. Ciepłe... odprężające. Pierwszy raz od śmierci Rona po prostu spała.

Zapomniała, jak to było, kiedy się normalnie spało.

Siadając, zaskoczył ją widok składanego łóżka obok. Wygnieciona pościel wskazywała, że ktoś niedawno na nim spał. Zadrżała. Z pewnością profesor Snape nie mógłby... ale kto inny mógłby to być? Zmieszała się jeszcze bardziej. Potrząsnęła głową, przeturlała się na drugą stronę szerokiego łóżka i powoli wstała. Zdała sobie sprawę, że nadal ma na sobie szaty z poprzedniego wieczoru. Nawet jej czarny płaszcz był wciąż zawiązany pod szyją – teraz całkowicie pomięty. Z grymasem na twarzy, odwiązała go i położyła na łóżku. Zlał się z pościelą – różnicą była tylko tekstura.

Dotknęła włosów, skrzywiła się znowu i rozejrzała po pokoju. W sypialni było dwoje drzwi. Jedne z nich były lekko uchylone i mogła przez nie usłyszeć raz głośniejsze, raz cichsze głosy. Przyjmując, że te drzwi prowadzą do gabinetu, podeszła do drugich i zaglądnęła. Odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła, że bez wątpienia znalazła się w łazience.

Starała się szybko odświeżyć – na tyle, na ile pozwalał jej brak długiej kąpieli i szamponu – czarami wygładzając pomięte ubranie i transmutując kawałki pergaminu z kieszeni w grzebień i szczoteczkę do zębów. Łzy uderzyły jej do oczu, gdy podniosła szczoteczkę i przypomniała sobie, jak Ron śmiał się z jej „obsesji higieny zębów", jak to określił.

Zapłacą. Sprawię, że zapłacą.

Ręka jej zadrżała.

Nie możesz wskrzesić umarłych.

Szczoteczka wypadła jej z dłoni upadając na puchowy dywanik leżący pod umywalką. Patrzyła na nią chwilę, zanim zmusiła się do podniesienia jej.

Stanowczo spychając wspomnienia na bok, machinalnie dokończyła toaletę i wyszła z łazienki. Przechodząc przez ciemny pokój, zawahała się chwilę przy tych drugich drzwiach. Zidentyfikowała przyciszone głosy, należące do profesora Dumbledore'a i profesora Snape'a. Gdy miała już otworzyć drzwi i ujawnić swoją obecność, usłyszała coś, co sprawiło, że znieruchomiała.

- Powiedziałeś jej już o planie? – mówił Dumbledore. Cofnęła się od drzwi i schyliła lekko, by widzieć osoby znajdujące się w pokoju. Mogła zobaczyć jedynie tył głowy Dumbledore, ale za to profesor Snape był całkowicie widoczny, stojąc naprzeciw swojego rozmówcy i poruszając się niespokojnie.

Pierwszy raz widziała go bez jego obszernych, nauczycielskich szat i z jakiegoś powodu ją to zaniepokoiło. Był bosy i miał na sobie luźne, czarne spodnie i podobną białą koszulę. Miał też odwinięte rękawy i nie przejmował się, że mankiety były nie zapięte. Dumbledore musiał przyjść wcześniej, niż się spodziewał, zgadywała. Z małym wysiłkiem skupiła się na rozmowie.

- Nie, Albusie. Ja... były inne rzeczy do omówienia, a zanim do tego doszedłem, ona-

- Rozumiem – rzekł Dumbledore. – Jak sądzisz, co zrobi? Myślisz, że twoja wczorajsza rozmowa z nią odniosła skutek? – mówił z napięciem, co ją zaskoczyło. Nigdy przedtem nie słyszała, żeby dyrektor się... martwił.

- Nie chcę zgadywać, dyrektorze – powiedział Snape, mierzwiąc sobie włosy. Były wciąż rozczochrane od snu, co nadawało mu bardziej przystępny wygląd. – Mam taką nadzieję... będzie to dla niej trudne, ale jest dzielna. Bardziej, niż ja byłem.

- Twoja sytuacja jest całkowicie inna, Severusie. Byłeś mobilizowany do nauki.

Przerwał dyrektorowi machnięciem ręki. – Już o tym mówiliśmy przedtem, Albusie.

- Nie winie cię, dziecko, za to co się stało. W twojej sytuacji-

- Tak, tak – rzekł niecierpliwie Snape. Hermiona nie mogła zobaczyć twarzy dyrektora, ale wydawał się być strapiony, potrząsając srebrną głową i załamując ramiona. Snape patrzył na niego spokojnie, zanim się odezwał – Wymyśliłeś, jak się do tego zabierzemy, Albusie?

- Miałem nadzieję, że po twojej wczorajszej rozmowie, będziesz mieć jakiś pomysł. A przynajmniej lepszy, niż ja mam. – Dumbledore zamilkł, a Hermiona zadrżała. O czym oni rozmawiają? – Myślałem, że uda mi się ocenić jej reakcje, ale się myliłem, piekielnie myliłem... Nigdy bym nie zgadł... – Hermona jeszcze bardziej zmarszczyła brwi. A czego się spodziewał? Moi rodzice nie żyją, mój jednodniowy narzeczony... najlepszy przyjaciel... oh, Ron... mam siedzieć i pozwolić Malfoy'owi, by uszło mu to na sucho?

- Właśnie. I dlatego masz kogoś takiego jak ja – rzekł zimno Snape – Żeby mógł ci przypomnieć, jak na druzgocące wydarzenia reagują ludzie nie noszący aureoli. – Hermiona podziękowała mu w myślach.

- Severusie...

Snape potrząsnął głową i przerwał mu – Naprawdę myślałeś, że nic nie zrobi? Jest zdeterminowana, odważna, przerażająco inteligentna, nigdy nie cofa się przed wyzwaniem, przypomina mi... – przerwał nagle.

- Ciebie – dokończył Dumbledore cicho – Bardzo ciebie przypomina w tym wieku, szczególnie przez ostatnie kilka tygodni. – Severus milczał, a jego słowa zabrzmiały w jej umyśle: Jesteś tak głupia, jak ja byłem. – Nie powiem, żeby propozycja zaręczynowa Weasley'a nie była niespodzianką.

- To był głupi plan.

- Nie wiedzieli... dlaczego mieli myśleć, że do tego to doprowadzi... – powiedział Dumbledore niskim głosem. Snape uniósł rękę, a luźna koszula podwinęła się, gdy się poruszył.

- Tak, wiem, Albusie... Ja tylko...

- Rozumiem, Severusie. Powinniśmy pospieszyć się wtedy z planem... ale wszystko zdarzyło się tak szybko. Jej rodzice... Jestem starym głupcem – Dumbledore potrząsnął głową. – Nie myślałem, że Lucjusz zadziała na własną rękę... Byłem pewien, że mamy czas, mamy przecież oczy i uszy w obozie Voldemorta... Byłem pewien, że mamy czas na działanie, dopóki nie wspomnisz o prawdziwym zagrożeniu.

Więc to był Luciusz Malfoy... działał na własną rękę? To dlatego profesor Snape nie wiedział o tym wcześniej.

- Ryzykował, ale na szczęście dla niego Czarny Pan był zadowolony z rezultatu. – Snape zbliżył się do kominka i odwrócił. Światło płomieni prześwitywało przez jego cienką, białą koszulę ukazując zarys klaski piersiowej.

Hermiona była zdziwiona szczupłą, muskularną sylwetką, która się jej ukazała. Nigdy nie myślała o żadnym z jej nauczycieli w taki sposób... nie myślała o żadnym profesorze jako o... mężczyźnie... wcześniej. Szczególnie nie o tym profesorze. Z lekkim opóźnieniem zdała sobie sprawę, że Snape nadal mówi - ... nadzieję, że to samo stanie się z naszym planem, albo stracę życie.

- Nie wierzę, żebyśmy mieli się o co martwić, Severusie. Wciąż i wciąż o tym rozmawiamy, odkąd zamordowali młodego chłopaka Weasley'ów. Wydaje mi się, że Voldemort będzie pod wrażeniem twojej pomysłowości.

- A Lucjusz spadnie o stopień lub dwa, jeżeli wszystko pójdzie dobrze. – dokończył Snape, siadając w fotelu naprzeciw dyrektora. – Im wyższą pozycję wymanewruję w Kręgu, tym cenniejsze informacje mogę zdobyć dla Zakonu – zaśmiał się – Albo nam się uda, albo będę martwy. Tak, czy tak - wygrywam.

- Severusie...

- Nie ważne, dyrektorze. Może będzie wolała się zabić, gdy usłyszy plan.

- Jestem pewien, że to nieprawda – Głos dyrektora był rozdrażniony, a ją zaskoczył nikły uśmiech na twarzy Snape'a. Wyraźnie próbował podjudzić drugiego mężczyznę. – Na brodę Merlina, człowieku, mógłbyś wyprowadzić z równowagi... gdybyś mógł być przez chwilę poważny. To jedyna opcja, jaką mamy, Severusie. Wiem, że to nie jest idealne rozwiązanie...

Profesor Snape nachylił się. – Nie mam co do tego wątpliwości, Albusie.

Dyrektor westchnął. – Jak uważasz, Severusie? Myślisz, że zgodzi się z planem?

- Jestem pewien, że nie jestem ekspertem... – zatrzymał się – Dlaczego nie zapyta jej pan sam, dyrektorze?

Jej żołądek podjechał do góry, gdy usłyszała ostatnie słowa profesora, wymawiane znajomym, jedwabnym tonem, którego używał dając szlabany lub odbierając punkty Gryffindorowi. Cofnęła się, gdy zobaczyła czarne oczy wpatrzone w miejsce, gdzie stała w ciemności. Ale z pewnością nie mógł widzieć... jej serce zamarło, usłyszawszy następne słowa. – Stoi za drzwiami i słyszy każde słowo, które tu padło.