Ahh jak ja kocham soboty. Obudzilem sie rano i postanoilem odwiedzic Marka po wczorajszym "Fap Party" i dowiedziec sie czy wyrwal juz Agate. Wskoczylem do auta w pizamie w kucyki pony i pojechalem.

Na miejscu zobaczylem wypadek. Edward Cullen zostal potracony na pasach. Usmiechnalem sie do siebie w myslach, bo mialem mniej roboty. Wbieglem do budynku i zaczalem lomotac w drzwi Marka. Otworzyl mi, walnal mnie gazeta i zatrzasnal drzwi. Zdezorientowany ucieklem. Jednak po chwili mialem wyrzuty sumienia ( a co jakby umarl od uderzenia mnie gazta) i zapasowym kluczem wlazlem do mieszkania. Marek siedzial sam i czytal "Metro" gdy mnie zobaczyl mazwal mnie pieknym eptetem i czescia ciala. Po czym zaczal mnie lomotac tak ze upadlem. Darlem sie tak glosno, ze przyszla jakas stara sasiadka i powiedziala ze mam ponetne cialko. Zaczalem jeszcze glosniej sie wydzierac i przyszla policja i nas zabrala (mnie i babe).

Ta baba caly czas sie do mnie lasila, ale jakis dziwnym trafem udalo sie mi od niej uciec. Pewnie ja zamkneli. Poszedlem do Marka, ale tym razem nie walil mnie gazeta. Poiedzial ze jestem glupszy od Roberta Pattinsona i mam sie zamknac. Okazalo sie ze Agata dala mu kosza. Odbilo mu z tego powodu. Powiedzialem mu zeby kupic piwo, ale kazal mi sie zamknac. Tym razem powiedzial mi ze jestem glupi jak Justin Bieber i rabnal mnie gazeta. Powiedzialem mu zeby umowil sie z Bartkiem. Tak sie wnerwil, ze mnie z mieszkania wyrzucil. Teraz mam u obu przechlapane. Boje sie poniedzialku...