Link do oryginału można znaleźć na moim profilu.
Tłumaczenie za zgodą autora, którym jest MysteriousFlower.
Rozdział czwarty: NACIĄGACZKA
Napisane na potrzeby Forum Wide Competition
Reprezentowany dom: Slytherin
Wyzwanie: Przydzielono ci określoną postać. Musisz połączyć ją z bohaterem pochodzącym z domu innego niż twój.
Charakter przydzielony: Gabrielle Delacour
Postacie sparowane: Gabrielle Delacour/Ron Weasley
Ograniczenia wiekowe: T (13+)
Czas akcji: Akcja miniatury rozpoczyna się w 2004 roku. Gabrielle ma osiemnaście lat. Wiem, że stworzyłem tutaj nieco drastyczny obraz, ale czasem lubię odejść od kanonu i wykreować coś zupełnie nowego i unikalnego.
Jeszcze raz wielkie dzięki dla niedobrej psycho-pink-faerie za wprowadzenie poprawek i bycie moją przyjaciółką oraz autorką w zbrodni!
Zawsze dostawała to, czego chciała. Już jako mała dziewczynka ciągle stawiała na swoim. Rodzice ulegali jej bez żadnych obiekcji, kiedy zażyczyła sobie, a raczej zażądała kupna nowej zabawki. Wybaczaliby jej każdą niegodziwość, jakiej ośmieliłaby się dopuścić. Gdy stała się starsza, zaczęła to niecnie wykorzystywać. Zauważyła, że niezwykle sporadycznie odmawiano czegoś Fleur, a prośby jej samej nie zostawały spełniane nawet jeszcze rzadziej. Zanim jednak nie zadeklarowała chęci wzięcia udziału w drugim zadaniu Turnieju Trójmagicznego – czy też może zanim jej o to nie poproszono – Gabrielle w pełni nie rozumiała, jak bardzo była skuteczna w uzyskiwaniu tego, na co akurat miała ochotę. Po tej ciężkiej próbie rodzice aż nazbyt gorliwie starali się ją uszczęśliwiać, a Fleur we wszystkim jej ustępowała. Fleur, którą także rozpieszczano.
Być może cały sekret tkwił w cząstce wili lub po prostu w anielskiej twarzy z błękitnymi oczyma. Jedno było pewne – nic nie mogło powstrzymać tej dziewczyny przed spełnieniem kolejnej żądzy. Nawet przysięga. Nawet ślubna obrączka. Pragnęła go. I zamierzała go zdobyć.
Ron Weasley był jej szwagrem. Fleur poślubiła jego brata, Billa, kiedy Gabrielle miała zaledwie jedenaście lat. Od tamtego momentu zdążyła go już całkiem dobrze poznać i w miarę upływu czasu coraz bardziej ją fascynował. Nie był tak przystojny i wyluzowany jak Bill albo Charlie, ale znacznie różnił się od zdziwaczałego Percy'ego. Nie był też tak zabawny jak George ani nie charakteryzował się przebojowością swojej siostry. Kiedyś nawet bardziej pociągał ją jego najlepszy przyjaciel, Harry Potter. To zauroczenie szybko się jednak ulotniło – zapewne ze względu na tak oczywistą miłość Harry'ego do Ginny bądź też dlatego, że Ginny wysyłała jej niebezpieczne sygnały zazdrości – lecz niebawem zastąpiła je gwałtowna chęć poznania rudowłosego, młodszego brata męża Fleur.
Zaczęła go więc obserwować. Dzień, w którym przysiągł wieczną wierność innej, przepłakała niemalże w całości. Miała ochotę na niego krzyczeć i zarazem wrzeszczeć wniebogłosy w samotności. Nigdy wcześniej nie zetknęła się z tego typu emocjami, ale już wkrótce po weselu zdała sobie sprawę, że targała nią po prostu zazdrość, która podczas kilku następnych miesięcy i lat systematycznie rosła w siłę. Gabrielle obserwowała Rona w trakcie corocznych spotkań rodzinnych w okresie świąt oraz na licznych przyjęciach urodzinowych, organizowanych w Muszelce albo Norze. Ilekroć ich spojrzenia się krzyżowały, spuszczała lekko powieki i uśmiechała się, usiłując na dłużej skupić na sobie jego uwagę. Zdawało się to pozostawać niezauważonym przez żonę Rona, Hermionę.
Gabrielle nie darzyła jej ani krztyną sympatii i uważała się za o wiele ładniejszą. Co prawda Hermiona zaliczała się do atrakcyjnych kobiet, ale jej typ urody nie wyróżniał się niczym szczególnym. Gabrielle natomiast zdawała sobie sprawę ze swego piękna, które w ogromnej mierze zawdzięczała sięgającym pasa jasnym włosom ze srebrzystymi refleksami i dużym, niebieskim oczom. Gdy przechodziła obok Hermiony, ta zawsze odwracała głowę, by spojrzeć na nią jeszcze raz. Gabrielle chciała, żeby on też odwracał. W czasie świąt w 2004 roku wreszcie udało jej się przyciągnąć na dłużej jego spojrzenie, choć stał na drugim końcu zatłoczonego pokoju. Uśmiechnęła się tak, jak zwykła to robić już od dawna, jednak coś się tej nocy zmieniło – Ron odwzajemnił uśmiech, przez co Gabrielle uśmiechnęła się jeszcze szerzej. W końcu zwróciła jego uwagę. A to był dopiero początek.
~o~
Pewnego chłodnego, październikowego wieczoru Gabrielle zastukała natarczywie w ciężkie drewno frontowych drzwi. Po lecie spędzonym z rodzicami we Francji z powrotem wróciła do Anglii, gdzie zatrzymała się w Muszelce. Podczas ostatnich dwóch tygodni udało jej się dostać pracę u Gringotta, toteż dużo czasu poświęcała na przemieszczanie się między wybrzeżem a centrum Londynu. Poznała miasto na tyle dobrze, że odnalezienie starego domu w wiktoriańskim stylu położonego na przedmieściach nie okazało się aż tak trudne, jak przypuszczała. To w Anglii widziała swoją przyszłość, której nie mogła odnaleźć we Francji. Albo raczej której we Francji odnaleźć nie chciała.
Kiedy drzwi się otworzyły i w progu ukazał się rudowłosy obiekt jej żądzy, natychmiast przywołała na twarz olśniewający uśmiech.
— Dobry wieczór — przywitała się uprzejmie.
Ron wydawał z lekka zdezorientowany widokiem swojej młodej szwagierki. Uniósł jedną brew.
— Witaj, Gabrielle. Co cię tutaj sprowadza?
Strzepnęła włosy z ramion.
— Czuję, że staję się dla Fleur coraz większym ciężarem. Ona mówi, że nie ma nic przeciwko mojej obecności, jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jestem dla niej i Billa jakimś intruzem. Postanowiłam więc dać im chociaż jedną noc tylko dla siebie. Chciałam iść do twoich rodziców, ale ich nie zastałam. Mam nadzieję, że nie gniewasz się, że przyszłam do was?
Ron wzruszył ramionami.
— Jasne, że nie. Tylko że Hermiony nie ma teraz w domu. Wzięła Rose i poszła odwiedzić Ginny i Harry'ego. Wróci pewnie za parę godzin. — Zawahał się na sekundę lub dwie. — Ale jeśli chcesz, to oczywiście możesz wejść.
Wzmianka o Hermionie i Rose nie zrobiła na Gabrielle większego wrażenia. Ot, to jedynie kolejna przeszkoda. Ron był ojcem Rose – całkiem słodkiej, małej dziewczynki o całkiem pospolitym wyglądzie – która po nim odziedziczyła rude włosy, a po matce orzechowe oczy. Teraz Hermiona nosiła ich drugie dziecko, a ostatnie badanie USG wykazało, że sześciomiesięczny płód to chłopiec. Podczas tej ciąży kobieta nabrzmiała o wiele bardziej niż w trakcie poprzedniej. Ostatnim razem, gdy Gabrielle się z nią widziała, ciągle jęczała, jak bardzo źle i grubo się czuje. Ron zapewniał, że wcale tak nie jest z niezbyt dużym przekonaniem.
— Dziękuję.
Kiedy Gabrielle wchodziła do środka, zadbała o to, by się o niego otrzeć. Wiedziała, że zrozumiał niewyraźną aluzję, wspomaganą zmysłową wonią jej perfum. Specjalnie na tę okazję założyła białą bluzkę z głębokim dekoltem, dżinsy z niskim stanem i czarne, skórzane kozaki na wysokich obcasach. Z coraz większym zaangażowaniem starała się zaznajamiać ze szczegółami mody mugoli, odkąd zauważyła, że Ronowi bardziej podoba się właśnie taki styl ubierania. Wkraczając do salonu, czuła na plecach jego spojrzenie. Jej wzrok natomiast od razu spoczął na gzymsie kominka, gdzie znajdowała się fotografia przedstawiająca uśmiechniętego Rona, który tulił do siebie Rose i stojącą przy nich Hermionę. Gabrielle szybko odwróciła głowę i postanowiła zająć się przyciągnięciem uwagi żywego Rona, który właśnie wszedł do pokoju. Usiadła i powoli założyła nogę na nogę, odchylając się jednocześnie do tyłu. Choć skończyła zaledwie osiemnaście lat, wcale na tyle nie wyglądała, a także nie zachowywała się stosownie do tego wieku.
Ron zajął miejsce na innej sofie i przelotnie ogarnął wzrokiem postać dziewczyny. Była bardzo atrakcyjna, temu nie mógł zaprzeczyć. Żaden zdrowy umysłowo facet nie mógłby temu zaprzeczyć. Niezwykle przypominała z wyglądu siostrę, lecz nie traciła przez to na swej indywidualności. Była jeszcze mniej nieśmiała niż Fleur, co wydawało się nieco dziwne, gdyż kiedyś uznawał bratową za arogancką. A teraz miał do czynienia z Gabrielle, która wręcz kipiała arogancją. Może po prostu pomylił wcześniej arogancję z pewnością siebie. Ron nie mógł również zaprzeczyć temu, iż widział zainteresowanie, jakie mu okazywała. Nawet Harry zauważył to w czasie ostatniego przyjęcia urodzinowego Jamesa – trącił go łokciem w żebra i szepnął, że Gabrielle się na niego gapi. Początkowo wyśmiał przyjaciela, jednak po zerknięciu na szwagierkę stwierdził, że ten nie kłamał. I również zaczął ją obserwować. Tamten wieczór zainicjował pewnego rodzaju gierkę z ukradkowym śledzeniem się nawzajem i pospiesznym odwracaniem wzroku. A z każdym spojrzeniem napięcie rosło coraz bardziej.
Tak też było w tym momencie. Atmosfera w pokoju gwałtownie się zagęściła i Ron nie potrafił wyjaśnić dlaczego. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w ramkę ze zdjęciem stojącą na obramowaniu kominka, podświadomie uśmiechając się na myśl o swojej córce i żonie. Wkrótce na świat przyjdzie jego syn i wszystko będzie idealnie. Lepiej niż teraz. Hermiona na powrót stanie się sobą, bez tych hormonalnych defektów związanych z ciążą. Bez emocjonalnych wybuchów i strumieni łez, bez zachcianek na dziwne potrawy w środku nocy, a przede wszystkim jej ciało wróci do normalnego stanu.
— No to... jak tam praca u Gringotta? — spytał Ron, odczuwając lekki dyskomfort. — Podoba ci się tam?
Gabrielle kiwnęła głową i przeczesała palcami włosy.
— Tak. To dla mnie świetna szansa na poszerzanie wiedzy i rozwijanie osobowości. Ale znam bardzo mało osób. Jedynie z twoją rodziną utrzymuję bliższe kontakty. Poza nimi nie mam nikogo. — Wydęła wargi w lekkim grymasie. Zawsze działało.
— Na pewno szybko nawiążesz jakieś przyjaźnie — próbował pocieszyć ją Ron, lecz te słowa tylko zwiększyły napięcie, jakie się między nimi wytworzyło. To było dziwne. Nigdy nie czuł czegoś takiego przy Hermionie. Czegoś na kształt czystej, surowej elektryczności. Tylko tak dało się to opisać. Mężczyzna poruszył się niespokojnie na swoim miejscu i podrapał czubek głowy. — Urocza z ciebie dziewczyna. Z pewnością niedługo ktoś to wreszcie zauważy.
— Dziękuję, Ron. Jesteś bardzo uprzejmy — odparła z magicznym uśmiechem, nie odrywając od niego wzroku tak długo, aż sam tego nie zrobił. Jego twarz pokrył szkarłatny rumieniec, ale zabrnęła już zbyt daleko, by mógł się obronić. Miała go. Przy pomocy cząstki wili właśnie oplatała go mocną siecią swego czarodziejskiego uwodzenia. Miała go. I tej nocy nie zamierzała wypuścić. Podniosła się z sofy i przeszła przez pokój, kierując się w stronę wyjścia.
— Chyba nie powinnam tu przychodzić — powiedziała, odwracając się nieznacznie, po czym zamrugała kilkakrotnie i ponownie wydęła wargi. Wtedy coś zaiskrzyło w oczach Rona. Coś, co nauczyła się odczytywać jako pożądanie. Coś, co widywała już w oczach niejednego mężczyzny. I zawsze wykorzystywała to na swoją korzyść. Dzisiaj nie miało być inaczej. — Wyraźnie widzę, że moja obecność cię krępuje.
Ron wstał i złapał ją za ramię, zanim zdążyła opuścić pomieszczenie. Oczy mu pociemniały, a kiedy przemówił, ledwie poznał ton własnego głosu, który nagle stał się niski i głęboki, Jego palce delikatnie popieściły gładką skórę dziewczyny. Momentalnie zapomniał o zdjęciu na gzymsie kominka.
— Nie odchodź.
~o~
Jego wargi były szorstkie i ciepłe, język natrętny. Ręce dziewczyny zręczne, ciało złaknione bliskości. Rozporek jej dżinsów został rozsunięty jednym niecierpliwym ruchem, same spodnie gwałtownie ściągnięte na biodra, bluzka rozerwana. Wkrótce ich ciała złączyły się w jedno, poruszając się szybko i pewnie. Każde pchnięcie sprawiało, że chciała więcej, każdy jęk mobilizował go do żwawszych posunięć. Napierała plecami na drzwi salonu, nogami oplatając go w pasie, a ręce wplotła w jego rude włosy. Spodnie miał owinięte wokół kostek, buty rozrzucił po pokoju. Jego gorący oddech owiewał jej skórę, jej paznokcie zatopiły się głęboko w jego plecach.
Zawładnęło nimi pożądanie. Czyste pożądanie, chciwe i egoistyczne pragnienie osiągnięcia satysfakcji. On wreszcie pozbył się frustracji w związku z tym, że Hermiona nie chciała z nim już sypiać i że nie mógł zaznać spełnienia, którego tak potrzebował. Ona natomiast dostała to, czego chciała i tylko to się liczyło. Krzyknęła, kiedy osiągnęła orgazm i przeciągnęła długie paznokcie po jego plecach, a gdy przeniósł na nią ciężar ciała, osunęła się na podłogę i zamknęła swoje niebieskie oczy.
Po dwudziestu minut niewyobrażalnej rozkoszy ich spocone ciała leżały obok siebie na podłodze. Ciągle dyszał, kiedy bez pośpiechu zabrał się za zakładanie spodni, odwrócony do niej plecami.
— Chyba powinnaś już pójść.
Gabrielle wstała i również zaczęła zakładać dżinsy. Ron, chcąc jak najszybciej w nią wejść, rozerwał jej jedwabne figi, więc teraz wepchnęła je po prostu do kieszeni. Zapiąwszy to, co zostało z jej bluzki, przechyliła głowę na bok.
— Jesteś pewien?
Obrócił się dookoła.
— Ja właśnie... my właśnie... – wyjąkał, ewidentnie zmieszany własnym zachowaniem i odczuciami — w moim domu... Więc tak, chyba powinnaś już pójść.
Gabrielle wzruszyła ramionami.
— Skoro będziesz dzięki temu zadowolony. — Otworzyła drzwi, których Ron użył niedawno do zdradzenia z nią swojej żony, a następnie odwróciła się i powiedziała: – Chociaż ośmielę się stwierdzić, że już jesteś.
I zostawiła go. Z poczuciem winy i wstydem, z którymi musiał uporać się sam. Nie martwiła się tym zbytnio. Wkroczywszy w zimną noc i rozpoznawszy ciemnowłosą postać, pchającą wózek w głębi ulicy, Gabrielle uśmiechnęła się delikatnie. Ruszyła naprzód i po paru minutach spotkała Hermionę.
— Cześć, Gaby. Przyszłaś do mnie? — zapytała kobieta z uśmiechem.
Dziewczyna zachichotała.
— Potrzebowałam rady, ale Ron już mi pomógł. — Zerknęła do wózka. Rose spała. Potem z powrotem popatrzyła na Hermionę. Na widok jej dużego brzucha natychmiast wróciła myślami do tego, co zrobili z Ronem. — Nawet bardzo.
— To dobrze, że pomógł ci rozwiązać problem — odparła Hermiona i ponownie ruszyła w kierunku domu. — Powinnaś jeszcze kiedyś nas odwiedzić.
Gabrielle uśmiechnęła się do siebie.
— Nigdy się nie dowiesz.
~o~
Pragnęła go. I w końcu zdobyła. A to oznaczało, że pokusa znikła. Zainteresowanie się ulotniło, chociaż myśl, że wolał ją od swojej żony, sprawiała jej przyjemność. Ciągle przychodził po więcej, ona natomiast nigdy mu nie odmówiła. Nawet po narodzinach syna dzwonił po nią o umówionej porze dnia. Nie było takiego miejsca, gdzie by się nie spotkali. Jego poczucie winy i zażenowanie za każdym razem dawały jej siłę do następnych schadzek, a niebezpieczeństwo sytuacji przyprawiało o dreszcze. Miała nad nim kontrolę, co uszczęśliwiało ją tak, jak nic innego w świecie uszczęśliwić by jej nie mogło. Co prawda nie chciała się nim z nikim dzielić, ale rozkoszowała się faktem, że to właśnie u niej szukał zaspokojenia swych pragnień.
Błękitne oczy Gabrielle rozszerzyły się, gdy zerknęła w dół na małą pałeczkę, którą trzymała w dłoni. Kolor niewątpliwie zmienił się na niebieski. Uśmiechnęła się i napotkała własne spojrzenie w łazienkowym lustrze, po czym wrzuciła test do pojemnika na śmieci. Była w ciąży. Urodzi jego dziecko. I zatrzyma go. Na zawsze. Jej plan zadziałał. Po raz kolejny dostała to, czego chciała. Pragnęła go. Zdobyła go. A teraz już nigdy nie pozwoli mu odejść.
Nikt nigdy nie sprzeciwił się Gabrielle Delacour.
~o~o~
