Sen cenię, głazem być jest lepszym losem,
Póki zło z hańbą w świecie się panoszą.
Nie widzieć, nie czuć jest dla mnie rozkoszą;
Przeto mnie nie budź, cyt! mów cichym głosem.*
– Nie. – wyszeptała Hermiona, rozglądając się z niepokojem po twarzach wszystkich obecnych. – To nie ma sensu.
– Zgadzam się z panną Granger. Jeśli istnieje coś bardziej irracjonalnego i trudnego do zrozumienia niż fakt, że Longbotton zaliczył ostatnie cztery lata nauki, to właśnie ta przepowiednia!
Harry poczuł, że jest mu zimno. Do tej pory nie zauważał chłodu panującego w Sali Przepowiedni, ale teraz, gdy poznał treść proroctwa, jego mózg zaczął na nowo odbierać docierające doń bodźce. Chłopak pomyślał o zaklęciu rozgrzewającym i w chwilę później jego ciało otoczyła fala ciepłego powietrza.
Mistrz Eliksirów i dyrektor zmarszczyli brwi z niezadowoleniem, a profesor McGonnagall nabrała głośno powietrza do ust. Cała ich czwórka była przerażona tym, co właśnie usłyszeli, jedynie Hermiona zdawała się nad czymś bardzo mocno koncentrować. Na czole dziewczyny pojawiła się pionowa zmarszczka, zazwyczaj sygnalizująca to, że jej właścicielka jest już o krok od rozwiązania.
– Gdy na niebie rozbłyśnie rój gwiazd... Gwiazdy zazwyczaj nie błyszczą... Znaczy błyszczą, ale przez cały czas... Co to może... Wiem! Chodzi o spadające gwiazdy! A Godryk przemówi nieswoimi ustami... Godryk Gryffindor nie żyje... więc chodzi o... dyrektorze... – Dziewczyna skierowała wzrok na starego mężczyznę. – Czy w Hogwarcie jest jakiś portret Gryffindora?
– Tak, panno Granger, ale nie wiem, co to ma…?
– A Godryk przemówi nieswoimi ustami... Gryffindor nie żyje, więc nie może mówić, ale co innego, jeśli miałby magiczny portret.
– T-tak, ale jest w starym skrzydle zamku... Początkowo wisiał w gabinecie dyrektora, ale jeden z moich poprzedników, Ebelezar Bękart zirytowany jego ciągłym milczeniem nakazał go przenieść do starego skrzydła. Nikt tam już nie mieszka, nie ma tam żadnych klas... Nic, tylko długi korytarz z komnatą na końcu...
– Czy może pan zarządzić o przeniesieniu portretu do Pokoju Wspólnego Gryfonów?
– Myślę, że tak.
– Dobrze... Następne trzy, linijki odnoszą się do znaków zodiaku, a...
Profesor Snape uśmiechnął się diabolicznie i przerwał Hermionie w połowie zdania.
– A trzy kolejne, panno Granger, dotyczą pana Potter'a i Czarnego Pana.
– Właśnie chciałam to powiedzieć.
– Proszę pamiętać, że nie tylko pani ma monopol na myślenie, panno Granger.
Dyrektor zachichotał cicho, podczas gdy Hermiona zarumieniła się wściekle po cebulki włosów, spuszczając z wstydem wzrok w posadzkę. Przypominało jej to wszystkie te chwile, gdy ten odziany w czerń mężczyzna kpił z jej inteligencji. Nie zastanawiając się nawet nad tym, co mówi, wypaliła:
– Wiem o tym, panie profesorze. Pamiętam pańską zagadkę w drodze do kamienia filozofów.
– Coś mnie zastanawia. – powiedział dyrektor. – Harry, mógłbyś podać mi podstawkę przepowiedni?
Gryfon trwał w otępieniu, jednak słowa dyrektora wyraźnie dotarły do jego uszu. Powoli wyciągnął rękę, chwycił przypominający przez wgłębienie odlew hełmu w gipsie prostokątny kawałek kamienia z niemiłosiernie wyblakłą srebrną etykietkę, na której starannym charakterem pisma wypisano trzy nazwiska.
Harry Potter,
Cedrick Diggory,
Tom Marvolo Riddle.
– Niezwykłe... Jak coś tak... – Dyrektor przez chwilę szukał właściwego słowa. – ... Niemożliwego może istnieć?
Chłopiec, który nie miał domu
– Połączeni węzłem wojny pośród ludzkich cierpień, obudzą trzeciego ze snu pośród ciemności. Żaden z nich żyć nie może bez drugiego, chociaż śmierci nie uciekł został jej poddany. Szukajcie kamienia, on zerwie kajdany.
Po nieznośnie długiej chwili milczenia jako pierwszy odezwał się Harry, jego ramiona wciąż drżały.
– Tu chodzi o Cedrica prawda? I o to, że... Pokocham... Voldemorta?
– Harry, mój chłopcze. – Dyrektor położył dłoń na ramieniu chłopca starając się jakoś go pocieszyć. – Nie wszystkie z tych przepowiedni zgromadzonych w tej ogromnej sali kiedykolwiek się spełnią. To my decydujemy o naszej przyszłości, a nie majaki jakichś od dawna martwych sybilli.
– Chce mnie pan pocieszyć, prawda?
– Nie będę ukrywał, że wiele znaczysz dla każdego z nas, nawet dla Severusa.
Mistrz Eliksirów popatrzył na swojego pracodawcę takim spojrzeniem, że gdyby ten na niego spojrzał niechybnie padłby trupem
– Dyrektorze, nie zapomina się pan?
W jego głosie zabrzmiała prośba. Mężczyźni wymienili spojrzenia i po chwili starszy z nich skinął głową.
– Masz rację... tak.
Minerva McGonnagall rozważała coś w myślach i po chwili zapytała:
– Nie wiem czy któreś z was to zauważyło, ale jeden z wersów tego proroctwa mówi o wskrzeszeniu z martwych, a ten dwie linijki dalej o użyciu do tego kamienia?
Severus Snape zachichotał drapieżnie odsłaniając przy tym zęby.
– Ta historia może być opowiedziana tylko przez pana, panie dyrektorze.
Stary mężczyzna skinął głową i rozpoczął swoją opowieść.
– „Było raz sobie trzech braci, którzy wędrowali pustą, krętą drogą o zmierzchu. Doszli w końcu do rzeki zbyt głębokiej, by przez nią przejść, zbyt groźnej, by przez nią przepłynąć i zbyt szerokiej, by nawet za pomocą magii któryś z nich był w stanie ją przeskoczyć. Bracia znali się jednak dobrze na czarach, więc po prostu machnęli różdżkami i wyczarowali piękny, bogato rzeźbiony most nad zdradziecką tonią. Byli już w jego połowie, gdy drogę zagrodziła im zakapturzona postać. To była Śmierć, która po chwili przemówiła do nich. Była zła, że tym trzem nowym ofiarom udało się ją przechytrzyć, bo zwykle wędrowcy tonęli w rzece. Nie dała jednak za wygraną. Postanowiła udawać, że podziwia czarodziejskie uzdolnienia trzech braci, i oznajmiła im, że każdemu należy się nagroda za przechytrzenie Śmierci. I tak, najstarszy brat, który miał wojownicze usposobienie i był najzdolniejszy z braci, poprosił o różdżkę, której magiczna moc przewyższałaby moc każdej z istniejących różdżek, za pomocą, której zwyciężyłby w każdym pojedynku – różdżkę godną czarodzieja, który pokonał Śmierć! I Śmierć podeszła do najstarszego drzewa rosnącego nad brzegiem rzeki – czarnego bzu, wycięła z jego gałęzi różdżkę i dała najstarszemu bratu, mówiąc: „To różdżka z czarnego bzu, zwana Czarną Różdżką. Mając ją w ręku, zwyciężysz każdego". Drugi w kolejności starszeństwa brat, który miał złośliwe usposobienie i odznaczał się niezwykłą głupotą, postanowił jeszcze bardziej upokorzyć Śmierć i poprosił o moc wzywania umarłych spoza grobu. I Śmierć podniosła gładki, czarny kamień z brzegu rzeki, dała mu go, powiedziawszy, że ów kamień ma moc ściągnięcia umarłego zza grobu. Potem Śmierć zapytała najmłodszego brata, co by chciał od niej dostać. A był on z nich trzech najskromniejszy, a także najmądrzejszy, więc nie ufał Śmierci. Poprosił o coś, co pozwoliłoby mu odejść z tego miejsca, nie będąc ściganym przez Śmierć. I Śmierć, bardzo niechętnie, wręczyła mu swoją Pelerynę-Niewidkę. Wówczas Śmierć odstąpiła na bok i pozwoliła trzem braciom przejść przez rzekę i powędrować dalej, co też uczynili, rozprawiając o przygodzie, która im się przytrafiła, i podziwiając dary Śmierci. I zdarzyło się, że trzej bracia się rozstali, każdy poszedł własną drogą. Pierwszy brat wędrował przez tydzień lub dwa, aż doszedł do pewnej dalekiej wioski i odszukał czarodzieja, z którym się kiedyś pokłócił. Mając Czarną Różdżkę w ręku, nie mógł przegrać w nierównym pojedynku, który nastąpił. Zostawił ciało martwego przeciwnika na podłodze, a sam udał się do gospody, gdzie przy skrzacim winie przechwalał się głośno dumny z mocy swojej różdżki, którą wydarł samej Śmierci i dzięki której stał się niezwyciężony. Tej samej nocy do najstarszego brata, który leżał w łóżku odurzony winem, podkradł się inny czarodziej. Zabrał mu różdżkę i na wszelki wypadek zdradziecko poderżnął gardło. I tak Śmierć zabrała Pierwszego brata. Tymczasem drugi z braci powędrował do własnego domu, w którym mieszał samotnie. Zamknął się w izbie, wyjął Kamień, który miał moc ściągania zmarłych zza grobu i obrócił go trzykrotnie w dłoni. Ku jego zdumieniu i radości natychmiast pojawiła się przed nim postać dziewczyny, z którą kiedyś miał nadleję się ożenić, zanim spotkała ją przedwczesna śmierć. Była jednak smutna i zimna, oddzielona od niego jakby woalem. Choć wróciła zza grobu, nie należała prawdziwie do świata śmiertelników i bardzo cierpiała. W końcu ów drugi brat, doprowadzony do szaleństwa beznadziejną tęsknotą, zabił się, by naprawdę móc się z nią połączyć. I tak Śmierć zabrała drugiego brata. Choć Śmierć szukała trzeciego brata przez wiele lat, nigdzie nie mogła go znaleźć. Dopiero, kiedy był w bardzo podeszłym wieku, zdjął z siebie Pelerynę-Niewidkę i dał ją swojemu synowi. A wówczas pozdrowił Śmierć jak starego przyjaciela i poszedł za nią z ochotą, i razem, jako równi sobie, odeszli z tego świata."
W oczach Hermiony pojawiły się łzy. Dziewczyna znana była z tego, że mimo swojej nadzwyczajnej erudycji często reagowała emocjonalnie na wszystko, co ją dotknęło – od zniewag Malfoya do czarodziejskiej poezji miłosnej.
– To było piękne.– wyszeptała.
– Czy chodzi właśnie o ten kamień?
– Tak, panno Granger. – Powiedział z głęboką powagą w głosie dyrektor. – Te trzy potężne artefakty – Czarna Różdżka, Peleryna Niewidka i Kamień Wskrzeszenia stanowią Insygnia Śmierci.
– Czy wierzy pan, że to sama Śmierć obdarowała trzech braci?
– Wszystko jest możliwe mój chłopcze, ale myślę, że bracia Peverell, – bo tak naprawdę się nazywali byli bardzo potężnymi czarodziejami i sami prawdopodobnie byli Twórcami Insygniów.
– Ale przecież narzeczona drugiego brata nie ożyła naprawdę, nie ma zaklęcia, które przywracałoby ludziom życie... Nie ma.
Dyrektor uśmiechał się z ukontentowaniem słuchając zgodnych z tym co sądził cały świat czarodziejski słów Hermiony, jednak po chwili powiedział cicho.
– Kto wie? Może drugi z braci nie użył odpowiednio kamienia? Wydaje mi się, że działa on na zasadzie podobnej do de... dehi...defy.
– Defibrylatora?
– Tak, właśnie o to mi chodziło, panno Granger... Myślę, że wytwarza on silne pole magiczne wskazując duszy drogę na ten świat, coś w rodzaju... nici Ariadny. Potem należy użyć go do stworzenia ciała i powinien wówczas naprawdę być ożywić człowieka... Myślę, że powinniśmy już wrócić do Hogwartu. Nie odejmę państwu punktów, ponieważ wasza mała wyprawa rzuciła sporo światła na to, czego możemy się spodziewać, ale umieszczę odpowiednie notatki w waszych aktach.
Gryfoni skinęli głowami, a wzrok dyrektora powędrował do profesor transmutacji.
– Minervo, byłabyś tak miła?
Kobieta skinęła głową i wyjęła mały, metalowy przedmiot przypominający srebrną zapalniczkę i nacisnęła położony na jej boku mały czarny guzik. Po chwili otoczyło ich jasne światło i w ułamku sekundy znaleźli się w Hogwarcie.
* Michał Anioł Buonarotti Simoni
** JK Rowling Harry Potter i Insygnia Śmierci
