EPILOG

ARTHUR nasłuchiwał przez chwilę, po czym wrócił do pisania. Nagle wyczuł za sobą czyjąś obecność.

- Sun.

Dziewczyna usiadła z drugiej strony biurka.

Przez te dwa tygodnie, podczas których razem z Eamesem trenowali bliźniaki, Arthur zdążył się przekonać, jak specyficzną byli parką: w realu introwertyczka cicha jak duch i ekstrawertyk-gaduła, nieco ciapa, we śnie: utalentowana złodziejka sekretów planująca zawsze o dwa kroki do przodu i jej cień: świetny strzelec, ale nieco ryzykant i smakosz adrenaliny. Może i radzili sobie nieźle, ale kolejne testy przechodzili, jakby wszystko było tylko świetną zabawą. Arthur miał nadzieję, że do konkretnego zadania podejdą na poważnie.

W głowie Arthura niemal zabrzmiało niewypowiedziane pytanie Sun:

- Nie śpisz?

- Pracuję. – Spojrzał na zegarek. Dochodziła druga w nocy.

Przez czas spędzony razem opracowali własny sposób porozumiewania się łączący najprostsze gesty języka migowego, pantominę, kalambury i pisanie pojedynczych słów.

Sun ułożyła teraz dłoń na kształt litery c.

- Moon – powiedział.

Teraz poruszyła szybko palcami w geście oznaczającym pająka tkającego sieć.

- Ariadne.

Dwoma palcami „przeszła" po blacie biurka.

- Chodzić. Moon i Ariadne chodzą...

Sun objęła się ramionami i zaczęła głaskać się po plecach i bokach.

- ...się macać? – dokończył.

Sun uśmiechnęła się i sięgnęła po długopis. RANDKA, napisała na skraju kartki.

- Wyszli gdzieś i jeszcze nie wrócili, prawda?

Pokiwała głową.

- Chyba się nie martwisz o brata, co?

Pokręciła żywiołowo głową, marszcząc brwi.

- To czemu nie śpisz?

Wzruszyła ramionami, a był to jej ulubiony gest. Arthur uśmiechnął się delikatnie.

Pstryknęła w palce na znak, że chce „mówić".

Wstała, biorąc jego marynarkę. Postawiła jej kołnierz i przeszła się po pokoju męskim, energicznym krokiem, uśmiechając się. W dłoni obracała niewidzialny przedmiot.

- Eames – zgadł Arthur. – To było łatwe.

Uniosła dłonie na wysokość twarzy, jakby trzymała niewielki, prostokąty przedmiot. Poruszyła palcem, jakby coś naciskała.

- Aparat? Robienie zdjęć?

Pokiwała głową. Położyła kołnierzyk i poprawiła marynarkę. Przesadnie się wyprostowała i przygładziła włosy z poważną miną. A potem udała, że wyciąga coś z kieszeni, otwiera i zaczyna pisać niewidzialnym długopisem.

- To chyba nie ja, co?

Uśmiechnęła się.

- A jednak. Ale nie robię tak z włosami!

Uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

- Robię? – Potarł szyję lekko zażenowany. – Okej, niech ci będzie. Czyli co? Eames robi mi zdjęcia?

I nagle zrozumiał.

- Co to za pidżama party? – Usłyszeli. W drzwiach stał Eames z kubkiem w dłoni.

Sun ściągnęła marynarkę i odwiesiła ją na oparcie krzesła.

- Teatrzyk był?

Sun klasnęła w dłonie i pokazała im „dobranoc". Odpowiedzieli podobnymi gestami. Wyszła na korytarz i zniknęła w ciemnościach. Jak duch.

Arthur wrócił do notatek. Eames postawił kubek na blacie. W powietrze uniósł się przyjemny, słodkawy zapach.

- Co to? – zapytał.

- Spróbuj.

Arthur zawahał się.

- Melisa. Na dobry sen, skarbie.

Zwiadowca sięgnął po kubek i upił łyk. W tym momencie poczuł ciężkie dłonie na ramionach.

- Aleś spięty. Rozluźnij się.

Eames zaczął masować mu plecy, wbijając palce w zmęczone mięśnie.

- Przyjemnie? – zapytał.

Arthur tylko uśmiechnął się w odpowiedzi.

- A wiesz, że dwie trzecie masaży kończy się seksem?

- A ta pozostała jedna trzecia? – Arthur dopił melisę.

- To masaże w profesjonalnych gabinetach odnowy biologicznej.

- Kawał niezwykle przydatnej wiedzy, panie Eames, przyznaję.

- Dziękuję, Arthurze.

KONIEC