Na Merlina, wybaczcie mi! Nie mam nic konkretnego na wytłumaczenie, bo to nie jest miejsce na opisywanie swojego życia, ale wybaczcie mi. Miały być dwa dni, wyszły dwa miesiące. Jak nie więcej. Wstyd liczyć. Już macie drugą część, życzę miłego czytania i dużo uśmiechu.
Wszyscy spoglądali na siedzących przed jury kandydatów, zastanawiając się, dlaczego wybrano akurat ich. Ron Weasley był co prawda obstawiany w zakładach, jako przyjaciel Hermiony, ale Malfoy? No tak, są razem prefektami. I jest przystojny. I bogaty. I ostatecznie okazał się pomocny przy łapaniu Śmierciożerców podczas wielkiej bitwy. Więc to da się zaakceptować. Lecz Snape? Dlaczego Snape? Kto w ogóle chciałby jego za męża?
Najwidoczniej Hermiona Granger coś w nim widziała. Zresztą, nie ona jedyna, lecz to inna bajka.
Neville-elf podał małe koperty kandydatom czując, jak wzrok każdego, łącznie z dyrektorem i Hermioną spoczywa na nim. Toteż Draco, Ron czy Severus nie zdziwili się, gdy koperty były całe mokre od potu. Biedny Neville. Nie widział nic konkretnego w Hermionie, był zakochany tylko w jej wiedzy o roślinkach, dlatego też zgodził się pomóc w tym turnieju o miłość w zamian za kilka lekcji o tych niesamowicie interesujących kaktusach. I tych innych. Zielarzem nie jestem.
Twoim pierwszym zadaniem będzie usługiwanie mi. Będziesz mieć 5 minut na zademonstrowanie, jak zająłbyś się mną w sobotni, spokojny wieczór.
To było napisane na małej karteczce umieszczonej wewnątrz każdej koperty. „Nic trudnego" pomyślał Draco, czując się jak ryba w wodzie. Potrafił zająć się kobietami. Z uśmiechem wyższości nad tym niedorajdą Weasleyem obawiał się tylko Snape'a. Bądź co bądź, koleś był trudnym przeciwnikiem, ale pokonać mógł go jego wiek. Severus uśmiechał się delikatnie, czytaj: uniósł kącik wargi o cal do góry. Niby nic, a jednak niesamowite zjawisko. Był pewny siebie. „Co te małolaty mogą wiedzieć o usługiwaniu kobietom?"
Mina Rona mówiła wszystko. Chociaż, ona nie mówiła nic. On się tylko czerwienił. Jedyne co miał teraz w swoim mózgu to zdanie: Muszę wygrać. I tego się trzymał.
Dumbledore machnął różdżką, a w środku sali pojawił się mały stolik z dwoma krzesłami. Obok niego wyrosła szafa.
- Pierwszym zadaniem jest usługiwanie pannie Granger. Każdy z kandydatów będzie mieć pięć minut, by zademonstrować, jak zaopiekowałby się nią podczas spokojnego, sobotniego wieczoru. – na twarzy dyrektora jak zwykle gościł wielki uśmiech. Od czasu pokonania Voldemorta ten starzec ani się nie starzał, ani nie smucił, a Harry sądził, że on nawet przez sen się tak szeroko uśmiecha. Dużo się nie mylił, ale nie mówmy mu tego, chłopak mógłby mieć koszmary. Miewał już różne sny, ale te byłyby najgorsze. Chociaż: co może być gorszego od snu o tańczącym na rurze w mugolskim klubie profesorze Flitwicku? Dobra, to może innym razem.
Tymczasem Hermiona zasiadła przy stoliczku, a przygotowywał się pierwszy kandydat – Snape. Czytaj: jego pióra opadły, ale przed zetknięciem się z ziemią zmieniły w purpurowy płaszcz z wysokim kołnierzem. Dumbledore puścił oczko, tak bardzo lubił bawić się magią. W rezultacie Snape wyglądał jak Dracula z mugolskich bajek. Hermiona zachichotała, nauczyciel eliksirów stanął przy stoliczku, a dyrektor podniósł wielka klepsydrę.
- Odliczam pięć minut. Możesz korzystać z szafy, Severusie. Powodzenia. I proszę, mówcie głośno, by ślizgoni na końcu sali dosłyszeli. Może czegoś się nauczą – dotknął klepsydry różdżką i piasek zaczął się przesypywać.
Severus próbował ściągnąć pelerynę, ale bezskutecznie. Czym bardziej ją szarpał, tym ona bardziej przyklejała się do ciała. Westchnął niezauważalnie i ukłonił się Hermionie. Ona siedziała uśmiechając się.
- Czy napijesz się czegoś, panno Granger? – spytał, uśmiechając się delikatnie. Jej oczy tak ładnie błyszczały. Może to dlatego się zgłosił? Nikt tego nie wie. Nawet sam Severus.
- Tak, poproszę… Coca colę.
Snape rozejrzał się po wielkiej sali. Coca colę? Skąd on weźmie ten mugolski napój… Ach, szafa. Nie wiedziałby, gdyby nie Dumbledore, który bezceremonialnie pokazywał na nią palcem. Harry wsparł głowę na ramieniu. To będzie długie pięć minut. Aż jemu zachciało się pić.
Nauczyciel eliksirów zajrzał do szafy i wyciągnął butelkę mugolskiego napoju. Wlał do szklanki, którą transmutował zgrabnie z leżącej na stoliku kartki papieru, i podał uśmiechniętej Hermionie. – Proszę.
- Och, pan się ze mną nie napije?
- Nigdy nie próbowałem tego mugolskiego napoju.
- Niech pan spróbuje. Ładnie proszę - zrobiła minę szczeniaka. O nie. Cała sala westchnęła z zachwytu. Severus również.
- Dobrze – usiadł i wlał sobie do kolejnej wyczarowanej szklanki coli. Hermiona podniosła swoją i wzniosła cichy toast. Wzięła łyka i poczuła… kleistą maź na swojej twarzy. Cała sala wybuchła śmiechem, oczywiście kobieca część sali, bo męska chciała zabić Snape'a. Nie pierwszy raz, co prawda.
Bo co zrobił drogi Severus? Wziął łyka i tak bardzo mu zasmakowało, że postanowił wszystko z impetem wypluć na twarz biednej Hermiony. Dumbledore rzucił na dziewczynę szybkie chłoszczyć wskazując na klepsydrę. Czas Severusa się skończył. Draco chichotał jak opętany, a Ron był w szoku. Sądzę, że on będzie przez długi czas w tym stanie. Severus wracał na swoje miejsce przeklinając mugolskie eliskiry, Dumbledore'a i na czym ten świat stoi. Poprosiłaby zwykłą herbatę, a może zdążyłby powiedzieć jeszcze jakiś komplement. A tu kicha.
Wstał Draco. Jego pióra zmieniły się w srebrną puszystą kurtkę, a ktoś w tłumie krzyknął „fretka". Popsuło to lekko humor młodego Malfoy'a, ale widok plującego Severusa wciąż gościł w jego umyśle, wiec stwierdził, że później przeklnie tego gówniarza. (Prawdą jest, że to była Ginny Weasley, ale Draco nigdy się o tym nie dowiedział).
Hermiona siedziała i uśmiechała się delikatnie. Draco usiadł obok niej, łapiąc ją za dłoń. Ron zrobił się czerwieńszy niż zwykle, a Harry pomyślał, że szykują się kłopoty. Jednak Hermiona siedziała nadal spokojnie, czekając na początek. Który nie nadszedł.
Ron z wściekłości, trzymając różdżkę w lewej ręce popisał się swoimi zdolnościami w transmutacji. Zmienił bowiem usta Draco w pomidora, a zanim ten zdążył cokolwiek z tym zrobić (dyrektor akurat nie patrzył bo zajadał różowe bezy, pokarm dla jury), jego czas się skończył. Wracając na swoje miejsce w ustami jeszcze lekko zaczerwienionymi miał ochotę własnymi rękoma udusić Weasleya. Hermiona leżała na stoliku, a po sali rozbrzmiewał jej głos. Ogólnie, śmiał się każdy, ale małą sztuczką dyrektor zwielokrotnił jej śmiech. Ron wstał, a nogi trzęsły mu się mocno. Siły miał tylko dlatego, że ona się śmiała. Podszedł do szafy, wyciągnął największą rzecz, jaka tam była i położył ją przed Hermioną. Ta przestała się śmiać, a każdy zaczął przyglądać się, co też rudy wymyślił.
- Ty nigdy się nie nudzisz, Hermiono – wydukał – Zamiast słuchać mnie wolałabyś przeczytać tę książkę. I każda inną. Wiec proszę.
Hermiona to patrzyła na Rona, to na książkę. Severus złapał się za głowę. Że też o tym nie pomyślałem. Draco starał się przywrócić swoim ustom normalny wygląd. Nic teraz go nie interesowało. No cóż, marny podryw, może skusze się na propozycje Pansy.
Hermiona wstała i rzuciła się w ramiona Rona. Ten zdziwiony złapał ją i obrócił dookoła osi. Po sali rozbrzmiał zduszony jęk, a Snape zachlipał. Draco podał mu chusteczkę, posiadając już normalne usta.
- Ciebie wybieram, nie chcę kolejnych zadań. I tak nikt nie zadowoliłby mnie tak, jak ty Ron – powiedziała szczęśliwym głosem Hermiona i pocałowała Rona.
Kolejny jęk, Draco poklepał Severusa po ramieniu, a Dumbledore wesoło zagwizdał wyczarowują kolejne kolorowe konfetti.
- Brawo, brawo! Nie wiem, co w tobie jest, panie Weasley, ale brawo! Ależ Hermiono, więc nie będzie drugiego i trzeciego zadania? A ja tak czekałem na to drugie.
- Wybacz dyrektorze, może innym razem – Hermiona uśmiechnęła się patrząc w oczy Ronowi.
- Tak z ciekawości – spytał blond tleniony arystokrata – Co było w drugim, a co w trzecim zadaniu?
Hermiona chwilę patrzyła na Draco zastanawiając się, czy odpowiedzieć. W końcu wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się.
- W drugim mieliście tańczyć. W kobiecym bikini do rytmu samby. A w trzecim pocałować skrzata. Gdyby doszło do remisu to miały być wyścigi na miotłach z tym, że każdy z was miałby pod pachą z trzy grube tomiska ksiąg. Ale tak właściwie chciałam sprawdzić, czy jesteście w stanie to zrobić.
- Ja mogę pocałować skrzata! – krzyknął Seamus.
- Ja zatańczę sambę nago! – krzyknął ktoś inny z tłumu.
Hermiona pocałowała w policzek Rona – Nie ma mowy. Od tej pory nie zbliżajcie się do nas, prawda Ron? – patrzyli sobie prosto w oczy.
Severus wyszedł pierwszy z sali chlipiąc. Już zawsze pozostanie kawalerem. Chyba, że zgodzi się na propozycje McGonagall. Zaczął płakać głośniej, przypominając sobie o tym. Za nim wyszedł Dumbledore nucąc coś pod nosem i rzucając na ludzi jakieś czary, które zmieniały ubrania nieszczęśników na różowe sukienki Barbie. Harry wstał gratulując przyjaciołom.
- Tak miało się to skończyć. Tylko po co cały ten cyrk, Miono?
- Szczerze? Chciałam pozbyć się adoratorów. A w wyborze pomogło mi łączenie naszych imion.
- W jakim sensie? – wydukał Ron, odzyskując mowę. Jednak nadal był w szoku. Oj, będzie długo w tym stanie.
- No wiecie… Sevmione? Dramione? No ale najbardziej pasowało mi Romione – i pocałowała Rona ponownie. Wielka Sala była już prawie opustoszała. Tylko Neville zbierał konfetti, chciał wysłać kilka babci w prezencie bożonarodzeniowym.
- Jesteś straszna. – stwierdził Harry i wyszedł słuchając jak Hermiona szczebiocze coś do Rona, który tylko głupio się uśmiechał i przytakiwał. Jego przyjaciel doskonale wiedział, że ten jest już w swoim świecie. – Ej, może mi ktoś zdjąć te kokardki z włosów?!
No bo tak musi być. Hermiona będzie z Ronem i koniec. I nie możecie się ze mną kłócić, bo karzę wam pocałować skrzata domowego. Albo ghula z Nory.
Tak to zakończę i tak będzie dobrze, wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie, tylko biedny Severus będzie kawalerem nienawidzącym coli.
Trochę krótko, trochę mniej zabawniej, ale skończyłam, niedługo znowu coś napisze. Będzie śmiesznie. I głupio. Pozdrawiam!
