Chris wrócił następnego wieczoru i wciąż był we flanelowej koszuli, czego Scott nie zamierzał jednak już komentować. Zwracanie uwagi klientom na ich wygląd nie mogło się skończyć dobrze. Sam zresztą gdyby nie Allison, nigdy nie ubrałby się porządnie, więc totalnie rozumiał, że nie wszyscy geje muszą mieć smykałkę do mody. Stiles był tego doskonałym przykładem.

Chrisowi zajęło dokładnie dwa piwa (z sałatką owocową i długą słomką zakończoną baldachimem z limonki), zanim spojrzał na niego ponownie z czymś, co Scott rozpoznawał z łatwością.

- Miałeś rację co do jednego – zaczął Chris. – Mam córkę, w twoim wieku. Rozwodzę się i przyjechałem tutaj z nią porozmawiać. Uznaliśmy z żoną, że nie mogę jej tego powiedzieć przez telefon – wyjaśnił.

- Czego powiedzieć przez telefon? – spytał Scott kończąc kolejny koktajl.

Chris przewrócił oczami.

- Co ci nie pasuje do obrazka żona, córka, dom, gejowski bar? – odbił piłeczkę mężczyzna.

Scott spojrzał na niego z lekką irytacją. Jego rolą było ciągnięcie klientów za język. Chris najwyraźniej nie znał zasad. I Scott naprawdę nie był od wyciągania wniosków. Płacono mu za robienie drinków i utrzymywanie klientów jak najdłużej w barze. W tym celu Allison kupiła mu zestaw tak obcisłych koszul, że w mroźne dni zawsze bał się, że widać mu sutki. Nie, żeby ktokolwiek tutaj miał z tym problem.

- Chryste, wyglądasz jak kopnięty szczeniak – westchnął Chris z rozbawieniem. – Nie chciałem cię urazić. I nigdy nie próbuj robić dorosłej zirytowanej miny, gdy nie masz cienia zarostu na twarzy – poradził mu.

Scott jeszcze nigdy w życiu nie czuł się tak upokorzony, a przeżyli ze Stilesem naprawdę wiele.

- Hej! Obrazić też cię nie chciałem. Masz gładkie policzki, to miłe dla oka – wtrącił szybko Chris. – Chyba jestem wstawiony – stwierdził z takim zaskoczeniem, że Scott nie mógł się nie uśmiechnąć.

Wstawiony Chris był o wiele bardziej rozrywkowym Chrisem.

- Normalnie tego nie robię. Nie rozmawiam z klientami, ale daję im się wygadać. To jest bar, gdzie ludzie przychodzą wypłakać się po byłych związkach – wyjaśnił Scott. – I normalnie tego nie robię – powtórzył. – Ale rodzice mojej najlepszej przyjaciółki rozwodzą się i też nie powiedzieli jej dlaczego. Oddałaby wszystko, żeby wiedzieć – dodał.

Chris skrzywił się lekko.

- Zamierzałem zrobić to w ten weekend, ale mam problemy w firmie, a nie chcę… - urwał mężczyzna. – Nie chcę pojawiać się w jej drzwiach, nie widząc jej od pół roku i rzucając, że wielką tajemnicą tatusia jest to, że… - Chris nie dokończył, przecierając twarz dłonią.

Męską dłonią. Męską dłonią, która pokryta była ciemnymi włoskami. Niezbyt gęsto, ale dostatecznie, by wiedzieć, że w facecie nie ma nic delikatnego. Chris nie miał też dużych rąk, a jednak wyglądały na silne.

Scott natychmiast musiał przestać się gapić.

- Że lubisz chłopców? – spytał, bo pewnych rzeczy nie powinno trzymać się w zawieszeniu.

Chris spojrzał na niego przyszpilając go na tę krótką chwilę wzrokiem.

- Nie, Scott. W moim wieku to już kwestia pociągu do mężczyzn – wyjaśnił Chris. – Chłopców zostawmy niepewnym siebie nastolatkom.

ooo

Szalone w tym wszystkim było to, że gdy Scott rano zasiadł do śniadania, jedyne co przyszło mu do głowy to:

- Przedstawiłem się dwa dni temu facetowi w barze – wypluł.

Stiles oderwał głowę od płatków.

- Dwa dni temu? Czemu mówisz mi dopiero teraz? Jest przystojny? To brunet? Ma… - zaczął jego przyjaciel.

- Nie sądziłem, że wróci do baru – wtrącił Scott. – I normalnie mnie znasz, nie robię tego. Nie przedstawiam się. Jestem przyjazny i nie przedstawiam się, a on nawet nie przedstawił się pierwszy – westchnął skołowany.

Dwie noce pod rząd zawsze zlepiały się w jedną i miał spore problemy najczęściej z posklejaniem wszystkiego w całość.

- I on jest… - zaczął Scott i machnął rękami dziwnie.

Stiles spojrzał na niego, marszcząc brwi.

- Jaki? – spytał wyjątkowo ostrożnie jego przyjaciel.

- Miałeś takie uczucie kiedyś, że masz do czynienia z kimś bardzo niebezpiecznym, ale nigdy cię nie zrani. Ale potrafiłby, jeśli by chciał? – podjął Scott po chwili.

- Za każdym razem, gdy rozmawiam z Allison – stwierdził Stiles bezlitośnie.

Scott przewrócił oczami.

- Ale wiesz… Nie w ten sposób. On nawet lekko wstawiony nie traci tych wibracji… To jest jak… On wchodzi do baru i wiesz, że tam jest… Pasuje tam jak pięść do nosa, ale tam jest… - Scott zaczął się motać.

- Samiec alfa w barze dla gejów – stwierdził Stiles.

- To też nie to. Nie jest jednym z tych dupków. Ma w sobie taką delikatność – ciągnął dalej Scott.

Stiles otworzył szerzej usta, a potem je zamknął, nie powiedziawszy nic. Dłuższą chwilę marszczył brwi i Scott naprawę zaczął się o niego martwić. Stilinski nigdy się nie zamykał, jeśli nie jadł, nie spał lub akurat nie odsypiał kaca. Jeść i mówić zresztą też potrafił.

- Ostatni raz takie poezje słyszałem na cześć Allison – wtrącił niby mimochodem Stiles.

- Nie jestem w nim zakochany – żachnął się Scott. – On po prostu… Nie może wyjść mi z głowy – zakończył słabo. Bo Stiles zaczął śmiać się jak głupi.
Allison wsunęła się do kuchni i rzuciła lodowate spojrzenie w stronę naczyń w zlewie.

- Kto nie może wyjść z głowy? – spytała, zabierając się za mycie.

- Scott poznał faceta w barze i właśnie pisze w głowie ballady na temat jego niebezpiecznej delikatności i duszy z jedwabiu – wyjaśnił jej ze śmiechem Stiles.

- Jesteś takim dupkiem – rzucił jeszcze Scott, uderzając przyjaciela mocno w ramię.

Fakty jednak były takie, że Chris był szczególny. Rozmawiali ze sobą w zasadzie dwa razy, a drugi wieczór był bardziej faktycznym dialogiem, ale Scott czuł to połączenie. Opowiedział Chrisowi o rozwodzie własnych rodziców, o mamie, studiach i marzeniach. O astmie, która prześladowała go od dnia narodzin i dzięki dorastaniu już nie zagraża jego życiu, więc miał ogromne szczęście.

Chris był oszczędny w słowach. Jakoś to Scotta nie dziwiło. Mężczyzna podawał właśnie na takiego. Chris był też oszczędny w gestach. Jego brwi nie przemieszczały się po całej twarzy jak w przypadku Stilesa, który potrafił schować swoje pod grzywką. Uśmiechał się co prawda krzywo, ale Scott podejrzewał, że ten grymas to zaledwie milimetr różnicy w położeniu ust i to było niesamowite, co Scott potrzebował całego ciała, żeby się wyrazić, a nawet to czasami nie skutkowało. Nie potrafił wyglądać groźnie, nie potrafił wystraszyć nikogo wzrokiem.

Chris z tym wszystkim radził sobie doskonale i Scott podejrzewał, że to nie była kwestia doświadczenia. To była kwestia osobowości i Chris akurat ją miał. Był tak szalenie charakterystyczny, taki…

- Znowu o nim myślisz? – spytał Stiles.

- Och, zamknij się! – warknął Scott.

ooo

Był piątkowy wieczór, gdy Chris pojawił się ponownie w barze. Wsunął się na swoje zwyczajowe miejsce i Scott zaczął się zastanawiać czym jest jego życie, że ktoś po dwóch wizytach tutaj ma już stałe krzesło.

Mężczyzna jak zawsze nie był ogolony i Scott z największą ochotą sprawdziłby czy szczęka Chrisa zostawiłaby ślady na jego skórze. W różnych miejscach.

- Co podać? – spytał jednak.

- Bardzo męskie piwo w bardzo kolorowym wydaniu – rzucił Chris i zabrał się za rozpinanie swojej koszuli w kratkę.

Scott już po chwili zamarł z kuflem w dłoni, bo mężczyzna siedział w zwykłej czarne koszulce. Materiał przyjemnie opinał szczupłe, ale umięśnione ciało. Nie była za ciasna. Po prostu była w jego rozmiarze i w końcu do Scotta dotarło. Chris z końcu zdecydował się przyciągnąć do siebie uwagę. Poflirtować, wymienić się numerami, a może nawet wyjść z kimś. To było logiczne. Tak daleko od domu był bezpieczny i mógł poczuć się swobodnie bez strachu, że wpadnie na kogoś znajomego i zaczną się dziwne pytania.

Scott pamiętał doskonale swoje pierwsze wyjście do gejowskiego baru. Na swoje nieszczęście trafił na ojca Stilesa, który robił kontrolę antynarkotykową i to był najgorszy z możliwych sposobów na wyznanie, że jest gejem.

Chris tymczasem narzucił swój zwyczajowy neutralnym wyraz twarzy, który nie był zbyt zapraszający, ale Scott też wątpił, że odstraszy kogokolwiek. Chris naprawdę dobrze wyglądał. Nigdy nie rozmawiali o jego wieku, ale mężczyzna musiał być przynajmniej dwa razy starszy od Scotta i czterdziestka naprawdę mu służyła.

Nie minęło dziesięć minut, gdy ktoś wsunął się na krzesło obok Chrisa. Mężczyzna obdarzył intruza wzrokiem, który Stiles zapewne nazwałby bazyliszkowym i Scott nie potrafił nie parsknąć, gdy nieznajomy w ciągu sekund zabrał nogi za pas.
Nie był pewien czy Chrisa odrzuciły nisko zawieszone spodnie czy siatkowana koszulka, ale to nie było ważne.

- Ile masz lat? – spytał w pewnej chwili mężczyzna, gdy Scott podawał mu drugie piwo. – Jestem tutaj najstarszy?

Scott uśmiechnął się krzywo.

- Nie przejmuj się tym. Nie wyglądasz na czterdzieści – pocieszył mężczyznę. – Gdybym nie dostał wskazówek, pewnie nie zorientowałbym się w ogóle.

Chris skrzywił się lekko i wyprostował na krześle, sięgając po swój kufel. Nagle wydawał się o wiele bardziej skrępowany.

- Ale jesteś pełnoletni, Scott. Znaczy każdy kto tutaj wchodzi ma chyba sprawdzany dowód? – upewnił się Chris.

- Tak, spokojnie. Ochrona pilnuje wszystkiego. Miasteczko studenckie jest niedaleko i policja robi tutaj naloty antynarkotykowe, a właściciel nie chce stracić koncesji na alkohol – powiadomił mężczyznę.

Chris wyjął słomkę ze swojego piwa i nadgryzł limonkę, krzywiąc się na kwaśny smak.

- Więc jak się teraz poznaje ludzi? – spytał mężczyzna z rozbrajającą szczerością.

Scott wzruszył ramionami.

- Jestem ostatnią osobą, którą powinieneś pytać. Wydaje mi się jednak, że poznawanie ludzi jako takich nie zmieniło się na przestrzeni lat… Siadasz, rozmawiasz… Na pewno nie możesz patrzeć na tych wszystkich biedaków tak… - urwał Scott, śmiejąc się nerwowo.

Zapewne nie powinien przyznawać się do tego, że obserwował Chrisa od dobrej godziny.

- Chyba miałeś rację, gdy mówiłeś o koszuli – rzucił mężczyzna z krzywym uśmieszkiem, który nie sięgał jednak jego oczu.

- Ale nie jesteś z tego powodu zadowolony – zauważył Scott.

- Nie do końca. Chyba przyciągam uwagę nieodpowiednich ludzi – odparł Chris.

- Może potańczyłbyś? – zaproponował Scott.

Chris pokręcił przecząco głową.

- Nigdy nie tańczyłem nie w parze – poinformował go mężczyzna.

- Uwierz mi, że jeśli wyjdziesz w tej koszulce na nasz parkiet to jeśli nie znajdziesz nikogo, ktoś na pewno znajdzie ciebie – oznajmił mu Scott z pewnością w głosie i kąciki ust Chrisa drgnęły.

- Ale wiesz, że ja nie szukam chłopców? – przypomniał mu mężczyzna.

- Zdążyłem zauważyć. Może zatem nie wiem… powinieneś zdecydować się czego szukasz – zaproponował Scott. – Wiesz… Jak na profilach randkowych. Budujesz zestaw cech, które zainteresowałyby cię w partnerze…

- Jestem całkiem świadom tego kto mi się podoba – westchnął Chris. – Jesteś uroczy – dodał i Scott zamrugał lekko zaskoczony, bo mężczyzna wydawał się szczerze rozbawiony. – I zauważyłem, że nie rozdajesz swojego numeru na prawo i lewo. Nie zauważyłem, żebyś flirtował z kimkolwiek, a raczej nigdy świadomie – ciągnął Chris.

- Ja flirtuję nieświadomie?! – wyrwało się Scottowi.

Chris zaśmiał się krótko i pokiwał głową.

- To moje miejsce pracy – uświadomił go Scott. – I ci faceci wymieniają się tutaj tak często… - zawiesił sugestywnie głos.

- I masz zasady – dodał Chris. – Nie nosisz tych o numer za małych koszulek, których fenomenu nie rozumiem. Masy mięśniowej nie nadrobi mniejsza ilość materiału – rzucił i Scott parsknął.

Jak przeważnie z Chrisem nie był pewien kto w zasadzie panuje nad tą rozmową. Kto jest słuchaczem tak właściwie.

- Bardzo łatwo ci mówić – odgryzł się Scott, patrząc na niego sugestywnie.

I Chris uśmiechnął się szerzej.

- Więc mam swój typ, Scott – podjął mężczyzna. – Lubię szczerość. Lubię mężczyzn. Nie do końca jestem pewny czy jesteśmy na tej samej stronie – ciągnął dalej, przyglądając mu się badawczo i Scott zmarszczył brwi, bo chyba faktycznie mu coś umknęło. – Chciałbym spytać czy miałbyś ochotę wyjść ze mną jutro na kawę. Zostaję tydzień w mieście, w niedzielę zrobię córce niespodziankę, ale nie chciałem zabierać jej całego weekendu – wyjaśnił Chris. – Mógłbyś mnie oprowadzić po mieście – zaczął mniej pewnie, obserwując reakcje Scotta.

A Scott musiał wyglądać jak idiota, bo czuł, że ma otwarte usta. Zamrugał wciąż zszokowany i zdał sobie sprawę, że Chris uśmiecha się wymuszenie.

- Na kawę? – spytał niepewnie.

- A jak się teraz spotykają ludzie? – odbił piłeczkę Chris.

Scott przygryzł wargę, czując, że na jego policzki wślizguje się rumieniec.

- Mógłbym zrobić ci kawę w moim mieszkaniu – powiedział bardzo powoli i Chris uśmiechnął się krzywo.

- Okej, to ty tutaj masz większe doświadczenie – odparł mężczyzna.