Dobra… po długim oczekiwaniu nowa nocia, mam nadzieję że mnie nie wyzabijacie za tę ciszę. Przepraszam za długie odstępy między notkami, ale… no w tym roku mam na głowie pracę magisterską, remont domu koszmar, nie życzę najgorszemu wrogowi =.= i parę spraw prywatnych, więc czasem pasuje mi użyć Kage Bunshin niestety nie umiem Postaram się dodać coś szybciej niż tym razem, ale proszę o wyrozumiałość. I komentarze. Naprawdę podnoszą na duchu w bardziej ponure dni.

II. Pierwsze dni

- Nienawidzę go! – warczał w duchu Naruto, kiedy podróżował w ramionach swojego ojca. Starał się nie zwracać uwagi na ten irracjonalny, dziecięcy ból w sercu, który poczuł na wieść, że ten chce się go pozbyć… znowu. By nie pogrążać się w depresji, zdecydował się odreagować złością. Dlatego też kopał przeklęcie małymi nóżkami i wymachiwał wcale nie większymi rączkami, krzycząc ile wlezie. Czerpał sadystyczną przyjemność z tego, że mógł bezkarnie zwyzywać swojego rodziciela, a nikt się nie przyczepi, bo nikt nie zrozumie nawet jednego słowa.

- Bezmózgi dupek – wyliczał złośliwie. - Skotficzała maszynka do mielenia języka… Wiesz, gdyby za powierzchnię mózgu pobierali podatek, to ty zdecydowanie dostałbyś jakiś rabat… Masz coś z rycerza. Wiesz co? Zakuty łeb… A w ogóle to gratuluję sukcesu w starciu z walcem.

- Dzieciakujak czepiasz się jego wyglądu, to pamiętaj, że ty swój po nim odziedziczyłeś – zauważyła Kyuubi.

- Czyli to tak, jakbym ubliżał sobie? Dobra, przestanę naśmiewać się z jego wyglądu – blondyn zastanowił się chwilkę, po czym wznowił „litanię" – Twoim mózgiem mrówka mogłaby grać w golfa... o ile by trafiła w tę piłeczkę.

Minato obserwował gaworzące niemowlę kątem oka zastanawiając się, komu w górze podpadł, że ukarano go tak okrutnym żartem. No bo… dziecko? Do diabła, wątpił, żeby nadawał się do opieki nad marną rybką, a co dopiero mówić o blondwłosym berbeciu!

Pełen ponurych myśli kroczył przez wioskę, boleśnie świadom gradu ciekawskich spojrzeń. Bez wątpienia został sensacją tygodnia. Zdawał sobie sprawę, że jego dokonania na froncie sprawiły, że stał się niezwykle popularny (ciężko było nie zauważyć, kiedy jego fanklub powiększył się czterokrotnie!). A teraz szedł przez wioskę, niosąc w ramionach gaworzące wesoło niemowlę. Propos małego… kiedy tak mamrotał, patrząc na niego z zadowoleniem, Minato mógł nawet przyznać, że dzieciak jest na swój sposób uroczy. Nie, żeby to zmieniało cokolwiek! Nie zamierzał się nim zająć! Cholera, nawet nie kojarzył jego matki! Która była, swoją droga, osobną sprawą do rozważenia. Kimkolwiek by nie była, Minato zamierzał ją znaleźć i dowiedzieć się, dlaczego zostawiła półroczne niemowlę samo w lesie! Bestialstwo!

Nękany sprzecznymi myślami młodzieniec wszedł do sklepu dziecięcego, już od progu jęcząc:

- Asami, ratuj!

- Minato-kun? – młoda szatynka, stojąca za kasą, spojrzała na niego z zaskoczeniem. – Co ty tu robisz? I co trzymasz…? Och, jakie słodkie maleństwo!

- Tia… pomóż mi! – Minato wyciągnął w jej stronę listę, która dostał od sekretarki Hokage. – Muszę się nim zająć przez jakiś czas, dopóki Sandaime-sama nie znajdzie mu nowej rodziny, ale nie mam nic w domu, więc…

- Dlaczego ty? Przecież… – urwała, widząc jego spojrzenie, które wyraźnie mówiło, żeby nie wnikała. Westchnęła i pokręciła głową z uśmiechem – Oczywiście, że ci pomogę, Minato-kun. Daj mi małego, dobiorę mu ubranka i resztę wyprawki. A ty… może idź do księgarni i kup sobie kilka poradników?

- Dobry pomysł – mruknął, podając jej niemowlę. – Wrócę za pół godziny. Wystarczy ci tyle czasu?

- Oczywiście, jeszcze zostanie – roześmiała się, sprawnie kołysząc malca w ramionach. – No idź, ja sobie zostanę z tym ślicznym aniołkiem.

- Ja jej dam aniołka! – zdenerwował się Naruto tylko po to, by mruknąć z przyjemności, kiedy zaczęła go delikatnie pieścić. – To jest całkiem przyjemne. Nikt mnie tak wcześniej nie traktowałto jestto jest

- prawie jak dotyk matki, dzieciaku – mruknęła cicho Kyuubi, obserwując to z żalem ze swojej klatki. Nigdy nie darowała Konoha, że odebrano mu podstawowy przywilej każdego dziecka: matczyną troskę i miłość.

Naruto spojrzał w górę, by napotkać pełne czułości spojrzenie fioletowych tęczówek.

- Już, już, kochanie – powiedziała Asami Noru, w przyszłości znana jako bohaterka, która w czasie Trzeciej Wojny Shinobi ocaliła tysiące dzieci. – Zajmę się tobą. A twój głupi ojciec niech sobie myśli, że się nie domyśliłam, kim jesteś.


Kiedy Minato wrócił do sklepu, Asami akurat żegnała jakąś podekscytowaną parę. Kobieta miała wyraźnie zarysowany pod bluzką brzuch, widać było, że jest w ciąży. Kiedy przyszli rodzice odeszli, Asami uśmiechnęła się do przyjaciela i powiedziała, wskazując na parę zwojów:

- Zapieczętowałam ci całe zakupy, chwała Kami nauczyłeś mnie, jak to robić. Tak będzie ci o wiele poręczniej.

- Dziękuję. Co ja bym bez ciebie zrobił? – szybko spakował zwoje i zerknął na nią. – Gdzie mały?

- Tutaj – chwyciła malca, który do tej pory leżał wygodnie w stojącym obok kojcu. – Bezczelnie wykorzystałam artykuł wystawiony na sprzedaż. A wiesz, co jest najśmieszniejsze? Odkąd go tu wsadziłam, już sześć par kupiło taki sam. Właścicielka jest zachwycona, zapytała, czy moglibyśmy „opiekować" się nim częściej.

- Gadaj z rodzicami – mruknął Minato, odbierając od niej dziecko. Widząc wymowne spojrzenie kobiety uniósł pytająco brew. – No co?

- Nie wyprzesz się go – odparła spokojnie. – Normalnie jakby skórę zdjął.

- Asami…

- Nie, Minato-kun – przerwała widząc, że szykuje się do wyjaśnień. – Nie musisz mi się spowiadać, z kim i kiedy. To twoje życie. Interesuje mnie tylko, dlaczego nie chcesz przyznać, że to twój syn. I dlaczego powiedziałeś, że masz się nim zająć tylko przez jakiś czas.

- Bo tak jest – odparł spokojnie, poprawiając sobie w ramionach dziecko, któremu wyraźnie nie podobało się miejsce, w którym obecnie przebywało. – Nie wiem nawet, kto jest matką. Proszę, nie komentuj. Nie chciałem tego ciężaru i nie zgadzam się, aby mnie nim obarczono. Hokage ma mu znaleźć rodzinę zastępczą. Nie mam czasu na wychowywanie dzieci, jest środek wojny. Poza tym w ogóle się na tym nie znam.

- Jak większość młodych rodziców – prychnęła. – Wszystko przychodzi z czasem. Dziwię ci się, wiesz? Ten malec… jak byliśmy młodsi zawsze narzekałeś, że jesteś jedynym dzieckiem w rodzinie. Po śmierci twoich rodziców sam przyznałeś, że tęsknisz za jakąś rodziną. I kiedy w końcu ktoś z góry ci ją przysłał w postaci tego malca, ty go odstawiasz jak… jak… jak jakąś zabawkę!

- Nie chcę go – powtórzył uparcie. Westchnęła i pozwoliła mu wyjść ze sklepu, z płaczącym dzieckiem w ramionach. Kiedy wyszedł, szepnęła ze smutkiem:

- Obyś nie zmienił zdania, kiedy już będzie za późno, Minato-kun.


Naruto wiercił się w ramionach ojca, ignorując nieznane uczucie komfortu, które czuł za każdym razem, kiedy mężczyzna go trzymał. Odmawiał zaakceptowania faktu, że przy swoim pierwowzorze genetycznym czuł się bezpieczny. Odgradzał się od niego, od jakiejkolwiek więzi z nim. By nie dać się zranić. Po raz kolejny.

Jednocześnie błękitne oczy lustrowały z zaciekawieniem niewielkie, aczkolwiek komfortowe mieszkanie przyszłego Yondaime Hokage. Podobało mu się, że każdy pokój był utrzymany w innych odcieniach. I tak: przedpokój był beżowy, salon ciemnobrązowy z kremowym wypoczynkiem, kuchnia słoneczno-żółta z białymi meblami, łazienka zielona, sypialnia mężczyzny granatowa z białymi meblami, a pokój gościnny, w którym klon mężczyzny ustawił odpieczętowane ze zwoju dziecięce łóżeczko – lawendowa, z podobnymi meblami jak w pierwszej sypialni.

Naruto wierzgnął, kiedy został włożony do łóżeczka i zaburczał niezadowolony na nagłą utratę kontaktu fizycznego i ciepła. Zaraz jednak zganił się w duchu, że przecież on ojca nienawidzi i wcale go nie potrzebuje. Zamiast tego szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w niego, kiedy ten odpieczętowywał kolejne zakupy i układał je tak, by mieć je w razie czego pod ręką. Nie mógł powstrzymać dzikiego rechotu (wyszło słodkie chichotanie), kiedy ten skrzywił się na widok pieluch. Minato odwrócił się i spojrzał na dziecko niezdecydowany, po czym westchnął i mruknął, patrząc na nie z wyrzutem:

- Bawi cię to, co?

- Nawet nie wiesz, jak bardzo – odparł w duchu Naruto. Jednocześnie przyszedł mu do głowy pewien pomysł – Ta cała akcja z podróżą w czasie może mieć i swoje dobre strony. Przynajmniej zemszczę się, choć częściowo, na tym idiotozaurze. Nawet, jeśli zemsta z przyczyn oczywistych musi nabrać nieco naiwną formę.

O, tak. Naruto nie zamierzał przepuścić okazji do tego, by bezkarnie dokopać Konoha no Kiroi Senko i odpłacić się za to, że ten go zostawił wtedy, kiedy chłopiec potrzebował go najbardziej.


Naruto był grzeczny. Nawet bardzo grzeczny. Bez sprzeciwu wypił mleko i dał się położyć do łóżeczka. W ciszy obserwował, jak jego nieletni ojciec zakłada pieczęć, która miała informować go o wszystkim, po czym wychodzi bez słowa czy jednego czułego gestu, skierowanego w stronę dziecka. Później młodzieniec w ciele niemowlęcia uważnie nasłuchiwał szumu wody, a kiedy ten umilkł, skrzypienia podłogi czy szelestu pościeli. Po dłuższej chwili zdecydował, że jego ojciec prawdopodobnie już przysnął i czas rozpocząć zemstę.

Wyjął schowaną dotąd za kaftanikiem zabawkę, którą wyłudził w sklepie od cioci Asami. Niby wiedział, że kobieta nie jest z nim spokrewniona i w ogóle, ale zdecydował, że jest fajna i on chce, żeby została jego ciocią. Kropka.

Teraz przyjrzał się uważnie swojej Broni Ostatecznej. Gumowy kunaik z piszczałką w środku. Bardzo irytującą piszczałką. O czym Konoha no Kiroi Senko miał się zaraz przekonać na własnej skórze.

- Buhahaha! Jestem zły, tak bardzo zły. Tak bardzo, bardzo zły – nucił pod nosem Naruto, rozpoczynając swoisty koncert poprzez gniecenie, gryzienie i uderzanie zabawką we wszystko dookoła. Zarechotał w duchu, kiedy usłyszał zduszony jęk z sąsiedniego pokoju. Skrzypnięcie materaca oraz podłogi wykazało, że zaraz wpadnie tu ojciec. Zachwycony chłopak machnął kunaikiem trochę zbyt mocno, przez co zabawka wypadła przez pręty łóżeczka i z piskiem upadła na podłogę. Naruto krzyknął ze złością:

- No nie! I jak ja mam odzyskać moją za… erm, Broń Ostateczną?

W tym momencie do pokoju wszedł wyraźnie rozespany Minato.

- Mały, w nocy się śpi, nie hałasuje – ziewnął, podchodząc do łóżeczka. Naruto zamrugał, po czym wyciągnął małą rączkę w stronę leżącego na ziemi kunaika.

- Uuuuu!

- Hm? O, to dlatego płakałeś? Przestraszyłeś się, jak to upadło, co? No dobra, masz. Ale idź spać – starszy blondyn podał chłopcu zabawkę, po czym poprawił kołderkę i mruknął – Skąd on to w ogóle ma? Asami, zabiję cię.

- Łapy z daleka od cioci! – warknął wojowniczo Naru. Minato westchnął, po czym powiedział:

- A teraz spać, mały – po tych słowach wyszedł z pokoju.

- Przeterminowana musztarda – ocenił blondynek. Poleżał spokojnie jakieś dziesięć minut, medytując, po czym nagle zapytał w duchu, zaskoczony – Dlaczego mi mokro na dole?

- Zlałeś się, dzieciaku – odparła spokojnie wyraźnie rozbawiona Kyuubi.

- A,to wiele tłuŻE CO? – poczuł, jak powoli zanurza się w odmętach upokorzenia.

- Zlałeś się – powtórzyła. – To normalne, w tym wieku nie ma się kontroli nad pęcherzem. No już, zawołaj ojca, musi ci zmienić pieluchę.

- PO MOIM TRUPIE!

- Dzieciaku – lisica westchnęła zbolała. – Musisz się pogodzić z tym, że przez dłuższy czas będziesz potrzebował pomocy innych praktycznie we wszystkim. A jak go nie zawołasz, to jeszcze odparzysz sobie tyłek. Poza tym może dojść do zapalenia pęcherza. Przechodziłeś przez to za pierwszym razem.

- JakimA! Jak naprawdę byłem mały? Dlaczego?

- Leżałeś w mokrej pieluszce godzinami, zanosząc się płaczem, zanim ktokolwiek raczył ci zmienić – odparła niechętnie. Słysząc te słowa zamilkł, zraniony. Po raz kolejny przypomniał sobie, że przecież w dzieciństwie nikomu na nim nie zależało. Poczuł bolesny ucisk w sercu. Westchnął boleśnie, mrugając zawzięcie, by odgonić nieproszone łzy. Następnie mruknął niechętnie:

- W sumie nie mam za dużego wyboru, no nie? – nabrał powietrza w płuca i zaczął wołać tak głośno, jak się dało – Niańka, nie śpij, jak cię potrzebuję! No już, ty wielkoludzie! Chodź tutaj, rodzicielski obowiązek wzywa! Szeregowy Namikaze do raportu!

Drzwi otworzyły się i ponownie stanął w nich zaspany Minato. Ubrany w spodnie od piżamy i z sianem we włosach, przecierał zaspane oczy.

- Dlaczego ty nie chcesz spać? – jęknął boleśnie, gromiąc płaczące niemowlę wzrokiem.

- Jak mam spać matole, kiedy mam mokrą pieluchę? Zmień mi ją, idioto!

Minato podniósł dziecko z łóżeczka, niemal natychmiast czując wilgoć na pupie malca. Jęknął zbolały.

- Niee… to będzie tragedia – mruknął, po czym położył dziecko na stole. Zdjął mu mokre śpioszki i pieluchę, po czym, zerkając do książki o opiece nad dziećmi, przystąpił do wymiany pieluszki. Użył zasypki i tak dalej, mimo że nie było to najłatwiejsze. Małe nóżki wywijały na prawo i lewo, jakby chcąc trafić w jego nos.

- No, cholera! Dlaczego on się rusza? Jak mam go walnąć w nochal? – wściekał się w duchu Naruto. Kiedy mężczyzna zaczął mu wkładać suchą pieluchę, zaczął machać jeszcze bardziej zawzięcie.

W końcu jednak chłopczyk został przebrany i ułożony w łóżeczku, w którym klon zdążył zmienić prześcieradło. Maluch aż kwiknął z zadowolenia i obdarzył ojca czarującym uśmiechem i radosnym szczebiotem. Minato, wbrew sobie, odpowiedział uśmiechem.

- Heh, nie ma za co, mały – mruknął, po czym pogłaskał małą główkę i wyszedł, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, co tak naprawdę oznaczał szczebiot Naruto:

- Super, nareszcie mam sucho. To bardzo pomocne, lepiej się ciebie wkurza z suchą pieluchą, matole. Nie dam ci dzisiaj pospać, więc się nastaw nerwowo.

Po wyjściu Minato chłopiec odczekał chwilę, po czym wznowił koncert swoim kunaikiem, z zadowoleniem słuchając irytujących pisków. Poczuł, jak zalewają go satysfakcja i radość, kiedy usłyszał z sąsiedniego pokoju zduszone 'Nieeeeee…" Nie przerywał jednak zabawy przez następną godzinę, po której w końcu postanowił się chwilę zdrzemnąć – zaczął już odczuwać znużenie.

Obudził go ból brzucha. Dobrze znał to uczucie, dlatego postanowił po raz kolejny przełknąć dumę (zadziwiające, jak często musiał to robić). Nabrał powietrze w płuca i wrzasnął:

- DAWAJ JEŚĆ!

Chwilę później zduszony jęk i skrzypienie podłogi oznajmiły, że pomoc nadchodzi. Minato wszedł, niemal na ślepo wyjął dziecko z łóżeczka i mruknął z wyrzutem:

- Ty to robisz specjalnie, prawda?

- Może jednak jest jeszcze jakaś nadzieja, że ta galareta w twojej głowie zacznie pracować – zarechotał Naru, po czym dodał zniecierpliwiony – A teraz dawaj jeść!

Starszy blondyn sprawdził dziecku pieluszkę, pokontemplował chwilę, po czym wysłał klona po mleko. Po jej otrzymaniu nakarmił nim malca. Zalały go nieznane uczucia, kiedy obserwował przyssane wręcz do butelki maleństwo, z zapałem wsuwające mleko.

- Nienawidzę braku zębów! Nienawidzę tego małego, przeklęcie niesamodzielnego ciała! I nienawidzę jego! – warczał w duchu Naruto, wsuwając z zapałem swoją kolację. – Hmmnie wiem, co do tego dodał, ale to smakuje jakoś inaczej niż zwykle.

- Po prostu jest świeże – prychnęła Kyuubi, patrząc na swojego nosiciela z potępieniem. Podrapał się w tył głowy z zażenowaniem. Oczywiście mentalnie. W rzeczywistości zaciskał obie rączki na butelce. Dla Minato wyglądało to tak, jakby dziecko bało się, że w przeciwnym wypadku zostanie mu ona odebrana.

- Spokojnie, mały. Nikt ci nie zabierze twojego mleka – mruknął, poprawiając sobie niemowlę w ramionach. Kiedy chłopczyk zakończył posiłek, starszy blondyn odczekał jeszcze, aż mu się po nim odbije i zapakował go z powrotem do łóżeczka, dodając – No to teraz spać. Rozumiesz? Spać, nie rozrabiać.

Wyszedł, a Naruto niemal natychmiast zaczął piszczeć swoim kunaikiem. Zza drzwi usłyszał pełne frustracji warknięcie i wycedzone przez młodzieńca słowa:

- Nienawidzę tej przeklętej piszczałki! Broń z piekła rodem!

- Kocham tę irytującą piszczałkę! Dar z nieba! – zachichotał Naru, koncertując zawzięcie. Męczył swojego rodziciela jeszcze przez ponad godzinę, po czym sam padł, wykończony. Ku uldze Minato.


Naruto uniósł powieki i ziewnął. Po krótkiej chwili kontemplacji lawendowego sufitu westchnął w duchu:

- To nie był porąbany sen, nie?

- Nie– odparła Kyuu. – Naprawdę utknęliśmy w przeszłości pod tymczasową opieką twojego ojca. Nieźle mu dałeś popalić w nocy.

- Dzięki– zmarszczył brwi. – Co się stało? Nie planowałem drzemki jeszcze przez kilka godzin.

- Padłeś ze zmęczenia. To ciałko potrzebuje dużo czasu na regenerację i szybko się męczy.

- Nienawidzę tego ciała – Naruto westchnął i rozejrzał się dookoła. Wówczas zdał sobie sprawę, że pod ręką nie ma jednej rzeczy. Rozejrzał się drugi raz, trzeci, czwarty… W końcu zrozumienie spłynęło na niego i wrzasnął z wściekłością – ZŁODZIEJ!


Minato zerwał się, słysząc głośny wrzask z pokoju, w którym leżało dziecko. Szybko jednak zdał sobie sprawę, czym spowodowany jest ten hałas i uśmiechnął się pod nosem.

- Niespodzianka, mały – mruknął z rozbawieniem, po czym przeszedł do pokoju. Malec kopał nóżkami i wymachiwał rączkami, zanosząc się głośnym płaczem. Zignorował wyrzuty sumienia, które go ogarnęły na ten widok, po czym powiedział, opierając się o szczebelki łóżeczka – Dzień dobry. Jak ci się spało? Bo mi świetnie, oczywiście po tym, jak w końcu raczyłeś zasnąć.

Odpowiedział mu jeszcze głośniejszy wrzask. Błękitne oczy spojrzały na niego z tak wielkim rozżaleniem, że ledwo opanował się przed tym, by wyjąć dziecko i czym prędzej oddać mu piekielny kunaik.

- Tak, twoja irytująca piszczałka została tymczasowo zarekwirowana – uśmiechnął się promiennie. – Tak więc liczę, że dzisiaj będzie nam się inaczej pracowało. A teraz chodź, dam ci jeść, już południe, na pewno jesteś głodny.

- POŁUDNIE? – Naruto był w tak ciężkim szoku, że nawet nie zwrócił większej uwagi, kiedy młodzieniec podniósł go z łóżeczka. – Spałemdo południa? Niech to dunder świśnie! Straciłem tyle godzin z torturowania tego idioty!

- Teraz musisz to nadrobić w dwójnasób, dzieciaku – mruknęła Kyuu. – Zwłaszcza, że on ma zdecydowanie zbyt dużo radości z odebrania ci zabawki.

- Broni Ostatecznej! – poprawił oburzony Naruto. – Ale masz rację. Jeszcze dam mu popalić. Nikt nie zadziera z Uzumaki Naruto. Nikt!

Minato Namikaze miał się o tym wkrótce przekonać. A już Naruto w tym głowa, by odbyło się to bardzo boleśnie i pamiętliwie.


Minato siedział na kanapie i próbował czytać zwój. Jednak niewiele mu z tego wychodziło. Nie potrafił się skupić przez płacz leżącego w pokoju obok dziecka. Naruto został nakarmiony i wykapany (chociaż była to droga przez mękę, Minato musiał się potem przebierać, bo był cały mokry. Włączając bieliznę!). Miał czystą pieluchę i mogłoby się wydawać, że powinien teraz być zadowolony. Ale gdzie tam, maluch urządzał koncert w postaci dzikiego ryku, łez i wrzasku już od dobrych trzech godzin, czyli dokładnie od chwili, w której się obudził. Młodzieniec czuł wyrzuty sumienia, jednak nie zamierzał oddawać mu piszczałki z piekła rodem. Zamiast tego starał się skupić na czytanym zwoju, w duchu błagając, by jednak Sandaime znalazł szybko jakąś rodzinę zastępczą, która zdjęłaby z niego ten niechciany ciężar.

Po kolejnych piętnastu minutach odłożył zwój i poszedł do dziecka. To wyciągało przed siebie małe rączki, na mokrej od łez buzi malowała się totalna rozpacz.

- Uuuu… uuuu… uuu…

Westchnął ciężko. Następnie podszedł do łóżeczka i wyjął z niego malucha. Ten zakwilił i zaczął wiercić się w jego ramionach, jakby starając się uciec. Przytrzymał go i powiedział:

- No już, no już. Nie szalej, mały. Dobra, dobra, poddaję się! Dostaniesz ten swój kunaik z powrotem, ok?

Podszedł do komody i wyjął z niej piszczałkę. Chłopczyk aż kwiknął z zachwytu, kiedy zabawka trafiła do jego rączek. Natychmiast zaczął ją gryźć i ugniatać, wywołując bolesne dla ucha dźwięki. Towarzyszył im jego radosny, niewinny śmiech. Minato uśmiechnął się. Ten maluch na swój sposób był nawet słodki.

- TAK! Mam, mam z powrotem! Mój kunaik! Moja Broń Ostateczna! – Naruto zaśmiewał się tryumfalnie, ściskając zabawkę. – Wygrałem, wygrałem! Mwhahaha, jestem wielki!

- Młody, chciałam cię poinformować, że ten patafian gapi się na ciebie z wyszczerzem – oznajmiła Kyuu. Naruto spojrzał na uśmiechniętego ojca, po czym ze złością uderzył go w nos kunaikiem, wołając:

- Zły rodzic! Niedobry rodzic!

Nie rozumiał, dlaczego jego pokaz złości jedynie rozbawił starszego blondyna.