Następnego dnia Kuroko pojawił się w szkole mocno spóźniony, bo wszedł do klasy po kilkunastu minutach od pierwszego dzwonka. Pierwszą oznaką jego nadejścia były ciche kroki. Wbrew pozorom, od korytarza dzieliła ich bardzo cienka warstwa, więc jeśli w klasie było bardzo cicho, wszelkie dźwięki dobiegające z korytarza były doskonale słyszalne dla uczniów w klasach obok. Kagami przestał udawać, że jest w pełni skoncentrowany na zadaniu i popatrzył zamglonym wzrokiem na drzwi, fantazjując, że niewidzialna siła rozsuwa drzwi i wdziera się do środka, niosąc za sobą podmuch wiatru, który porywa kartki i wywołuje zdumienie na twarzach uczniów. Niby rzeczywistość była daleka od jego wyobrażeń, ale parę rzeczy się sprawdziło. Drzwi rozsunęły się z cichym skrzypnięciem, a do sali wszedł Kuroko.
Zignorował dziwne zachowanie swojego światła i przeszedł prosto przez salę, siadając przy swojej ławce. Nawet nie raczył wytłumaczyć się ze swojego spóźnienia, po prostu zignorował wszystko poza swoim miejscem w klasie. Zresztą nawet nie miał komu się tłumaczyć, bo nikt poza Kagamim nie zauważył jego przybycia. Czerwonowłosy obrócił się do niego w krześle i otworzył usta, żeby zadać mu pytanie, ale zastygł w miejscu, kiedy Kuroko oparł podbródek na dłoni, przymykając oczy. Wyglądał na przybitego… A może był po prostu zmęczony?
Kagami koniecznie chciał go zapytać o powód jego nieobecności, ale zanim zdążył odpowiednio zbudować zdanie i je wypowiedzieć, kątem oka dostrzegł nauczyciela, który właśnie przechadzał się po klasie. Syknął cicho i obrócił się do swojego zeszytu, udając przez chwilę, że robi cokolwiek poza bezczynnym siedzeniem i gapieniem się wszędzie tylko nie w podręcznik. Po kilku minutach zerknął przez ramię i ze zdumieniem odnotował, że Kuroko spał. A przynajmniej wyglądał jakby spał, był nieco bledszy niż zwykle i miał podkrążone oczy. Niby nic dziwnego, że mu się przysnęło, w końcu podobnie jak on także spał na niektórych lekcjach. Jednak dzisiaj był japoński, czyli jedyna lekcja, na której Kuroko okazywał jakiekolwiek zainteresowanie, a teraz Kagami po raz pierwszy zobaczył, że śpi na lekcji, która mogłaby uchodzić za jego ulubioną.
Kagami szczerze żałował, że siedział przed nim, a nie gdzieś obok, ale co jakiś czas obracał się do niego na kilka sekund, sprawdzając czy wciąż tam siedzi i w jakim jest stanie. Robił to praktycznie co kilka chwil, przez ten czas udało mu się zauważyć, że większość lekcji spędził na spaniu na siedząco, czasami też leżał na ramionach, nic sobie nie robiąc z trwających zajęć.
- Czy mogę wiedzieć, co ty do cholery wyprawiasz? - wycedził do niego po czwartej lekcji. Oparł dłoń na jego czole i odchylił mu głowę do tyłu. Kuroko otworzył oczy, patrząc na niego zaspanym spojrzeniem. Przez jego twarz przemknął grymas niezadowolenia, jakby został brutalnie wyrwany z najlepszego momentu we śnie.
- To boli, Kagami-kun. - powiedział cicho, a Kagami zacisnął zęby i docisnął go ręką, ignorując ciche "ała".
- Ma boleć! Czy trenerka ci nie mówiła, że masz odstawić kosza?! - zapytał, w dalszym ciągu tarmosząc go za włosy. Kuroko ponownie przyjął beznamiętny wyraz twarzy, choć pewnie nie był zadowolony z tego, że ktokolwiek poza nim samym dotyka jego włosy.
- Nie przypominam sobie, żebym w ciągu ostatnich dwóch dni grał w koszykówkę.
- Ty cholerny kłamco... - warknął, wzmacniając nacisk na jego głowę. - A kto wczoraj wieczorem zasuwał na boisku koło parku?
- Przypuszczam, że to mógł być tylko taki maniak jak ty, Kagami-kun. Nikt inny nie biegałby w taki ziąb na dworze. I proszę, żebyś w końcu puścił moją głowę. - zakończył i jednym ruchem wykręcił mu rękę, uwalniając się z jego uścisku. Kuroko schylił się po torbę i wstał z ławki, zarzucając ją sobie na ramię. Po tym bez słowa odwrócił się i podążył w stronę wyjścia.
- Ej, gdzie idziesz? - zawołał za nim. Kiedy znowu go zignorował, chwycił go za ramię i zatrzymał w miejscu. - Mamy jeszcze jedną lekc...- urwał, kiedy Kuroko odwrócił się i spojrzał na niego. Kagami mimowolnie zadrżał, kiedy dostrzegł w jego spojrzeniu lód, który poraził go do głębi.
Nie mógł z całą pewnością stwierdzić, jakie uczucia się za nim kryły. Zawsze uważał, że beznamiętność Kuroko była przerażająca, ale jeszcze nigdy do tej pory nie ujrzał w jego oczach takiego wyrazu. Po tej lekcji mieli mieć trening, a on miał go spędzić na ławce...Czyżby świadomość tego, że nie będzie mógł grać była aż tak przytłaczająca? Kochał koszykówkę bardziej niż niejeden z nich, dlatego pewnie odczuwał ból na samą myśl, że nie będzie mógł cieszyć się nią razem ze wszystkimi. Kagami nawet nie śmiał sobie wyobrazić, jaka byłaby jego reakcja, gdyby to on został pozbawiony tej możliwości.
- Do domu. - odpowiedział cicho, strząsając jego rękę ze swojego ramienia. Kagami stał w tym samym miejscu i bezczynnie patrzył, jak mniejszy chłopak poprawia torbę na swoim ramieniu i wychodzi. Kagami cofnął się o kilka kroków do tyłu i opadł na swoje krzesło, z irytacją rozcierając zmarszczone czoło. Nigdy nie mógł go zrozumieć, Kuroko zawsze robił co chciał, mając gdzieś jego zdanie.
Również przez resztę lekcji nikt nie zauważył, że Kuroko pojawił się i zniknął. Kagami ponownie siedział w tej samej ławce i udawał, że słucha nużącego wykładu nauczyciela, bazgrząc na marginesie jego karykatury. W pewnym momencie znudził się wykonywaną czynnością i odłożył długopis. Oparł głowę na lewej dłoni i leniwie spojrzał za okno. Akurat w tej chwili dostrzegł znajomą, błękitną czuprynę, dosyć niedaleko od szkolnego budynku. Ze zdziwieniem przetarł oczy i spojrzał jeszcze raz. Nie miał już co do tego żadnych wątpliwości, to z pewnością był Kuroko.
Jedyne co go zdziwiło, to droga którą obrał. Zwykle ta, którą wracali razem do domu zupełnie różniła się od tej, którą w tej chwili szedł Kuroko. - Gdzie on idzie...- szepnął do siebie, próbując ze zmrużonymi oczami odgadnąć, dokąd się kierował.
Kiedy w końcu dotarła do niego świadomość docelowej wędrówki Kuroko, zagryzł wargę i mimowolnie zacisnął dłoń na długopisie. To mu przypomniało, że miał z nim porozmawiać na ten temat. Najwyraźniej Kuroko po raz kolejny łamał zakaz i znowu wybierał się gdzieś, żeby móc w spokoju pograć w koszykówkę, nie będąc skazanym na ich pouczenia i karcące spojrzenia. Tuż koło ich szkoły było jeszcze jedno boisko, praktycznie nieużywane. To właśnie tam po raz pierwszy stroczyli małą bitwę przeciwko sobie i to właśnie tam kierował się Kuroko.
- Co za kretyn...- mruknął pod nosem Kagami, obiecując sobie, że tym razem pójdzie za nim i wygarnie mu co myśli na temat jego zachowania.
Zgodnie ze swoim wcześniejszym postanowieniem, od razu po szkole wyszedł z budynku i skierował się w stronę boiska, na którym miał nadzieję spotkać Kuroko. Chciał z nim jedynie przeprowadzić krótką rozmowę i jeszcze wrócić na trening, być może przy odrobinie szczęścia razem z nim. Nie szedł zbyt długo, ale nie chciał też zbytnio przyspieszać, żeby Kuroko nie myślał, że przybiegł specjalnie dla niego. Miał to być jedynie przypadek, po prostu przypadkiem przechodził obok i po prostu natknął się na niego. - Dokładnie tak, to tylko przypadek. - Kagami z zadowoleniem pokiwał głową, w myślach powtarzając sobie tą kwestię.
Kiedy był już niedaleko, usłyszał znajomy odgłos piłki odbijającej się od twardego podłoża. Zaciekawiony wyminął kilka krzaków, aż w końcu ujrzał małe boisko ogrodzone szarą siatką. Na jego środku stała samotna postać, jednak była na tyle daleko, żeby uniemożliwić mu jej prawidłową identyfikację. Dopiero kiedy Kagami przeszedł jeszcze kilka dobrych metrów do przodu i wychylił się jeszcze odrobinę, zobaczył go w pełnej okazałości. Był tak blisko, że nawet widział krople potu spływające po jego twarzy.
Kiedy tak stał i odbijał piłkę swoimi wątłymi ramionami, wydał mu się niesamowicie mały i kruchy. Rzadko kiedy miał możliwość obserwować go z tej perspektywy, można nawet powiedzieć, że wrócili do punktu wyjścia, bo w tej chwili widział Kuroko takim, za jakiego go uważał na początku. Oczywiście teraz jego postrzeganie różniło się nieco, był teraz bardziej świadomy jego umiejętności, które zawsze potrafiły go zaskoczyć w najmniej odpowiednim momencie. Kuroko bezwątpienia miał w sobie to coś, ale Kagami za cholerę nie wiedział, jak miał to nazwać, Tetsuya był dla niego niezastąpionym partnerem i właśnie dlatego nie miał zamiaru patrzyć jak powoli chyli się ku upadkowi. Przez jakiś czas obserwował jego grę, ale w końcu wyszedł z cienia i postanowił się ujawnić.
- Znowu grasz po kryjomu? - zawołał, a błękitnowłosy wzdrygnął się i wypuścił piłkę z rąk. Odwrócił się w stronę z której dobiegał głos i momentalnie przybrał beznamiętny wyraz twarzy, chcąc częściowo ukryć swoje zaskoczenie. Kagami znalazł miejsce nieogrodzone kratą i dołączył do niego. Kuroko ledwo dostrzegalnie zmarszczył brwi i odsunął się kilka kroków do tyłu.
- Śledziłeś mnie? - zapytał powoli, podnosząc upuszczoną piłkę z ziemi. Kagami wzruszył lekko ramionami i rozejrzał się po boisku.
- Przypadkiem przechodziłem. - skłamał, w dalszym ciągu rozglądając się na wszystkie strony. Wstyd przyznać, ale kłamanie nie wychodziło mu najlepiej. - To tutaj po raz pierwszy graliśmy przeciwko sobie, czujesz tę eee…nostalgię?- dodał niepewnie, nie do końca przekonany, czy użył odpowiedniego słowa. Kuroko uniósł jedną brew, co sprawiło, że Kagami poczuł się tak, jakby powiedział coś bardzo głupiego.
- Nie umiesz kłamać, Kagami-kun. - stwierdził po chwili, odchodząc od niego razem z piłką. Kagami przewrócił oczami i ruszył za nim. Nie zamierzał tak łatwo odpuścić.
- Nie kłamię. Jedynie przechodziłem.
- Nie powinieneś mieć teraz treningu? - zapytał, a Kagami drgnął lekko, kiedy usłyszał jego rozgoryczony ton. Jego misterny plan właśnie legł w gruzach, ale mimo wszystko starał się kontynuować rozmowę.
- A czy ty nie powinieneś czegoś zjeść? - odpowiedział pytaniem na pytanie, podchodząc do niego i dźgając go lekko w pierś. - Wyglądasz jakbyś miał zaraz zemdleć, dobrze się czujesz? - dodał, patrząc na niego z grymasem niezadowolenia.
- Czuję się świetnie. - odpowiedział sucho, a Kagami zaśmiał się śmiechem pozbawionym wesołości.
- O tak, jesteś w szczytowej formie - warknął, przybliżając jego twarz do swojej. - Powiedz mi, jak ty to robisz, że masz tyle sił przy tak mizernej sylwetce?
Przez kilka krótkich chwil mierzyli siebie spojrzeniami, aż w końcu Kuroko wzruszył lekko ramionami i odwrócił się od niego. Kagami prychnął.
- Jak chcesz, jeśli zemdlejesz lub coś ci się stanie to ci nie pomogę. - wywarczał, ze złością zarzucając sobie torbę na ramię.
Kiedy wychodził, zauważył jeszcze że Kuroko powoli uniósł piłkę ku górze i wycelował nią w kosz. Kagami nie wiedział, co się zaraz stanie, ale przeczuwał, że Kuroko prędzej straci przytomność niż trafi do kosza. Zwolnił nieco kroku i właśnie w tej chwili zauważył, jak bardzo zbladł podczas ich rozmowy. Zamarł w miejscu, a Kuroko tuż przed wypuszczeniem kuli z rąk, zachwiał się i ostatkiem sił wykonał rzut.
- Kuroko!
Kagami puścił torbę i rzucił się w jego stronę, usiłując na czas uchronić przed upadkiem na twardy beton. Zarył kolanem o twardą powierzchnię, ale w ostatniej chwili udało mu się go złapać. Syknął z bólu, czując małe kamyczki wbijające się w jego ranę, ale mimo to zdecydowanie bardziej przejmował się stanem Kuroko niż własnym.
- Nic ci nie jest?! - zawołał, obracając go ku sobie. Kuroko wisiał bezwładnie na jego ramionach, a Kagami jęknął głośno. - Cholera, wykrakałem! - przemknęło mu przez myśl, kiedy pospiesznie dźwignął go na ręce i podniósł się z ziemi. Może sprawił to strach, ale momentalnie zapomniał o swoim przyrzeczeniu i jedyne co miał w głowie to to, że ciało w jego ramionach było niesamowicie lekkie.
Nie wiedział jak, ale zaledwie kilka minut później stał już w drzwiach sali gimnastycznej należącej do Seirin. Swoim wejściem narobił sporo hałasu, ponieważ miał zajęte obie ręce i musiał otworzyć drzwi kopniakiem. Kilka sekund później wszedł do pomieszczenia z nieprzytomnym Kuroko na rękach. Nie miał pojęcia, co miał z nim zrobić, dlatego w panice pobiegł do szkoły, mając nadzieję, że zajmą się nim lepiej niż on sam.
Nikt z początku nie wiedział, o co właściwie chodziło z tym wejściem „na pannę młodą", ale kiedy zauważyli bezradność w oczach Kagamiego i trupiobladą twarz Kuroko, wiedzieli już mniej więcej co się mogło wydarzyć. Zrobił się kompletny chaos, wszyscy zaczęli się przekrzykiwać, pierwszaki zaczęły wrzeszczeć, a drugoklasiści otoczyli Kagamiego, zadając pytania, na które nawet nie miał czasu odpowiedzieć, bo sami sobie dopowiadali odpowiedzi. Kagami zadygotał ze złości i przecisnął się przez nich, ostrożnie układając go na ławce. Zaraz po tym pobiegł do łazienki, chcąc włożyć głowę pod zimną wodę, żeby choć trochę ochłonąć.
Kiedy wrócił, Kuroko był już przytomny, siedział na ławce ze spuszczoną i zbierał ochrzan od Riko, która stała nad nim i nerwowo wyłamywała swoje palce za każdym razem, kiedy wspominała cokolwiek na temat swojego poprzedniego polecenia, dotyczącego odstawienia koszykówki do czasu, aż Kuroko nie przybierze na wadze. Trudno było stwierdzić, jaki miał właściwie wyraz twarzy, przydługa grzywka zakrywała mu praktycznie połowę twarzy. Nawet Hyuuga nie ośmielił się zbliżyć do Aidy bardziej niż to konieczne, dlatego kiedy tylko go zauważył, niemalże z radością ruszył w jego kierunku, biorąc na siebie odpowiedzialność jako kapitan do przekazania mu paru istotnych informacji.
- Siadaj. - pokazał mu głową ławkę przed sobą, a on bez słowa wyminął go i zajął wskazane mu miejsce. Hyuuga odetchnął głęboko i rozmasował dłonią każdą ze skroni, zanim zaczął mówić.
- Razem z Riko rozmawialiśmy na temat tego, co się właśnie wydarzyło…- zaczął, usiłując w miarę spokojnie przekazać mu to, co miał mu do powiedzenia. - I doszliśmy do paru wniosków i decyzji, które zamierzamy zrealizować w najbliższym czasie. Jednym z nich jest to, że obaj jesteście zwolnieni z treningów na jakiś czas.
- Ale dlaczego ja też mam być zwolniony? To Kuroko jest chory, a nie ja! - zaprotestował Kagami, unosząc się lekko w miejscu.
- Pomyśl trochę, debilu. - warknął Hyuuga, pukając go palcem wskazującym w czoło. - Razem tworzycie zgrany duet, więc to byłoby niesprawiedliwe, gdyby tylko jeden z was miał możliwość grania w koszykówkę, a drugi nie. Obaj jesteście idiotami, którzy nie wiedzą, kiedy przestać, więc słuchajcie tego, co wasi senpaiowie mają wam do powiedzenia, szczeniaki.
Kagami burknął coś niezrozumiałego pod nosem, ale nie odezwał się już słowem.
- Dodatkowo razem wyznaczyliśmy ciebie do pewnego zadania, któremu tylko ty możesz podołać. Postanowione, Kagami. - rzekł uroczyście, klepiąc go po ramieniu. - Zabierasz Kuroko do siebie i będziesz go pilnował. - zarządził, ignorując szok wymalowany na twarzy Kagamiego. - Kuroko za kilka dni się do ciebie wprowadzi.
- Chwila! - zawołał, wciąż niczego nie rozumiejąc. - Dlaczego to właśnie ja mam być jego niego niańką?!
- Głównie dlatego, że to ty. - przewrócił oczami, patrząc na niego jak na idiotę. Zwykle nie sypał pochwałami, ale w tej chwili były czynnikiem decydującym, żeby Kagami potulnie się zgodził i jeszcze mu za to podziękował. - I potrafisz dobrze gotować, to jest kluczowym punktem, który zadecydował o mojej decyzji. Z pewnością uda ci się go przekonać do jedzenia.
- Takie rzeczy przerabia się w przedszkolu! Jakim cudem uchował się aż do tak dramatycznego momentu? - wymamrotał Kagami, rozkładając ręce.
- Sam się tego dowiedz. Po to tutaj jesteś, masz się nim zająć. - warknął i odszedł razem z Kiyoshim. Obaj natychmiast dołączyli do Riko, a Kuroko wciąż siedział w tym samym miejscu i w tej samej pozycji. Nawet kiedy Kagami do niego podszedł i usiłował jakoś go zagadnąć, nie odpowiedział mu ani jednym słowem ani nawet nie dał po sobie poznać, że w ogóle go usłyszał. Po kilku takich próbach, Kagami w końcu pokręcił głową i odszedł w swoją stronę. I tak już trening dobiegł końca, dlatego nie miał zamiaru już dłużej tutaj tkwić, próbując bezskutecznie zmusić swojego partnera do rozmowy, na którą i tak nie miał ochoty.
