Ubrałam się w mój nowy mundurek i kręciłam się po pokoju w poszukiwaniu potrzebnych rzeczy. Jedyna rzecz, która podobała mi się w zmianie szkoły to właśnie mundurek. Nie będę musiała codziennie zastanawiać się nad wyborem ubrania. Mundurek był nowoczesny i dobrej jakości. Styl na grzeczną uczennicę ostatnio jest w modzie, a ja miałam zamiar taką być. Zawsze byłam uważana za grzeczną dziewczynę. Dobrze się uczę i pasuje mi to, nie chcę zaniżać swojego poziomu w nowej szkole. Uważają mnie za cichą bo jestem nieśmiała. Mogę być głośna, ale nie każdy ma zaszczyt poznać tę stronę mnie. Jak na razie tylko rodzina się o niej przekonała. Przez nią także trafiłam do Coates Academy. Szkoły dla świrów, trudnych dzieci z bogatymi rodzicami. Zaliczam się do każdej z tych kategorii - według mojego tatusia. Tak naprawdę jadę tam tylko dlatego, że on ma zbyt dużo pieniędzy i zbyt mało cierpliwości do mnie. Spojrzałam na swój pokój po raz ostatni i zrobiłam kilka zdjęć na pamiątkę. Stanęłam przed lustrem i przejrzałam się w nim, zazwyczaj robiłam to bardzo rzadko. Ku swojemu własnemu zaskoczeniu uznałam, że nie wyglądam źle więc uśmiechnęłam się do siebie i pewnie zarzuciłam plecak na plecy. Stałam tak jeszcze chwilę, kiedy usłyszałam znajomy krzyk.

-Juliett, nie mamy czasu! - rozpoznałam lekki francuski akcent Valentina.

Złapałam rączkę niezbyt dużej walizki i ruszyłam do drzwi. Obróciłam się ostatni raz i wszystkie wspomnienia uderzyły mnie ze zdwojoną siłą. Powstrzymałam łzy i stałam się jeszcze bardziej przerażona niż jak dowiedziałam się o swojej "karze".

Zaczynam od początku. Zero przyjaciół. Zero rodziców. Zero pomocy. Tylko ja, moje myśli i moja znikoma odwaga. I krzyk. Tym razem mojej mamy. Mniej donośny, wręcz kojący w porównaniu do pierwszego. Spojrzałam na zegar wiszący w korytarzu, była 7:30. Mam pół godziny. Muszę zarejestrować się o 8:00 lub wcześniej aby dostać dobry pokój. Przecież teraz będę tam mieszkać. Poczułam się jakby dopiero teraz to do mnie dotarło. Przyspieszyłam kroku i dołączyłam do moich rodziców. Ciotka Betty wyszła rano do pracy więc nie miałam okazji się z nią pożegnać. Może zrobiła to specjalnie, może nadal się mnie bała mimo tego, że powiedziałam jej, że nie miałam zamiaru jej skrzywdzić. Podałam tacie walizkę, a on wrzucił ją na siedzenie obok mnie. Kochałam nasz samochód, był to stary model mustanga z 1965. Będę za nim tęsknić. Będę za wszystkim tęsknić. Jestem taka sentymentalna. Ruszyliśmy. Łza uciekła z mojego oka lecz szybko ją otarłam. Cały tydzień przygotowywałam się do dzisiejszego dnia. Nie mogę zrobić złego wrażenia. Aby odwrócić moje myśli od wszystkich złych scenariuszy tworzących się w mojej głowie na samą myśl o Coates wzięłam do ręki telefon. Włączyłam przednią kamerkę i starałam się potwierdzić fakt, że wyglądam dobrze. Wyjątkowo dziś się pomalowałam. Zazwyczaj tego nie robię, ale cel był jeden - dobre wrażenie na uczniach nowej szkoły. No co, zaczynam nowe życie. Postanowiłam zmienić swoje myślenie. Postanowiłam także zrobić sobie kilka zdjęć. Przynajmniej będę pamiętać, że starałam się być pewna siebie. Zrobiłam balona z gumy do żucia i kliknęłam przycisk. Mruknęłam z aprobatą przyglądając się swojemu dziełu (patrz zdjęcie na górze). Przeglądałam chwilę tumblr aż zaczęło mi się kręcić w głowie więc włożyłam telefon do kieszeni marynarki. Krajobraz lekko się zmienił. Jechaliśmy autostradą mijając różne sklepiki aż wreszcie w oddali ujrzałam wielki budynek.

- Czy to Coates? - spytałam niepewnie zadziwiona rozmiarem szkoły.

- Podoba ci się? - mama odpowiedziała pytaniem na pytanie.

Chciałam dać jej typową sarkastyczną odpowiedź, ale szybko pozbyłam się tego pomysłu. Wiem, że to wszystko było dla niej tak samo trudne jak i dla mnie.

- Nie jestem pewna - krótko ucięłam rozmowę.

Naprawdę nie wiem. Zależy jak będzie w środku. I kto będzie w środku.

Szkoła rosła i rosła im bliżej podjeżdżaliśmy. Mój stres był jeszcze większy niż ona. Czułam jak moje ręce stają się wilgotne. Tata zaparkował i lekko zarzuciło mną podczas hamowania. Czy już tracę kontrolę nad swoim ciałem? Nie, nie, nie"Pewna siebie. Pewna. Siebie." - powtarzałam sobie w duchu.

Valentin otworzył moje drzwi i podał walizkę. Założyłam plecak i jedną ręką kurczowo przytrzymałam mój bagaż. Przymknęłam oczy i ruszyłam przez siebie. Stukotowi moich nowych szkolnych butów towarzyszył dźwięk kółek walizki. Rodzice ruszyli za mną. Musieli potwierdzić moją tożsamość i złożyć dokumenty z poprzedniej szkoły. Stałam przy biurku obok mamy, niezbyt uważając na słowa recepcjonistki. Zaraz obok znajdowały się drzwi do stołówki. Stamtąd właśnie wyszedł chłopak,który całkowicie odwrócił moją uwagę od rozmowy. Wysoki brunet nawet mnie nie zauważył lecz dumnie szedł naprzód wyszczerzając zęby w rekinim uśmiechu. Poczułam lekkie ukłucie, porażka już pierwszego dnia. Wyrzuciłam chłopaka z głowy i starałam się wyłapać ważne informację od pani zza biurka. Nie było to łatwe, nie mogłam się skupić cały czas walcząc z własnymi myślami. Na szczęście kobieta skończyła mówić i wręczyła mi klucz z numerem 237. Spytała czy to w porządku, że pokoje są podwójne na co ja entuzjastycznie przytaknęłam. Niestety, czasami kłamię. Wręcz nie mogło być gorzej. Miałam nadzieję na trochę spokoju w swoim własnym towarzystwie skoro mojej rodziny nie będzie obok, a będę dzieliła mieszkanie z kimś kogo w ogóle nie znam. Nadszedł czas rozstania, rodzice musieli wracać do pracy, a ja musiałam się przyszykować na jutrzejsze lekcje. Wymieniliśmy tradycyjne całusy w policzek i rodzice skierowali się do wyjścia. Mama obróciła się więc pomachałam jej z serdecznym uśmiechem.

"Będę za nią tęsknić" - pomyślałam. "Bardzo tęsknić."

Uświadomiłam sobie, że stoję na środku korytarza i gapię się na drzwi wyjściowe więc szybko skierowałam się w stronę schodów aby dostać się do mojego nowego pokoju. Pokonanie schodów okazało się nie lada wyzwaniem. Pokój na drugim piętrze nie był wymarzoną opcją, ale kiedy już do niego dotarłam odetchnęłam z ulgą. Dziewczyna, z którą miałam mieszkać jeszcze nie dotarła. Zajęłam więc atrakcyjniejszą połowę pokoju i zaczęłam rozpakowywanie. Zdążyłam już polubić moje nowe miejsce zamieszkania kiedy ktoś wpadł do pokoju.

"Zaczyna się" - przewróciłam oczami i uśmiechnęłam się sztucznie.

- Cześć! Jestem Juliett, a ty?

- Aa, ygh, mhm ja jestem ee Olivia - jąkała się moja nowa współlokatorka.

Miała krótkie blond włosy i śliczną twarz. Była bardzo szczupła, ale urocza. Uczucie zazdrości zakiełkowało we mnie, ale nie pozwoliłam mu się rozwinąć.

- Pozwoliłam sobie zająć tę część pokoju. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko - spytałam, ale szczerze mało mnie to obchodziło. Nie miałam zamiaru się zamieniać.

- Nie, nie jest w porządku, nie trzeba, nie - odpowiedziała wyraźnie zakłopotana.

Podobało mi się to. Może wzbudziłam w niej choć trochę niepokoju. W duchu miałam nadzieję, że działam tak nie tylko na Olivię. Właśnie wtedy przypomniałam sobie o chłopaku ze stołówki. Z nim nie będzie tak łatwo. Muszę się dowiedzieć kim on jest.

- Do której idziesz klasy? - spytałam czy może będę miała szansę siedzieć z Nową w ławce.

- To mój trzeci rok tu, klasa 3c. - zdziwiło mnie to.

Dziewczyna była taka drobna i wyglądała na bardzo zestresowaną, a to jej trzeci rok tutaj? Ale była też dobra wiadomość, miałam rację, będziemy razem w klasie.

- Super. Ja też idę do 3c. Może usiądziemy razem? Zdradzisz mi kilka sekretów o nauczycielach i jakieś soczyste ploteczki o szkolnych parach. - zaproponowałam przyjaźnie.

- Brzmi świetnie! - Olivia uśmiechnęła się. - Ploteczki to moja specjalność.

Odwzajemniłam uśmiech i zaczęłyśmy dyskusję o planie lekcji i o innych ludziach z naszej klasy. Może nie będzie tak źle? Naprawdę miałam farta. Olivia to słodka dziewczyna, którą mam nadzieję uda mi się okręcić wokół palca. Zaczynałam myśleć jak poważny przestępca. Kręciło mnie to. Zapomniałam jednak o jednej ważnej rzeczy. Zaczęłam przeszukiwać swój plecak. Na samym dnie w małej kosmetyczce ukryty pomiędzy podpaskami powinien być mój scyzoryk, który ukradłam tacie przed wyjazdem. Kiedy odnalazłam jego drewnianą powierzchnię, złowieszczy uśmiech wkradł się na moje oblicze. Szybko skryłam go w zamkniętej pięści i włożyłam do kieszeni spódnicy. Dzięki Bogu, że te mundurkowe spódnice miały kieszenie. Ich projektant prawdopodobnie zaoszczędził na długości i postanowił dodać kieszenie. Jestem mu za to bardzo wdzięczna.

- Masz tu jakichś przyjaciół? - spytałam prosto z mostu nową koleżankę.

- Jeśli kogokolwiek tutaj możesz nazwać przyjacielem - odparła sarkastycznie. - Raczej nie jestem typem tej popularnej z wielką grupą przyjaciół, ale znam tu wszystkich nawet jeśli oni nie znają mnie.

- Podoba mi się to - mrugnęłam do niej i poszłam wziąć prysznic.

Ustaliłyśmy, że po rozpakowaniu pójdziemy na dziedziniec abym mogła załapać jak wygląda szkolna hierarchia. Musiałam się odświeżyć po całym dzisiejszym stresie. Byłam bardzo szczęśliwa z powodu Olivii. Zobaczymy jak będzie nam się układało później, ale narazie jest idealnym materiałem na koleżankę. Wszystko układało się w miarę dobrze więc postanowiłam zadzwonić do mamy i ją o tym poinformować. Olivia zapowiedziała że wrócimy późno więc będę dobrą dziewczynką i zadzwonię o normalnej godzinie. Mama powiedziała, że jest o mnie spokojna więc ja też ustaliłam, że nie ma się czym przejmować. Wyszorowałam dokładnie swoje ciało ulubionym żelem pod prysznic i od razu poczułam się w jeszcze lepszym humorze. Mocniej się pomalowałam i w skowronkach wyskoczyłam z łazienki. Olivia następnie okupowała toaletę przez godzinę, a ja starałam nacieszyć się nową sytuacją. Była już 17, nie wiem jak ten czas zleciał, ale moja współlokatorka przerwała moje rozmyślania krzycząc:

- GOTOWA!

- Wreszcie! - przewróciłam oczami i obydwie się roześmiałyśmy.

Cieszę się, że to akurat ona ze mną zamieszkała. Wzięłam koleżankę pod ramię i wyszłyśmy z pokoju. Znowu pokonałyśmy milion schodów prowadzących na dół i Olivia poprowadziła mnie na dziedziniec. Było to miejsce na tyłach szkoły więc nie jestem pewna czy dziedziniec to dobra nazwa, ale Oliv powiedziała, że taka nazwa przywarła do tego miejsca i tak już zostało. Dzieciaki właśnie zaczynały się tu zbierać. Było to główne miejsce spotkań świrów z Coates. Niektórzy siedzieli na schodach, a niektórzy rozproszyli się w grupki swoich najbliższych znajomych. Moja znajoma oprowadziła mnie i opowiedziała o większości osób znajdujących się tutaj. Nie mogłam lecz złapać tego na kim najbardziej mi zależało - wysokiego bruneta z rzędem idealnie białych zębów. Kiedy spytałam o niego Olivię powiedziała tylko, że to dziwny dzieciak.

"Dużo mi to nie mówi, z tego co słyszę wszyscy są dziwni" - rozmyślałam, ale nie dopytywałam mojej nowej informatorki.

Po zrobieniu kółka wokół dziedzińca dziewczyna zasygnalizowała, że koniecznie musi do toalety.

- Przecież niewiele ponad godzinę temu byłaś w łazience! - przypomniałam jej zdziwiona.

- Widocznie mam mały pęcherz! - odpowiedziała już się oddalając.

Roześmiałam się, ale w głębi duszy bałam się zostać tu sama. Rozejrzałam się po okolicy w poszukiwaniu czegoś podejrzanego i dołączyłam do kilku osób siedzących na schodach. Stąd widać było co dzieje się za krzakami. Przynajmniej z mojego miejsca znajdującego się najbliżej zieleni. Co się tam działo - nie wiem. Ale wiek kto tam był. Dziwny dzieciak.