Veliana: Dziękuję za wspaniały komentarz i mam nadzieję, że kolejne rozdziały również przypadną ci do gustu. Co do twoich pytań to Płaczące Anioły zasłaniały twarz również po to by przestraszyć uciekających przed nimi ludzi, jak Rory'ego i Amy w odcinku The Angels take Manhattan, by, jak słusznie stwierdziłaś, nie spojrzeć współbratymcom w oczy i by zmylić poszukujących ich naukowców jak np. River Song, bo Anioła poznać można przede wszystkim po oczach. Myślę, że masz rację, ale tak opisała to autorka i nie chciałam zmieniać jej koncepcji. Doktor pojawi się w opowiadaniu jako swoja jedenasta inkarnacja, poza nim i Aniołami nie będzie nikogo ze świata DW (tu nie jestem jeszcze pewna, bo wciąż powstaje sequel pt. The Angel's War, które w swoim czasie przetłumaczę). Opowiadanie nie kwalifikuje się moim zdaniem do crossovera ponieważ tylko wybiórcze elementy świata Doktora zostaną w nim pokazane.
Ps. Kolejny rozdział za kilka dni
Rozdział II
Pięć lat później..
Pierwszą rzeczą jaką Harry usłyszał po przebudzeniu w środku nocy był deszcz. Uderzał w okno obok jego łóżka z baldachimem z taką siłą, że był zaskoczony trzema spokojnymi oddechami dobrze słyszalnymi w dormitorium. Ale w ostatnim czasie deszczowe noce nad Hogwatem były na porządku dziennym, odkąd dementorzy strzegli Hogwartu.
Minęło kilka sekund, zanim uświadomił sobie, że to nie deszcz go obudził.
Nie było żadnego hałasu. Usłyszał to we śnie. Rozbrzmiał w jego głowie, kiedy wciąż był pogrążony w marzeniach sennych i wybudził go z nich. Tylko, że teraz nie był w stanie go już usłyszeć. Tylko rozbrzmiewającą za oknami wieży burzę.
Usiadł na łóżku i nasłuchiwał. Musiał uważnie rozróżniać docierające doń dźwięki, chcąc odróżnić to czego szukał od wyjącego wiatru, uderzających o kamienne ściany i szyby kropli deszczu, nie wspominając o okazjonalnym huku gromu. Po kilku minutach bezskutecznego wytężania słuchu omal nie zrezygnował.
Ale właśnie wtedy znowu to usłyszał.
Może przez sekundę miał wrażenie, że to co słyszy dociera do niego jakby źródło dźwięku znajdowało się zarówno milion mil dalej i zza okna. Harry zmarszczył brwi. Co może wydawać taki odgłos? To była jakaś szalona mieszanina dźwięków maszyny do szlifowania i świszczącego szeptu co kilka sekund zwiększająca oraz zmniejszająca natężenie, tylko po to by zaraz zacząć bulgotliwie zanikać I drżeć, zanim nie zostanie znowu zagłuszone odgłosami wiatru I deszczu.
Trwało to przez jakiś czas – natężenie odgłosu rosło do niemożliwej wysokości, po czym nikło gdy Harry zdołał zgarnąć swój mózg do kupy na tyle by być w stanie spróbować zapamiętać sygnał i zidentyfikować go. Czy był to element czarodziejskiego świata, którego jeszcze nie poznał do tej pory? Coś, czego można było się bać? I czy powinien obudzić Rona?
Wciąż zastanawiał się nad tym, gdy dźwięk powrócił, tyle że o wiele mocniejszy niż wcześniej. Szum i świst były coraz głośniejsze i głośniejsze, aż w końcu zdawało się, że cały świat drży z wysiłku. W tej chwili dormitorium zaczęło trząść się gwałtownie. Cały zamek wydawał się ruszyć z posad i nie wyglądało, by szybko miał wrócić na swoje miejsce. To było tak, jakby ktoś nagle umieścił cały Hogwart w ogromnej kuli śnieżnej, po czym mocno nią potrząsnął.
Trwało to mniej niż minutę, a potem było już po wszystkim.
− Jasna cholera − powiedział Ron rozsuwając zasłony dookoła swojego łóżka i spędzając sen z oczu. − Poczułeś to, Harry?
− Tak − mruknął chłopak siadając na łóżku. − Wydaje mi się, że cały zamek musiał odczuć ten wstrząs. Hogsmeade pewnie też.
− Co to było − zapytał Neville, włączając swoją lampkę nocną. On, Dean i Seamus też już się obudzili, rozglądając się trwożnie po dormitorium.
− Nie wiem − powiedział Harry. − Może trzęsienie ziemi?
Nagle drzwi do pokoju otworzyły się gwałtownie i zobaczyli stojącą w nich Hermionę, ubraną w szlafrok związany w talii i ze świecą w ręku.
− Czuliście to? − spytała.
Z ust Rona wydobył się cienki pisk i natychmiast podciągnął sobie narzutę do podbródka. − Hermiono! − krzyknął. − To dormitorium chłopców! Wynocha!
Dziewczyna przewróciła tylko oczami. Podeszła do okna na przeciw łóżka Harrego i wyjrzała przez nie.
− Hermiono − powiedział Harry. − To pewnie tylko trzęsienie ziemi.
− Tak sądzisz? − spytała przygryzając wargę.
− Jasne −powiedział Gryfon. − W Little Whinging zdarzają się całkiem często − było to oczywiście kłamstwo. Harry częściowo chciał by wszyscy znowu zasnęli tak, żeby znowu mógł skupić się na wysłuchiwaniu tajemniczego dźwięku, którego nie słyszał od początku trzęsienia ziemi.
− Widzisz? − powiedział Ron. − To tylko trzęsienie ziemi, więc pośpiesz się i wróć do swojego własnego pokoju.
Hermiona posłała mu wymuszony uśmiech i idąc w stronę drzwi chwyciła za koniec narzuty zwisający smętnie z łóżka Rona i pociągnęła go mocno. Chłopak zasłonił swoją klatkę piersiową obiema rękami (mimo, że miał na niej górę od piżamy z długimi rękawami).
− Nie masz u siebie okna obok łóżka? − Zapytał Ron ze złością.
− Mam − powiedziała Hermiona stojąc w drzwiach u spoglądając na Rona. − Ale chciałam sprawdzić co z Harrym.
− To miłe − powiedział Dean. − Ale nie martw się o nas!
− Dobrze, skoro żaden z was nie ma… − urwała, spoglądając na Harrego przepraszające. − Mniejsza o to. Dobranoc.
I zamknęła za sobą drzwi. Ron odwrócił się do Harrego kręcąc głową z niedowierzaniem.
− Czy ona naprawdę myślała, - powiedział szeptem tak, żeby inni chłopcy tego nie usłyszeli, − że Syriusz Black wyczarował trzęsienie ziemi, żeby móc dostać się do Hogwartu i cię porwać?
Ron zasunął z powrotem zasłony swojego łóżka i położył się w nim mimo, że Harry wciąż pozostawał w pozycji siedzącej.
Nie zastanawiał się nawet nad Blackiem. Czy był w stanie wywołać trzęsienie ziemi? Czy to w ogóle możliwe? Czy miał też coś wspólnego z tym niesamowitym dźwiękiem?
− Harry − powiedział Ron, kiedy zdał sobie sprawę, że jego przyjaciel jeszcze się nie położył.
− To nie Black. Sam mówiłeś, że trzęsienia ziemi takie jak to często zdarzają się w okolicy twoich mugoli. Prześpij się, kumplu.
Gryfon spojrzał na swoje okno, za którym teraz szalała dużo mocniejsza ulewa.
− Tak − powiedział w końcu. − Masz rację.
Ale kiedy leżał w łóżku i zapadał w sen, nie przestawał nasłuchiwać w poszukiwaniu tego dźwięku, tak różnego od wszystkich innych.
Podczas gdy mieszkańcy zamku usiłowali wznowić swoje tak brutalnie przerwane sny, burza za murami Hogwartu rozszalała się znacznie bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej, wygłuszając całkowicie drugą rzecz tej nocy, która zerwałaby na równe nogi zarówno uczniów i nauczycieli o tej nieludzkiej godzinie. Tak bardzo, że kiedy ściana korytarza na drugim piętrze się zawaliła, nikt tego nie usłyszał.
Nikogo nie zbudził łoskot uderzających w posadzę oraz rozbijających się o nią na miliony kawałków cegieł. A ponieważ nikt tego nie usłyszał, to nie było też nikogo by zobaczyć co ukryto za cegłami.
Ten właśnie widok wzbudził zainteresowanie profesora Snape'a w chwili gdy szedł korytarzem na drugim piętrze następnego dnia rano.
− Interesujące, nieprawdaż, Severusie?
Snape przestąpił przez gruzowisko i skierował swoje oczy na to co zostało przez cegły odsłonięte. Wydawało się, że pod tym co powszechnie uznawano za jedną z najstarszych ścian zamku, znajdowała się jeszcze starsza. Ściana za ścianą. Zwłaszcza, że na tej ścianie znajdowała się wiadomość. Wielkie, niechlujne litery nagryzmolone na kamieniach.
Błyszczały magicznym światłem gdy padało na nie światło, tworząc w sumie złowieszcze ostrzeżenie.
− Rzeczywiście interesujące, dyrektorze − odpowiedział.
Profesor Dumbledore stał za nim z rękami założonymi za plecami, patrząc na ścianę z wyrazem milczącej zadumy.
− Zakładam, − powiedział Snape, − że zostało to odsłonięte podczas ubiegło nocnego trzęsienia ziemi?
Dumbledore przytaknął.
− Wstrząsy wtórne z trzęsienia ziemi kilka mil dalej zbiegło się z wieloma zaklęciami rzuconymi na zamek. Magia spotkała naturę, a rezultatem tego był dość niespokojny sen ubiegłej nocy i to poranne odkrycie.
Snape podszedł bliżej do ściany.
− Dlaczego nie uważamy tego za interesujące? − zapytał dociekliwym tonem.
− Ta wiadomość mogła zostać zapisana wkrótce po osunięciu się muru. Jak inaczej można wytłumaczyć to, że żadna z liter nie została zatarta lub uszkodzona przez spadające z góry odłamki cegieł? − odpowiedział Dumbledore. − Właśnie. To dlatego posłałem po profesora Lupina.
Snape starał się trzymać język za zębami, ale wkrótce zdał sobie, że jego usta same się poruszają
− Dyrektorze...
Dumbledore nie spuszczał wzroku ze ściany.
− Byłem pod wrażeniem, że w ciągu naszej rozmowy ani razu nie oskarżyłeś o nic Remusa, Severusie.
− Otwórz oczy, człowieku. Ten... potwór korzysta z twojego bezgranicznego zaufania i wykorzystuje je. Równie dobrze możesz zakwaterować Blacka w jego starym dormitorium we Wieży Gryffindoru. Pomoże mu w ten lub inny sposób. Nie byłbym zdziwiony, gdyby ubiegło nocne wstrząsy były jego dziełem – mogły być skuteczną zasłoną dymną by Black tu dotarł i znalazł sobie kryjówkę w zamku, u boku swojego starego przyjaciela.
− Severusie, oskarżasz profesora Lupina za każdym razem gdy oczyszczę go z twoich podejrzeń o działanie na niekorzyść szkoły. Mogę cię zapewnić, że wstrząsu jaki odczuliśmy wczorajszej nocy nie byłby w stanie wyczarować żaden czarodziej, z Lordem Voldemortem włącznie. Był zbyt potężny. Całkowicie naturalne zdarzenie. A jeśli chodzi o nadużywanie mojego zaufania, to bądź ostrożny, ponieważ jest wielu ludzi, którzy w podobny sposób ostrzegają mnie przed tobą.
− Wiele razy dowiodłem wobec kogo jestem lojalny − warknął Snape. − Robię to przez cały czas. Ale ten człowiek, jeśli wciąż upierasz się by tak go nazywać jest...
Za ich plecami rozległo się ciche pukanie do drzwi prowadzących do korytarza na drugim piętrze i wszedł przez nie profesor Lupin uśmiechając się promiennie.
− Chciał mnie pan widzieć, dyrektorze?
− Tak, Remusie. Podejdź proszę.
Mężczyzna zrobił to, o co go poproszono i przez krótką chwilę obserwowali się wzajemnie ze Snapem; Severus patrzył na kolegę z nieskrywaną pogardą, a Remus z chłodną obojętnością. Wreszcie Snape rzucił ostatnie spojrzenie na wiadomość napisaną na ścianie i opuścił korytarz.
Lupin odwrócił się do dyrektora.
− Co mogę dla pana zrobić?
Po szybkim, ale na tyle ostrożnym obejrzeniu ściany by nie przyczynić się do powstania kolejnych uszkodzeń, Dumbledore poinformował swojego podwładnego, że jest to jedna z najstarszych wciąż stojących ścian zamku, Remus cofnął się do tyłu, otrzepując dłonie z pyłu.
− Na razie mogę stwierdzić, że nie nałożono na nią żadnych klątw − powiedział. − Same słowa zostały zwyczajnie namalowane farbą, a na ścianę rzucono Urok Trwałego Przylepca, który zachował w nienaruszonym stanie zarówno wiadomość jak i ścianę pod nią, dodatkowo przydając jej wytrzymałości. Wyczuwam w tym potężną magię osoby, która rzuciła zaklęcia. Zdecydowanie przy pisaniu nie użyto różdżki.
Przez jakiś czas ponownie wpatrywali się w ścianę nie zabierając głosu. Było coś hipnotycznego w tym widoku; coś co było ukryte przez tak długi czas, nagle stało się widoczne dla wszystkich.
− Więc, − powiedział w końcu Lupin, − skoro w tym przypadku nie mamy do czynienia z czarną magią, sądzę, że ta sprawa mieści się w kompetencjach naszego profesora historii magii, dyrektorze.
− Cuthbert będzie zachwycony. − Dumbledore uśmiechnął się, ale jego wyraz twarzy wkrótce stał się ponury. − Muszę ci się przyznać, że kiedy Severus odkrył tę wiadomość byłem nią prawdziwie zafascynowany, co ostatnio nie zdarza mi się zbyt często, ale dopiero teraz przyszło mi do głowy, że nie jest to najlepszy moment na takie znalezisko. Część studentów wciąż odczuwa niepokój związany z ostatnią wiadomością wypisaną na ścianach Hogwartu.
Lupin skinął głową ze zrozumieniem.
− Więc zamkniesz na dzisiaj ten korytarz?
− Och, nie. Nie widzę w tym najmniejszego sensu − powiedział Dumbledore. − Zrobiłem co tylko było można tego ranka by wiedza o nocnym zawaleniu się ściany i odkryciu Severusa nie wyszła poza pracowników szkoły. Bezpiecznej jednak będzie jednak założyć, że cały Hogwart wie już o wszystkim.
Lupin uśmiechał się, a zanim odszedł, spojrzał na dyrektora z wahaniem.
− To imię... − powiedział. − Czy kiedykolwiek słyszał pan o kimś w Hogwarcie, kto by je nosił?
− Nigdy − powiedział Dumbledore spoglądając swoimi błyszczącymi oczami na sam koniec wiadomości, gdzie znajdował się podpis autora. − Ale on zadbał o to bym usłyszał.
Hermiona uchyliła lekko wielkie drewniane drzwi i zajrzała do środka.
− Chciała się pani ze mną widzieć, pani profesor?
Profesor McGonagall zdjęła okulary i ruchem dłoni wskazała krzesło stojące przed jej biurkiem.
− Proszę usiąść, panno Granger.
Hermiona zrobiła co jej kazano, a ponieważ profesor McGonagall rzuciła jej długie, przenikliwe spojrzenie, zdała sobie sprawę, że jest w tarapatach. Szybko przeszukała pamięć w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby ją naprowadzić na możliwe wyjaśnienie gniewu tej surowej, ale też sprawiedliwej nauczycielki, ale nie znalazła niczego, czym mogłaby w jakikolwiek sposób doprowadzić McGonagall do takiej furii.
Kiedy nauczycielka w końcu zaczęła mówić, jej głos był dziwnie ochrypły i nieprzyjemny.
− Byłam pod wielkim wrażeniem, panno Granger, że można zaufać pani rozsądkowi.
Hermiona zmarszczyła brwi.
− Przepraszam, pani profesor?
− Wiele wysiłku i starań kosztowała mnie pomoc przy odpowiednim zaplanowaniu pani zajęć, biorąc pod uwagę znane nam obu okoliczności, panno Granger. Przedstawiłam pani sprawę samemu dyrektorowi. I to wszystko w przekonaniu, że jeżeli pozwoli się pani na korzystanie ze zmieniacza czasu, to okaże się pani wystarczająco odpowiedzialna by móc go używać.
Hermiona była teraz całkowicie zdezorientowana.
− Ależ, pani profesor. Jestem odpowiedzialna. Używałam go dokładnie tak jak się umawiałyśmy. Tylko po to by być obecna na wszystkich moich zajęciach, a nie by zyskać sobie więcej czasu na dokończenie zadań domowych, czy jakichkolwiek działań mogących wpłynąć na naszą linię czasową.
− Doprawdy? − Profesor McGonagall zapytała, podnosząc kartkę papieru ze swojego biurka. − Więc może mi pani wyjaśnić, panno Granger, dlaczego trzymam w dłoni wniosek o pożyczenie książki znajdującej się w Dziale Zakazanym?
Hermiona szybko spróbowała sobie przypomnieć, czy w ostatnim czasie zwracała się z prośbą o udostępnienie książki z Działu Zakazanego, ale rozpatrzenie każdego takiego wniosku trwało dosyć długo i tylko w rzadkich wypadkach uczniom trzeciego roku wypożyczano książki z tego działu po mniej niż trzech miesiącach oczekiwania na zgodę.
− Wypożyczam wiele książek, pani profesor.
− I bardzo dobrze, panno Granger. Ale problemem jest fakt, że ten wniosek został złożony niemal tysiąc lat temu.
Brwi Hermiony niemal dotarły do linii jej włosów.
− Przepraszam, pani profesor?
− W tym samym tygodniu, w którym nasza biblioteka została po raz pierwszy otwarta, złożono wniosek o udostępnienie tej oto książki − powiedziała McGonagall biorąc do ręki leżącą na stole brązową, oprawioną w skórę księgę, − pannie Hermionie Granger w dniu dzisiejszym.
Hermiona spojrzała na książkę. Była stara, niewiarygodnie stara. Skóra, w którą została oprawiona, była wystrzępiona na brzegach I spłowiała, a widniejący na przedniej okładce rysunek diamentu ledwie widoczny i niewyraźny. Nigdy w życiu jej nie widziała.
− Pani profesor, ja nie...
− Wyraźnie ostrzegłam cię przed czymś takim. − stwierdziła karcąco nauczycielka głosem, jakiego Hermiona nigdy jeszcze nie słyszała. Jedyną rzeczą gorszą od tego było to, że McGonagall wyglądała na zawiedzioną. − W chwili gdy dawałam ci zmieniacz czasu, poinformowałam cię, że surowo zabronione jest cofanie się w czasie dalej niż o jeden dzień. Nigdy nie przypuszczałam, że będziesz na tyle szalona by cofnąć się w czasie o tysiąc lat! Czy masz pojęcie jakie zniszczenie mogłaś spowodować?
− Ależ, pani profesor! − zaoponowała. − Nie zrobiłam tego! Przysięgam, że nigdy nie byłam aż tak lekkomyślna. Nie wiem nawet co to za książka.
Profesor McGonagall zamilkła oraz ponownie rzuciła Hermionie srogie, intensywne spojrzenie.
− Pomyśl bardzo ostrożnie zanim skłamiesz mi prosto w oczy, panno Granger − powiedziała stanowczo. − Żyjemy w bardzo niebezpiecznych czasach, czego jak mam nadzieję jesteś świadoma. Mamy masowego mordercę na wolności i wszyscy bardzo dobrze wiemy czego szuka. Jeśli otrzymujesz książki, których nie zamawiałaś, będę musiała to zgłosić niezwłocznie dyrektorowi I pani Prince. Więc zapytam cię o to raz jeszcze i wierzę, że nie skłamiesz w tak poważnych okolicznościach. Czy użyłaś zmieniacza czasu by zamówić tą książkę?
− Nie, pani profesor. − powiedziała Hermiona z niezachwianą pewnością. − Przysięgam.
Profesor McGonagall spojrzała na książkę i z nieoczekiwaną ostrożnością położyła ją z powrotem na biurku.
− Już dobrze, panno Granger − powiedziała cicho. − Wierzę ci, oraz przepraszam za moje oskarżenia. Możesz być pewna, że zwrócę uwagę dyrektora na tą książkę i zamówienie, oraz razem z nim zbadam tą sprawę. Możesz już odejść.
Wychodząc z gabinetu McGonagall, Hermiona posłała szybkie spojrzenie w kierunku tajemniczej brązowej księgi, zastanawiając się jak dlaczego miałaby być jej przeznaczona.
Harry miał już wejść do Wielkiej Sali na śniadanie, gdy to poczuł. Strach, niepokój, depresja; wszystko w zasięgu wzroku rozmyło się w bezbarwną plamę.
Jego ciało mimowolnie zadrżało i spojrzał za siebie na wielkie, dębowe drzwi otwarte na oścież, przez które mógł zobaczyć deszcz wciąż padający na hogwardzkie błonia. Gdzieś w pobliżu musiał znajdować się dementor, ponieważ Harry poczuł się dokładnie tak jak na kilka chwil przed tym jak wtedy gdy zemdlał w pociągu.
Zastanawiał się przez chwilę, czy dalej będzie chował głowę w piasek, pozwalając by strach stał się stałym bywalcem w miejscu, które tak bardzo kocha, do czasu gdy Black zostanie złapany.
Nie, pomyślał gwałtownie. Nie pozwoli na to. Zacisnął zęby, zignorował nieprzyjemny ucisk w brzuchu i wszedł do środka.
Ron na krótko spojrzał na niego znad owsianki i wymamrotał zmęczone "Dzień dobry".
Harry czuł się podobnie. Wstrząsy mogły trwać kilka sekund, ale postawiły na nogi cały zamek, a gwałtowna burza nie dopuściła do tego by ktokolwiek zasnął do rana. W rzeczy samej Harry właśnie usiłował zamaskować ziewnięcie, gdy drugi powód jego wyczerpania znowu się pojawił.
Taki sam drżąco-świszczący dźwięk, który ubiegłej nocy obudził go ze snu. Przekręcił głowę, chcąc dociec z której strony Wielkiej Sali dobiega, ale jedyną rzeczą jaką zauważył byli inni uczniowie jedzący śniadanie. Żaden z nich nie wydawał się świadomy dziwnego odgłosu rozchodzącego się w powietrzu.
− Ron − powiedział szybko.
− Mm? − rudzielec mruknął sennie.
− Czy słyszysz…
Urwał. Odgłos ponownie zamarł, a Ron patrzył na niego teraz z głową podpartą na ręce i ciężkimi powiekami.
− Co niby mam słyszeć?
Harry zawahał się. Przypominał sobie dziwne spojrzenia Rona I Hermiony, kiedy powiedział im w ubiegłym roku, że słyszy coś, czego inni nie są w stanie. Nie miał zamiaru by znowu zaczęto go uważać za wariata.
Na szczęście, właśnie w tym momencie do Wielkiej Sali weszła Hermiona, po czym bezmyślnie podeszła do nich i bez słowa usiadła przy stole.
Harry i Ron spojrzeli na nią. Wyglądała jakby po raz kolejny została spetryfikowana. Gryfoni wymienili między sobą zdziwione spojrzenia.
− Hermiono? − zawołał Harry. − Wszystko w porządku?
− Hmm? − powiedziała, jakby dopiero teraz zdała sobie sprawę, że Harry i Ron w ogóle tam byli. −Och… tak, tak przypuszczam. W porządku.
Harry zmarszczył brwi I spojrzał na Rona, który wzruszył tylko ramionami w odpowiedzi.
− Czego od ciebie chciała McGonagall?− zapytał Ron, nabierając na łyżkę owsianki gdy skończył mówić.
− Porozmawiać ze mną – stwierdziła Hermiona.
Nieoczekiwanie rozległ się kolejny nietypowy hałas, tyle że tym razem to Ron zadławił się swoją owsianką. Cała sala patrzyła na niego, gdy kaszlał i oddychał w szoku.
− Jesteś cały? − zapytała Hermiona, klepiąc go mocno po plecach.
− Ona… McGonagall… co? − zapytał Ron, a jego oczy zaczęły łzawić.
− Nie wiem, naprawdę − powiedziała Hermiona na jakiś czas wracając do swojego odległego spojrzenia. To było bardzo dziwne. Wydawała się myśleć nad czymś przez chwilę, po czym pochyliła się tak, żeby tylko Ron i Harry mogli ją słyszeć. − Miała tą książkę z Działu Zakazanego. Najwidoczniej została zamówiona. Przeze mnie.
− Nie ma zbyt wielu książek w Dziale Zakazanym, których byś już nie czytała − zauważył Harry.
− Tak − powiedziała Hermiona niecierpliwie. − Tyle, że dokładnie ta książka została zamówiona w tym samym tygodniu, w którym otwarto bibliotekę w Hogwarcie. Czekała w niej przez niemal tysiąc lat z poleceniem przekazania mi jej, dzisiaj.
Harry i Ron marszczyli brwi tak jak i ona w gabinecie McGonagall kilka chwil temu.
− Ale... jak to w ogóle jest możliwe? − zapytał Harry.
− Nie wiem − szybko odpowiedziała Gryfonka.
− Może to przypadek? − zaproponował Ron. − Może jedna z pierwszych uczennic Hogwartu miała na imię Hermiona Granger, i stąd cała ta historia?
− To nie wyjaśnia, dlaczego tak książka czekała aż tysiąc lat i została zamówiona na dzisiaj, kiedy jedną z uczennic jest Hermiona Granger − przypomniał mu Harry.− Co to w ogóle za książka?
− Nie wiem − wzruszyła ramionami. − McGonagall ją zatrzymała. Powiedziała, że pójdzie z nią do Dumbledora, muszą sprawdzić czy nie ma na niej żadnych zaklęć i skąd pochodzi.
Hermiona i Harry spojrzeli po sobie, dobrze wiedząc o kogo może im chodzić. Ron westchnął z irytacją.
− Czyli Syriusz Black nauczył się nowych sztuczek w Azkabanie, prawda? − zauważył drwiąco. − Naprawdę musi być zakręcony na punkcie twojej śmierci Harry. Najpierw wywołał trzęsienie ziemi, teraz zamówił książkę w naszej bibliotece jakieś tysiąc lat temu. Co będzie następne, Hermiono? Zaczaruje wszystkie drzwi w zamku, żeby trzasnęły go w twarz?
Hermiona przewróciła oczami, a Harry próbował się nie szczerzyć.
− Poza tym − kontynuował rudzielec. − Jak McGonagall mogła cię oskarżyć o którąkolwiek z tych rzeczy? Nie wydaje mi się, żebyś była w stanie zarezerwować książkę tysiąc lat temu, prawda?
Hermiona wyglądała nagle dziwnie nieswojo.
− Nie. To przecież niemożliwe. Tak czy inaczej umieram z głodu. Wydaje mi się, że zostało gdzieś jeszcze trochę owsianki. Mógłbyś podać mi mleko?
Ron patrzył na nią ze zmrużonymi oczami gdy podawał jej dzbanek z mlekiem, kiedy niespodziewanie Fred i George opadli po obu stronach ławki, sprawiając, że Harry, Ron i Hermiona aż podskoczyli ze zdziwienia.
− Więc... − powiedział Fred.
− Jak udało ci się to zrobić, Harry? − zapytał George.
− Co? − powiedział Harry bez namysłu. − Masz na myśli ostatnią noc? To było zwykłe trzęsienie ziemi, to o nie wam chodzi?
− Nie − zaprzeczyli razem bliźniacy.
− Nie o to − stwierdził Fred.
− Chodzi nam o ścianę. − wyjaśnił George.
− Jaką ścianę?− zapytał Ron.
Fred i George westchnęli i pokręcili głowami.
− Co z nimi zrobimy, Georgie?
− Nie mam pojęcia, Freddie.
− Musicie być jedynymi ludźmi w całej szkole, którzy jeszcze o tym nie słyszeli.
− Słuchajcie! − powiedział Ron ze zmęczeniem w głosie. − Albo któryś z was powie nam o co chodzi, albo odwalcie się, bo jest zbyt wcześnie.
− O ścianę! − powiedział George, uderzając młodszego brata w tył głowy.
Harry odwrócił się do siedzącego obok niego Freda.
− Którą ścianę?
− Tą bardzo starą na drugim piętrze. Zawaliła się w środku nocy.
− I co z tego?− zapytał Ron.
− Pod spodem coś było − powiedział tajemniczym tonem George. − Wiadomość ukryta między cegłami.
− Wiadomość? − zapytała Hermiona, wyglądając na zainteresowaną tą rozmową po raz pierwszy od jej początku.
− Tak − Fred wyszczerzył się do niej.− Nieusuwalna.
− Niewytłumaczalna − dodał George.
− Złowieszcza.
− Co masz na myśli, mówiąc złowieszcza? − zapytał Ron.
Bliźniacy uśmiechnęli się do siebie i razem powiedzieli:
− Sami zobaczcie. Żeby nie było, że ściemniamy.
Harry, Ron i Hermiona spojrzeli po sobie.
− Powinniśmy? − powiedział Ron.
− Możemy się temu przyjrzeć − odpowiedział Harry.
Hermiona wzruszyła ramionami.
− Korytarz na drugim piętrze jest po drodze na Transmutację.
Tak więc w dziesięć minut później dołączyli do tłumu studentów zmierzającego w kierunku korytarza na drugim piętrze by rzucić okiem na ukrytą wiadomość.
− Hermiono? − powiedział Ron, kiedy przemierzali zamek. − Dlaczego właśnie tą książkę połączono z tobą?
− Już ci mówiłam, Ron − powiedziała krótko. − Nie mam bladego pojęcia.
Nastrój był nieco napięty, kiedy Ron zaczął patrzeć na Hermionę z niedowierzaniem, a ona udawała, że tego nie zauważa. Harry uznał, że pora coś powiedzieć.
− No cóż, jeśli to robota Blacka − powiedział, − to wiedział gdzie uderzyć, żeby zabolało. Snape dał nam już trzy eseje do napisania, a ostatnią rzeczą jaką potrzebuję, jest kolejna książka do czytania.
Ron i Hermiona roześmiali się cicho i wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia.
− Harry. − powiedziała Hermiona cicho. − Jeśli to coś znaczy, to myślimy, że dobrze sobie dajesz z tym radę.
− Z czym tak dobrze daję sobie radę?
− Z Blackiem. Chodzi mi o to, że nie robisz niczego głupiego w rodzaju szukania go. Między nim a dementorami, no cóż, sądzę, że jesteś bardzo rozsądny.
Harry wzruszył niezręcznie ramionami.
− Jeśli pozwolę mu się dopaść, to on wygra, prawda? Nic nie da siedzenie w kącie i przerażenie. Nie zapominajcie, że alternatywą jest powrót co Dursleyów. A to mnie naprawdę przeraża.
Znowu roześmiali się w głos, a kilka minut później dotarli już na drugie piętro. Dookoła nich było pełno rozmawiających ze sobą uczniów i sporo czasu zajęło im takie poruszanie się w tłumie, by dostać się do przodu.
− Cholera − Ron nabrał głośno powietrza, kiedy zobaczył wiadomość. − Fred i George nie żartowali. To naprawdę jest złowieszcze.
− Wszystkie ściany Hogwartu są zabezpieczone przeciwko wandalizmowi − powiedziała cicho Hermiona, urzeczona tym widokiem jak każdy inny. − Nie można po prostu napisać czegoś na nich i oczekiwać, że to tam pozostanie. Ktokolwiek to zrobił musiał użyć bardzo potężnej magii by przetrwało to aż do tej pory.
− A co ty o tym myślisz, Harry? − powiedział Ron, zwracając się do swojego najlepszego przyjaciela.
Ale do Harrego nie docierało żadne słowo jakie wypowiedzieli. Zamiast tego wpatrywał się we wiadomość, jego ciało odczuwało większy chłód od tego jaki wywoływała w nim obecność dementorów, a sam Harry na kilka sekund cofnął się w czasie, by odnaleźć wspomnienie, które pogrzebał w swoim umyśle już dawno temu.
Deszcz. Brudna alejka za sklepem. I kamienna statua.
− Harry? − szepnęła Hermiona, kładąc dłoń na jego ramieniu. Widziała po jego twarzy, że coś jest nie tak. − Harry, o co chodzi?
Chłopak nie odpowiedział. Nie mógł zrobić niczego poza staniem przed ścianą na pokruszonych cegłach i przyglądaniem się wielkim, czerwonym literom tworzącym napis:
Drodzy uczniowie i nauczyciele Hogwartu,
Strzeżcie się Płaczących Aniołów.
Powodzenia,
Doktor.
