Od autorki: Zamieszczam rozdział drugi. Miał być opublikowany wczoraj, ale zupełnie zapomniałam zabrać ze sobą laptopa na długi weekend i dopiero dzisiaj mam okazję sprawdzić rozdział pod kątem błędów i wrzucić go na stronę. Kolejny rozdział planowo powinien się pojawić 22 sierpnia.
ROZDZIAŁ 2 - INVOCATO VITA DEBITUM
22 lipca 1997
Nora – dom rodziny Weasley'ów
- Już ci mówiłam, że to niespodzianka – Hermiona uśmiechnęła się szeroko. – Po prostu mnie przepuść. Tonks i Remus właśnie wzięli ślub i mają mnóstwo pomysłów na prezent ślubny dla Fleur i Billa. Dlatego poprosiłam Tonks o pomoc.
Jej twarz początkowo pociemniała, gdy zauważyła Rona, który właśnie wszedł do pokoju. Trochę ją zdziwiło, że kłamstwo tak łatwo przeszło przez jej usta, mimo że w żołądku czuła kamień.
- Nie rozumiem po prostu, dlaczego Tonks nie może przyjechać do nas – wyjęczał Ron. W jego głosie pobrzmiewała tłumiona frustracja. – Przy wszystkim, co się teraz dzieje… Do diabła, mama jest wściekła za każdym razem, kiedy tata wychodzi do pracy. Świat przestał być bezpieczny, Miona.
- Przez cały czas będę w towarzystwie Aurora – przewróciła oczami.
- Ten konkretny Auror lubi potykać się o własne stopy – wytknął Ron.
- Remus pójdzie z nami. Będę bezpieczna – nalegała Hermiona. – Nawiązując do bycia bezpiecznym… Skorzystaj z okazji, że mnie nie ma i powiedz swojej mamie, jakie mamy plany na nadchodzący rok szkolny. I nie waż się czekać na ostatnią chwilę, Ronaldzie Weasley!
Mocno puknęła palcem w ramię rudowłosego chłopaka.
- Nie rzucisz mnie i Harry'ego lwom na pożarcie!
- Lwom na pożarcie? – Uniósł brew.
- Mugolskie wyrażenie – westchnęła. – To znaczy, że ani ja, ani Harry nie będziemy się tłumaczyć przed twoją matką, tylko dlatego, że ty się jej boisz. Ty jej wszystko wyjaśnisz. Zobaczymy się po moim powrocie.
Skierowała się w stronę kominka.
- Nie wiem, jak długo mnie nie będzie. Szukanie prezentów może zająć kilka godzin, więc powiedz swojej mamie, żeby nie odkładała dla mnie żadnego jedzenia. Może uda mi się przekonać Tonks na dziewczyński obiad.
- Przecież ty nie znosisz dziewczyńskich obiadów – skrzywił się.
- Nieprawda! – Odwarknęła. – Nie znoszę dziewczyńskich wyczynów Lavender i Parvati, ale z Tonks i Ginny czuję się bardzo dobrze. Jest między nimi ogromna różnica. Mniej chichotania.
Uśmieszek, jakim obdarzyła Rona był bardzo podobny do typowej miny Malfoy'a.
- Przestań mnie męczyć i porozmawiaj ze swoją mamą. Jeśli myślisz, że to pomoże, spisz sobie wszystko na kartce – zamachała rękoma, odganiając przyjaciela od siebie. Wrzuciła garść Proszku Fiu do kominka i weszła w zielone płomienie. – Legowisko!
wWwWwWwWwWwWw
Ministerstwo Magii
Niecałą godzinę później Hermiona i Remus podeszli do tylnego wejścia do Ministerstwa Magii w towarzystwie Tonks, ubranej w szaty Aurorów. Remus nie zmienił swojego wyglądu, ponieważ pracownicy Ministerstwa znali go i wiedzieli, że czasami kręci się po budynku, rozmawiając z różnymi ludźmi, składając aplikacje do pracy i odwiedzając żonę. Jednakże Hermiona była zbyt rozpoznawalna, dlatego przed Aportacją Tonks magicznie zmieniła kolor włosów Hermiony na czarny, wyprostowała je, postarzając ją w międzyczasie o jakieś dziesięć lat. Po założeniu okularów i ołówkowej spódnicy sekretarki nikt by jej nie rozpoznał, może poza Ronem i Harrym.
Tonks przytknęła czubek różdżki do brudnych drzwi na lewo od zsypu na śmieci. Drzwi natychmiast się otworzyły, wpuszczając trójkę czarodziejów do takiej samej windy, jaką Hermiona podróżowała po Ministerstwie po raz pierwszy. Jedyną różnicą był brak głosu informującego o celu podróży i piętrze, na jakim aktualnie znajduje się winda. Dopiero, gdy wszyscy stali pewnie na środku windy, drzwi zamknęły się pozostawiając ich w prawie całkowitych ciemnościach. Tonks sięgnęła ku zakurzonej, słabo oświetlonej skrzyneczce, która otworzyła się, reagując na jej dotyk. Pod wiekiem skrzynki znajdował się jeszcze słabiej oświetlony panel. Hermiona zauważyła, że Tonks wcisnęła guzik z numerem dziewięć. Winda ruszyła w dół. Hermiona sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła z niej małą, złotą monetę.
- Nie zgubiłaś swojego? – Upewniła się po raz kolejny.
- Pewnie, że nie – Tonks wyciągnęła swojego Galeona, po czym natychmiast go schowała. – Od czasu do czasu będę go sprawdzać. Nie zostałam skierowana do osobistej ochrony Ministra, więc będę się kręcić na obrzeżach konferencji. Nikt nie powinien mnie zauważyć. Właściwie…
Tonks skoncentrowała się, patrząc z uwielbieniem na Remusa i nagle jej intensywnie różowe włosy przybrały identyczny kolor, jak włosy wilkołaka. Brakowało tylko siwych kosmyków, które zaczynały się już pojawiać na głowie Remusa.
- Uroczo – skomentował.
- Wiesz, że dla mnie jesteś najpiękniejszy, kochanie – Tonks uśmiechnęła się kącikiem ust, przeczesując jego czuprynę, a Hermiona stłumiła wybuch śmiechu, gdy Remus skrzyżował ramiona na piersiach, potupując nogą z udawaną niecierpliwością.
- Departament Tajemnic – niewidzialny głos zaskoczył całą trójkę.
- No, tak – w głosie Hermiony dało się wychwycić nerwowość. – To jest to. Wysiadamy.
Gdy tylko kraty windy się podniosły, Hermiona ruszyła w stronę długiego korytarza powolnym, ale stanowczym krokiem. Remus podążył za nią, po tym jak pożegnał się pocałunkiem z żoną.
- Widzimy się niedługo – Tonks uśmiechnęła się. – Uważajcie na siebie.
Drzwi windy zamknęły się i uniosły Tonks do góry, prawdopodobnie do Atrium. Hermiona rozejrzała się i jej oddech przyspieszył nerwowo.
- Spokojnie – Remus położył dłoń na jej ramieniu, a Hermiona poczuła, jak ten lekki dotyk kotwiczy ją w rzeczywistości.
- Dziękuję – szepnęła, po czym ruszyła w dół korytarza. Remus szedł tuż za nią. W absolutnej ciszy dotarli do ciężkich, czarnych drzwi. Hermiona zamknęła oczy, wzięła głęboki oddech i położyła dłoń na klamce. Drzwi otworzyły się pod jej naporem. Zamrugała, zdziwiona. – Serio? Nawet nie zamknęli tych drzwi. Czy oni mają siano w głowach? Niecałe półtora roku temu pięcioro nastolatków włamało się tutaj bez żadnych problemów, a oni nadal nie potrafią zabezpieczyć departamentu?
- Hermiona? – Remus przerwał jej, rozbawiony. – Nie zaglądajmy darowanemu hipogryfowi w dziób, dobrze?
Pomimo wesołych słów, trzymał różdżkę wysoko i w silnym uścisku, w gotowości, jakby obawiając się ataku.
- Dobrze, dobrze – zgodziła się. – Ale nie obiecuję, że nie wyślę anonimowej sowy w tej sprawie.
Wilkołak roześmiał się pod nosem.
Weszli do ogromnej sali, gdzie Hermiona tylko machnęła różdżką i ciemności pokoju rozproszyło światło świec. Dzięki niemu dostrzegli otaczające ich drzwi.
- Zamknij drzwi – Hermiona poinstruowała Remusa gdy tylko zostały zamknięte, dziewczyna narysowała na ich powierzchni ognisty krzyż. – Flagtrate!
Poprzednim razem zrobiła to samo.
Pokój zaczął wirować wokół dwójki czarodziejów. Remus przytrzymał mocno Hermionę. Kiedy wirowanie się skończyło, czarownica spojrzała posępnie na zaznaczone drzwi.
- To zaklęcie nie trwa wiecznie – wymamrotała.
- A gdybyśmy dodali coś takiego? –Zapytał Remus, wskazując swoją różdżką ognisty znak. – Immobulus!.
Płomienie zastygły na drzwiach. Remus uśmiechnął się o Hermiony.
- Jak ja mogłam o tym nie pomyśleć? Uczyliśmy się tego zaklęcia na drugim roku – powiedziała z irytacją. – Używam go, odkąd skończyłam dwanaście lat.
- Czasami jesteś zbyt bystra – zaśmiał się. – Myślisz w zbyt skomplikowany sposób. Pamiętaj, że to właśnie te małe zaklęcia uratowały ciebie i Harry'ego, gdy wędrowaliście po Hogwarcie, szukając kłopotów.
- My nie wędrowaliśmy – poprawiła. – Harry szukał kłopotów, a ja szukałam Harry'ego. Ten chłopak przyciąga kłopoty jak magnes.
- Tym lepiej, że tak na niego uważałaś. Że na wszystkich zawsze uważałaś – dodał cicho. – Które drzwi? Sam dobrze nie pamiętam, bo gdy przybyliśmy wam na ratunek, panowało pewne zamieszanie.
- Ja też nie pamiętam. Będziemy musieli otwierać wszystkie, aż trafimy na te konkretne – westchnęła i podeszła do najbliższych drzwi. Otworzyła je i zajrzała za próg, nie wiedząc, jakie niebezpieczeństwa czają się w mroku. Zamrugała kilkukrotnie, ale nie widziała nic poza ciemnością. – Hmmm… Na co to może wyglądać?
Remus zajrzał nad jej ramieniem do pokoju i krótkim „Lumos" zapalił światło na końcu swojej różdżki. Tym razem jednak światło nie rozproszyło mroku, a gdzieś w oddali zabłysły inne światełka.
- To może być niebo – zasugerował.
- Kosmiczna Komnata – Hermiona szybko zamknęła drzwi. – Tam nie idziemy. Nad podłogą rozciąga się Magiczna Mgła, podobna do tej, jaką Harry napotkał w Turnieju Trójmagicznym. Ostatnim razem złapała Rona, Ginny i Lunę.
Oznaczyła drzwi ognistym okręgiem, który następnie unieruchomiła, biorąc przykład z Remusa. On tymczasem otworzył kolejne drzwi i jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia.
- Wow – westchnęła Hermiona, wchodząc do pokoju. – Uważaj na siebie. Wiem, do czego zdolne są Zmieniacze Czasu.
- Tak, ty na pewno to wiesz – odpowiedział, idąc za nią, rozglądając się uważnie.
- Ledwo mogę uwierzyć w to, że udało im się poskładać tak wiele Zmieniaczy Czasu – jej uśmiech był bardzo nostalgiczny.
- Zniszczyłaś je? – Z kolei uśmiech Remusa był wszystkowiedzący. – Dlaczego mnie to nie dziwi?
Zaśmiał się cicho i właśnie wtedy jego wzrok padł na znajomy kształt. Zmieniacz Czasu z błękitnym piaskiem i delikatną klepsydrą, leżący w srebrnej szkatule. Przymocowany do niego by długi srebrny łańcuszek. Mężczyzna wyciągnął dłoń, żeby dotknąć magicznego przedmiotu. Zerknął na spód Zmieniacza i zobaczył wygrawerowaną runę oznaczającą predestynację.
- Śmierciożercy, nie ja – wyjaśniła w międzyczasie Hermiona, wpatrując się w ogromną klepsydrę, wiszącą na przeciwległej ścianie. – Ja nic nie zniszczyłam. Wiem doskonale, żeby nie bawić się Zmieniaczami Czasu. Powinieneś o tym pamiętać.
- Co? – Podskoczył i odwrócił się w jej stronę, zaskoczony. – Czemu ja powinienem o tym pamiętać?
- Bo na trzecim roku skorzystałam ze Zmieniacza Czasu – wyjaśniła. – Opowiadałam ci o tym. Jak uratowaliśmy Syriusza przed Dementorami?
- Aha – przytaknął. – Masz rację. Jestem trochę zamyślony, wybacz mi.
- Tracimy czas – powiedziała, zmierzając ku drzwiom.
- Tak – potwierdziła. – Komnata Czasu jest mi niepotrzebna.
Remus zawahał się, patrząc, jak Hermiona opuszcza pokój. Rozejrzał się z niepokojem. Jeżeli nie przyszła tu po… To dlaczego? Spojrzał ponownie na Zmieniacz Czasu z wygrawerowaną runą. Nie chcąc powierzyć swojego przeznaczenia czystemu losowi, złapał srebrną szkatułkę i upchnął ją w przepastnych kieszeniach swoich szat. Wycofał się z Komnaty Czasu do okrągłego przedsionka. Gdy tylko drzwi się za nim zamknęły, Hermiona oznaczyła je okręgiem płomieni i otworzyła kolejne.
- Hermiono, powiesz mi, dlaczego…? – Zaczął, ale wyraz jej twarzy powiedział mu, żeby przestał mówić. Przeniósł swoją uwagę na wnętrze komnaty i osłupiał. Jego nozdrza rozszerzyły się gniewnie.
Komnata była prostokątna, ogromna i bardzo słabo oświetlona. Na jej środku znajdowało się kamienne podwyższenie, otoczone ławkami, jak wielki teatr. Na podwyższeniu leżał głaz, na którym z kolei wznosiło się przejście, niepodtrzymywane przez żadne mury. Remus nie mógł oderwać wzroku od Zasłony, tak intensywnie go przyciągała. Nie zauważył nawet, kiedy Hermiona ruszyła w stronę podwyższenia, dopóki nie była w połowie drogi.
- Hermiona! – Zawołał za nią, spanikowany. – Co ty wyprawiasz?
- Po to tu przyszłam – odwróciła się, by spojrzeć na Remusa i mężczyzna zauważył skruchę na jej twarzy. – Poprosiłam, żebyś mi zaufał. Czy nadal mi ufasz?
- Ja… - słowa utknęły mu w gardle. – Proszę, nie podchodź do tego… Ja nie mogę…
Ból widoczny na jego twarzy, słyszalny w jego głosie był tak ogromny, że Hermiona zawahała się na chwilę.
- Jeśli nie zamierzasz ze mną iść, pilnuj drzwi – poleciła.
Remus stał jak sparaliżowany, podczas gdy Hermiona posuwała się naprzód, zbliżając się do Zasłony dużo szybciej, niż mu się to podobało. W ogóle mu się nie podobało, że dziewczyna podchodzi do znienawidzonego przejścia. Ostatnim razem, kiedy znajdował się w pobliżu łuku nie przyjrzał mu się uważnie, ale w tym momencie zdecydowanie nie chciał na niego patrzeć. Przejście miało bardzo prostą konstrukcję, ale za Zasłoną leżała nieskończoność. Hermiona nie miała dobrego planu. Spodziewał się, że przyszła po Zmieniacz Czasu. Był przekonany, że przyszła po Zmieniacz Czasu. W rzeczywistości ten konkretny Zmieniacz Czasu, który leżał ukryty w jego szatach był jedynym powodem, dla którego zdecydował się jej towarzyszyć. Więc dlaczego przyprowadziła go do komnaty śmierci i smutku?
- Przepraszam, że nie wyjaśniłam ci wszystkiego, ale obawiałam się, że wiedząc, co mam zamiar tu zrobić, nie zdecydowałbyś się mi towarzyszyć. Wtedy musiałabym przyjść tu sama – wyjaśniła, odkładając różdżkę na podłogę i klękając przed ogromnym łukiem. Z kieszeni swoich szat wyciągnęła znajomą torebkę i zagłębiła w niej rękę do samego łokcia.
- Hermiono, nie wiem, co chcesz osiągnąć, ale proszę cię, nie podchodź do tego czegoś. Proszę – próbował przemówić jej do rozsądku. Przez jego myśli przemknął najczarniejszy scenariusz.
- Nie mam zamiaru przejść przez Zasłonę – zapewniła, grzebiąc z torebce. Wyciągnęła poplamioną koszulkę i czarną skrzyneczkę, w której Remus rozpoznał apteczkę polową z zapasem leczniczych eliksirów.
Złapała za różdżkę trzęsącą się dłonią i stanęła naprzeciw Zasłony.
- Hermiono… - zajęczał Remus, podchodząc bliżej. Był przerażony bliskością przejścia. Obserwował uważnie jej każdy oddech, każdy ruch, przygotowany, żeby ją złapać, jeśli zbliży się za bardzo do krawędzi łuku. Nie miał możliwości ocalić Syriusza. Znajdował się za daleko od Lily i Jamesa, aby ich uratować. Nie przeżyłby, gdyby Hermiona wpadła za Zasłonę.
- Doceniam twoją troskę, Remusie, naprawdę. Ale muszę się skoncentrować, albo nasza wyprawa pójdzie na marne – jej głos zabarwiła irytacja. Remus odetchnął głęboko przez nos, próbując uspokoić serce, szaleńczo bijące w jego piersi.
- Invocato Vita Debitum – krzyknęła Hermiona, zataczając koło różdżką. Przed nią utworzyła się złota spirala czystej magii, którą następnie czarownica popchnęła w stronę krawędzi Zasłony. – Aperi!
Wokół łuku pojawił się złoty okrąg, tej samej barwy, co spirala. Łuk spowiła światłość. Czarna Zasłona nagle zmieniła barwę na oślepiająco białą. Remus i Hermiona cofnęli się.
Czarownica podniosła koszulkę poplamioną krwią. Przełknął głośno ślinę, odmawiając sobie oddychania przez nos, gdyż nie chciał się dowiedzieć, do kogo należała krew. Hermiona nie zdradziła mu szczegółów swojego planu, a w tym momencie Remus był zbyt przerażony, by zapytać. Zaczął się zastanawiać, czy powinien się bać kolejnego spotkania ze swoim boginem.
- Przez krew – wyszeptała, podpalając koszulkę i przenosząc prochy poza Zasłonę. – Przez ofiarę – dodała, wystawiając przed siebie dłoń i nacinając ją płytkim Diffindo, lekko, żeby upuścić krew. Mocno ścisnęła dłoń, sprawiając, że pojawiło się więcej posoki, którą następnie strząsnęła na Zasłonę. – Do ut es! – Wykrzyknęła, a Zasłona rozjaśniła się jeszcze mocniej.
- Przybyłam odebrać swój dług – powiedziała w światło i pchnęła różdżkę do przodu. – Debitum Naturae! Domum filius Nigrum!
Oczy Remusa gwałtownie się rozszerzyły. Nagle zrozumiał, po co Hermiona przybyła do Departamentu Tajemnic. Wciągnął gwałtownie powietrze, zmartwiony, ale niecierpliwy. To było niemożliwe. Jak ona w ogóle natknęła się na takie zaklęcie? Zrobił krok do przodu, trzęsącymi się dłońmi próbując sięgnąć do czarownicy. Światło otaczające Zasłonę wybuchło, posyłając oboje do tyłu. Upadli na plecy, a pomieszczenie spowiła ciemność.
Remus zakaszlał, przyciskając dłoń do posiniaczonych żeber.
- Hermiono? – Sięgnął do niej przez ciemność. – Hermiono, co ty sobie w ogóle myślałaś?!
- Syn rodu Blacków – czarownica powtórzyła ostatnie słowa inkantacji. Odkaszlnęła i wstała, szukając różdżki, która wypadła z jej dłoni.
- Wiem, co powiedziałaś – warknął.
- Accio różdżka! – Krzyknęła, ignorując Remusa i jego wrzaski. – Lumos Maxima!
Jej różdżka rozjarzyła się jasnym światłem, wyrywając z cienia całe pomieszczenie. Hermiona skoncentrowała się na podwyższeniu, które wyglądało prawie identycznie, jak w momencie ich wejścia do komnaty. Jedyną różnicę stanowiły torebka Hermiony, apteczka polowa i trzęsąca się postać, leżąca przed Zasłoną.
- Niemożliwe… - wyszeptał Remus, patrząc ze zdumieniem na mężczyznę.
- Syriusz! – Hermiona podbiegła do niego, uspokajająco kładąc mu ręce na plecach. Mężczyzna wzdrygnął się. – Remusie, pomóż mi! Musimy go przewrócić.
Otworzyła apteczkę, świecącą różdżkę złapała ustami i wyciągnęła mnóstwo leczniczych eliksirów.
Remus poruszał się bez udziału własnej woli, szeroko otwartymi oczami patrząc na to, co działo się przed nim. Upadł na kolana obok Hermiony. Jego ręce trzęsły się, gdy pomagał czarownicy odwrócić Syriusza na plecy. Jego ciało było bezwładne i opadło ciężko na kamień, a Remus mógł tylko patrzeć w twarz człowieka, którego od dawna uważał za zmarłego.
- On… On… - mamrotał. – Na Merlina, Hermiono! Jak ci się to udało?
- Dług Życia – odpowiedziała, mocując się z korkiem ciasno siedzącym we fiolce pełnej eliksiru. – Otwórz mu usta. I rzuć Zaklęcie Ocieplające.
Odchyliła głowę Syriusza i wlała mu do gardła jasnozielony płyn. Remus już rzucał zaklęcie. Oboje zauważyli, że Black w końcu przestał się trząść. Jego ciało się rozluźniło i wypuścił z ciasno zaciśniętej dłoni orzechową różdżkę, którą Remus natychmiast schował w kieszeni.
- Dług Życia? – Zapytał, patrząc, jak Hermiona podaje Syriuszowi trzeci eliksir.
- Uratowałam Syriuszowi życie, pamiętasz? - Odpowiedziała niewyraźnie, przez trzymaną w zębach różdżkę. Cały czas intensywnie grzebała pośród eliksirów. – Potrzymaj!
Wepchnęła swoją różdżkę w dłoń Remusa.
- Chcieli go skazać na pocałunek Dementora. Byli już w drodze do niego, kiedy uwolniłam go z celi. Miał wobec mnie Dług Życia.
- Dług Życia nie może wrócić człowiekowi życia – wrzasnął Remus i wzdrygnął się od głośności własnego głosu. – Przepraszam. To chyba szok.
Gdy niepewnym ruchem potarł swoją twarz, podała mu fiolkę z kolejnym eliksirem.
- Wypij Eliksir Pieprzowy – poradziła. – Na pewno nie podam go jemu.
Jej nerwowy śmiech rozdarł powietrze, gdy chwyciła Eliksir Uspokajający i wlała go do ust Syriusza.
- I masz rację. Dług Życia nie ma takiej mocy, by przywrócić kogoś do życia. Na ogół.
- Wiec jak…?
- Jeżeli człowiek nie zginął od Avada Kedavra i jeżeli wykorzystasz Rytuał, możliwe jest przywrócenie człowieka do życia, aby odebrać dług.
- Hermiono… Mówisz o Magii Krwi.
- Tak – potaknęła, nie wchodząc w szczegóły.
- Skąd wzięłaś krew Syriusza? – Zażądał odpowiedzi, nagle zastanawiając się, jak długo planowała swoją misję.
- To nie jest jego krew – wyjaśniła. – To koszulka Harry'ego. Zalała ją krew, jak Malfoy złamał Harry'emu nos w pociągu. Teraz się cieszę, że nigdy nie znalazłam czasu na wywabienie plam. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że to w ogóle zadziała.
Zaśmiała się histerycznie, trzęsąc ze zmęczenia i magicznego wyczerpania.
- A jak to w ogóle zadziałało?
- Harry jest synem Jamesa Pottera, a matką Jamesa była…
- Dorea Black – dokończył Remus. – Merlinie… To złote światło… Widziałem coś podobnego podczas rytuałów wiążących. Było obecne na moim ślubie z Tonks.
Nie powiedział jej nic więcej o więziach, mimo wlepionych w niego oczu, których wyraz wskazywał na nieustający głód wiedzy.
- Aha… Wracajmy i już o tym nie rozmawiajmy – odzyskała różdżkę od Remusa i wycelowała nią w Syriusza. – Petrificus Totalus.
Ciało Blacka znieruchomiało. Hermiona zamknęła apteczkę i sięgnęła ponownie głęboko w czeluści swojej torebki. Wyciągnęła z niej coś śliskiego i srebrzystego.
- Nie rozmawiajmy o tym? – Remus uważnie się jej przyjrzał. – Hermiono, czy ty właśnie przypadkiem poślubiłaś Syriusza?
- Nie bądź śmieszny – zbyła go. – To zupełnie różne więzi. Teraz przestań mówić i pomóż mi.
- Ukradłaś Harry'emu Pelerynę Niewidkę? – Remus czuł, jak za jego oczami rozsiadła się migrena i nie zamierza odpuścić.
- Pożyczyłam – poprawiła go. – Poza tym, gdybym musiała ją ukraść, myślę, że Harry mi wybaczy.
Nakryła Syriusza Peleryną-Niewidką.
- Podnieś go, proszę, bo ja już nie mam sił na nic poza utrzymywaniem się w pionie – sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła z niej złotą monetę. Wysłała pospiesznie wiadomość do Tonks.
- On naprawdę żyje? – Zapytał Remus, nie chcąc niepotrzebnie rozbudzić w sobie nadziei. – Hermiono, to mój najlepszy przyjaciel i…
- Żyje – czarownica wyciągnęła rękę i złapała delikatnie dłoń mężczyzny, uśmiechając się do niego.
Zanim zrobiła jeden krok do przodu, poczuła jak silne ramiona Remusa zamykają się wokół niej. Zaśmiała się słodko i odwzajemniła uścisk, czując, jak przycisnął swoją twarz do zagłębienia w jej szyi.
- Jesteś wielka – szepnął, całując ją delikatnie w skroń, policzek i czoło.
- Chodźmy – uwolniła się z jego objęć. – Później będziemy mieć mnóstwo czasu na świętowanie.
Kilka minut później spotkali się z Tonks, tuż przed drzwiami do windy. Remus i Hermiona powoli weszli do środka, mężczyzna cały czas trzymał uniesioną różdżkę, lewitując niewidzialne ciało Syriusza.
- Jak się bawiliście? – Zapytała Tonks. – Macie coś dla mnie?
- Można tak powiedzieć – mruknął Remus i odsłonił część Peleryny-Niewidki, która zakrywała twarz Syriusza.
- Co, do kurwy?! – Tonks wrzasnęła i odskoczyła, lądując plecami na nieprzygotowanej Hermionie. Obie kobiety upadły, podczas gdy winda zaczęła unosić ich do wyjścia. Patrząc z poziomu podłogi, Tonks widziała zawieszone w powietrzu ciało Syriusza, którego od spodu nie okrywała Peleryna.
- Mówiłaś, że lubisz niespodzianki – wyjęczała Hermiona. Zdjęła okulary, podczas gdy Tonks usuwała zaklęcia, którymi obłożone były włosy dziewczyny.
- Cholera jasna… - wymamrotała Metamorfomag, patrząc na swojego męża. – Czy to…?
- Tak.
- I on…?
- Tak.
- A ona…?
- Tak.
- Cholera jasna – powtórzyła Tonks.
Kilka poziomów wyżej czwórka czarodziejów opuściła Ministerstwo Magii. Remus złapał Syriusza, a Tonks Hermionę i Aportowali się z powrotem do Legowiska. Dopiero, kiedy znaleźli się za osłonami, którymi otoczony był dom rodziny Lupinów, Hermiona odetchnęła głęboko i pozwoliła sobie zapaść się w wygodny fotel ustawiony obok kanapy, na której Remus złożył pogrążonego we śnie Syriusza.
wWwWwWwWwWwWw
Legowisko – dom rodziny Lupinów
- Finite! – Remus machnął różdżką i uwolnił Syriusza spod zaklęcia, które nałożyła na niego Hermiona. Następnie wilkołak zdjął z przyjaciela Pelerynę-Niewidkę, którą oddał Hermionie, aby ta mogła ją zwrócić Harry'emu.
- Powinnam już wracać – powiedziała, wstając. – Jeśli niedługo nie pojawię się w Norze, wszyscy zaczną mnie szukać, a nie chcę, żeby ktoś przypadkiem wpadł tutaj i zobaczył nieprzytomnego Syriusza, zanim będę miała okazję się wytłumaczyć.
Klęknęła obok ciała mężczyzny i czułym gestem odgarnęła kosmyki jego włosów ze zroszonego potem czoła. Kiedy pierwszy raz go spotkała, był wychudzony, miał zapadnięte policzki i splątane włosy, sięgające długością połowy pleców. Teraz tak nie wyglądał. Był jej Syriuszem, do którego się przyzwyczaiła. Pobyt za Zasłoną nie postarzył go ani o jeden dzień.
Gdy lekko przesunęła dłonią po jej policzku, jego powieki nagle się uniosły i spojrzała prosto w jasnoszare oczy mężczyzny. Wciągnęła głośno powietrze, a Remus i Tonks natychmiast pojawili się u jej boku.
- Syriusz? – Wyszeptała Hermiona.
Mężczyzna wycofał się ze strachem w głąb miękkiej kanapy, ale jednocześnie drżącą ręką sięgnął w górę, powtarzając jej delikatną pieszczotę. Jego palce musnęły skórę jej twarzy, kreśląc zarys jej dolnej szczęki. Zauważyła, że jego oczy się zaszkliły. Wstrzymała oddech.
Głos Syriusza był tak samo drżący, jak jego ręce, gdy przemówił:
- Mia?
