~ 2 ~

Dom Momochiego nie był duży i ekskluzywny, ale Kisame czuł się w nim niezwykle dobrze. Wszystko w nim było jakby surowe, skromne, bez przepychu klanowego, czy wybujałego wnętrza. Oprócz małej kuchni, gdzie ledwo mieściły się dwie osoby i łazienki były tu tylko dwa pokoje. Jeden służył za pokój dzienny, a drugi udawał sypialnie. Mebli nie było tu wcale, tylko drewniany stół, para krzeseł i jakaś zagubiona szafka na ubrania, które nie zawsze były schowane, a częściej walały się na kupce świeżych i tych, co czekają na pranie.

Zabuza bez większego zażenowania bałaganem zepchnął małą stertę ciuchów, robiąc miejsce Kisamemu. W tym czasie Władający Samehadą przeszukiwał bez słowa lodówkę swego gospodarza w poszukiwaniu nie przeterminowanego pożywienia. Jakby nie patrząc Momochi musiał dopiero co wrócić ze swojej misji. Kątem oka Kisame zauważył w rogu pokoju broń Zabuzy- ogromnych rozmiarów miecz, który z wyrzutem czekał na wyczyszczenie.

- Jak Demonowi poszła jego misja?- rzucił zaczepnie Kisame do Zabuzy upychającego ciuchy w szafce. Właśnie zniknął w niej do połowy, gdy do Hoshigakiego dotarła odpowiedź.

- A jak mogła pójść, skoro nie ma już nóg. Ani głowy.

- Mi by tam przydało się wsparcie, ale jak zwykle wysłali mnie w ciemno - odparł Hoshigaki, bez większej złości, bardziej zajęty wyciąganiem strawy z mikrofalówki, niż myśleniem o swoich zwierzchnikach. Ninją był od dziecka, zdążył przywyknąć do takich sytuacji.

Po chwili obaj siedzieli na ziemi, przy niskim, kwadratowym stoliku i w milczeniu jedli. Gdy skończyli posiłek, Kisame wyciągnął się na matach, twarzą zwróconą w kierunku okna, skąd miał wspaniały widok na jezioro owiane mgłą. Zabuza natomiast uprzątnął talerze ze stołu, wyciągnął stertę papierów, dokumentów i raportów i całkowicie oddał się swojej pracy.

- Masz jutro misję? - rzucił niedbale Hoshigaki. Zabuza nie przerywając swego zajęcia odburknął ciche A jak myślisz?, po czym na powrót zapanowała cisza.

W ten sposób mijał czas, aż coraz bardziej zbliżał się mglisty poranek.

Hoshigaki spojrzał leniwie na siedzącego po drugiej stronie stołu młodzieńca. Był w zbliżonym do jego wieku, choć o przeszło głowę niższy i smuklejszy niż sam Kisame – no i pod żadnym pozorem nie przypominał rekina. Pisał coś na papierze, zupełnie nie zwracając uwagi na swego towarzysza. W kąciku ust trzymał tlącego się papierosa. Kisame zapatrzył się na słabe światełko palącego się tytoniu. Zabuza naprawdę rzadko palił, z reguły w chwilach naprawdę wielkiego stresu, po ciężkiej walce, gdy ciało było jeszcze przepełnione adrenaliną, albo gdy gorączkowo obmyślał plan akcji, gdzie życie można było stracić zanim się dobyło broni .

- Co tam tak zawzięcie skrobiesz na tym papierze?- mruknął Hoshigaki, prawie ciekawy co trapi jego towarzysza. Prawie – bo nie miał zamiaru wpadać w kłopoty; ciekawy, bo Zabuza nigdy nie pchał się w tarapaty, jeśli nie miał w tym sporego zysku. Kisame zawsze uwielbiał ten pokręcony tryb myślenia Demona Ukrytej Mgły.

Czerwone oczy na chwilę się podniosły znad kartki, by spocząć na twarzy Kisamego, poczym znów powróciły do dawnej pozycji. Panowała cisza, ale to nie było nic dziwnego. Zabuza nie lubił gadać dla gadania, a Kisame był zbyt zmęczony, aby zapełnić ciszę w małym pokoiku. Przymknął na powrót sennie oczy, jednak nie zasnął. Momochi irytująco głośno uderzał ołówkiem w blat stolika. Coś się jednak stało, albo miało stać się w najbliższej przyszłości.

Hoshigaki podniósł się na łokciu, jedynie na tyle by móc zajrzeć do papierów Momochiego. Zobaczył tam tylko pełno wszelakich cyferek, które o piątej rano wiele mu nie mówiły. Obok nich znajdowały się liczne plany miasta i poszczególnych budynków państwowych, spisy nazwisk ninja i kilka rysunków Zabuzy, który miał dziwny zwyczaj bazgrolić na marginesie dość makabryczne rysunki.

Momochi bez słowa podał mu papiery, a sam zapalił kolejnego papierosa. Wstał, okrążył stół i położył się na podłodze obok Kisamego. Ten w milczeniu przeglądał kartki i składał ich dane w całość. Nie potrzebował wiele czasu. Położył je z powrotem na blat stołu i przymknął oczy.

- Zabuza, czy ci walnęło na łeb?! - syknął Hoshigaki, przerażony.- Czy ty wiesz, co znaczy być nunekinem?!

- Jestem jeszcze za słaby na to - odparł Momochi bez większego przejęcia.- Ale to nie znaczy, że nie spróbuję.

- A co zamierzasz do tego czasu robić?- zapytał z kpiną Kisame, ale jego rozmówcy to nie wzruszyło, ani nie zdenerwowało.

- To, co robię cały czas. Zabiję tych, których mi każą zabić. Ochronię tych, których mi każą chronić. Będę siedział cicho i grał swoją rolę, rosnąc w siłę.

Hoshigaki zaniemówił, więc pomieszczenie znów ogarnęła cisza.

- I przejmę władzę, albo ucieknę stąd, zanim oni zabiją mnie - dodał po chwili Momochi.- Ty też długo nie wytrzymasz w szeregach Kirigakure.

- Taa, może masz racje. Ale do tego czasu będziesz ich narzędziem.

- Shinobi są tylko narzędziami. Zawsze.

- Heh. Ale narzędzia też mają duszę - odparł rozbawiony Kisame

- Co najwyżej twoja Samehada - mruknął Momochi.- Mówiłem ci już...

- Taa... świat się dzieli na wykorzystujących i wykorzystywanych. Znam to. Ciągle to powtarzasz – rzekł na powrót sennie Hoshigaki.

- I taka jest prawda – burknął Zabuza. Żaden z nich już się nie odezwał, każdy zbyt zajęty swoimi niespokojnymi myślami. Każdy z nich, w sercu, od dawna odlicza swoje dni spędzone w krwawym i bezdusznym świecie ninja.

Kisame już nie zauważył wschodzącego leniwie słońca.