Rozdział Drugi

tłumaczenie: tola
beta: Bebeeeee

- Wydajesz się być taka rozmarzona– oznajmiła Natalie, przyjrzawszy mi się bliżej. – Podczas filmu wydusiłaś z siebie zaledwie jedno słowo, a teraz prawie nic nie jesz. Co się dzieje?

- Po prostu mam dużo na głowie, Nat – odpowiedziałam szczerze. – Nie wspominając o tym, że postanowiłam poinformować cię o pewnych sprawach.

- Bella. – westchnęła. – Nie ma potrzeby, abyś była taka ckliwa. Przecież to nie może być jakaś straszna sprawa, prawda? No weź, wal prosto z mostu.

- Okay – wymamrotałam nerwowo. – Natalie, wyjeżdżam. Przeprowadzam się do Forks w stanie Washington, za kilka tygodni.

- Co? – zapytała zszokowana. – Bello, jak możesz mi to robić? Zawsze byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami i mówiłaś mi o wszystkim. Jak mogłaś nie powiedzieć mi wcześniej? Dlaczego teraz zdecydowałaś się to zrobić?

- Wiesz dlaczego – wyszeptałam. – Muszę wyjechać. Jeżeli teraz tego nie zrobię, będzie jeszcze gorzej.

- To przez niego! – wrzasnęła. – Robisz to z powodu tego dupka? Bella, co jest do diabła z tobą nie tak? Zmieniłaś się całkowicie; nigdy taka nie byłaś. Jesteś taka oziębła i zdystansowana; nie obchodzi cię ktokolwiek inny poza tobą?

- Przepraszam Nat za to, że jestem taką suką, ale co mogę zrobić – odpowiedziałam podnosząc głos. Kelnerka przechodząca obok, spojrzała na nas wilkiem i poprosiła uprzejmie, abyśmy rozmawiały trochę ciszej.

- Nigdy nie robiłaś czegoś na oślep, Bello – stwierdziła. – Rzadko kiedy obiecywałaś mi cokolwiek i nie podnosiłaś na mnie głosu. Czy tobie to naprawdę zrobił Kyle, czy sama to sobie zrobiłaś?

- Co to ma w ogóle znaczyć? – warknęłam.

- Bello, chociaż raz bądź szczera – powiedziała. – Dlaczego tak naprawdę wyjeżdżasz?

- Dlatego, że nie mogę tak dalej – odpowiedziałam podczas gdy pojedyncza łza spływała mi po policzku. – Nie mogę stać spokojnie i czekać, aż znowu wydarzy się kolejna katastrofa. Nat, kocham cię, ale nie mogę tego zrobić. Gdybym mogła cię zabrać ze sobą, zrobiłabym to, ale wiesz, że nie mogę.

- Proszę, nie wyjeżdżaj – poprosiła, chwytając moją dłoń. – Pomogę ci uporać się z tym. Mogę chronić cię przed nim.

- Nie, nie możesz – westchnęłam. – Nikt nie jest w stanie. Wszędzie gdzie pójdę, on będzie ze mną. Nie mam wyjścia.

- A co z Megan – zaczęła. – Musisz powiedzieć jej prawdę. Nie ma pojęcia kim w rzeczywistości jest Kyle.

- Staram się o niej pamiętać! – krzyknęłam. – Poza tym, jeżeli nie chce słuchać, to może zasłużyła sobie na to.

- Jak możesz w ogóle tak mówić – odpowiedziała. – Megan jest dla ciebie wszystkim. Byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami, niemalże siostrami.

- To było dawno temu – warknęłam. – Megan zdecydowała, a teraz ja dokonuję swojego wyboru. Proszę, nie sprawiaj, aby to było gorsze niż musi być. – Po tych słowach podniosłam się z miejsca i wychodząc z restauracji skierowałam się w stronę samochodu.

- Jak myślisz, gdzie idziesz – usłyszałam jego głos. – No weź, Bellsy, nie możesz unikać mnie w nieskończoność. Poza tym wiesz, że nigdy mi nie uciekniesz.

- Odejdź, Kyle – krzyknęłam biegnąc do samochodu. – Wiesz, że masz zakaz zbliżania się do mnie, nie możesz być bliżej niż sto stóp, albo…

- Albo co, księżniczko – zaśmiał się. – Albo zadzwonisz do swojego tatusia i przyjedzie tutaj i zajmie się mną? Nie wiem, czy zauważyłaś kochana, ale on jest daleko stąd. – W końcu znalazłam swój wóz i dostałam się do jego środka, podczas gdy on zniknął mi z pola widzenia.

Wrzuciłam wsteczny, gdy nagle Kyle pojawił mi się przed oczami blokując wyjazd. Zanim zdałam sobie sprawę co w ogóle robi był koło mojego samochodu i przejeżdżał już swoimi pazurami po szybach, szukając klamki. Poczułam paniczny strach, przeszywający moje ciało, jednak kontynuowałam jazdę.

- Proszę odejść od tego samochodu, młody człowieku. – Usłyszałam donośny głos. Gdy obróciłam się zauważyłam policjanta zatrzymującego się i tym samym ratującego mnie. Jeden z oficerów wysiadł z samochodu i kierował się w moją stronę, przy czym drugi właśnie aresztował Kyle'a.

- Wszystko w porządku? – zapytał. Ledwo go słyszałam; nie potrafiłam skoncentrować się na jego słowach. – Czy życzy sobie panienka wezwać karetkę?

- Nie – odpowiedziałam nieśmiało. – Po prostu zabierzcie go stąd.

- Możemy go zatrzymać tylko na chwilę, ale ostatecznie będziemy musieli go wypuścić – oznajmił. – Po raz pierwszy złamał nakaz, więc najprawdopodobniej spędzi noc w areszcie. Proponuję udać się w jakieś bezpieczne miejsce i to zaraz. Tylko tyle możemy zrobić.

- Nie możecie go po prostu zabrać? – Płakałam.

- Chciałbym, panienko – odpowiedział. – Jednak niestety prawo jest prawem.

- Jak w ogóle mnie znaleźliście? – zapytałam. – Nie dzwoniłam ani nic z tych rzeczy.

-Poinformowała nas młoda dziewczyna o imieniu Natalie Cecile.– oznajmił. – Widziała go śledzącego cie, gdy wychodziłaś z centrum handlowego.

- Dziękuję, że przyjechaliście – odpowiedziałam cicho.

- Przykro nam, że nie możemy przytrzymać go na dłużej – powiedział. – Wybierz się w bezpieczne miejsce, takie by nie mógł cie znaleźć. – Zrobiłam tak, jak mi mówił i odjechałam do domu.

Gdy przyjechałam, Renee czekała na mnie na zewnątrz.

- Bella – zawołała. – Och, dobry Boże! Tak bardzo przepraszam, że wątpiłam w ciebie.

- Co masz na myśli? – zapytałam.

- Myślałam, że przesadzasz z tym, że cię śledzi – odpowiedziała. – Wiem, że powinnam była ci wierzyć, ale myślałam, że po prostu dramatyzujesz. Potem załatwiłaś sobie ten zakaz zbliżania się do ciebie i myślałam, że najwyraźniej w świecie zwariowałaś.

- Od kiedy niby tak dramatyzuję? – zapytałam. – Zawsze byłam tym dorosłym w naszej rodzinie, a teraz traktujesz mnie jak dziecko!

- Przepraszam – powtórzyła. – Nie miałam pojęcia, że ta sytuacja wymknęła się spod kontroli. Z rana zadzwonię do Charliego i powiadomię go, aby spodziewał się ciebie wcześniej. Idź do siebie i prześpij się trochę, a rano dokończymy pakowanie.

- Wszystko mi jedno, mamo – odpowiedziałam wymijająco. Nie chciało mi się mówić niczego więcej i prawdopodobnie nie byłabym nawet w stanie, jeżeli bym próbowała. Moje ciało opadło bezwładnie na łóżko w chwili, gdy zaczęłam płakać. Od tego wypadku rzadko kiedy pozwalałam sobie okazywać jakiekolwiek emocje, jednak teraz nie potrafiłam już dusić ich w sobie.

W chwili gdy zerknęłam na swoje biurko zauważyłam listy Edwarda rozrzucone niemalże wszędzie. Byłam zbyt rozproszona przez Natalie i Kyle'a żeby nawet myśleć o tym, co zdarzyło się wcześniej. List, który do niego napisałam po prostu zniknął. Powoli podniosłam się z łóżka i otworzyłam sekretny schowek. To, co zobaczyłam było wręcz nie do uwierzenia.

Znajdował się tam list, jednak nie był to ten, który napisałam wcześniej. W sumie przypominał on listy od Edwarda. Sięgnęłam po niego drżącymi dłońmi, zszokowana tym co się dzieje. Otworzyłam gładką kopertę i powoli wyciągnęłam z jej zawartość. Komukolwiek odpowiedział, wydawał się być rzeczywiście zdenerwowany.

Drogi złodzieju,

Jakim cudem znalazłeś te listy? Czy wtargnąłeś do mojego domu podczas mej nieobecności i zabrałeś to, co zgodnie z prawem należało do mnie? Ta korespondencja jest jak najbardziej prywatna i zawiera me najgłębsze sekrety. Jakim prawem naruszyłeś moją osobistość?

Jeżeli uważałeś, że twoja zbrodnia nie była wystarczająco okropna, to wiedz, iż przeraziłem się twoim czynem. Nie tylko ukradłeś moją własność, ale także podałeś się za innego obywatela. Szukałem persony o imieniu Isabella Swan, ale taka nie istnieje! Cóż to za absurd, rok 2008? Taki rok jeszcze nie nastał!

Powiedz mi, kim naprawdę jesteś, jeżeli twierdzisz, że masz jakąkolwiek godność! Czym szybciej się przyznasz - tym szybciej to wszystko się skończy. Nie mów nikomu o tym, co znalazłeś. Jeżeli to zrobisz, czekają cię bezlitosne konsekwencje twoich czynów.

Edward Anthony Masen

Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Czy właśnie nawiązałam kontakt z osobą, która powinna już nie żyć? Co to za chory kawał? Jak ktoś śmiał zrobić mi coś takiego po tym wszystkim co przeszłam w tym roku?

Jednak nikt nie mógł wiedzieć o tych listach, przecież nie powiedziałam o nich nawet Natalie. Jak to w ogóle mogło być możliwe, jeżeli jedynymi osobami, które wiedziały o tym schowku byłam ja i on? Szybko zaczęłam pisać nowy list, postanawiając wypróbować moją chorą teorię.

Drogi Edwardzie,

Znalazłam te listy w biuru, z którego obecnie piszę. Najwidoczniej musiało należeć ono do ciebie, gdy jeszcze żyłeś, jednak teraz jest moje. Nie jestem złodziejem i nigdy też nim nie byłam. Mój tata jest szeryfem policji, co też skutecznie odstrasza mnie od jakichkolwiek przestępstw. Nawet nigdy nie przekroczyłam limitu prędkości!

Nigdy też nie podszyłam się pod kogoś! Jedynym powodem dla którego nie znalazłeś mnie jest to, że jeszcze nie istnieję. Jeżeli moja teoria jest prawdziwa, złamaliśmy bariery komunikacyjne o jakieś dziewięćdziesiąt lat. Nie wiem, jakim cudem jest to w ogóle możliwe, ale przysięgam: jest rok 2008!

Zwracam ci listy, o które prosiłeś i przysięgam, że nikomu nie wyjawię twoich sekretów. Rozumiem, że potrzebujesz prywatności i naprawdę nie miałam zamiaru cię zasmucić. Jeżeli miałabym być już na tyle śmiała, do kogo w ogóle tak piszesz? Czekam na twój następny list i nie opuszczę tego pokoju dopóki mi nie otrzymam odpowiedzi. Nazwij mnie wariatką, ale muszę się upewnić, że moje zdrowie psychiczne jest nadal w jak najlepszym porządku.

Oddana,

Isabella Marie Swan

Umieściłam kopertę w schowku razem z resztą pism. Po cichutku modląc się, aby to była prawda. Jakby to nie wydawało się głupie i szalone, to był mężczyzna moich marzeń. Nawet jeżeli nie mogłam być z nim, jakaś część niego mogła zawsze być ze mną. Usiadłam na biurku, jednak po chwili zasnęłam. Gdy się obudziłam, otwarłam szufladę, okazało się, że wszystkie listy zniknęły, a na ich miejscu pojawił się nowy.