Sarevok obudził się wraz z pierwszymi promieniami słońca. Przeciągnął dłonią po twarzy, starając pozbyć się nieprzyjemnego wrażenia z ostatniego snu. Znowu śniła mu się matka, a jej twarz była opuchnięta i blada. Mówiła coś do niego, może znowu błagała o ratunek. Potrząsnął głową, wyrzucając z niej senne obrazy i wsłuchał się w otoczenie. W prowizorycznym obozie, jaki jego ludzie założyli w lesie niedaleko traktu, powoli rozpoczynała się zwykła krzątanina. Leżąca obok niego Tamoko wymamrotała kilka słów przez sen i przewróciła się na drugi bok. Mężczyzna podniósł się ostrożnie, by nie obudzić śpiącej kobiety i sięgnął po ubranie. Jego wzrok przykuła zbroja wisząca na stojaku stojącym obok łóżka. Zbroja będąca jego dumą, niedawno wykuta i wzmocniona magicznie przez jego mentora, Winskiego. Obok zbroi leżał dwuręczny miecz pięknej roboty. Sarevok spojrzał na niego z czułością, długo czekał na jego wykonanie przez najlepszych kowali Żelaznego Tronu. Miecz był również magiczny, ale o jego prawdziwej naturze nie wiedział prawie nikt, oprócz samego Sarevoka i kilku jego najbliższych towarzyszy. Mężczyzna wziął miecz w dłoń i położył go sobie na kolanach. Na błyszczącym stalowo-szarym ostrzu wciąż odznaczały się ślady krwi. Sarevok sięgnął po kawałek materiału, którego używał do czyszczenia broni i przeciągnął nim niemal pieszczotliwym ruchem po ostrzu.
„Chodź do łóżka." Dobiegł go zza pleców głos Tamoko.
"Idź spać." Mruknął, nie odwracając się. Po chwili kobiece ręce oplotły jego potężną klatkę piersiową. Tamoko przysunęła się do niego, pocałowała go trochę poniżej karku i oparła brodę o jego szerokie ramię, zerkając na leżącą na jego kolanach broń. Nie zareagował na jej wyraźną sugestię, całą uwagę poświęcając ostrzu. Kobieta westchnęła zrezygnowana i podniosła się z łóżka. Była naga, a jej ciało, mimo niewielkich rozmiarów, było bardzo kształtne i bardzo umięśnione. Przeciągnęła się z gracją pantery i ziewnęła szeroko.
„Od dawna chciałeś zabić tego starca?" Delikatnie poruszyła temat, nad którym rozmyślała już od kilku dni.
„Niemal całe życie." Odpowiedział.
„Co on ci zrobił?" Na to pytanie Sarevok wreszcie podniósł głowę i spojrzał na nią. Jak zwykle, gdy na nią patrzył, poczuła trudną do opanowania mieszankę strachu i pożądania, jakby samo jego spojrzenie czyniło ją bezbronną i posłuszną jego woli. Twarz mężczyzny wykrzywił grymas gniewu i Tamoko mogłaby przysiąc, że w jego zwykle ciemnych, prawie czarnych oczach znowu pojawił się żółtawy poblask.
„Był głupcem."
„A dziewczyna? Spotkałeś ją kiedyś?"
„Raz."
„Myślisz, że cię rozpoznała?"
Sarevok wzruszył ramionami.
„Co za różnica? I tak zginie."
„Dlaczego nie chciałeś, abym ją przyprowadziła do ciebie zeszłej nocy? Dałabym ci ją, żywą lub martwą." Wolałabym martwą. Tego już Tamoko nie powiedziała głośno. Wokół Sarevoka kręciło się już i tak zbyt wiele kobiet. Sama myśl o Cythandrii sprawiała, że Tamoko zaciskała zęby z gniewu.
„Ona jest zaledwie bachorem w głuszy pozbawionym opieki. W najlepszym wypadku zje ją pierwsza grupa gibberlingów, która ją napotka."
„Ona jest elfką i zna trochę magii, może jej się udać przeżyć."
W oczach Sarevoka pojawiła się irytacja.
„Skoro tak cię to martwi, to idź powiedzieć Semajowi, żeby dopisał jej imię do listy tych, których śmierć zostanie nagrodzona. Może ktoś się skusi na parę groszy i dokończy za mnie robotę."
Tamoko nie dyskutowała więcej. Szybko ubrała się i poszła spełnić polecenie Sarevoka, zostawiając go samego w namiocie. Mężczyzna odprowadził ją wzrokiem i ponownie skupił się na swojej broni. Wspominanie wydarzeń zeszłej nocy nie przyniosło mu spodziewanego ukojenia. Wręcz przeciwnie, obraz starca i jego przybranej córki ciągle na nowo rozpalał w nim gniew, który nosił w sobie przez tyle lat. Tylko że przez te wszystkie lata nie wiedział, czyją twarz widział we wspomnieniach. Dowiedział się ponad rok temu, gdy przybył do Candlekeep, aby szukać odpowiedzi na pytania o swoje przeznaczenie. Pamiętał Goriona dobrze, jego szare, wnikliwe spojrzenie i bystry umysł, który wkrótce zmusił go do opuszczenia klasztoru w obawie przed zdemaskowaniem. Zdążył jednak dowiedzieć się wiele, mnisi okazali się bardziej niż przydatni i chętnie dzielili się swoją wiedzą. Pamiętał również swój pusty śmiech, gdy odkrył, że „skarb Goriona", o którym tyle mówili kapłani Cyrica, którzy wpadli w jego ręce, okazał się elfką, która dopiero co wyrosła z pieluch. Widział dziewczynę, jak siedziała samotnie w bibliotece nad książkami, ładna, pusta laleczka bez żadnego wyszkolenia, ba, nawet bez świadomości, kim naprawdę jest. I ona miałaby być dla niego jakimkolwiek zagrożeniem? Ciekawe, co byś teraz powiedział, stary głupcze, gdybyś wiedział, że twój „skarb" błąka się samotnie po puszczy? Dobrze, że nie kazałem jej szukać. Szybka śmierć byłaby aktem miłosierdzia. Sarevok nie wiedział, co ostatecznie stało za jego decyzją. Może lenistwo, może chęć przekonania się, ile tak naprawdę warta jest ta elfka, przed którą ostrzegał go Winski. Wiedział jednak, że jeśli spotka ją ponownie, to dziewczyna zginie, tak jak jej bezwartościowy ojciec.
Z zamyślenia wyrwał go znajomy głos. Ubrał się i wyszedł przed namiot. Stał tam niewysoki mężczyzna w ubraniu podróżnym, rozmawiając z Tamoko. Rysy jego twarzy, podobnie jak kobiety, zdradzały pochodzenie z Kara-tur, na tym jednak kończyły się podobieństwa pomiędzy nimi. Przybysz, widząc wychodzącego Sarevoka, uśmiechnął się szeroko i lekko schylił głowę w powitaniu.
„Witaj Angelo." Powiedział Sarevok, pochylając głowę, aby spojrzeć mężczyźnie w oczy. Przybysz sięgał mu zaledwie do ramion.
„Witaj, przyjacielu." Odpowiedział mężczyzna." Słyszałem od Tamoko, że twoja misja zakończyła się powodzeniem."
„Wątpiłeś w to?"
„Nigdy." Angelo skrzywił usta, jakby sama myśl o porażce Sarevoka go brzydziła. - Przywożę rozkazy od twojego ojca.
„Rozkazy?" Angelo albo nie dostrzegł, albo się nie przejął nutą groźby w głosie przyjaciela, bo kontynuował swobodnie." Ojciec nakazuje, abyś wrócił do kwatery we Wrotach Baldura. Po drodze masz się upewnić, czy najemnicy odpowiednio wykonują twoje rozkazy.
„Czy mój... ojciec, ma dla mnie jeszcze jakieś inne polecenia? Głos Sarevoka wręcz ociekał sarkazmem. Angelo udał, że się zastanawia.
„Nie, to by było na tyle." Odpowiedział po chwili. „Co zamierzasz?"
„I tak zamierzałem wracać do miasta. Po drodze chcę jednak zajechać do kopalni Orothiarów."
„Hmm. Daveorn?"
„Chcę z nim porozmawiać."
„Zamierzasz się ujawnić?"
„Tak. Najwyższy czas. A jak tobie się powiodło?"
Niemłodą już twarz Angela rozjaśnił szeroki uśmiech.
„Również zgodnie z planem. Zostałem mianowany zastępcą komendanta."
„No no no, moje gratulacje. Wiedziałem, że w końcu docenią twoje umiejętności."
„Dziękuję. Wziąłem coś ze sobą z miasta na tę okazję." I Angelo ruchem godnym iluzjonisty wyciągnął zza pazuchy flaszkę z jakimś płynem o lekkim miodowym odcieniu. Sarevok spojrzał uważnie i odrzekł:
„Okazja będzie musiała poczekać. Przygotuj się do drogi." Z tymi słowami młodszy z mężczyzn poszedł w kierunku środka obozu. Angelo westchnął teatralnie, po czym mrugnął do stojącej niedaleko i przysłuchującej się rozmowie Tamoko.
„Kiedyś był zabawniejszy." Wymamrotał.
„Jest bardzo zajęty." Odpowiedziała kobieta.
„Mhm." Mężczyzna schował z powrotem butelkę, ale wyciągnął niewielkie drewniane pudełko, otworzył i zamachał przed Tamoko. „Masz ochotę?"
„Nie, dziękuję i tobie też radzę przestać." Odpowiedziała, marszcząc z dezaprobatą czoło.
„Echh, ty też kiedyś byłaś zabawniejsza." Mruknął w odpowiedzi, po czym wysypał sobie odrobinę ciemnego proszku na zewnętrzną powierzchnię dłoni, przyłożył do nosa i wziął głęboki wdech."O mamo." Jęknął i zamrugał, bo oczy wypełniły mu łzy. „Lepiej pójdę się przygotować do drogi. Znowu."
