Hejooo... Witam w pierwszym rozdziale! Trochę czasu minęło, ale jest już gotowy :* Mam nadzieje, że wam się spodoba.
Dziękuje ponownie Lilith_ za beta reading i Methrylis za lekkie doradzenie w sprawie Ezarela (nicki z polskiej wersji Eldaryi) :*
- Ezarel... Idź z nią. Dowiedz się o niej jak najwięcej - powiedziała Miiko, zaraz po tym jak odzyskała rezon. Wizja, którą Yvette przedstawiła, przeraziła ją. Oczywiście, jeśli była prawdziwa. Kitsune wyczuwała jej aurę - była podobna do aury ich Yvy, jednak były w niej mocne zmiany, których nie potrafiła zidentyfikować. Zapewne Huang Hua lepiej by sobie z tym poradziła. Miiko będzie musiała poprosić ją o pomoc.
- Chyba nie kupiłaś tej bajeczki o podróży w czasie? - Niebieskowłosy elf spojrzał na nią powątpiewająco.
- Wiedziała o naszyjniku od Lance. Nikomu o tym nie mówiłam - powiedziała ciszej, a przez jej głos przebijały się emocje związane z tym drobnym wisiorkiem, który teraz był widoczny na jej szyi. - Idź Ezarel. Valkyon znajdź Huang Hua i opowiedz jej o sytuacji. Nevra, ty znajdź Yvette. Naszą Yvette. - Po wydaniu rozkazów trójka mężczyzn skinęła głowami i ruszyła w stronę wyjścia.
Ezarel udał się po swoją broń, a następnie ruszył w poszukiwania "przybyszki z przyszłości". Magia czasu wymarła, wszystkie teksty na jej temat zaginęły. Zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby było inaczej zalewałaby ich prawdopodobnie fala wycieczkowiczów z przyszłości. Jaki miała cel, wymyślając tak niedorzeczną wymówkę? Kim była naprawdę? Planował się tego dowiedzieć podczas tego pseudo-zwiadu. O ile w ogóle znajdzie tego przebierańca. Poszedł w stronę wyjścia z Kwatery Głównej. Dziewczyna stała przy bramie, opierając się plecami o pobliski mur.
- Zastanawiałam się czy przyjdziesz, miałam już iść sama - rzuciła w ramach przywitania.
- Wtedy nie musiałbym się martwić o to, czy mnie zasztyletujesz gdzieś w środku lasu - odpowiedział z powagą. Zazwyczaj Yvette nie potrafiła rozpoznać, czy to były żarty, czy nie. W sumie Ezarel nigdy nie mówił niczego na poważnie. Przynajmniej jeszcze nie. Nie ten Ezarel. Jednak teraz miała wrażenie, że naprawdę sądzi, iż byłaby go w stanie zabić.
- Jesteś uroczy. Wiedz jedno, gdybym chciała was zabić, to już byście nie żyli - odparła Yvette, uśmiechając się niemrawo. Nie była dumna z tego, że mogłaby ich pozabijać z taką łatwością. - Chodź, muszę przebadać teren - oznajmiła i wyszła przez główną bramę.
Ezarel odniósł wrażenie, że ta dziewczyna brzydziła się nawet kłamstwem, co dopiero zabijaniem. To go utwierdzało w przekonaniu, że kimkolwiek ona jest, nie jest tą osobą za którą się podaje. Niemniej jednak ruszył za nią, będąc gotowy w razie czego by się bronić. Poza łukiem miał przy sobie krótki sztylet, na którym ciągle trzymał dłoń. Zaraz po wyjściu z kwatery, dziewczyna odwróciła się i spojrzała na Kwaterę Główną z pewnego dystansu.
- Yvy! Ruchy! - usłyszała za sobą głos Valkyona.
- Tam są jeszcze ludzie, nie możemy ich tak zostawić! Zginą! - odpowiedziała, odwracając się w jego stronę. Krzyczała, by przebić się przez ten cały chaos, który roztaczał się dookoła nich.
- Oni są już straceni, nie możemy nic dla nich zrobić. Jeśli zostawimy tych tutaj, też zginą. - Valkyon wymownie spojrzał na wszystkich ludzi, którzy ich otaczali. Matki przytulające swoje dzieci, ranni siedzący na ziemi i czekający na dalsze działania. Wiedziała, że jeśli nie znajdą bezpiecznego punktu chociaż na chwilę, ich stan się pogorszy. A jeśli zostawią ich bez opieki, prawdopodobnie zostaną zabici. Zamknęła oczy, wsłuchując się w trzaski płomieni i krzyki, jakie dalej wydobywały się z Kwatery. Pięćdziesiąt osób umrze, by stu innych mogło przeżyć.
- Musimy zaprowadzić tych ludzi w bezpieczne miejsce - oznajmiła, po raz ostatni patrząc w stronę miejsca, które kiedyś nazywała domem.
Sanktuarium i Azyl były stracone.
Było to dziwne uczucie. Patrzeć na ten budynek, jednocześnie mając w pamięci moment, kiedy spojrzało się na niego po raz ostatni. Przynajmniej wtedy tak jej się wydawało. Pamiętała, że po Kwaterze została jedynie wypalona dziura w ziemi. A teraz, proszę - budynek stał i tętnił życiem.
- Nogi wrosły co w ziemię? - Z zamyślenia wyrwał ją głos Ezarela.
- Tylko tak sobie wspominam - mruknęła ledwo słyszalnie.
Mogła ocalić ich wszystkich. Ich współczesna Yvette nie usłyszy tych krzyków i nie spojrzy tak samo na tę Kwaterę, jak ona musiała - czyli wiedząc, że do niej nie wróci. Przynajmniej nie w tamtym czasie. Skinęła głową sugerując, by poszli dalej.
- Kim jesteś? Ale tak naprawdę? - Zapytał raptownie, spoglądając na nią uważnie. - Proszę cię, jeśli jesteś podróżniczką w czasie, to ja jestem Kiampu.
- Cóż, najwidoczniej zostałeś chowańcem były elfie - odparła chłodno, nie mając zbytnio ochoty na dyskusje. Chciała mieć straż po swojej stronie, jednak równie dobrze obejdzie się też bez nich. Najważniejsze było to, że dała radę cofnąć się w czasie. Jeśli nie chcą jej pomagać, to niech przynajmniej nie wchodzą jej w drogę, kiedy próbuje uratować tysiące, jeśli nie miliony istnień.
- Ładną historię wymyśliłaś. Jakby to powiedziała prawdziwa Yvette "A czy w tej historii były też smoki?" - zacytował, lustrując ją wzrokiem. W Eldaryi w wielu historiach były smoki, w końcu poświęciły się dla ich wspólnego dobra. Jednak dla ziemianki smoki były czymś nieistniejącym. Yvy musiała się oduczyć używania tego zwrotu, bo tutaj nie miał on sensu, ale doskonale pamiętał, jak za każdym razem jej to wypominał.
- Ta, można tak powiedzieć. - Ezarel uniósł brwi, nie będąc pewnym, czy dobrze usłyszał.
- Co masz na myśli? - dopytał, łapiąc się tym samym, że gdzieś jakaś cząstka w nim zaczynała wierzyć w tę absurdalną historię. Jednak cała reszta dalej była mocno sceptyczna. Yvette jednak nie odpowiedziała, po prostu szła przed siebie. Dobrze wiedziała dokąd zmierza, jedynie od czasu do czasu rozglądała się. - Powiesz przynajmniej gdzie idziemy?
- Wzięłam cię, byś strzelał w razie czego, więc nie zadawaj więcej pytań.
Ezarel nie pojmował, dlaczego Miiko kazała mu z nią iść. Przecież wiadomo było, że to nie jest prawdziwa Yvette, narażała go jedynie na niepotrzebne niebezpieczeństwo. Powinni ją zamknąć i dokładnie przebadać, a nie się jej słuchać. Namąciła kitsune w głowie tym naszyjnikiem. Jakoś musiała się tego dowiedzie. Nie wiedział tylko jak, ale to kwestia czasu. Yvette dotknęła drzewa, które mijali po drodze, a następnie przesunęła dłonią po korze. Ezarel uniósł wysoko brwi, mając w zamiarach rzucić kolejnym sarkastycznym tekstem, jednak dziewczyna wyprzedziła go z wypowiedzią.
- Blackdogi, tak jak podejrzewałam - mruknęła, patrząc na elfa. - Czyli ta suka się już szykuje. To dobrze.
- Skąd to niby możesz wiedzieć? - spytał dowódca, rzucając okiem na okolice drzewa. Nie było żadnych śladów, które by sugerowały, że przechodziło tędy jakiekolwiek zwierze, a co dopiero blackdog. Te istoty lubiły zostawiać po sobie mroczną aurę, którą by bez wątpienia wyczuł.
- Skontaktowałam się z driadą poprzez to drzewo. - Yve wzruszyła ramionami i zaczęła cichutko pogwizdywać pod nosem, idąc w głąb lasu. Oczywiście nie dała żadnych wyjaśnień,, jak niby mogłaby to zrobić. Taki kontakt przez delikatne dotknięcie drzewa, był praktycznie niemożliwy. Wymagałby naprawdę rozwiniętych zdolności i dużej elastyczności umysłu, której ziemianka nie mogła posiąść. Jednak ona nie była zwykłą ziemianką tylko najwyższą kapłanką - zatem jej umysł był plastyczny, otwarty na więcej. Między innymi dlatego była tak bardzo podatna na wpływy innych, o czym jej teraźniejsza wersja jeszcze nie wiedziała.
- Więc co? Twoim planem jest wyprowadzenie mnie w głąb lasu? - spytał po raz kolejny, nie wierząc jej dalej, co dla Yvette zaczęło się już robić irytujące. Mogła poprosić Valkyona o wsparcie, albo nie brać nikogo. Ezarel jedynie jej marudził, kiedy próbowała się skupić. Fioletowe oczy dziewczyny zrobiły się intensywniejsze w swojej barwie, a następnie jeden ze sztyletów, który miała na plecach, podfrunął pod gardło Ezarela, lewitując w powietrzu. Wybranka wyroczni odwróciła się w jego stronę i wbijała w niego wzrok. Ezarel próbował złapać lewitujący sztylet, jednak nie miał siły odsunąć go od swojego gardła, więc jedynie się cofał. Sztylet podążał za nim.
- Jak mówiłam, że gdybym chciała was zabić, bylibyście już martwi, którego słowa nie rozumiesz?
- Ską..skąd masz taką broń? - Ezarel przełknął ślinę i spojrzał na rękojeść sztyletu, który lewitował przy jego gardle. Wprowadzenie obiektów w ruch za pomocą magii nie było żadną sztuką, jednak jeśli chodziło o bronie, sprawa się komplikowała. Precyzyjne prowadzenie takiego ostrza, wymagało niezwykłych właściwości samej broni.
- Nie poznajesz metalu z którego zostało zrobione ostrze? To nelaner... Oczywiście, że dostałam to od Ren-Fenghuang. Dar dla Najwyższej Kapłanki. - Wywróciła oczami, by następnie skinieniem głowy sprawić, że sztylet wrócił na swoje miejsce na jej plecach. Metal ten był jedynie dostępny w kopalniach, które należały do feniksów od początków czasu Eldaryi, to oczywiste, że takie ostrza musiała dostać od nich. - Możemy się teraz skupić na tych dwóch Blackdogach, które się tu kręcą? Potrzebuje ich - mruknęła z niezadowoleniem i ruszyła dalej. Ezarel wykorzystał ten moment, by dokładnie się przyjrzeć ostrzom, na które wcześniej nie zwracał szczególnej uwagi. Nie wiedział, jak mógł mu umknąć ten jedyny w swoim rodzaju połyskujący, czarny metal.
- O co chodzi z tą Najwyższą Kapłanką? - Elf wrócił do wypytywania, przypominając sobie polecenia Miiko. - I po co ci blackdogi? - dorzucił, na co Yvette westchnęła ciężko.
- Mój tytuł w przyszłości. Blackdogi pomogą mi określić w jakim stopniu Eldarya jest... zarażona - zamilkła na krótką chwilkę w poszukiwaniu właściwego słowa. Dawała jedynie szczątkowe informacje, nie musieli wiedzieć wszystkiego. Igranie z czasem zawsze ma swoją cenę, wiedziała jaką ona będzie musiała zapłacić. Jednak nie mogła wciągnąć w to nikogo innego, zmienić przyszłości pod jej własne mniemanie. Miała powstrzymać klęskę, to był jej jedyny cel. Nic więcej, nic mniej.
- Zarażona? - Zadał kolejne pytanie, jednak Yvette wróciła do swojego zwyczaju i po prostu zignorowała je, idąc dalej i skupiając się na wytropieniu dwóch blackdogów Naytili. Ta zdzira pewnie szykuje się do swojej zemsty, czy co tam ona miała w planach, ale Yvette obchodziło to tyle, co zeszłoroczny śnieg. Ezarel nie wiedział już co o tym wszystkim sądzić.- Zadałem pytanie - przypomniał się.
- Wiem, a ja je zignorowałam, bo mi przeszkadzasz - westchnęła męczeńsko. Ezarel był zaskoczony taką reakcją - ta dziewczyna miała kompletnie inny charakter niż ich Yvette. Ich Yvy pewnie by się speszyła i pośpieszyła z odpowiedzią, ta miała go... gdzieś. Po prostu robiła swoje. Jeśli to naprawdę była ta sama osoba, Ezarel nie był pewien, czy chciał wiedzieć przez co musiała przejść, by tak się zmienić. Zmieniła znacząco kurs, nagle zbaczając ostro w lewo.. Ezarel chcąc nie chcąc, poszedł za nią, szykując przy okazji łuk. Nagle tuż przed Yvette wyskoczył Blackdog, Ezarel posłał odruchowo w niego strzałę, która jednak jedynie go drasnęła, futro tego stworzenia bardzo trudno było przebić. Yvy w tym czasie zrobiła unik w bok i krzyknęła.
- ABADDON!
Ezarel się zjeżył, słysząc to potężne, demoniczne imię, jednak szybko posłał kolejną strzałę w stronę Blackdoga, celując prosto w oko. Jednak sztylet Yvette przeciął strzałę w locie. Wybranka podeszła do stworzenia, które żałośnie zaskomlało niczym zraniony pies.
- Nie strzelaj! Już jest niegroźny - powiedziała spokojnie, a jej oczy znów przybrały intensywniejszą barwę. Podeszła powoli do stworzenia, przykucnęła i przesunęła dłonią po jego grzbiecie. Elf chciał krzyknąć, że chyba zwariowała, by w ogóle podchodzić do blackdoga a co dopiero go dotykać, jednak ten spokojnie pochylił głowę przed Yvette.
- Uwolnię też twojego brata jeśli go spotkam... pomożesz mi? - spytała, patrząc na mrocznego psa. Ezarel nie mógł dalej wyjść ze zdumienia, co właśnie obserwuje. Powinien mieć jakiś cięty tekst na taką okazję - ale nigdy nie przewidywał, że będzie świadkiem czegoś takiego. To mu się po prostu nie mieściło w głowie, a ta dziewczyna, kimkolwiek była, bo dalej nie kupował za bardzo tej wersji z podróżą w czasie, była z tym na porządku dziennym. Blackdog zawył, unosząc wysoko głowę, a Yvy jedynie się uśmiechnęła. Nagle z groźnego stworzenia, zrobiła sobie pieska do poszukiwań?! Tego było już za wiele.
- Odpowiedzi. Teraz - zażądał Ezarel, zagradzając jej drogę, kiedy chciała podążyć za blackdogiem.
- By uzyskać odpowiedź, musiałbyś najpierw zadać pytanie - uśmiechnęła się złośliwie, wywracając oczami. Miała wrażenie, że zamienili się rolami. To ona rzucała głupimi tekstami, a on był śmiertelnie poważny we wszystkim. - Nie dostałam tytułu najwyższej kapłanki za ładny wygląd, okej? Kiedy już dowiedziałam się kim i czym jestem, rozwijałam swoje zdolności - odpowiedziała niechętnie, dalej szczędząc szczegółów. Następnie go wyminęła, by podążyć w końcu za tym cholernym psem.
- Poznałaś swoją rasę? Żadna z ras nie ma aż takich zdolności. Niby czemu miałabyś być taka wyjątkowa? - spytał, dopiero po jakimś czasie ruszając za nią. Nie mógł jej przecież zgubić.
- Możesz się w końcu zamknąć? Na Wyrocznię, zapomniałam jakim byłeś gadułą - powiedziała, podążając za blackdogiem. Wyszli z lasu i maszerowali przez jakąś polanę, mieli trawę niemalże po pas. Chwilowo nie wyglądało na to, by groziło im jakieś niebezpieczeństwo, chociaż Ezarel dalej miał problem z podążaniem za potworem, to jednak zarzucił łuk na plecy.
- Co jest, Fąfel? - Spytała Yvette, kiedy blackdog się zatrzymał po środku niczego.
- Nazwałaś to bydle Fąfel? - Jako odpowiedź otrzymał bezradne wzruszenie ramionami. W końcu imię dobre jak każde inne, prawda? Stworzenie chodziło dookoła, szukając tropu, który zgubił. Mało kto wiedział, że blackdogi są najlepszymi tropicielami. Cóż, Nevra oswoił gallydoga, ale to nie to samo. Jeśli Fąfel zgubił trop, coś musiało być na rzeczy. Zawył ponownie, a następnie pobiegł szybko przed siebie. Wybranka wyroczni wiedziała, że miała tu poczekać - Ezarel zrobił to, co ona. Stali dłuższą chwilę, na chwałę wszystkiego co w Eldaryi drogie, milczał. Po jakimś czasie Fąfel przyniósł jej w pysku jakiś łańcuszek, Yvette wyjęła powoli biżuterię z jego pyska. Nie pozwalała Ezarelowi zbliżać się do blackdoga, ponieważ dla niego dalej mogłoby to być groźne.
- Czy to...? - Ezarel zaczął, jednak Yvette weszła mu w słowo.
- Tak, amulet templariuszy. Gdzie to znalazłeś? - W odpowiedzi Fąfel pochylił łeb i wydał z siebie ciche warczenie. Ezarel znów naszykował się bojowo, jednak Yvy jedynie pokręciła głową. - Rozczula mnie twoja troska, ale nie zważam na niebezpieczeństwo. Prowadź - nakazała. Blackdog niechętnie znów zaczął ich prowadzić.
- Czemu ta bestia jest ci posłuszna? - kolejne pytanie Ezarela. Czemu on się nie mógł zamknąć? Mogła iść sama.
- Bo go uwolniłam ze spętania? - zadrwiła i spojrzała na elfa, lekko odwracając głowę do tyłu. To nie była cała prawda, ale jak zwykle ie mogła mu za dużo powiedzieć. Część rzeczy po prostu będzie musiał odkryć we własnej linii czasu. - Został spętany przez taką jedną wiedźmę, która da o sobie niedługo znać. Uwolniłam go i jest mi wdzięczny - dopowiedziała po chwili. Niestety, im więcej mówiła, tym więcej Ezarel zapewne miał pytań. - Błagam, zamknij się. - rzuciła, jeszcze zanim elf zdążył otworzyć usta.
- Co tu robią templariusze? Nie zarejestrowano ich w tych rejonach od... nigdy - Musiał zapytać, to było zbyt ważne.
- To, że wy ich nie zarejestrowaliście, to nie znaczy, że ich tu nie ma - Yvette wywróciła oczami, po raz kolejny odmawiając bezpośredniej odpowiedzi. Przynajmniej Ezarel mógł się poczuć jak ona, kiedy po pojawieniu się tutaj, zadawała masę pytań, a on ją zbywał głupimi odpowiedziami. Nie żeby miała mu to za złe, teraz dopiero widziała, jak bardzo to było irytujące.
- Możesz w końcu przestać? Odpowiedz na pytania. - Wyprzedził ją i ponownie zagrodził jej drogę. Naprawdę miała wrażenie, że role się totalnie odwróciły. W końcu to zawsze ona była tą, co biegała za każdym i zadawała pytania. No, przynajmniej w ich czasie. Potem wszystko się zmieni.
- Nie mogę. Odpowiem na jedno, pojawi się dziesięć następnych. Nie mogę aż tak igrać z czasem, dobrze wiesz, jak bardzo delikatną ma strukturę. Ten rytuał to była ostateczność, wiele ryzykuje, by nie doprowadzić do przyszłości z której przybyłam. Nie chcesz jej zobaczyć na własne oczy, wierz mi, więc zejdź mi z drogi. - Jej głos był śmiertelnie poważny, a fioletowe oczy iskrzyły gniewnie. Wyglądała mniej więcej jak ich Yvette... ale nie mógł znaleźć żadnej innej cechy niż wygląd, która by łączyła te dwie osoby.
Czas jest delikatny, łatwo go poplątać, rozwalić, pomieszać... Yvette wiedziała, że musi uważnie dobierać słowa, podejmować decyzje, tak by nie zmienić za dużo. Miała dać im szansę na przetrwanie, nie odmieniać losów wszechświata. Jeśli powiedziałaby im całą historię, za wiele mogliby zmienić, a to byłoby tragiczne w skutkach, bo niektóre rzeczy po prostu muszą się wydarzyć. Jak kiedyś czytała w Harrym Potterze, straszne rzeczy grożą tym, co igrają z czasem. Minęła Ezarela i podążyła dalej za posłusznym jej blackdogiem. Doszli do odpuszczonego obozu. Yvette podeszła ostrożnie, spodziewając się jakiegoś ataku. Obóz wyglądał na niedawno opuszczony, węgle po ognisku dalej były gorące. Namiot rodem z ziemi, całkiem nowoczesny. Planują tu wrócić. Tylko, gdzie są teraz? Zerknęła na Ezarela, który zaczął przeglądać rzeczy zostawione w obozie. Pobieżnie przejrzał papiery, jednak włożył je zza pas, później się je przeczyta dokładniej.
Yvette spojrzała na blackdoga, który przechylił swój łeb w stronę lasu. Wykonała szybki gest dłonią, sugerując elfowi, że idą w tamtą stronę. Wyciągnęła sztylety z pokrowców, które miała na plecach i zaczęła iść ostrożnie przed siebie.
Ezarel nie mógł się spodziewać tego, co miał zaraz zobaczyć.
Ujrzeli bowiem grupę ludzi - zbierali jakieś próbki, z tego co Ezarel mógł wywnioskować. Myślał, że będą obserwować, zbiorą raport i wrócą do kwatery. Tego mógłby się spodziewać po Yvette, jednak zapomniał o jednym bardzo ważnym fakcie. To nie była ich Yvette.
Zanim się zorientował, Yvette podeszła od tyłu do jednego z mężczyzn i płynnie podcięła mu gardło. Z gardła faceta wydobyło się cichy dźwięk, przypominający bulgot, a następnie upadł na ziemię. Reszta nie zorientowała się, że jeden z nich nie żyje, pracowała dalej. Ezarel zamarł. Widok Yvy podcinającej komuś gardło, wprawił go w osłupienie. Ocknął się z tego stanu dopiero, kiedy dziewczyna pozbyła się kolejnych osób i została zauważona. Zaczął strzelać po kolei, jednak nie celował by zabić. Podświadomie wiedział, że będą potrzebowali jakiś informacji. Posłał strzałę w osobnika, który chciał zaatakować Yvette od tyłu. Ta się odwróciła szybko, a następnie spojrzała na Ezarela, by skinąć mu głową w ramach podziękowania. W międzyczasie blackdog zagryzł ostatniego z stojących na nogach mężczyzn.
- Templariusze. - Yvette splunęła na ziemię z odrazą, a następnie wzięła za fraki jednego z mężczyzn, który miał strzałę w udzie. Przyłożyła mu sztylet do gardła.
- Jeśli myślisz, że coś ci powiem... - wycedził templariusz.
- Wiem co planujecie. W jakim stopniu badań jesteście? - Kiedy mężczyzna nie wyraził woli odpowiedzi, zostawiła sztylet wiszący w powietrzu pod jego gardłem a sama schyliła się, by złapać za strzałę w jego udzie, którą zaczęła ruszać, kręcić, mężczyzna wył z bólu.
- Nic ci nie powiem Eldaryjska szmato! - krzyknął, nie wiedząc jeszcze, że to będą jego ostatnie słowa. Czarny sztylet szybko wbił mu się w gardło.
- Skoro tak wolisz - westchnęła i wyrwała sztylet z gardła mężczyzny. Ezarel musiał odsunąć się, by nie chlapnęła na niego krew. Był w szoku widząc brutalność z jaką postępowała Yvette, nie potrafił zebrać myśli, jedynie przyglądał się, kiedy dziewczyna wycierała swoje bronie z krwi o koszulkę mężczyzny.
- Fąfel, zajmij się tym. Potem jesteś wolny - rzekła, patrząc na zwłoki. Blackdog złapał za kołnierz jednego z martwych templariuszy i zaczął ciągnąć gdzieś zmasakrowane ciało. Yvette zaczęła analizować obecną sytuację. Musiała pomyśleć nad tym wszystkim. Templariusze już zaczęli swoje plany, nie wiedziała jakie dokładnie. Ile czasu jej zostało? Była wcześnie, ale nie wiedziała, jak bardzo mieli posunięte badania. Jej rozmyślania, przerwał głos Ezarela.
- Co się z tobą stało? - Spytał, przyglądając się jej uważnie. Dziewczyna przeniosła na niego swoje spojrzenie.
Ona też się często nad tym zastanawiała. Jakim cudem ona się tu znalazła? Była studentka piątego roku literatury, potem piąte koło u wozu w Straży Eel... a teraz co? Wybranka i Prorokini. Dziewczyna, która potrafi zabijać na tysiąc sposobów. Wojowniczka, Żołnierz, Dowódca, Kapłanka...
- Nie chcesz wiedzieć. I mam nadzieje, że nigdy się nie dowiesz. - Odpowiedziała, dalej nie zdradzając zbyt wiele z jej przyszłości. Mogła mieć jedynie nadzieje, że oni nie będą musieli jej takiej oglądać, że ich Yvette zostanie tą niewinną, dobrą osobą. Kimś, kim ona już nigdy nie będzie mogła być. Miała zbyt dużo krwi na rękach. Elf nie widział przed sobą drobnej, wesołej dziewczyny, którą często mijał w kwaterze, której wszędzie było pełno. Oto przed nim stała zmęczona życiem kobieta, która widziała za dużo na jedno życie. - Wracajmy do kwatery, nic tu po nas. Wyślemy kogoś, by dokładnie przebadał później ten obóz i pozostawione tu próbki.
Ezarelowi po raz pierwszy w życiu chyba odebrało mowę. Wracali w kompletnej ciszy.
Elf przyglądał się uważnie idącej przed nim dziewczynie. Czy wierzył już w tę historię z podróżą w czasie? Sam już nie był pewien. Ale jeśli to była prawda, to zdecydowanie nie chciał doświadczyć tego, co przytrafiło się jej. Co musiało się wydarzyć w tej przyszłości, że z najbardziej współczującej, dobrej i troskliwej osoby jaką znał, powstała osoba, która bez mrugnięcia potrafiła poderżnąć komuś gardło?
Yvette też była pochłonięta własnymi myślami. Przypomniała sobie w końcu o swojej ranie na boku, która przestała już krwawić przez wyschniętą krew i przyklejoną bluzkę. Później się tym zajmie. Trochę pobolewało, ale ignorowała to do tej pory, mogła ignorować to dalej. Bardziej była skupiona na tym, że templariusze byli już tak blisko Kwatery Głównej. Nie bali się podejść - jednak dalej zbierali próbki, co oznaczało, że nie skończyli jeszcze badań. Miała jeszcze trochę czasu, ale nie potrafiła sprecyzować jak wiele. Jeśli zacznie mieszać w wydarzeniach, niektóre mogą się opóźnić, albo wydarzyć wcześniej. Nienawidziła tego uczucia igrania z czasem.
Weszli do kwatery głównej i bezzwłocznie skierowali się do Kryształowej Sali, gdzie czekała na nich niezła grupka osób.
Wybranka Wyroczni wypatrzyła w tym drobnym tłumie jedną osobę, która przykuła jej uwagę.
- Witaj, Yvette - uśmiechnęła się ciepło.
Mam nadzieje, że wam się podobało :D
Zostawcie jakiś odzew.
Buziaczki, do następnego :*
