- Nie jesteś niczym, Staliński. Jesteś łamliwym człowiekiem! Nie możesz biegać z wilkami i myśleć że nic Ci się nie stanie. - krzyknął Derek i wiedział że miał rację. Allison przynajmniej była wyszkolona przez swoją rodzinę psychopatów, ale Stiles?

- Ja jestem niczym?! Kto ratuje was kiedy nie możecie przejść przez cholerne drzwi, bo są z drzewa jarzębinowego? Jestem jedyną osobą, której nie zabije jemioła. - warknął Stiles. Derek był taki wściekły, że uderzyłby Stalińskiego gdyby ten nie był wciąż w gipsie.

- Jesteś cały połamany, bo myślałeś że możesz zmierzyć się ze smokiem.

- Skąd miałem wiedzieć, że mnie złapie?!

- Stiles, wiesz ile na świecie jest istot, które zabijają i zjadają dziewice? - warknął Derek. - Za dużo żebyś hasał w środku nocy po lesie.

- Dzięki, Hale, właśnie tego potrzebowałem. Przypomnienia jak jałowe jest moje pożycie. - odpowiedział Stiles krzyżując ramiona na piersi.

- To tylko początek. My, dziwadła nie mamy w naturze polować na inne dziwadła, jeśli nie wkraczają na nasz teren. Ludzie są na szarym końcu łańcucha pokarmowego. - powiedział Derek i Stiles spojrzał na niego z wyrzutem. To prawda.

- Nie jesteś dziwadłem, Derek. - odpowiedział Stiles poprawiając się na łóżku. Hale spojrzał na niego zaintrygowany. Nie wiedział dlaczego chłopak był tak miły i odprężony w pobliżu wilkołaka. Nawet Allison myślała czasami o nich jak o stworzeniach ze strefy mroku, ale Stiles był kompletnie inny; jakby w jego słowniku wilkołaki były czymś normalnym.

- Dobrze się czujesz, Derek? Wyglądasz jakby żyłka Ci pękła. O Boże, chyba nie myślisz? Pamiętaj że to nie jest Twoja mocna strona. - zaśmiał Stiles obracając na sobie koszulkę we właściwym kierunku. Derek ściągnął buty i skarpetki. Chłopak otworzył usta szeroko, ale nic nie powiedział. Wilkołak usiadł na nastolatku okrakiem. Złapał Stilesa za brodę i zamknął mu usta.

- To taki zły pomysł. - jęknął Stiles i złapał Dereka za twarz. Przyciągnął wilkołaka do siebie, tak że ten stracił równowagę i musiał kompletnie poddać się grawitacji. Wpadli na siebie (bo tylko tak może to nazwać) i ich wargi spotkały się. Cóż, to było trochę zadziwiające: jak na napalonego nastolatka to Stiles wydawał się rozmyślny podczas całowania. To odwracało uwagę od jego dłoni, które obłapiały dosłownie wszystko. Stiles wydawał się nie przejmować tym że Derek był mężczyzną: był ciepłym, chętnym ciałem i nie chciał go pożreć - to więcej niż ostatnimi czasy można było prosić w Beacon Hill.

- Stiles… - jęknął Derek zapierając się rękoma o wezgłowie łóżka. Chłopak miał takie długie palce. Wsunął dłonie w dżinsy i pod bokserki Dereka i złapał go za tyłek.

- Ooo, och! Cholera… - jęknął Hale z głębi piersi. Okolice lędźwi zawsze były punktem erogennym. Staliński pomasował mocniej kciukami jego kość ogonową i oczy Dereka zezowały. Zaczął się ocierać kroczem o Stilesa, ale za dużo warstw dzieliło ich, członek był niewygodnie ściśnięty w dżinsach. I - o mój boże! - chciał te ciekawskie dłonie i długie palce na nagiej skórze. Długie pazury wyszły same, jak kły. O, nie chciał wilczeć.

- W porządku, Derek. - jęknął bez tchu Stiles i złapał Hale'a za twarz. Pocałował go i polizał po kłach. Podobnie jak u wilków, pazury i kły były tępe i nie były niebezpiecznie póki nie włożono weń siły. Derek possał jego język lekko nie mogąc do końca zamknąć ust przez kły. Wbił pazury w drewno wezgłowia łóżka i zostawił na nim wyraźne ślady.

- Podnieś się. - poinstruował bez tchu nastolatek i pociągnął Dereka za talię wyżej. Ten złapał się półek nad łóżkiem. Zrobiło się mu gorąco, gdy zobaczył chłopaka rozpinającego mu pasek. Oblizał wargi i próbował przełknąć ślinę. Otworzył szeroko usta, ale nie mógł zaczerpnąć oddechu.

- Te durne- Ciasne dżinsy- - wyjęczał Stiles ciągnąc spodnie Dereka. Ten ugryzł się w dolną wargę.

- Nie musimy robić tego- - jęknął Hale. Cholera, czuł się jak licealista. Nastolatek wyglądał na zdezorientowanego.

- O-och, pewnie. - jęknął Stiles zabierając dłonie z paska Hale'a. Ten musiał spłoszyć Stalińskiego. - Nie musimy- pewnie- myślałem- z resztą nieważne.

Derek przewrócił oczami. Odchylił się nieco w tył i sięgnął za siebie. Popukał w gips na nodze Stalińskiego.

- To może przeszkadzać. - odpowiedział Hale z przebiegłym uśmiechem. Gips sięgał aż do biodra. Stiles westchnął ciężko.

- Nie mogłeś o tym pomyśleć zanim- zanim zacząłeś- - jęknął nastolatek wskazując sugerująco na swoje krocze. Derek wbił kant dłoni w jego krocze, macając na ciemno. Gdy znalazł dobry kąt i siłę nacisku pchał rytmicznie dłonią. Stiles jęknął zadowolony i złapał Dereka za ramiona wbijając paznokcie w ciało. Robił niedorzeczną minę, jakby miał lada moment kichnąć.

- Poczekaj- poczekaj- zaraz- - wzdychał chłopak i miał komicznie szeroko otwarte usta. Hale wsunął dłoń w jego spodenki i pod bokserski, łapiąc członek. Stiles doszedł z szeroko otwartymi oczami, jakby był mocno zdziwiony i nie poznawał Dereka. Ten wyciągnął rękę ze spodni chłopaka; była cała w spermie.

- O cholera, wybacz. Mój błąd. - wyjęczał nastolatek łapiąc oddech ustami, jak ryba wyciągnięta z wody.

- Nie ma sprawy. - powiedział Derek i oblizał rękę z nasienia. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę co zrobił. Spojrzał na Stilesa a ten wpatrywał się w niego jak ciele w pomalowane wrota.

- Co? - zapytał Derek wstając z nastolatka. Wytarł rękę o kołdrę z resztek śliny i spermy.

- Nic, tylko- umm- to będzie tak wyglądać? Czasami będziesz wpadał na coś jakby... seks?

- Nie.

- Nie? Nie, co? Czemu?

- Masz siedemnaście lat.

- Chodzi o legalność? Ponieważ sądzę, że przekroczyliśmy ten próg gdzieś w okolicach twojej ręki w moich spodniach. - oznajmił Stiles drwiąco. Derek pokręcił głową.

- Nie, nie może obchodzić mnie mniej prawo. - powiedział Hale. Widział dziwną nadzieję w oczach chłopaka.

- Nie myśl o tym. - powiedział ostrzegawczo Derek. Mógł nie wyprowadzać chłopaka z błędu i mieć towarzystwo na zimne wieczory. Ostatecznie Derek nie był okrutny. Mama zawsze potarzała żeby nie bawić się jedzeniem. Dobrze, to mogła być bardziej rada, aby być generalnie miłym, ale rozumiecie… jeden pies.

- O niczym nie myślę. - powiedział obronnie Stiles.

- Widzę gdy kłamiesz. - ostrzegł Derek chcąc skłonić Stilesa do wypowiedzenia słów. Tak, Derek nigdy nie był dobry w mówieniu. Laura wciąż czepiała się go o to. Co prawda jako jego Alfa umiała wyczuć jego nastroje, ale wciąż powtarzała mu, że musi być bardziej ludzki, werbalizować swoje pragnienia.

- Okej, może pomyślałem, że skoro za nic masz prawo stanu Kalifornia to mógłbyś czasem wpaść, zostać na dłużej... pościskalibyśmy się jak dorośli… - jęknął Stiles zerkając z kąta na Hale'a. Ten uniósł w zdziwieniu brwi. Stiles chyba próbował powiedzieć, że chciał seksu bez zobowiązań.

- Źle myślałeś. - powiedział Derek sucho. Stiles myślał, że skoro Hale był starszy i przystojny to znaczy, że będzie pieprzył się na zawołanie. Staliński nerwowo rozejrzał się po pokoju.

- Więc co to było? - warknął Stiles krzyżując ramiona na piersi. Derek patrzył nań intensywne marszcząc i unosząc brwi na zmianę.

- To nie to samo.

- Człowieku, musisz nauczyć się używać słów! Nie rozumiem o co Ci chodzi! - warknął Stiles machając bezradnie dłońmi.

- To... - zaczął Derek machając dłonią od swojej piersi w ogólnym kierunku Stilesa. - To nie przyjaźń z korzyściami. Do tego trzeba być przyjaciółmi.

Stiles zamrugał kilkakrotnie.

- Mój Boże, to jest problem? Semantyka? - westchnął nastolatek. - Możesz mnie nazywać numerkiem na telefon, albo czwartkową jednorazówką.

- Nie, Staliński. Opanuj się. Jesteś za młody żeby rozumieć o czym mówisz. - odpowiedział Derek i założył buty. Nie miał pojęcia czy dzieciak był zdesperowany czy zwyczajnie głupi.

- Nie traktuj mnie protekcjonalnie! - krzyknął Stiles przybierając obronną postawę.

- Wystarczy że zdejmą ci gips do kolana. Wtedy możemy pieprzyć się. - poinformował Hale. Stiles zamrugał wściekłe.

- Nie rozumiem cię! Przed sekundą mówiłeś, że nie możemy-

- Nie, powiedziałem że nie możemy robić z tego czegoś permanentnego. - Derek przerwał Stilesowi.

- Rany, dobra! - westchnął Stiles wyrzucając ramiona w powietrze w geście frustracji. Naprawdę, będąc tak otwartym szybko zakończy życie. Świat nie był łaskawy dla tych co nosili serce na dłoni.