Sumarry: Magnus cierpi po rozstaniu z Camille, więc Ragnor zabiera go w podróż. Co się na niej stanie? Przekonajcie się.

Bohaterowie: Magnus/Ragnor

Pogrubione: POV Magnus

Kursywa: POV Ragnor.

Autorki: Kokosz i Intoxic

Miłego czytania. Dajcie znać co sądzicie.

Rated: T


"Co się wydarzyło w Australii?"

Magnus pakował już drugą walizkę, na swój wyjazd. Był nim podekscytowany. To pierwsza rzecz, która pozwoli mu się oderwać od przeszłości i od Camille. Jeszcze zdarzało mu się popadać w depresyjny nastrój, gdy widział blondynki przechadzające się po Londynie. Na szczęście jego przyjaciel wrócił i zlitował się nad nim. Przyjął go do swojego domu i postanowił się nim zająć. Bane był mu wdzięczny. Wiedział, że jego przyjaciel nie lubi z nim podróżować, ale tym razem zgodził się bez większych nalegań. Co było zaskoczeniem dla Czarownika, ale nie mógł narzekać. Nie kiedy podróżował z Ragnorem Fell'em. To zawsze było ciekawą przygodą. Teraz znosił ostatnią walizkę na parter wiejskiego domku swojego przyjaciela, który teraz wpatrywał się w stary drewniany zegar, który otrzymał w prezencie od Charlotte Branwell i wyczekująco się na niego patrzył. -No przecież już kończę

Ragnor spojrzał na niego z irytacją. Magnus był jedyną znaną mu osobą która na krótki wypad zabierała AŻ tyle bagażu. W innych warunkach mógłby być zaskoczony tym, że ktoś przez parę godzin siedział w sypialni i pakował, pakował i pakował. Ale to był Magnus. Ragnor przez paręset lat zdążył przywyknąć do jego dziwactw. Kociooki czarownik uśmiechnął się drwiąco na widok sceptycznej miny Ragnora.

-Nie denerwuj się groszku, bo ci żyłka pęknie.

-Wcale się nie denerwuję-burknął Ragnor zaciskając ręce na krawędzi stołu z siłą która świadczyła o czymś wręcz przeciwnym- I co ty masz z tym groszkiem?

-Jesteś taki zieloniutki jak groszek. Och jeszcze mógłbyś być bardziej pulchniutki na buźce i byłbyś jak prawdziwy groszek-Magnus podszedł do Ragnora i zaczął go szczypać w policzki, jak zwykle robią to starsze panie. Widział irytację w oczach przyjaciela, ale wcale nie przestał. I robiłby tak pewnie jeszcze przez jakiś czas, gdyby nie to, że Fell zaczął wypuszczać ze swoich palców czerwone iskry-Och, mój drogi, nie musisz używać przemocy wobec mnie. A teraz powiedz mi mój szmaragdowy książę, dokąd się wybieramy tym razem?

-Do Australii.-burknął Ragnor-Mam nadzieję, że aborygeni cię porwą i usmażą nad ogniskiem.

-Uważasz, że nie byłbym w stanie się obronić?

-Wręcz przeciwnie, wręcz przeciwnie. Obawiałbym się o psychikę tych aborygenów

-Nie przesadzaj-Magnus udawał obruszonego.- Nie jest tak źle.

Ragnor westchnął i chwyciwszy swoją walizeczkę spojrzał wyczekująco na przyjaciela.

-Wielki Czarowniku Bane proszę, niech pan prowadzi.

Magnus z trudnością chwycił swoje trzy walizki i wyszedł pierwszy z domu. Słyszał za sobą ciężkie kroki swojego zielonkawego przyjaciela. Po kilku minutach targania swojego bagażu Bane westchnął strudzony i najprościej w świecie opuścił je na ziemię, czym zyskał zdziwiony wzrok Fell'a.

-Co robisz?-zapytał drugi czarodziej.

-To cholernie ciężkie-Magnus zrobił dodatkowo minę zagubionego szczeniaczka i nieśmiało się uśmiechnął do Fell'a-Będziesz dżentelmenem i poniesiesz je za mnie?

Ragnor skierował na niego spojrzenie tak mordercze, że gdyby miał taką moc, Bane zapewne padłby na miejscu trupem i biedny Fell musiałby na dodatek zorganizować pogrzeb.

-Po zawodach miłosnych jesteś jeszcze bardziej upierdliwy niż zwykle, Magnus-powiedział Ragnor a w kocich oczach Bane'a pojawiły się łzy. Fell natychmiast pożałował swych słów. Prawda była taka, że to Catarina zawsze była od pocieszania i dawania rad, ona była tą wyrozumiałą i kochaną. A on najczęściej był... no cóż... Nieczułym gburem. Wyciągnął ręce i chwycił walizki Bane'a, zataczając się pod ich ciężarem. Po chwili zobaczył jak MAgnus bez żadnego bagażu w podskokach podąża przed siebie. W jego oczach nie było już ani śladu łez. -Ty udawałeś?-zawołał Ragnor stojąc jak idiota z czterema walizkami i niedowierzaniem na (jeszcze bardziej) pozieleniałej twarzy. Tak się jakoś idiotycznie rumienił.

-Zdolności aktorskie się przydają, szczawiku-roześmiał się Bane Szczaw-przemknęło Ragnorowi przez myśl-Szczaw! Ciekawe co on jeszcze wymyśli!

-Catariny nigdy nie nazywasz niezapominajką-powiedział sucho usiłując iść za Magnusem w miarę prosto.

-Nikogo nie denerwuje się tak dobrze jak ciebie, Ragnorze. Uznaj to za komplement.

W oczach Fell'a zagościł nieposkromiony gniew, który Magnus dostrzegł nawet z dużej odległości. Bane był zadowolony z siebie. Znów udało mu się wrobić swojego przyjaciela. Magnus dzięki swojemu jakże znakomitemu słuchowi, usłyszał, że Ragnor coś szepta w innym języku. Jakieś zaklęcie? I wtedy czarownik zauważył, że zielonoskóry nie ma jego bagażu.

-Gdzie mój bagaż?-zapytał podejrzliwym tonem kociooki.

-Niech cię o to głowa nie boli Magnus.-szelmowsko się uśmiechnął i zaczął nucić jakąś dziwną melodyjkę

-Co tam mruczysz?-dopytywał się Bane

-Nieważne. Rusz tyłek, bo spóźnimy się na statek!

Wybrzeże było pełne ludzi. W sumie to Ragnor się tym nie przejmował, ale nie widomo co się może wśród Przyziemnych czaić. Jak na zawołanie do Magnusa podbiegł jakiś mężczyzna o ciemnych włosach i chwyciwszy Bane'a za ramię zaczął coś do niego szeptać. Co dokładnie to Fell nie dosłyszał ale poczuł się dodatkowo zirytowany gdy Magnus nie spławił mężczyzny tylko wdał się w nim w dyskusję. Jaką, tego Ragnor naprawdę nie chciał wiedzieć bo po rumieńcu na policzkach nieznajomego wyczuł, że nie jest to zdecydowanie temat na jego uszy. W końcu jednak nie wytrzymał i władczym gestem otoczył Magnusa w pasie.

-Chodź Magnus-mruknął najbardziej pociągającym głosem na jaki było go stać. Czuł się z tym strasznie dziwnie, bo to zazwyczaj Magnus miał doświadczenie w ośmieszaniu go i robieniu wielu innych dziwnych rzeczy-Chyba nie chcesz się spóźnić? Mamy już zarezerwowany hotel...

Ciemnowłosy mężczyzna wymamrotał jakieś słowa przeprosin i opuścił czarowników. Ragnor natychmiast zdjął rękę z talii Magnusa a ten spojrzał na niego zaintrygowany.

Bane nie mógł się nadziwić nowemu zachowaniu swojego drogiego przyjaciela. Od kiedy był taki uczuciowy względem niego. Czyżby poczuł się zazdrosny o jego niedawnego adoratora. Choć może to przesada. Ów chłopak, mężczyzna był przygodą na kilka nocy, ale jakże przyjemną przygodą.

-Kochany nie sądziłem, że lubisz mnie w ten sposób. Ale cóż...wiem, wiem...jestem obiektem pożądania każdego mężczyzny, nawet tak zieloniutkiego, jak ty. -Magnus patrzył z rozbawieniem, jak na policzkach w kolorze trawy wykwitają rumieńce. Uwielbiał drażnić się z Ragnorem-Chodź kochany bo jak to ująłeś, mamy zarezerwowany hotel.

Nim go wyminął, jeszcze sugestywnie wzruszył brwiami w stronę przyjaciela.

Ragnor przeklinał w duchu swoją głupotę. W życiu by mu przez myśl nie przeszło, że Bane może potraktować to tak na serio. Ze złości z jego palców trysnęły czerwone iskry obsypując podłogę dookoła niego. "Chyba, że znowu się ze mną drażni- przemknęło mu przez myśl-tak to bardziej prawdopodobne" Fell podjął decyzję. Magnus nie pozbierał się jeszcze do końca, więc trzeba będzie go gwałtownie wrócić... Ragnor dogonił przyjaciela i ujął go pod ramię.

-Kierunek Sydney mój drogi-powiedział z uśmiechem i obaj czarownicy pognali na pokład statku.

Będąc w ich kajucie, na pokładzie pasażerskiego statku SS Molly, Magnus rozmyślał nad ostatnimi wypadkami. Dziękował Lilith, że już w nocy się nie budził ze snów o Camille. Choć może to były bardziej koszmary. Wampirzyca złamała mu serce. I trudno mu było się po tym pozbierać. Ale miał przy sobie swojego najlepszego przyjaciela, który wręcz stawał na rzęsach by poprawić mu humor. I właśnie dlatego zgodził się na podróż. Bane się zastanawiał, dlaczego jego zielony kompan wybrał właśnie Australię. Czarownik nie przypominał sobie, by coś godnego uwagi było w Sydney. Nurtowany przez te pytania, w końcu nie wytrzymał i zwrócił się do półśpiącego czarownika.

-Dlaczego Australia? Co tam jest takiego?

Ragnor znajdując się na granicy przytomności otworzył oczy i nie do końca świadomie spojrzał na przyjaciela

-Pytałeś o coś?-wymamrotał

-Pytałem. Co. Takiego. Jest. W Australii.-Magnus mówił powoli, jak do dziecka

-Niedługo my będziemy-wymamrotał-Daj mi spać.-odwrócił się plecami do przyjaciela i usiłował zasnąć, ale Bane nie dawał mus pokoju:

-Ragnor ty nigdy nie jedziesz gdzieś dla zabawy. to jest twój problem. Jesteś strasznie sztywny i nie umiesz się bawić.

Ragnor udał, że nie usłyszał przyjaciela tylko mocniej zamknął oczy i starał się myśleć o czymś przyjemnym.

-Ragnor, wiem, że nie śpisz-powiedział Magnus-oddech ci się nie zmienił. I nie chrapiesz. Odpowiesz mi czy nie?

Fell gwałtownie rozwarł powieki i spojrzał na przyjaciela.

-Skończ pytać Dolecimy, to się dowiesz. A teraz daj mi spać. Magnus umilkł a Ragnor ułożywszy się wygodnie, zasnął.

Ze wszystkich rzeczy na świecie, Magnus najbardziej nie lubił być ignorowany. Gdy tylko ktoś go zbywał, nagle swego rodzaju irytacja wstępowała w niego. Jak w ogóle Ragnor mógł go ignorować? To było nie do przyjęcia. Magnus już chciał mu powiedzieć do słuchu, gdy nagle usłyszał głośne chrapanie.

"Świetnie- pomyślał- Teraz to nawet stukot koni go nie obudzi" Oburzony Bane postanowił się rozluźnić i wyszedł z ich kajuty.

-W czym mogę panu służyć?-młody blondyn, na oko 22-letni, z bursztynowymi oczami, w przepięknym białym fraku, szeroko się do niego uśmiechał.

-Szklaneczkę whisky z lodem mój drogi-Bane nie mógł się powstrzymać przed mrugnięciem do tego przystojnego chłopca. Cóż...miał oko do ładnych chłopców. Choć i tak jego numerem jeden byli niebieskoocy bruneci.

Dwie godziny, pięć szklanek whisky i dwa homary później, Magnus zaczął wesoło rozmawiać z pasażerkami płci pięknej. Co więcej niektóre z nich nawet podrywał. Panie w szykownych sukniach z odkrytymi dekoltami były bardzo chętne na zaloty Bane'a.

-I właśnie tak wylądowałem na statku z moim ukochanym przyjacielem-Magnus kończył opowiadać swoją historię, gdy nagle usłyszał wymowne chrząkanie. Obejrzał się i dostrzegł swojego kompana-Ragnor! W końcu dołączyłeś! Drogie panie-Bane sugestywnie wzruszył brwiami w kierunku młodych dam-Wybaczcie mi, ale czas bym powrócił do mego wspaniałego przyjaciela, którego kocham nad życie...

Ragnor spojrzał ciężko na Magnusa. Był jeszcze zaspany i prawdę mówiąc nie był do końca pewien czy na pewno znajduje się na statku do Australii, czy może w barze w Londynie, zwłaszcza, że w obu wypadkach Magnus zachowywał się tak samo. Przypomniał sobie jednak o niecnym planie jaki uknuł jego mały zielony móżdżek i ująwszy Magnusa za rękę pocałował go w policzek. Poczuł, ze Bane jest co najmniej zszokowany ale nic sobie z tego nie robiąc szarpnął go za rękę i pomachawszy wesoło siedzącym naokoło stołu paniom, poprowadził na dziób statku. Musiał z nim poważnie porozmawiać.

Magnus czując się delikatnie podchmielonym, starał się nadążyć kroku za Ragnorem, rozmyślając nad zachowaniem przyjaciela. Dlaczego nagle był tak bezpośredni i uczuciowy względem niego? Co się zmieniło? To takie niepodobne do Fell'a. Będąc już na dziobie statku, Magnus mocno złapał się za barierki, czując, że mógłby osunąć się na pokład, co byłoby wielkim faux pas, spojrzał podejrzliwie na kompana.

-No dobrze-zaczął Bane-Zachowujesz się dziwnie od początku wycieczki. A jeszcze nie dopłynęliśmy do Australii. Powiedz, co się dzieje złotko?

Ragnor oparł się o barierkę zastanawiając się nad odpowiedzią. Jedną sprawą było to, ze Magnusa Bane'a, a już zwłaszcza pijanego Magnusa Bane'a nie było tak łatwo spławić a on sam faktycznie zachowywał się... niecodziennie. Drugą było to, że Ragnor nie miał zbytniej ochoty wyjawiać przed czasem swojego małego, niecnego planu. To miał być raz kiedy to Magnus zostanie dogłębnie wstrząśnięty jego zachowaniami. A na drodze stała mu tylko Australia. Prawda była taka, że sam Ragnor nie wiedział, czemu wybrał akurat Australię. Powodem było zapewne to, ze nigdy tam nie był. Magnus też tam nigdy nie był. Nowy Kontynent jakoś zdołał się przed nimi uchować. W końcu jednak Ragnor otworzył usta mając zamiar powiedzieć coś Magnusowi, gdy nagle Bane odwrócił się ku pokładowi i szeroko otworzył oczy ze zdumienia. Fell niepewnie też spojrzał w tym kierunku i zaklął pod nosem. Spodziewałby się wszystkiego, ale nie Camille.

Przez chwilę Magnusowi się wydawało, że ma omamy wzrokowe od nadmiaru alkoholu. I pewnie wierzyłby w to dalej, gdyby nie dostrzegł, że jego przyjaciel również jest zdziwiony tym widokiem. Bane nieznacznie zaczął się trząść i nie wiedział, czy wpłynęła tak na niego whisky, czy też widok wampirzycy.

-Co ona tu do cholery robi?-czarownik usłyszał, jak Fell wyszeptał to pod nosem.

-Też ją widzisz?-Ragnor przytaknął-Na Lilith! Proszę cię, chodźmy stąd...nie chcę jej widzieć.

Ragnor ujął Magnusa za ramię i zdecydowanym ruchem pociągnął za sobą. Stanowiło to pewien problem, bo Bane to przyspieszał kroku jakby chcąc biec, to zwalniał i obracał się jak gdyby chciał porozmawiać z wampirzycą.

-Magnus-szepnął Ragnor-Uspokój się. Chodź, pójdziemy spać.

Bane pokiwał słabo głową. Miał łzy w oczach i Ragnor był dziwnie pewny, że tym razem Magnus nie udaje. Gdy weszli do kajuty Magnus rzucił się na łóżko i przygarnąwszy do siebie poduszkę, zaczął płakać. Łzy leciały mu ciurkiem po policzkach i moczyły kołnierzyk koszuli. Ragnor stał w drzwiach, nie bardzo wiedząc co robić. W końcu delikatnie je zamknął i podszedł do Magnusa.

-Hej, Magnus...-zaczął niepewnie-Posłuchaj... Ona nie ma...

-Jak powiesz, ze nie ma znaczenia to ci nakopię w tą zieloną dupę-burknął nieprzyjaźnie Magnus, Ragnor westchnął. Nie bardzo wiedział co zrobić. W końcu tylko przytulił Bane'a ostrożnie, a ten objął go znacznie mocniej i oparłszy mu głowę na ramieniu zaczął moczyć mu koszulę łzami. "Nigdy więcej nie zaprzyjaźnię się z tak niestałą emocjonalni osobą-postanowił Ragnor-Nigdy więcej... To się źle kończy. I dla mnie i dla tej osoby."

Magnus był wdzięczny, że Ragnor go pocieszał, nawet jeśli robił to nieudolnie. W tym momencie przyjął i to z otwartymi ramionami. Po prostu potrzebował bliskości drugiej osoby. W końcu po kilkunastu minutach przestał płakać. Oczywiście sam się do tego zmusił. Nie mógł więcej wylewać łez przez zimną wampirzycę. Kochał ją, ale nie mógł się torturować w ten sposób. A co ważniejsze, nie mógł popsuć tej wyprawy ani Ragnorowi ani samemu sobie. Z nową motywacją odsunął się od Fell'a i otarł łzy.

-Nie będę już przez nią płakał-cicho oświadczył, na co Ragnor się uśmiechnął.

-Cieszę się. Przepraszam...nie sądziłem, że ona będzie na tym statku.

-Wiem...i już o niej nie mówmy.-pstryknięciem palców Bane zmienił swój strój. Teraz miał na sobie fioletową koszulę zapinaną na guziki i spodnie od fraku.-Nadal mi nie powiedziałeś, co się dzieje z tobą Ragnor. No już, mów o co chodzi?

Ragnor westchnął. Nie umiał poprawnie wybrnąć z niewygodnych pytań. Nigdy nie umiał. Od tego właśnie miał Magnusa. Prawdę mówiąc miał ogromną ochotę pobiec po Camille, albo zamówić panią do towarzystwa, albo zrobić cokolwiek, żeby odwrócić uwagę Bane'a od swojego zachowania. "Wymyślę jeden żart i tyle z tym problemów"-pomyślał.

-Magnusie Bane. Muszę uroczyście oświadczyć, że...

-Udajesz, że jesteś we mnie zakochany, żebym przestał rozmyślać o Camille?-zapytał Magnus wyczarowując z powietrza butelkę wina.

Kiedy żadna odpowiedź nie padła z ust zielonoskórego, Magnus wziął pokaźny łyk czerwonego alkoholu. Następnie podał butelkę przyjacielowi.

-To urocze, ale przestań...wiem, że nie podobam ci się w ten sposób...cholera ty mnie się nie podobasz w ten sposób.- Magnus wziął głęboki wdech i kontynuował swoją mowę- Przecież wiem, że ciebie pociągają tylko kobiety. Pochlebia mi to, co robisz bylebym tylko o niej nie myślał, ale wolałbym byś był sobą. Wkurzającym sztywniakiem, moim przyjacielem z którym mogę się upić i dobrze bawić. A teraz...co powiesz na mały flirt z paniami z dolnego pokładu? widziałem, że ta brunetka spoglądała na ciebie w nieprzyzwoity sposób mój drogi. Wręcz rozbierała cię wzrokiem.

Ragnor się zaśmiał, a jego śmiech wypełnił całą kajutę. Mruknął coś do niego po walijsku, czego do końca nie zrozumiał i przytaknął.

-A więc chodź mój przyjacielu- rzucił Magnus, chwytając za rękę Fell'a—Napijmy się, zabawmy i liczmy na to, że nie wyrzucą nas ze statku!

Ragnor odetchnął z ulgą. Najwidoczniej nie był dobrym aktorem, ale go to nie obchodziło. Uznał, ze będzie musiał się poważnie zastanowić nad swoją psychiką, bo wpada na dziwne pomysły a ich realizacja wychodzi jeszcze dziwniej. Czy też wpada na złe pomysły, a ich realizacja wychodzi mu po prostu jeszcze gorzej. Panie z dolnego pokładu zdecydowanie podniosły Fella na duchu. Magnusa zresztą też, ale on zdecydowanie bardziej śmiał się z Ragnora. Tak często nawracał do głupiego żartu, że ten przyjął już do wiadomości, że za sto lat Magnus nadal będzie wszystkim opowiadał o tym "na jaki durny pomysł wpadł Ragnor Fell, żeby podnieść na duchu Magnusa Bane'a, jak beznadziejnie mu to wyszło i co z tego wynikło" Czarownicy mieli naprawdę niezwykłe szczęście, że podczas rejsu ani razu nie natknęli się na Camille.

-przeznaczenie nas kocha Magnus-powiedział Ragnor gdy stali z walizkami na dziobie statku wpatrując się w zbliżające się wybrzeże

-Przeznaczenie ma dobry gust Ragnorze-stwierdził Bane i ruszyli na podbój Sydney

Kiedy w końcu stanęli na balkonie pokoju hotelowego, Magnus podziwiał piękne krajobrazy i ocean. Lubił ładne miejsca. A Sydney za takie uchodziło. Po rozpakowaniu walizek zaproponował swojemu przyjacielowi, by pozwiedzali trochę. Na jego szczęście pogoda była wspaniała. Przechadzali się wolno, podziwiając zabytki i okazałe budowle. Raczyli się najwspanialszym australijskim jedzeniem. Podrywali okoliczne kobiety. Typowy męski wypad. Ale Magnus pragnął przygód. Przygód, które go rozbawią. Więc zaproponował Ragnorowi małą wycieczkę.

-Co powiesz byśmy wybrali się odkryć dziką faunę tego przepięknego kraju?

Ragnor nie miał dobrego doświadczenia ze zwierzętami. Właściwie to gdziekolwiek by z Magnusem nie pojechali, zawsze wpadał w jakieś kłopoty związane z ssakami, gadami, płazami albo nawet owadami. (to był przypadek gigantycznej ważki, która w rzeczywistości była na usługach faerie, ale o tym kiedy indziej) Ragnor nie wątpił, że zobaczenie go w kolejnej dziwnej przygodzie z jakimś stworzeniem jest jedynym powodem dl którego Magnus chce wyjechać w busz. Ale nie mógł przecież odmówić przyjacielowi... Postanowili nie wynajmować przewodnika. Zamiast tego, zupełnie sami, ubrani jak najprawdziwsi poszukiwacze przygód wsiedli w pociąg i pojechali w głąb kontynentu.

By powiedzieć, że Magnus Bane był podekscytowany, to za mało. Jego wręcz roznosiła energia, radość i entuzjazm, gdy wysiedli z pociągu. Kiedy tylko ujrzał zielony, australijski busz zaczął się głupio uśmiechać. Nie miał pojęcia, czy to wpływała na niego pogoda, czy nowa przygoda, ale był cholernie radosny. Czym zyskał sobie zmieszane spojrzenia od jego zielonkawego przyjaciela. Poprawiając swój beżowy kapelusz, godny nie jednego poszukiwacza przygód, chwycił pod ramię Ragnora i ruszyli przed siebie.

-Czyż tu nie jest wspaniale?- zapytał, wskazując na przeróżne gatunki flory australijskiej.

-Nie-burknął Ragnor. Nie był szczególnym fanem przyrody a zwłaszcza gdy ta czaił się na każdym kroku pragnąć go pokąsać, pogryźć, pomazać jakimś tajemniczo wyglądającym śluzem czy Lilith wie co jeszcze.

-Oj nie bądź takki sztywny- Magnus szturchnął go tak mocno, ze Ragnor wpadł w krzaki i zerknął nieprzyjaźnie na niepoprawnie radosnego Magnusa

-Idź-burknął-Zgiń w buszu

Magnus jakby tego nie dosłyszał i ujął nadal sztywnego z nerwów Ragnora pod ramię.

-Nie czujesz tej wolności promieniującej z lasu? Nie czujesz zapachu życia którym tętni ta dzicz? Nie słyszysz jak przygoda cię wzywa?

-Nie. Za to widzę.

-Co widzisz?-spytał Magnus nadal niepoprawnie entuzjastycznym tonem głosiciela idei

-Że papuga ci sra na rękaw.

Na te słowa Bane spojrzał zaalarmowany i ogarnięty paniką na rękaw swojego, jakże drogiego stroju i wydał z siebie okrzyk niegodny żadnego dżentelmena. Chwilę później posłał to wredne ptaszysko w czeluści piekła, za zniszczenie jego drogocennego płaszcza. Kątem oka zauważył, że Ragnor dosłownie pokłada się ze śmiechu tak, że nawet jego niewielkie rogi zdawały się trząść.

-Tak cię to śmieszy?-gdy nie uzyskał odpowiedzi, tylko jeszcze większą dawkę śmiechu, zaczął tupać nerwowo swoją lewą nogą.-To ciekawe, jak sobie poradzisz tu beze mnie?! Po tych słowach Magnus szybkim krokiem ruszył przed siebie. Kilka minut później odkrył, że już nie znajduje się w polu widzenia Wysokiego Czarownika Londynu.

Ragnor nie miał zamiaru przepraszać Magnusa. To Bane zachowywał się idiotycznie. Ragnor nie był w stanie zrozumieć jego obsesji na temat ubrań. Ubrania służyły do tego, żeby je nosić, a nie odmawiać nad nimi modły. Nie czuł się jednak uspokojony tym, że Magnus zostawił go samego w środku lasu...

-Co za mała cholera-mruknął Ragnor-Porzucić przyjaciela w nieznanym kraju!

Rozglądał się przy tym nerwowo. Czuł, że w pobliskich krzakach coś się czai. Bardzo powoli podszedł do krzaków i je rozchylił. I z pełną parą wyskoczył na niego kangur. Ragnor spojrzał na kangura. Kangur spojrzał na Ragnora. Nikt nie wyczuł pomiędzy nimi gwałtownego drgnięcia sympatii Właściwie to Ragnora sparaliżował strach i patrzył na zwierzę jak na wyjątkowo przerażającego demona.

-Magnus!-krzyknął przerażony i zaczął biec w kierunku w którym przed chwilą udał się Bane. Kangur ruszył za nim.

Bane automatycznie obrócił się na dźwięk swojego imienia. Ale to co ujrzał na swe kocie oczy, było bezcenne. Ragnor biegł w jego stronę wykrzykując co chwila jego imię, jakby było jakimś zaklęciem na odstraszenie i wymachując rękoma. Magnus zaczął się śmiać z Fell'a i jego biegu w popłochu. Zaraz za zielonoskórym, skakał rosłej postury, brązowo futrzasty kangur z dość nieciekawym wyrazem mordki. Ragnor dopadł do Magnusa i schował się za jego plecami.

-Ratuj mnie przed tym demonem!- Bane usłyszał cichy głos swojego kompana

-Jakim demonem? Przecież to takie słodkie zwierzę. Tylko na niego spójrz groszku. Jest przeuroczy.

Oh nagle Magnus zapragnął takiego dla siebie. Cóż może nie dorosłego, ale małe kangurzątko? Mógłby nauczyć go sztuczek, jak niegdyś zrobił to z małym Ragnorkiem. Nagle zwierzę znalazło się dosłownie trzy stopy od Bane'a i dopiero teraz czarownik zobaczył jak duże ono jest i przerażające. I w tym momencie zrozumiał strach przyjaciela.

Ragnor poczuł się cokolwiek dziwnie kiedy Magnus ustawił go przed sobą w charakterze tarczy ochronnej. Patrzył prosto w olbrzymie, ciemne oczy kangura i miał w głowie tylko jedną myśl- "uciekać"

-Magnus...- zaczął

-Wiem.-odpowiedział Bane. Ragnor poczuł tylko jak chwyta go za rękę i jest ciągnięty przez busz potykając się o kolejne korzenie.

-Magnus-sapał-jeśli przeżyjemy... zabiję cię.

-Już to mówiłeś-odparł Bane i gwałtowniej pociągnął przyjaciela za sobą-Może powinniśmy rzucić na niego zaklęcie?

-Chcesz zaklinać kangura?-zapytał Ragnor-Magnus...

-Australia...

-Nigdy więcej-dokończyli wspólnie i dalej uciekali przedzierając się przez krzaki.

Kiedy tylko wydostali się z okrutnej, dzikiej fauny Australii, pospiesznie ruszyli w stronę swojego hotelu. Magnus zadecydował, że po tym jakże...urozmaiconym i pamiętnym dniu, potrzebuje się napić. Gdy tylko zmienili ciuchy, Bane wręcz pociągnął Ragnora do hotelowego baru i zamówił dla nich całą butelkę szkockiej. Nie smakowała jednak tak dobrze, jak w Szkocji, kiedy byli tam dwadzieścia lat temu wraz z Catariną. Ale cóż...australijskie wina nie były zbyt mocne, a Magnus chciał się jeszcze zabawić. Kiedy już byli, cóż mówiąc nie po dżentelmensku, wstawieni i śmiali się ze wszystkiego, Magnusowi przyszedł jeden wniosek na myśl.

-Wiesz co Ragnor?-zielonoskóry spojrzał na niego nietrzeźwym wzrokiem- Poza naszą przygodą z kangurem. Australia nie jest taka znów zła.


A/N: Podobało się?

Bo my miałyśmy niezły ubaw pisząc to.

Czekamy na wasze szczere opinie.

Kokosz i Intoxic