Kilka kolejnych dni upłynęło spokojnie. Minął cały tydzień odkąd ma kocie uszy i ogon. Co dzień budził się rano, po porannej toalecie szedł z przyjaciółmi na śniadanie, na którym wypijał kilka szklanek mleka i zjadał kilka kanapek z szynką lub parówki. Następnie lekcje, kolacja, opieka nad Solarin (tak wraz z Nevillem nazwali swojego Psonoga). Po umyciu się i wyszczotkowaniu ogona kładł się spać. Sny były przyjemne, zwykle śniła mu się rzeka pełna mleka, lub on pijący mleko, lub mleko płynące z kranu, lub on dojący krowę... Wspominałam, że często śni mu się mleko?

Nawet już aż tak bardzo nie przeszkadzały mu spojrzenia i żarty na jego temat. Ostatnio nawet, gdy jeden z Ślizgonów wysłał mu kocią obrożę (z jego imieniem i nazwiskiem), która została mu dostarczona w czasie kolacji przez szkolną sowę, on uśmiechnął się, zmniejszył ją i założył na rękę. Nosił ją jak bransoletkę do końca dnia.

Lecz pewnego razu coś się zmieniło. Obudził się w środku nocy, cały spocony i zdyszany. Przez chwilę nie mógł złapać oddechu lecz gdy w końcu mu się udało, uświadomił sobie co się stało.

Miał wizję.

Voldemort rozmawiał z Śmierciożercami, jakby zupełnie nie zdawał sobie sprawy o obecności nastolatka w swojej głowie, o napadzie na mugolską wioskę, który miał się odbyć jeszcze tej nocy. Siedzieli przy ogromnym stole, na którym leżały zwłoki jakiejś kobiety. Wśród zebranych rozpoznał kilka osób między innymi Lucjusza Malfoy'a, Avery'ego, Greybacka i...Severusa Snape'a . Nie myśląc o tym więcej, ubrał pelerynę niewidkę i wyszedł z dormitorium. Szedł w stronę gabinetu dyrektora. Dziwił się ze Dumbledore nie wzywał go ostatnio do siebie na rozmowę. Zwykle zapraszał go dość często. Biegł korytarzami modląc się, aby nie spotkać Filcha. Gdy już dotarł na miejsce, wypowiedział hasło które jeszcze w zeszłym roku dal mu Dumbledore. Było to hasło przeznaczone tylko dla Harry'ego, tak aby chłopiec mógł zawsze dostać się do dyrektora jeśli zajdzie taka potrzeba. Zapukał i wszedł do środka. Starszy mężczyzna siedział przy biurku, Harry wcale się nie zdziwił. Już w zeszłym roku doszedł do wniosku ze ten mężczyzna nigdy nie śpi.

- Przepraszam, ze przeszkadzam. Miałem wizję - powiedział zdyszany.

- Usiądź, Harry - wskazał na krzesło - Myślałem, że już ich nie miewasz.

- Dyrektorze, to ważne - Voldemort planuje napad na mugolska wioskę, tej nocy - wyszeptał chłopiec na wydechu. Dyrektor wypowiedział zaklęcie, i Harry zrozumiał że wysłał mówiącego Patronusa.

- Zawiadomiłem kogo trzeba. Napijesz się herbaty i wszystko mi opowiesz?- zapytał.

Wiec Harry tak zrobił, opowiedział wszystko ze szczegółami.

- I dyrektorze - przerwał - profesor Snape tez tam był. Wśród Śmierciożerców.

- Tak wiem, Harry - dyrektor zamilkł zastanawiając się nad czymś - Bo widzisz, Severus jest naszym szpiegiem w kręgu Voldemorta.

Harry wziął łyk herbaty, próbując wyobrazić sobie, ze to mleko i jednocześnie przemyśleć to, czego się dowiedział. Nie przepadał za Snape'm ale skoro Dumbledore mu ufa to najwidoczniej jest tego wart. Miał wiele wątpliwości co do lojalności Mistrza Eliksirów, ale wolał je zostawić dla siebie.

- Zmieniłeś się odkąd ostatnio się widzieliśmy - dyrektor puścił mu oczko - Miałem pewną misję, którą musiałem wypełnić sam. Ale niedługo wszystkiego się dowiesz, liczę na twoją pomoc, Harry.

- Zawsze ją pan ode mnie dostanie, dyrektorze - i to była prawda. Dumbledore był osobą, której Harry ufał bezgranicznie.

- Cieszę się - dyrektor lekko się uśmiechnął - a może teraz miałbyś ochotę opowiedzieć mi o swoim kocim problemie? Może przy kubku drugiej herbaty? - zaproponował.

Harry uśmiechnął się i przytaknął.

- Mleka, jeśli nie ma pan nic przeciwko - dyrektor przytaknął.

Harry opowiedział całą historię jeszcze raz , lecz tym razem nie miał nic przeciwko. Czas upłynął szybko. Kilka godzin później, gdy chłopiec skończył swą opowieść, usłyszeli pukanie, a po chwili do pomieszczenia wszedł Severus Snape.


Gdy w piątek wieczorem Severus poczuł okropny ból, wiedział co to znaczy. Był do tego uczucia przyzwyczajony, już od wielu lat. Miał wrażenie, jakby ból z jego ramienia palił go żywym ogniem, łamał kości, rwał ścięgna. Można to porównać jedynie do Cruciatusa. Chwycił pośpiesznie za szaty Śmierciozercy, które były ukryte w najgłębszych zakamarkach jego szafy. Postarał się je ukryć tak, żeby nie musiał ich oglądać częściej niż było to konieczne. Wysłał dyrektorowi wiadomość o zebraniu i pobiegł do punktu aportacyjnego. Tam przebrał się, uważając by nie zahaczyć niczym o znak na ramieniu. Każdy, nawet najmniejszy dotyk, pogłębiał ból. Uważał też na to, aby na niego nie patrzeć. Przed aportacja, oczyścił umysł z wszystkich myśli , tak jak robił to za każdym razem.

Gdy dotarł na miejsce, przywitał się z swoimi 'przyjaciółmi po fachu'. Boże, jak bardzo nienawidził tych ludzi. Ludzi? To nie ludzie, to potwory. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, ze kiedyś też taki był. Zanim poprosił Dumbledore'a o pomoc. Był potworem.

Ale największy z wszystkich potworów, siedział teraz po jego prawej stronie, głaszcząc swoją wężyce.

Zaczął przemawiać, wygłaszał przemowy o swojej potędze. Severus powstrzymał się od parsknięcia wiedząc, że przepłaci tym życie.

Przed nim leżała kobieta, która pełniła prawdo podobnie atrakcje dzisiejszego wieczoru. Wiedział, że, nie przeżyje tej nocy a on będzie musiał ją torturować, a jeśli mu się ' poszczęści' to może na niego przypadnie 'zaszczyt' odebrania jej życia.

Z rozmyśleń wyrwał go przecinający powietrze wrzask kobiety. Ktoś rzucił pierwsze zaklęcie. Śmierciozercy śmiali się, a on musiał patrzeć na nią, na jej cierpienie i udawać, ze sprawia mu to przyjemność.

- Severussssie - usłyszał swoje imię, wypowiedziane przez największego potwora. Wiedział co to znaczy. Wyjął z kieszeni swojej szaty małą buteleczkę, w której znajdował się czerwony płyn i wlał go do gardła kobiety.

Eliksir był po to, aby przedstawienie mogło trwać dłużej, żeby zasłona nie opadła zbyt szybko. Bo co to za przyjemność z torturowania kogoś, gdy ta osoba nie jest przytomna i świadoma swojego cierpienia?

Boże, nienawidził tego.

Przedstawienie się zaczęło. Z każdej strony leciały coraz to gorsze klątwy. Osoba, która wykazała się największą oryginalnością, co za tym idzie - brutalnością, mogła liczyć na nagrodę główną.

Dlatego Severus ograniczał się do zwykłych Cruciatusów.

Gdy kobieta była martwa, Czarny Pan zostawił ją aby leżała na stole tak aby każdy mógł ją oglądać. Jakby była pucharem, na którego się patrzy i wspomina swoje zwycięstwo. Na sam koniec spotkania, potwór wyznaczył swoim ulubionym Śmierciożercom miejsce, w które mają zaatakować. Severus nie musiał brać w nim udziału ze względu na wymówkę, której używał już od wielu lat - musi wracać do szkoły, bo Dumbledore zacznie coś podejrzewać.

Kiedy tylko dotarł do zamku, od razu skierował się w stronę gabinetu dyrektora. Musiał się spieszyć, aby zdążyć powiadomić go o ataku na mugolską wioskę. Wypowiedział hasło, zapukał i wszedł do pomieszczenia. To co zobaczył, nieco go zdziwiło.

Harry Potter siedział na krześle z kubkiem w dłoni. Niby nic nad zwyczajnego gdyby nie to, że była 3 nad ranem! Co ten szczeniak robił tu o tej godzinie? No cóż, może niekoniecznie szczeniak.

Severus pamiętał swoje zdziwienie gdy Potter wszedł do jego klasy tydzień temu. Już miał ukarać go za spóźnienie gdy zobaczył na jego głowie parę kocich uszu. Chłopiec zarumienił się w ten cudowny sposób i usiadł na swoje miejsce a on nie mógł oderwać wzroku od tego stworzenia. Oczywiście wiedział dlaczego Potter tak wygląda. Dzień wcześniej miał wypadek z tym nieszczęsnym eliksirem ale spodziewał się chyba wszystkiego, tylko nie kocich uszu i ogona! Później zobaczył go na śniadaniu. Pił akurat kolejną szklankę mleka. To by tak cholernie niesamowity widok. Oczywiście nikomu nie przyznałby się do takich myśli. A teraz stał, jakieś dwa metry od niego. Po chwili dotarło do niego, co chłopak robi w gabinecie dyrektora.

- Severusie, usiądź - Dumbledore wskazał na krzesło stojące obok Pottera. Niechętnie zajął wskazane miejsce. Zmuszał się, aby nie patrzeć na chłopaka.

- Albusie, wyślij wiadomość do Aurorów. - nie wiedział jak wiele może powiedzieć w obecności chłopca.

- Już wszystkim się zająłem- uśmiechnął się lekko.

Pozwolił sobie zerknął na Pottera. Siedział spokojnie, jedynie jego ogon poruszał się delikatnie w górę i w dół.

- Dyrektorze, może lepiej będzie, jeśli już pójdę - wstał - dziękuję za herbatę - przerwał - i mleko - uśmiechnął się - dobranoc dyrektorze - spojrzał na Mistrza Eliksirów - profesorze - skinął głową na pożegnanie i wyszedł.

- Harry przyszedł do mnie kilka godzin temu i opowiedział to, co zobaczył w wizji. Severusie, muszę zapytać, czy Voldemort mógł wiedzieć o obecności chłopca w swoim umyśle? - zapytał.

- Nawet jeśli tak, to nie dawał tego po sobie poznać - odpowiedział zgodnie z prawdą - Chłopak znów ma wizje?

Przytaknął.

- Opowiedział mi także o małym incydencie na twojej lekcji - puścił oczko - myślisz, że można coś zrobić z jego problemem?

Och, oby nie.

- Nie wiem, Albusie. Jeśli to już wszystko... - wstał

- Tak, mój drogi chłopcze.

I wyszedł.


Chwilę po rozmowie z dyrektorem, był już w swoich komnatach. Usłyszał ciche pukanie do drzwi. Gdy je otworzył zobaczył jak Potter zdejmuje pelerynę niewidkę. Przyglądał się przez kilka krótkich sekund jego oczom. Były piękne. Nieskazitelnie zielone. Wydawały się być głębokie, jak gdyby można było utopić się w tych szmaragdowych klejnotach.

- Przepraszam, że przeszkadzam profesorze - wyglądał tak niewinnie, cudownie.

- O co chodzi, Potter? - zapytał swoim beznamiętnym głosem.

- Miałem dziś wizje, wie pan prawda? - zapytał. Severus otworzył drzwi szerzej i wpuścił chłopaka do środka. Chłopak przeszedł obok niego, pozostawiając po sobie rozkoszny zapach.

Cudowny.

- Chodzi o lekcje Oklumencji. Potrzebuję ich, profesorze.

Spojrzał na chłopaka przed sobą. Wiedział o co chodzi ale nie był pewny czy da rade spędzać z tym bachorem tak wiele czasu, kiedy już przyznał przed sobą, że jest nim zauroczony.

- Proszę - powiedział błagalnie - będę się przykładał, obiecuję.

Severus westchnął.

- Jutro o 20, nie spóźnij się - powiedział a po chwili poczuł ciepło rozchodzące się wzdłuż jego kręgosłupa, gdy Harry obdarzył go najpiękniejszym uśmiechem jaki kiedykolwiek widział.

Robisz się stary i uległy, Severusie - usłyszał cichy głos w swojej głowie.

- Dobrze profesorze, dziękuję - jego kocie uszy tańczyły wesoło na jego głowie. Ruszył w stronę wyjścia, lecz zatrzymał się i ponownie obrócił w stronę starszego mężczyzny - Profesorze? Mógłby pan nie wspominać o tym dyrektorowi?

Brew.

- Nie chce, żeby dyrektor miał jakieś...nadzieje. Jeśli mi się nie uda drugi raz, to na pewno będzie rozczarowany.

- Potter, tym razem ci nie odpuszczę, zrozumiałeś? Nie odejdziesz, dopóki się tego nie nauczysz.

Uśmiechnął się podobnie i przytaknął. A potem wyszedł.


A/N : Ok więc nie jestem do końca zadowolona z tego rozdziału ale mam nadzieję, że Wam się podoba :3 Zachęcam do komentowania.

Następny rozdział za kilka dni. Pozdrawiam,

- Lavie.