To był pochmurny dzień. Krople deszczu zaczeły powoli uderzać o pomnik (przedstawiał on anioła który w ręce trzymał kulę ziemską, dawało to złudzenie, że anioł chce ochraniać ziemie), niżej na nagrobku zostały wyryty napis; Major Samantha Carter a pod spodem „świat nigdy nie zapomni o swoim BOHATERZE".

Na cały pomnik złożyli się, pracownicy sgc.

Koło grobu stał Jack, przyglądał się aniołowi, uśmiechnął się do siebie, właśnie przypominał sobie misje jaki miał zaszczyt uczestniczyć z Sam. Nie usłyszał za sobą kroków kobiety. Dopiero kiedy przemówiła, wrócił do rzeczywistości.

- Boże, to już 10 lat. od kiedy nie ma jej wśród nas. – To była Casandra Freaiser a tak dokładnie doktor Casandra Freaiser.

Jack przywitał się z młodą kobietą. – Cześc Casie, jak się masz?

- Dobrze. Gdzie jest Daniel chciałam wam coś powiedzieć- odparła młoda lekarka.

Ex- Generał odpowiedział – Utknął w korku zaraz powinien być. Czy coś się stało?

Casie się uśmiechnęła – Tak ale chciałam wam to powiedzieć wszystkim. W tym momencie zobaczyli jak czarny samochód zatrzymuje się na ich wysokości i z samochodu wysiada Daniel. Jakieś 5 minut zajęło mu dojście do miejsca pochówku Sam.

- Przepraszam was za spóźnienie. Cześć Sam, Jack, Casie.

Casandra nie wytrzymała dłużej – Pamiętacie jak w święta przyjechałam z kolegą z pracy Miał na imię Philip? Chłopaki kiwnęli głowami, dziewczyna wyciągnął do nich prawą rękę na której znajdował się przepiękny pierścionek zaręczynowy. Jakc i Daniel, pogratulowali Casandrze. Ale ona jeszcze nie skończyła – Ale to nie wszystko, moje pierwsze pytanie jest do Jacka (spojrzała na starszego mężczyzne), czy poprowadzisz mnie do ołtarza? Spytała niepewnie.

Jack nie mógł uwierzyć w słowa które wypłynęły z ust Casie. – Oczywiście, będę zaszczycony. I przytulił dziewczyne która po śmierci Sam i przebranej matki, doszła w końcu do siebie.

- Nie martw się Daniel dla Ciebie też mam propozycję, chciałabym abyś był ojcem chrzestnym mojego nienarodzonego dziecka. Powiedziawszy to lekarka po masowała się po brzuchu. Daniel oczywiście się zgodził. Mężczyźnie przytulili dziewczynę, która była dla nich jak córka. Może jednak to życie się ułoży pomyślał Jack.

Chwilę radości przerwał telefon Daniela. Pośpieszne go odebrał i warknął do słuchawki – Słucham. Ale im dłużej wysłuchiwał drugiej strony tym dalej odchodził od przyjaciół. przyjaciół tym czasie Jack dowcipnie powiedział że będzie musiał chłopaka wziąć na poważne spytki. Po chwili Casandra spoważniała – Czy mieliście jakieś wieści o Tealcu?

O'Neill odpowiedział- Niestety nie. Ale wiemy, że żyje. Tokra daje znam od czasu do czasu pewne informacje. Jak będę miał możliwość przekaże mu radosne nowinki.

Casandra się ucieszyła. Pomimo tego, że od dwóch lat Jack był na emeryturze, cały czas wiedział co się dzieje w bazie, był jej konsultantem. Chociaż nie wiedział dlaczego cały czas go trzymają, ani razu się nie przysłużył.

W tym czasie Daniel skończył rozmowę i w szybkim tempie ruszył w stronę Casie i Jacka. – Musimy szybko jechać do bazy, wszystko wam opowiem w drodze – odparł Daniel i ruszył w stronę auta, wręcz można by powiedzieć, że biegł. JAck i Casie się zdziwili, ale pobiegli za przyjacielem. Kiedy tylko ruszyli, Daniel zaczął opowiadać- Jack pamiętasz jak trzynaście lat temu, przeniesiono nas w przeszłość?

Jack dostał prawie skręcenia żołądka – Tak pamiętam, miało to coś wspólnego z wybuchem na słońcu – odpowiedział niepewnie Jack spojrzał na Casandra która również była oszołomiona tym pytaniem, JAck ciągnął dalej - Danielu o co chodzi?

Przez chwile Daniel starał się zebrać myśli. – Danielu – powiedział głośniej Jack.

- Po tej wpadce, Sam zaczeła przeprowadzać eksperymenty, zrobiła bardzo dużo notaek, można z nich zrobić książke. Ale nie o to chodzi. Kilka lat temu znalazłem te zapiski i udostępniłem obecnym naukowcom. Byli oczywiście pod wrażeniem intelektu Samanthy.

- Danielu idz do meritum sprawy – wtrąciła się Casie.

- oczywiście już mówię. Nasi naukowcy opracowali, na bazie zapisków Sam, program który obliczy jak silny musi być wybuch na słońcu aby pozwolił cofnąć się w czasie. – opowiada na jednym tchu Daniel

- Więc jak silne musi być wybuch aby cofnąć się o 10 lat. – spytał z nadzieją JAck, gdyż domyślał się do czego doprowadzi go ta rozmowa. Miał coraz większą nadzieję.

- Dośc duże – odpowiedział Daniel.

Jack czuł się jakby coś go uderzyło w brzuch. Wiedział, że od dawna nie wystąpiło żadne potężny wybuch na słońcu. – Danielu wiem, że dawno nie było wybuchu na słońcu….. Jack nie dokończył bo Daniel mu sie wtrącił -…. Aż do dzisiaj. JAck właśnie dostałem telefon z SGC, że właśnie odnotowano eksplozje na powierzchni słońca. Musimy przejść przez brame dokładnie za godzinę, gdyż wtedy wylądujemy dzień przed przejściem przez bramę Sam.

Jack i Casie nie mogli w to uwierzyć oboje siedzieli w osłupieniu. Czy jest szansa aby to się udało. Daniel nie wiedział jaka b ędzie ich reakcja w sumie to życie Casie zaczyna się układać czy będzie chciala z tego zrezygnować

Daniel zaczął bardzo powoli, rozumiał powage sytuacji – Słuchajcie musimy podjąć decyzje czy Ja i Jack mamy się cofnąć w czasie i uratować Sam, czy zostawiamy rzeczywistość taką jaką jest?

Te słowa oburzyły zarówna Jacka i Casie. O'Neill chciał już coś powiedzieć, ale ubiegła go Casie - Danielu oczywiści, że macie cofnąć się w czasie i to wszystko naprawić, całe życie na to czekałam. Może jakby Sam żyłą, moja mama nie zginęła by w tym wypadku. Miałabym Całą rodzinę Mamę, Sam, Tealca i was. Odpowiedziała ze łzami w oczach.

Daniel rozumiał, ale musiał wszystko wyjaśnić – ok. ale zrozum, jak zmienimy tamte wydarzenia to twoje życie także się zmieni, może nie poznasz Philipa. Zrozum całe twoje życie się zmieni.

- Danielu zrozum, wiesz ile razy chciałam aby Sam żyła, nie zginęła na tej cholernej planecie, nawet jak mama żyła. CHCĘ abyście to wszystko naprawili bo tak nasze życie na pewno nie miało wyglądać. Ponadto nie mogę być egoistyczna, nie mogę patrzeć tylko na siebie. Nie tego nauczyła mnie Sam i mama. Chciałam CI także powiedzieć Danielu, że zawsze chciałam zostać lekarzem jak moja mama,. Śmierć Sam i mamy nie przyczyniło się do tego. Wiec i tak poznam Philipa. I to jest koniec tematu nie poruszaj dalej Danielu

Daniel kiwnął głową, wtedy Jack przemówił troche z niepokojem – Danielu a będziemy mieć zgodę na przejście przez bramę.?

- Tak. Generał Lorne był dobrym przyjacielem Sam, kilka razy uratowała mu skórę. Jak skończyłem rozmawiać z naukowcami szybko zadzwoniłem do Generała, wszystko dla nas przygotuje. Cały potrzebny sprzęt. – odpowiedział Daniel.

Casie zdziwiona zapytała – Danielu a skąd wiesz co zabrać?

- Odkąd znalazłem zapiski Sam, miałem kilka lat aby opracować plan- odparł Daniel

- Ile osób wie o tej całej operacji- spytał się Jack.

- Nasza trójka i Generał Lorne. Nawet naukowcy nie wiedzą o co w tym chodzi, dostali tylko szczątkowe informacje. Gdyby góra dowiedziała się o naszej misji, za wszelką cene chcieliby nas zatrzymać, a na to nie możemy sobie pozwolić (5 minut ciszy). Dojeżdżamy na miejsce – powiedział Daniel.

Żołnierze przy bramie nie musieli sprawdzać ID osób które właśnie przyjechali, gdyż bardzo dobrze ich znali. Przez te lata personel bazy się zmienił, ale pamięć o Sam Carter nigdy nie zginęła i SG1. Każdy w SGC wiedział, że gdyby Carter nie zgineła w tym dniu, losy całej planety potoczyły by się inaczej.

Gdy cała trójka zjerzdzała windą na piętro z wrotami, Casie powiedziała – Jak znajdziecie Sam, powiedzcie cześc ode mnie (mówiłą to ze łzami) i powiedzcie, jak zginęła mama. Proszę was obiecajcie, że wszystko pójdzie ok. i uratujecie SAM. OBIECAJCIE! – teraz Casie krzyczała.

- Obiecuję Ci Casie, że tym razem nie zostawimy jej jak tchórze. Uratujemy Sam nie pozwolimy jej umrzeć ponownie.- Jack mówił to spokojnym głosem, choć w środku całe jego ciało krzyczało. Casie rzuciła mu się w ramiona.

Kiedy winda się zatrzymała, i otworzyła. Całą trójka zobaczyła, że czeka na nich generał Lorne.

- Pośpieszcie się, mamy mało czasu, musicie przez przez bramę za dokładnie 10 minut. – powiedział Lorne.

Jack i Daniel ruszyli szybko się przebrać i zapakować sprzet a Generał Lorne i Casie ruszyły do pokoju kontrolnego wrót, po 4 minutach, Jack i Daniel wbiegli do pokoju wrót.

- Ile mamy czasy? Spytał się Jack.

- Jeszcze 6 minut. Dr. Jackson, przygotowaliśmy wszystko to co Pan chciał, apteczkę, przyrząd Tok'ra do „wiercenia" tuneli, zapas jedzenia i przede wszystkim amunicje.

- A Ja myślałem, że jestem już za stary na takie zabawy, jak założyłem swój plecak to myślałem, że złamie się wpół. Danielu po co nam to wszystko- spytał się Jack. Lecz nie usłyszał odpowiedzi gdyż Lorne oświadczył- OTWIERAM TUNEL. Już czas panowie do powrotu do przeszłości. Niech Bóg ma was w opiece, i niech się wam uda.

Daniel i JAck skinęli głowami i ruszyli rampą w stronę wrót, przed przejściem ostatni raz obejrzeli się za siebie. Zobaczyli, Casie która już płakała histerycznie a Lorne ją pocieszał. Jeden krok i przeszli.