Przez pierwsze tygodnie Alicja była cierpliwa. Czekała na zakończenie śledztwa przez aurorów, na artykuły w gazetach, czekała na rozwiązanie.
Po miesiącu jednak sprawę umorzono, a rozsądniejsza część Alice podpowiadała jej, że jeśli nie zrobi czegoś samemu, nic nie będzie zrobione dobrze(Czy na pewno ta rozsądniejsza? Przecież każe jej tropić mordercę,a to niebiezpieczne). Problem był w tym, że Alice nie wiedziała od czego zacząć. Nie dopuszczą jej przecież do miejsca zbrodni ani nie udostępnią zdjęć ciała Marty.
Każdy normalny człowiek zastanawiałby się, czy Alicja nie ma nic lepszego do roboty? Nie powinna się uczyć, biegać za chłopcami lub grać w Quiditcha? Nie, ponieważ bez uczenia miała P lub W z większości przedmiotów, a reszta popularnych u nastolatków zajęć jej nie interesowała w takim stopniu, jak ta sprawa. Właściwie od miesiąca Alice żyła tylko tą sprawą (co z pewnością nie było normalne, ale kto powiedział że musi być?).
- Mogłaby panienka powtórzyć co właśnie powiedziałem? - powiedział jakiś męski, uprzejmy i dość wysoki głos.
Faktycznie, lekcja transmutacji nie była najlepszym miejscem do takich rozważań. Alicję ogarnął dziwny niepokój, jakby ktoś (Może
profesor Dumbledore?) przeniknął jej myśli i właśnie udzielał jej niemej, lecz surowej reprymendy. Najgorsze, że faktycznie nie pamiętała co powiedział.
- Przepraszam, profesorze, ale nie słuchałam pana wykładu. - odpowiedziała z udawaną skruchą.
Dumbledore oczywiście nie wydawał się zdziwiony, wiedział od dawna że panny Phelious i jej gonitwy myśli nie powstrzymał dotychczas żaden z nauczycieli, ale ze względu na jej minimalną podzielność uwagi przechodziła z klasy do klasy. Mimo wszystko od dnia jej przybycia do szkoły stara się zmobilizować ją do nauki na każdy ze sposobów – na razie bezskutecznie.
- Zostanie panienka na szlabanie o 19. - powiedział spokojnie, wręcz serdecznie.
- Dobrze. - odparła Alice, a jej zamglone spojrzenie zdradziło, że (przynajmniej na razie) nie zamierza zmienić swojego postępowania.
Tego dnia błonia wyglądały bardziej zachęcająco. Wierzby szumiały nad jeziorem, słońce delikatnie przygrzewało i wreszcie zakwitły wrzosy. Alice jednak to zmartwiło. Co za niesprzyjająca aura na myślenie o zagadkach kryminalnych!
Właściwie już postanowiła "wziąć sprawę w swoje ręce" ale nie miała pojęcia od czego zacząć. Trzeba wczuć się w rolę. Od teraz jest wielkim detektywem i ma zagadkę do rozwiązania. (Szkoda, że tutaj, w realnym świecie, kieruje losem tylko jednego z bohaterów – swoim własnym). W kryminałach detektywi zaczynali od przesłuchań, ale przecież ona nie może nikogo przesłuchać. Nie! Co za karygodny błąd... Pierwszym krokiem zawsze było obejrzenie zwłok i miejsca zbrodni. Jak detektyw ma przesłuchiwać, skoro nie wiedziałby o co pytać? To klucz do całej zagadki. Jednak ten teren jest teraz zagrodzony, a Marta czeka na trzecią już sekcję w św. Mungu.
Swoją drogą, ciekawe co w niej znaleźli, że tyle czasu ją kroją? Alicja wzdrygnęła się. Nie była typową nastolatką, ale mimo wszystko zgorszyła się na wyobrażenie pociętej Marty. Zwłoki odpadają, jak na razie. (W tym momencie w głowie Alicji narodził się plan nocnej wycieczki do kostnicy w Mungu, który jej rozsądniejsza część natychmiast odrzuciła). Miejsce morderstwa jest właśnie tutaj, w jej szkole. Prawdziwą zbrodnią, byłoby z tego nie skorzystać!
Skrzydła podcięła jej myśl o szlabanie nałożonym przez Dumbledore'a. Och, jak dobrze byłoby mieć coś w rodzaju peleryny niewidki, opisanej w legendzie Biddle'a o Trzech Braciach. Wtedy wracając ze szlabanu mogłaby się tam zakraść. Chwila... a co jeśli tam już nic nie zostało? Przez ten miesiąc na pewno sprzątnęli krew, naparwili, jeśli coś było zepsute. Ta myśl napełniła Alicję prawdziwą rozpaczą. Tylko czy drzwi byłyby wtedy ogrodzone? Na pewno nie! Tam nadal musi coś być! (Ewentualnie nikt nie pomyślał by zdjąć ochronne zaklęcie, co już kilka razy przy mniejszych przewinieniach się zdarzyło) Alicja rozpromieniła się na dobre. Jedyne co zostało, to sprawdzić, w której części swoich rozważań miała rację. (A to, że w którejś miała nie pozostawiało dla niej wątpliwości).
Cała w skowronkach szła korytarzem, witając się nienaturalnie serdecznie z każdym po drodze. Przeszła przez Wielką Salę, kierując się w stronę wieży Krukonów, skręcając jednak w boczne przejście koło sowiarni. Właśnie tam najczęściej przebywała Szara Dama – jej jedyna (w dodatku martwa) znajoma. Ich relacja jest ciężka, bardzo ciężka do wytłumaczenia, ale można przyjąć, że podobna do relacji matki i córki.
Podchodząc raźnym krokiem do wielkiego okna, wychyliła się podziwiając jezioro, które teraz błyszczało jak lustro, odbijąjąc promienie słoneczne, przyjemnie muskające twarz Alicji. Całkowicie dała się pochłonąć temu klimatowi, zachwycając się tak pięknym dniem (na który jeszcze przed godziną narzekała).
Po chwili jak gdyby nigdy nic wykrzyknęła:
- Przyszłam do ciebie, cieszysz się?!
Ze ściany wychyliła się szarawa mgła, dopiero przyjmująca postać pięknej kobiety.
- Witaj. Jak minął ci dzień?
Szara Dama była najrzadziej widzianym i najbardziej nieufnym duchem Hogwartu. Gardziła kłamstwem, fałszywością i wszystkim co pospolite. Raz oszukana, cierpiała wieczność. Ukazywała się tylko tym najszczerszym, najszlachetniejszym (Zwykle Gryfonom oczywiście) Fenomenem więc jest to, że ukazała się Ślizgonce. Tak właściwie, to nigdy nie znalazła odpowiedzi na pytanie, dlaczego Alicja trafiła do domu tych przebiegłych realistów?
- Zastanawiałam się jak zdemaskować tego, kto zabił Martę, masz jakiś pomysł? - spytała bez ogródek Alicja.
No tak, mogła się tego spodziewać. To dziecko zawsze szuka dziury w całym i ładuje się tam gdzie nie trzeba, ale zamiast wybić jej to z głowy powiedziała:
- Pamiętaj, gdy wszystko się już wyda, biała róża umazana czerwienią znajdzie swych obrońców. Czerwona umazana bielą będze potępiona przez wszystkich.
Alice uwielbiała Szarą Damę, między innymi za jej rady. Zawsze były takie mądrę, ale jednocześnie owiane tajemnicą. Teraz właśnie próbowała rozgryźć nową zagadkę. Co mogą oznaczać róże, i dlaczego ktoś miałby je przemalowywać? Zwrot "gdy wszystko się wyda" wskazuje na to, że jedna z nich (a może obydwie) kłamie, tylko która?
Szara Dama obserwowała zamyśloną Alicję z takim uśmiechem, z jakim matka obserwuje dziecko uczące się chodzić. Była święcie przekonana, że ta dziewczyna jest zdolna do wielkich rzeczy, i robiła wszystko, by oszlifować ten diament – jej niezwykłą wrażliwość. Sama przeżyła już tak wiele, że widok tak nieświadomej i niewinnej istoty, jaką jest dziecko napełniał ją nadzieją i spokojem.
...
Popołudnie minęło Alicji na rozmowach z duchami, robieniu bazy pod eliksir wielosokowy (kiedyś może się przydać) i jedzeniu czekoladowych żab. Nic niezwykłego. Teraz jednak zegar wskazywał pół do siódmej, więc trzeba było się zbierać na szlaban do prof. Dumbledore'a. Nagle Alice ogarnął niewytłumaczalny strach. Co jeśli on się dowie? Ale przecież nic mu nie powiem. Może mi nie przeszkodzi? O co chodzi? Kolejna gonitwa myśli przetaczała się przez jej głowę, ogarnęła ją chwilowa panika. Ostatecznie pozbierała się, chwyciła różdżkę (10 cali, sztywna, sosna i włókno ze smoczego serca) oraz pelerynę i praktycznie pobiegła do gabinetu profesora.
...
- Witaj, Alicjo. Cytrynowego dropsa?
Gabinet urządzony był tak, by nie było ani centymetra wolnej ściany. Wszędzie jakieś dziwaczne komódki, półki z poprzewracaymi książkami lub szkaradne figurki z porcelany. Kilmatu dopełniał feniks siedzący na żerdzi ustawionej koło biurka.
- Dzień dobry. - Alicja usiadła niepewnie na krześle ustawionym na przeciw biurka. Znów czuła się obserwowana, przenikana przez tego dziwnego nauczyciela. Po chwili zorientowała się, że jest częstowana dropsem, więc wzięła jednego z uwagą, jakby proponowano jej truciznę.
- Dlaczego przyszłaś tak wcześnie?
Nagle, bez zapowiedzi, wybuchnęła niewytłumaczalnym gniewiem. Nie powinno go to obchodzić! Alicja była zła. Sama nie wiedziała na co, ale była wściekła. Dlaczego on w ogóle śmiał zmusić ją by tu przyszła? Nienawidziła gdy ktoś właził z buciorami w jej świat, a Dumbledore robił to oscentacyjnie i bezkarnie. (To znaczy... tak było prawda?) Czuła się okropnie, jak osaczone zwierzę.
- Nienawidzę szlabanów... - wybąkała.
Dumbledore odchylił się lekko na krześle i uniósł brwi. Najwyraźniej postanowił nie drążyć więcje tematu, tylko przejść do rzeczy:
- Chcę byś pomogła mi rozszyfrować znaczenie pewnego wiersza.
Hmm? Spodziewała się jakiś nudnych esejów, porządkowania książek lub liczenia frekwencji w dziennikach, a tu taka niespodzianka. No może te szlabany nie zawsze są takie złe... (ale I tak ich nienawidzę!)
Profesor otworzył jedną z ogromnych szuflad dębowego biurka I wyciągnął stos pergaminu. Po chwili szukania położył przed Alicją pojedynczą sztukę z postrzępionym bokiem, jakby wyrwaną z zeszytu, na której widniały takie słowa:
Gdy słyszysz szmer za oknem panikujesz wielce.
To księżyc krzywo patrzy na twe splamione krwią ręce.
Dzyń Dzyń!
Szkarłatnooki morderca.
Nie został ukarany.
Wrócił z krainy umarłych.
Zupełnie obłąkany.
Dzyń Dzyń!
Dziś nie będzie herbatki.
Kolejnych kilka strof było zamazanych atramentem na tyle, by nie móc zupełnie odgadnąć co jest tam napisane. Alicję to bardzo zirytowało.
W końcowej części był ostatni czytelny fragment:
Szkarłatnooki Morderca
Został już ukarany.
Już nigdy nie powróci.
Nawet obłąkany.
- To nie ma najmniejszego sensu, nie uważasz? - nauczyciel spojrzał tymi swoimi przenikliwymi oczami wyczekując odpowiedzi.
Wiersz wywarł na Alicji niemałe wrażenie, ale wbrew sobie odpowiedziała:
- Cóż, to chyba dobrze, że nie ma sensu. Przynajmniej nie musimy go szukać.
Przez twarz nauczyciela przeszedł cień zdziwnienia, później uznania (?) a na końcu rozczarowania, ale szybko wrócił do bezpretensjnalnej serdeczności, z jaką wszyscy go utożsamiają:
- Więc uważasz że nie mamy czego szukać?
- To profesor powiedział, że nie ma w tym najmniejszego sensu, ale zgadzam się z tym. Pewnie jakiś słabo utalentowany uczeń zrobił sobie z pana niewybredny żart.
Teraz na twarzy profesora maluje się rezygnacja.
- Skoro tak myślisz, to pewnie tak jest. Możesz już wracać.
Alicja zdziwiła się na te słowa, ale nie protestując, ani nie komentując wyszła żegnając się grzecznie. Kłamanie przychodziło jej z trudem, ale nie mogła pozwolić by Dumbledore odnalazł znaczenie wiersza przed nią. Jutro pokaże go Szarej Damie, ona coś wymyśi, ale skąd ona weźmie dokładny tekst? W zagadkach każde słowo ma znaczenie, ale da się zrobić. Ja już zdobędzie pelerynę niewidę (a zdobędzie?!) to ukradnie tą kartkę z jego pokoju (trzeba będzie ukraść też klucz do gabinetu) i wtedy Szara Dama powie jej co jest ukryte pod tą przenośnią. Radosne podekscytowanie nie mogło z niej opaść przez całą drogę do lochów.
Wróciła do dormitorium, otwierając drzwi bezszelestnie i natychmiast położyła się do łóżka z nadzieją, że następny dzień przyniesie odpowiedzi na wszystkie pytania poprzedniego.
