ROZDZIAŁ 2

Miałam wrażenie, że jestem w jakimś złym filmie. Proszę, o co tutaj chodziło? Patrzyłam na Jaspera, a potem na Alice. Oboje byli we własnym świecie. Jasna cholera, miłość od pierwszego wejrzenia czy co? Chrząknęłam - żadnej reakcji od obojga. Pomachałam rękami przed ich twarzami – żadnej reakcji. Cóż, może być wesoło. I wtedy wybuchnęłam.

- Jestem w ciąży i nie wiem z kim! – Ha. Jednak musiało być to dobre zdanie bo oboje wydawali się wrócić. Ponieważ wiedzieli, że mi przecież coś takiego się nie przytrafi. W reakcji od obojgu przyszło tylko:

- To jest piękne Bella.

Hej! Tego było za dużo. Podniosłam się z mojego krzesła i podeszłam do Jaspera, który wciąż stał tam jak wryty.

- Jasper, to jest Alice. Alice, to jest mój najlepszy przyjaciel Jasper – chwyciłam Jaspera za rękę i przyprowadziłam do stołu. Myślę, że potrzebował wydostać się ze swojego transu. Potrząsnął głową, porządkując swoje myśli. Wydawało się, że Alice też się uspokoiła i wróciła do świata żywych.

- Um, cześć Alice, miło cię w końcu poznać osobiście. Słyszałem trochę o tobie. –Alice przybrała swój najlepszy uśmiech.

- Hej Jasper. Też się cieszę. – Jasper w końcu usiadł i mogliśmy zająć się śniadaniem. Mogłam wreszcie jeść, kiedy Jasper i Alice tylko wpatrywali się w siebie. Dobrze, poszło lepiej niż myślałam?

- Um, Bella co ty przed chwilą powiedziałaś? – Tak Jasper. Gdzie my byliśmy z naszymi myślami?

- To, że jestem w ciąży i nie wiem czyje jest to dziecko.

- CO? – Oboje patrzyli na mnie. Obawiałam się, że zaraz mnie zjedzą, więc natychmiast postanowiłam postawić sprawę jasno.

- Cholera, ludzie! To był żart! Czekałam, gdzie tak naprawdę byliście ze swoimi myślami? Nie słuchaliście mnie i pomyślałam, że to wam pomoże wrócić z waszego świata myśli i znów będziecie jak normalni ludzie.

- Och. - To było wszystko co Alice i Jasper powiedzieli i potem jak na komendę oboje zrobili się czerwoni. BINGO!

Alice została cały dzień i skupiała się na ustach Jaspera, kiedy on opowiadał o sobie. Żegnała się i wygadała jakby było jej z tym ciężko.

- Wrócę jutro B.

- A. my możemy też przyjść, u was możemy porobić więcej, czy jest to jakiś problem? Chodzi mi o to, że w końcu jest piękne i ciepłe lato w Forks. Możemy pływać w basenie. – Alice zawahała się krótko, ale potem skinęła głową. Jak to nie chce, żebyśmy przyszli? Nie jestem już mile widziana?

- Ali co się dzieje? Jeśli nie jestem tam mile widziana powiedz to. Nie ma żadnej presji.

- Isabello Marie Swan, oczywiście, że jesteś u nas mile widziana, zawsze! Tylko jednak Edward już jest.

- Och, ponieważ on jest tutaj znowu, ja nie mam prawa widzieć się z wami? Zaprzyjaźniłam się z Emmettem, Rose. Carlisle i Esme są jak moi drudzy rodzice. Co on ma do diabła za problem?

Spojrzała na mnie wielkimi oczami. - On nie ma problemu. Jeszcze nie. Mam na myśli... Więc... Więc tak... to jest mój problem. Obawiam się tego.

- Czego? – wtrącił się teraz Jasper.

- No cóż... Obawiam się tego, kiedy Bella spotka się z Edwardem. Bella, ty wiesz co ci mówiłam.

- O mój Boże, Alice! To jest twój problem, do diabła? Nie stracę przytomności, kiedy go zobaczę, albo nie rzucę się natychmiast na jego szyję. – Jak dobrze, wtedy może wyglądać? Niebiosa, on był męską dziwką w moich oczach! Co mogłabym od niego chcieć?

- Nie mów, że cię nie ostrzegałam. – Z tym zdaniem przytuliła mnie i dała buziaka w policzek. Podeszła do Jaspera i też dała mu buziaka - w usta! Cholera jasna! Byłam tutaj? Pocałunek w usta? Znali się dopiero od kilku godzin!

Alice zachichotał i zniknęła za drzwiami dodając, że powinniśmy pojawić się o dwunastej. Poszliśmy z Jasperem do salonu, usiedliśmy na kanapie i przeskakiwaliśmy przez programy telewizyjne.

- Ok Jas, chcesz o tym pogadać?

- Cholera, Bells. Mogłaś mnie ostrzec. Miałaś to samo, kiedy pierwszy raz ją zobaczyłaś? – Nie trzymał tego więcej dla siebie i zaczął gadać.

- Więc, powiedź mi teraz, kto to jest Edward? I co jest z nim tak źle?

Opowiedziałam mu to co wiedziałam, właściwie nie było tego wiele i rzeczywiście nie było też "miłe". Zjedliśmy kolejce z Charliem, później poszliśmy spać. Jutro będzie ekscytujący dzień.

Ranek przyszedł szybciej niż oczekiwałam i zanim mogłam sie obejrzeć zajechałam już z Jasperem na podjazd wielkiego, wysokiego domu Cullenów. Więc jak Jasper gapił się, musiałam zapewne też tak patrzeć za pierwszym razem. Uniósł wysoko brwi i patrzył na mnie pytająco.

- Wiem Jas, nie mów nic. To jest dopiero początek. Poczekaj, aż zobaczysz dom od wewnątrz i basen. – Wysiedliśmy i podeszliśmy do drzwi. Nie mieliśmy już czasu zadzwonić, Alice była przy drzwiach.

- Jesteście spóźnieni.

- Ali, patrzyłaś na zegarek? Mamy 12.04.

- Tak, cztery minuty spóźnienia, ale wchodźcie do środka, wszystko jest gotowe. Emmett i Rose są już na zewnątrz. – Alice pociągnęła nas za sobą. Miałam jeszcze krótką szansę przedstawić Jaspera Esme i Carlisleowi. Sądzę, że będziemy mieć jeszcze później czas porozmawiać, a my po pierwsze powinniśmy korzystać ze słonecznego dnia. Alice i Jasper byli już na zewnątrz i gdy weszłam na taras prawie trafił mnie piorun.

O MÓJ BOŻE!

Stał tam on! Sam Bóg! Pod basenowym prysznicem. Tyłem do mnie. Jeśli plecy wyglądały w taki sposób, wtedy wolałam lepiej nie widzieć przodu. Woda spływała po jego włosach w kolorze brązu, aż po barki ponad jego boskimi plecami w dół.

Oddychaj Bella, oddychaj!

Ok, jeszcze raz jak to działało?

1...2...3... wdech... 4...5...6...7...8... wydech...

Dobrze, wcale nie było to tak trudne. Bądź co bądź oddycham już od siedemnastu lat. Ale to co stało tam pod prysznicem, było tylko...

- Hej B. Chodź do nas i napij się czegoś. – Emmett przywrócił mnie do rzeczywistości i mogłam mieć tylko nadzieję, że nikt nie widział jak wlepiałam w niego wzrok. Kto to był w ogóle? Powoli, nie ufając moim nogą, poszłam w stronę Emmetta i Rose, która patrzyła na mnie z diabelskim uśmiechem.

- Myślę, że potrzebujemy małego ochłodzenia, co? - zapytała Rose.

- B. co chcesz do picia?

Cokolwiek wysokoprocentowego, proszę. NATYCHMIAST!

- Um... Mrożona herbata jest super!

Alice podeszła tanecznym krokiem, Jasper w podobnym wątku. Tyle dobrze, Jasper był na tyle dorosły, aby się samemu przedstawić, ponieważ nie miałam żadnych odpowiednich słów.

- Hej bro, chodź tu. Chce ci kogoś przedstawić!

Bro? Brother? Brat? Edward? Oh nie, to nie może być. Proszę, jeśli istnieje Bóg, który mnie kocha, wtedy proszę, proszę cholera jeszcze raz, to nie jest brat Alice i Emmetta.

A potem było już za późno, aby zrobić lub pomyśleć cokolwiek. ON odwrócił się i jego oczy spotkały moje. GÓWNO! Mogę mieć tylko nadzieję, że to nie skończy się źle. Podszedł do nas i miał nieodparty uśmiech na ustach. Pozostała część jego ciała była w całości obejrzana.

Moje serce zatrzymało się. Byłam tego pewna. A następnie stał tutaj! Jego zielone, zielone oczy wwiercały się w moje brązowe. I ten uśmiech. Cholera! To stanie się moim upadkiem.

- Edward to jest Bella, a to jest Jasper. – Edward podał Jasperowi rękę i przywitał się. Potem obrócił się do mnie, podał mi rękę i powoli zbliżał się do mojego policzka, gdzie pocałował mnie. Mój oddech urwał się. Kiedy jego usta dotknęły mojego policzka, kolana ugięły się pode mną. Zmusiłam się do tego, aby się nie wywrócić.

- Miło cię poznać, Bello.

O KURWA! Kiedy jego usta wypowiadają moje imię, to wszystko co mógłby dla mnie robić.

O BOŻE! Co ja sobie myślałam? To był Edward Cullen. Męska dziwka naszej szkoły.

Alice mogła mnie uprzedzić. Cholerna Alice. Nie mogła pokazać mi zdjęcia z nim? Wtedy byłabym przygotowana.

Ale czuć jego usta na skórze było szaleństwem. Kto wie czy to jest wszystko co może zrobić. Swoimi ustami. Językiem. Palcami. Dłońmi. Jak dobrze zauważyłam ma jeszcze więcej w posiadaniu.

GÓWNO!

- Tak... Uh... Cześć Edward. Też się cieszę. Jak było w Europie? – Boże ocal mnie ten jeden raz. To nie był kochany Pan Bóg tylko Alice.

- Powiedziałabym, jak już wszyscy tak pięknie się poznaliśmy, to Bella i ja zaraz będziemy gotowe wejść do basenu. I wciągnęła mnie do domu.

- Bella wszystko ok? Powiedz coś! – Byłam jeszcze jak odurzona.

- Bella? – Spojrzałam na nią wielkimi oczami.

- Powiedz mi, że to nie jest prawda.

- Cholera, Alice! Nie mogłaś mnie ostrzec? Jedno zdjęcie albo coś?

- B. ostrzegałam cię. Kilka razy! – Gówno, miała rację. Mimo to!

- Ok Bella, oddychaj. Nie zapomnij oddychać. Pomyśl o tym co ci o nim opowiadałam. Musisz o tym myśleć, kiedy będziesz mu się przyglądać, ok? – Skinęłam tylko głową. Nie mogłam zrobić nic więcej.

- Teraz zrób mi przysługę i uspokój się. To jest tylko Edward.

Tak prawda, tylko Edward. Bóg i Adonis we własnej osobie.

Chciałabym sobie z tym poradzić. Chciałabym tam pójść, będąc pewną siebie i nie zwracać na niego uwagi. Bo kim on już był?

Kim on był? Czy naprawdę musimy o tym dyskutować? On jest tym przed którym musiałabyś „płasko leżeć". On jest wszystkim co jest złe.

Leżeć płasko? Nigdy! Obiecałam Alice, że nie pozwolę mu się skrzywdzić. A Alice, wiedziałam, że nie z każdym polem widzenia pojawi się. Ale Edward... Nie... On też nie...

Przebrałyśmy się szybko i wróciłyśmy z powrotem. Na szczęście Alice przekonała mnie do zakupu czarnego bikini. Czułam się seksowna i pewna siebie.

Wróciłyśmy ponownie na taras, a Edward, Emmett i Jasper byli już w basenie. Kiedy nas zauważyli, Edward spojrzał na mnie znowu z tym zadowolonym uśmiechem.

Mhm... Dwoje może grać w tę grę. Chociaż nie wiedziałam jeszcze dokładnie co to za gra, jedno wiedziałam na pewno:

Wiedziałam, że on nigdy tego wszystkiego nie mógłby mieć i mieć nie będzie!

Z tą wiedzą pozbyłam się ręcznika i skierowałam się do basenu. Rose i Alice też weszły i graliśmy w wodną siatkówkę. Szkoda, Edward i ja byliśmy w tym samym zespole. A to oznaczało z kolei, że czasami podchodził niebezpiecznie blisko mnie. Byłam mniejsza i ledwo mogłam ustać, Alice z kolei była jeszcze mniejsza, ale znalazła sobie wygodne miejsce u Jaspera na plecach. Ale myśl o siedzeniu na plecach Edwarda nie przeszła w pytanie.

Po pewnym czasie Rose było zimno. Ona i Emmett opuścili basen. Moje siły powoli uciekały i też chciałam wyjść, ale wtedy Edward złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie bliżej.

- Gdzie idziemy?

Daleko. Z dala od ciebie.

- Um... Obecnie... Nie mam więcej siły. A jeśli będzie tak nadal to potem przegramy, eh.

- Mhm... Mogę ci pomóc. – I zanim się obejrzałam Edward wepchnął mnie na swoje plecy. Przestałam oddychać. To tyle z tematu: Z dala od ciebie! Ale było tak przyjemnie i po dwóch sekundach na jego plecach nie chciałam nigdzie odejść. Ta gra przebiega o wiele prościej. I to było naprawdę zabawne. Do, tak do kiedy ręce Edwarda nie zaczęły gładzić moich kolan. Cholera jasna! Czułam się dobrze, ale to było wszystko co mogło być. Miotałam się trochę na placach Edwarda, dopóki nie zwrócił swojej uwagi na mnie.

- Co się stało? - Ten cholerny uśmiech.

- Edward, mógłbyś mnie proszę puścić, chciałabym chętnie dostać coś do picia. –Powiedziane i zrobione. Puścił mnie, a ja popłynęłam do schodków, chwyciłam ręcznik i osuszyłam się nim. Dobrze, to było proste, prawda? Puścił mnie natychmiast, kiedy poprosiłam. Kiedy byłam osuszona chwyciłam szklankę i poszłam do kuchni. Potrzebowałam kostek lodu. Muszę się uspokoić.

W kuchni postawiłam szklankę pod kostkarką do lodu1 i oparłam głowę o drzwi lodówki. O Boże, gdzie to sie wszystko skończy?

Mój mózg uciekł? Halo? W takim razie zupełnie go nie było. Ja, Bella Swan, która czeka na odpowiednią osobę, zastanawia się teraz jakby to było uprawiać seks z Edwardem Cullenem? Gdyby wtedy coś poszło okropnie nie tak. Ale nie mogłam myśleć dalej, ponieważ nagle poczułam dwie dłonie na mojej tali, które przyciągnęły mnie do jakiegoś ciała. Bez odwracania się wiedziałam kto to był. Edward. Moje serce zatrzymało się, kiedy poczułam na moim ciele jego erekcję. To nie może być prawda? Nie śmiałam się odwrócić, ponieważ wtedy definitywnie trafiłabym do piekła.

- Bella, myślę, że jest na tyle kostek lodu. – Poczułam jego usta przy moim uchu i dostałam gęsiej skórki na całym ciele. Cholerne gówno!

Zanim mogłam o tym pomyśleć obrócił mnie powoli i uniósł moją głowę, więc musiałam na niego spojrzeć. Dłonią przejechał po moim policzku. Czy chciałam, żeby mnie pocałował? Wiem czego przede wszystkim chciał on. Chciał dostać to co pragnął.

Tak, kurwa! Krzyknął mały głosik w mojej głowie.

Nie, nie, nie! Krzyknął inny. Masz klasę i nie jesteś głupia, ty wiesz lepiej.

Dobra, musiałam szybko podjąć decyzję, ponieważ on zbliżał się coraz bardziej i spoglądał pożądliwie na moje usta.

Na pewno jeszcze nikt nie patrzył na mnie tak jak on. Ale wszystkie najważniejsze pytania były dalej bez odpowiedzi. I wiedziałam, że to ja podniosłam rękę do jego policzka.

1 W oryginale urządzenie to nazywa się Eisquerascher.