Część 1: Bracia
Rozdział 1: Geniusz
- Okumura – kun! To było genialne! – Do Yukio podszedł starszy, przysadzisty mężczyzna. – Zawsze uważałem Cię za jednego z najwybitniejszych studentów i jak widzę nie myliłem się. Nikt nie potrafił rozpoznać, jaki demon spowodował tą chorobę, gdy ty tak po prostu…
Yukio spojrzał na mężczyznę. Dawny sensei chwalił jego bystrość, inteligencję i bezwątpliwy talent. 14-letni chłopak miał wrażenie, że człowiek nie wie o czym do końca mówi. Prawdę mówiąc rozpoznał tą chorobę, kiedy inni nie mogli, ale nigdy by tego nie zrobił, gdyby Ojciec go nie nauczył. To Ojciec był geniuszem, który swoją wiedzę i wnioski wypływające z długoletniemu doświadczeniu przekazał chłopcu.
- Hayami – sensei, to nie było nic takiego…
- Yukio, nie należy umniejszać swoich zasług. Dzięki Tobie ci wszyscy ludzie żyją. – Mężczyzna uśmiechnął się pod swoim wczorajszym zarostem. – Taaa…. Niewątpliwie jesteś zasłużenie nazywany geniuszem.
Młodszy egzorcysta spojrzał z szeroko otwartymi oczami na starszego współpracownika. Geniusz? Ile to razy słyszał to za swoimi plecami lub od swoich nauczycieli, a mimo to zdziwiły go te słowa w ustach tego człowieka. Toyoaki Hayami był bez wątpienia jednym z wybitniejszych tamerów, a także nauczycielem w Akademii Prawdziwego Krzyża. Yukio pamiętał pierwsze spotkanie z nim. Mężczyzna spojrzał na 8-letniego wtedy chłopca i stwierdził, że walka z demonami to wojna, a na wojnie nie powinny walczyć dzieci i, że według jego osobistego zdania popełnia on samobójstwo. Potem wymamrotał jeszcze kilka inwektyw pod adresem tego „pieprzonego klauna" i „cholernego paladyna, który uważa się za księdza". Przez całą lekcję był sztywny, surowy i wymagał, według będącego jeszcze małym dzieckiem chłopaka, niemożliwego. Inne spotkania wiele nie różniły się od pierwszego. Brakowało tylko wstępu o wysyłaniu dziecka na wojnę, poza tym Yukio miał uczucie deja vu. W końcu (po półrocznej gehennie) nauczyciel stwierdził, że takiego dzieciaka nic nie zdoła nauczyć, a sam zainteresowany wyszedł z tych spotkań bogatszy o znajomość kilkudziesięciu przekleństw. Chłopak nie uważał jednak tego za wiedzę pożyteczną, a i nie miał zamiaru ich znajomością się chwalić, gdyż większość z nich dotyczyła jego Ojca lub dyrektora.
Dzisiejszego dnia pierwszy raz usłyszał z ust tego człowieka zachwyt nad jego osobą.
- Naprawdę sensei uważam, że nie ma o czym mówić.
- Ależ chłopcze…
- Naprawdę… Przepraszam, ale muszę sprawdzić, czy wszystko w porządku z chorymi. – Yukio wycofał się na dawno upatrzoną pozycję, gdzie było jak najmniej wszelkich osobników zachwycających się jego osobą, a na pewno takich, co dzisiaj doświadczyły objawienia, że przed nimi stoi „jeden z najwybitniejszych ich uczniów". W gruncie rzeczy było to śmieszne, jak ludzie łatwo zapominają o własnych osądach. Gdyby nie był w centrum tego wszystkiego, pewnie uznałby obserwacje tego całego zamieszania wokół jego osoby, za całkiem miłą rozrywkę. Jednak w tej sytuacji uważał to za męczące. Nie był geniuszem. Geniuszem mogła być taka Shura, będąca także uczennicą jego Ojca, której wychodziło wszystko bez najmniejszego wysiłku. Miała niewątpliwy talent, ale wolała go marnować i uganiać się za mrzonkami. On sam nie był wybitnym egzorcystą, po prostu ciężko pracował, oddawał każdą chwilę swojego czasu na doskonalenie się. Ludzie nie widzieli tego jak siedzi nocami nad kolejnymi podręcznikami, jak zasypia nad śniadaniem po szukaniu odpowiedzi na nurtujące go pytania, nad którymi czasami ślęczał tygodniami. Oni widzieli tylko tego wyniki.
Wieczór upłynął spokojnie. Chorzy powoli dochodzili do zdrowia. Ich podziękowania za uratowanie życia były bardziej do zaakceptowania niż zachwyt „kolegów z pracy". Znając psychikę ludzką było wiadomo, że dla każdego najważniejsze było życie. Doceniali to dopiero, kiedy prawie je tracili. Chorzy, więc okazywali wdzięczność, bo oddaliła się od nich możliwość stracenia czegoś aż tak cennego. Zwykła psychologia. Yukio doszedł kiedyś do takich wniosków i teraz bez wyjątku zawsze tłumaczył te wszystkie „Dziękuje", które słyszał od ludzi, nad którymi wypełniał egzorcyzmy. Nie powinni mu dziękować, to był jego obowiązek, tak jak pomoc Ojcu i opieka nad bratem.
Rin, jego brat jak zwykle pojawił się w domu późno. Miał dobre serce, zawsze uśmiechnięty, reagujący zbytnio emocjonalnie. Yukio nie zawsze go rozumiał. Ich charaktery wydawały się czasem być jak ogień i woda, ale innym razem byli zgodni jak jeden organizm. Relacja między bliźniakami była wyjątkowa.
- Nii - san, gdzie byłeś? Ojciec się martwił. – Młodszy z braci popatrzył na brata, który właśnie stał w drzwiach.
- Staruszek? – Rin popatrzył na Yukio. Z jego ust sączyła się krew.
- Nii - san znowu się biłeś? Ech… Chodź.
- Gdzie? Chyba nie chcesz prowadzić mnie do tego starego księdza? Znowu będzie: „Rin, nie możesz tego robić… Przez te zachowanie nie zdobędziesz przyjaciół… Ble, ble, bla…" – chłopak spuścił głowę przedrzeźniając opiekuna. Drugi chłopak spojrzał na niego i delikatnie się uśmiechnął.
- Nie uważasz, że Ojciec ma rację? Ciągle pakujesz się w kłopoty?
- To nie mo…
- Ech. Chodź, opatrzę się.
- Hehe. – Rin powoli się ruszył uśmiechając się od ucha do ucha. – Kiedy zostaniesz lekarzem, to będziesz miał wspaniałe doświadczenie, jeśli chodzi o pierwszą pomoc. I to dzięki mnie!
- Nii…
- Ja wiem, że nim zostaniesz. – Przerwał młodszemu bratu wypowiedź. – Wiem, bo wierzę w Ciebie. – Yukio zatrzymał się, przez co brat go wyprzedził, dalej kontynuując. – Zresztą, jak nie ty to kto? Jesteś geniuszem i na pewno to osiągniesz.
Chłopak patrzy jak jego brat oddala się w kierunku pokoju. Uśmiechnął się smutno. Nawet jego brat ma niewłaściwe o nim mniemanie.
- Nie uważasz, że się mylisz? – Powiedział cicho.
- Mylę się? Chłopie ja w tej sprawie nie mogę się mylić. Jesteś moim młodszym bratem, masz wspaniałe oceny, w przyszłości udasz się pewnie dla tej akademii… No wiesz, tej dla geniuszy i snobów. Wyuczysz się i będziesz dawał zniżki dla brata w potrzebie.
- Chyba będę Ciebie utrzymywał…
- Ej! – Rin obrócił się. Jego całe ciało wyrażało irytacje, ale oczy się śmiały. Jego oczy były niebieskie i pełne emocji. Z nich można było czytać jak z otwartej książki. Zupełnie inne od zawsze spokojnych seledynowych oczu drugiej osoby w tym pokoju. To był jeden z niewielu momentów, gdzie jego zwykle obojętne oczy wyrażały emocje. Yukio śmiał się.
- Nii-san, jeśli będziesz opuszczał lekcje i ciągle wdawał się w bójki to nic nie osiągniesz.
- Wiesz co, Yukio? Zamieniasz się w staruszka.- Chłopak dąsał się. – Ja wam wszystkim pokaże, na co stać Rina Okumurę! – Wyciągnął język, gdy nagle usłyszał znajomy głos i mina mu zrzedła
- Więc może posłuchaj brata. Rin gdzie byłeś? – Przed nimi stał oparty o framugę drzwi ksiądz, ich opiekun, Shiro Fujimoto. Zwykle uśmiechnięty i skory do żartów, dziś był poważny i patrzył ze smutkiem na chłopaka, martwiąc się o jego przyszłość. Rin tłumaczył się mu niezgrabnie, bo czym Ojciec rozluźnił atmosfera w swój specyficzny, właściwy tylko do niego sposób, mówiąc coś głupiego.
- Cóż, dwudziesta druga w nocy nie jest idealną porą na rozmowy. Pogadamy jutro. – Shiro potargał głowę chłopakowi przed nim, na co on skrzywił się i mruknął coś pod nosem, co mogło brzmieć jak „cholera, idioto, nie jestem już dzieckiem!" lub „ cholibka, idę i będę z nim spał". Ksiądz wyminął go i kiedy znalazł się obok Yukio powiedział do niego – Rin ma szczęście, że ma takiego brata jak ty. – Były to słowa miękkie, wypowiedziane z dumą, jednakże tak cicho, że tylko adresat mógł je usłyszeć, o wiele głośniejsze było następne zdanie, które dobiegło już zza pleców bruneta. – Yukio! Zaopiekuj się tym dzieciakiem!
- Dzieciakiem! – Tytułowy dzieciak aż się gotował ze złości i irytacji. – Nie jestem już dzieciakiem! Ja wam jeszcze wszystkim pokaże tak, że będziecie mnie podziwiać z zaparciem powietrza!
- Nii-san, jak to z zaparciem powietrza? – Na twarzy pojawiło się niedowierzanie i zaskoczenie. Słowa te jednak nie doszły już do uszu Rina, który zły, z rękoma w kieszeniach spodni i mamrocząc coś pod nosem, szedł w stronę wspólnego pokoju.
