KSIĘGA PIERWSZA

Rozdział drugi: Pieczara potwora


- Nie jestem żadną czarownicą!

Corinne powtarzała te słowa już od dłuższego czasu – jednak bez większych skutków. Smaug nadal nie chciał uwierzyć jej w to, że jest „zwykłą śmiertelniczką".

- To jak wytłumaczysz to, co się właśnie stało, dziewczyno?! – zaryczał smok, otwierając szeroko swoje ślepia. – Nie jesteś zwykłą śmiertelniczką. – Smaug wciągnął jej zapach przez nozdrza po raz kolejny. – Nawet pachniesz inaczej niż one.

Corinne miała już szczerze dość tej kłótni. Była już gotowa umrzeć, ale nie… los musiał spłatać jej kolejnego figla. Jakby bycie obiektem pożądania dwóch nekromantów nie było wystarczającym brzemieniem do dźwigania.

- Mógłbyś już przejść do sedna? – spytała się Corinne, szczękając zębami, i otaczając się mocno ramionami. – Może nie zauważyłeś, ale siedzę kompletnie naga na zimnie.

- Nagość nie ma tu nic do tego. – odparł Smaug, obrzucając dziewczynę władczym spojrzeniem. – My smoki nie nosimy żadnego odzienia, a jakoś nie marzniemy.

- Bo na sobie macie łuski, a w sobie ogień! – odcięła się Corinne, niemalże krzycząc. – Nie jestem cholernym smokiem ognistym, żeby się sama ogrzać, ani nie jestem też smokiem lodowym, żeby być w stanie wytrzymywać najgorsze mrozy. Jestem zwykłym człowiekiem, który potrzebuje jakiegoś przeklętego odzienia! – Z nozdrzy Smauga buchnęła gorąca para, która poleciała momentalnie na dziewczynę, ocieplając ją na krótką chwilę, ale też blokując jej nieco widok na smoka.

- Nie będziesz mi rozkazywać, człowieku! – ryknął smok, unosząc swój łeb wysoko w górę. – Jestem Smaug Potężny, Smaug Niezniszczalny, Smaug…

- Tak, tak, wiem, masz wiele tytułów! – przerwała mu Corinne, wywołując u niego kolejne gardłowe warknięcie oraz wypuszczenie pary nosem. – Albo mnie zabij i skończ z tym, albo bądź taki miły i znajdź mi coś do okrycia się. – Smaug w tej chwili ryknął tak głośno, że aż zatrzęsła się ziemia i skała, o którą Corinne się opierała.

- Nie jestem twoją zabawką, dziewczyno! – Głos Smauga niósł się potężnym echem po pobliskim terenie. Corinne milczała, wpatrując się szeroko otwartymi oczami w smoka stojącego przed nią. – Gdyby nie twoja dziwna moc, już dawno byś nie żyła.

- Nie mam żadnej mocy! – syknęła Corinne. – Ile razy mam to powtarzać?

- Nie wierzę ci. – odpowiedział Smaug. Jego łapa sięgnęła nagle ku dziewczynie, która skuliła się gwałtownie, próbując uchylić się przed nią. – Ale wkrótce przekonamy się, które z nas ma rację. – Smok złapał ją w jedną ze swoich monstrualnych łap i uniósł wysoko do góry. Corinne krzyknęła głośno, nadaremno usiłując się wyrwać.

Smaug przykucnął na tylnych łapach, po czym odepchnął się nimi od ziemi i poszybował wysoko w górę.

Corinne krzyknęła ponownie, tym razem przerażona gwałtowną zmianą odległości od lądu. Dziewczyna zamknęła szczelnie oczy i nie otwierała ich, dopóki nie poczuła nagłej zmiany temperatury.

Teraz znajdowała się wewnątrz jakiegoś ciemnego pomieszczenia – wnętrzu Ereboru, znając życie. W wielu miejscach Corinne dostrzegła stosy złotych monet, złotych pucharów i talerzy, złotych ozdób… złotego wszystkiego. Złota i klejnotów było tu niezliczenie dużo.

Nagle Corinne została rzucona do przodu, na jedną z kupek złotych monet. Upadła na nią boleśnie, i instynktownie obróciła się na plecy, oddychając ciężko. Szybko jednak przypomniała sobie, że nadal nie miała nic na sobie, i pospiesznie okryła się włosami.

Smaug prychnął głośno, przyglądając się jej wysiłkom ze znużeniem.

- Wy ludzie jesteście tacy dziwni… – powiedział Smaug, krocząc powoli w sobie tylko znanym kierunku. – Tak bardzo boicie się nagości, że przez całe życie zasłaniacie się tymi szmatami, które nazywacie ubraniami. Ani to jest przydatne, ani ładne… nawet was przed niczym nie chroni.

- Od tego są zbroje. – odpowiedziała po chwili Corinne, nie przestając się zakrywać.

Smaug roześmiał się gardłowo, aż jaskinia zawibrowała. Kilkanaście monet ze stosu, na jakim siedziała Corinne, spadło w dół, na kamienną podłogę.

- Zbroje też wam w niczym nie pomagają. Mają tyle słabych miejsc, tyle otworów, przed które można posłać strzałę… gdyby nie to, że jest was tak wielu, pewnie już dawno byście wyginęli. – Smaug odwrócił się nagle ku dziewczynie i rzucił jej coś, co jeszcze przed chwilą trzymał w pysku.

W pierwszej chwili Corinne chciała cofnąć się przed tym, co rzucił w jej stronę Smaug. Gdy jednak owa rzecz wylądowała dokładnie na jej udach, dziewczyna zdała sobie sprawę, co to jest.

- Su… suknia? – spytała się z niedowierzaniem dziewczyna, podnosząc jasny materiał wysoko w górę, na wysokość swojej twarzy. – Jakim cudem…?

- Krasnoludy zostawiły tu nie tylko swoje złoto i klejnoty, dziewczynko. – Smaug roześmiał się z własnego żartu. Nie czekając na reakcję Corinne, kontynuował dalej swoją wypowiedź. – Załóż to, dziewczynko, i przestań już męczyć mnie tą swoją ludzką cnotliwością. – Corinne pospiesznie wykonała polecenie. Gdy tylko założyła suknię, od razu poczuła się trochę lepiej. Fakt, suknia była prosta w kroju i luźna, przypominająca bardziej koszulę nocną aniżeli ubiór dzienny. Była też zdecydowanie za krótka – sięgała Corinne przed kolana. Mimo to pomogła ona dziewczynie zwalczyć nieco jej zawstydzenie.

- Dziękuję. – wymamrotała Corinne, zgarniając triumfalny uśmiech smoka.

- Wreszcie, jakiś wyraz szacunku. – powiedział smok, krocząc powoli ku niej. Zatrzymał się niedaleko niej i ułożył powoli na podłodze, nie spuszczając wzroku z dziewczyny. – A teraz powiedz mi, mała dziewczynko… jak ci na imię?

Corinne zawahała się. Powinna skłamać, ale wiedziała też, że smok najpewniej wyczułby to w zmianie jej pulsu, oddechu lub temperatury ciała.

- Corinne. – odpowiedziała po dłuższej chwili dziewczyna unosząc nieznacznie wzrok, aby spojrzeć się w ślepia smoka.

- Corinne. – Smok powtórzył jej imię swoim niskim, ciężkim głosem. – Dlaczego ci zbójcy cię porwali? – Corinne otworzyła szeroko oczy z zaskoczenia.

- Skąd…? – Corinne nie zdołała dokończyć pytania. Była kompletnie zaskoczona tym, jak Smaug szybko odkrył prawdę.

- Nie urodziłem się wczoraj, dziewczynko. Potrafię rozróżnić podróżującą kompanię od dziewczyny będącej czyimś więźniem. – Źrenice smoka zwęziły się nagle niebezpiecznie. – Dlaczego zostałaś przez nich porwana, dziewczynko. – Corinne zacisnęła mocno zęby. Nie lubiła, gdy zwracano się do niej „dziewczynko". Nie była już dzieckiem od dobrych kilku lat.

Nie była pewna czy powinna mu wyjawić prawdę, czy też zachować ją dla siebie. Z jednej strony nie mogła sobie pozwolić na jego gniew poprzez kłamstwo, ale z drugiej strony… ostatnie wydarzenia nauczyły ją, aby nie ufać nikomu – nawet smokowi.

Tym bardziej smokowi – istocie, która z łatwością wydawałaby ją Kaydenowi i Tristonowi, gdyby tylko za oddanie jej byłaby zapewniona nagroda w złocie.

- Uciekłam od narzeczonego. – Corinne starała się kontrolować swój oddech, jednocześnie uspokajając się, tak aby jej puls nie przyspieszył zbytnio.

Smaug przyglądał jej się z uwagą, doszukując się jakichkolwiek śladów kłamstwa. W końcu otworzył swoją paszczę, i zaśmiał się krótko.

- Ha! Wy, ludzie, i te wasze dziwne zwyczaje… my, smoki, nie bierzemy sobie żon. Gdy przychodzi okres godowy, po prostu znajdujemy sobie odpowiednią partnerkę. – Smaug nagle zamilkł, wpatrując się w przestrzeń. Corinne przyglądała mu się z uwagą, nim nagle nie uświadomiła sobie, dlaczego smok odpłynął w swoich myślach.

Poza nim nie ma już na tym świecie żadnego smoka z jego gatunku. – Oczy Corinne rozszerzyły się nieznacznie. – Ten smok nawet gdyby chciał, nie ma z kim spłodzić potomstwa. Został sam na tym świecie. A z jego śmiercią przyjdzie koniec jego rasy.

W każdej innej sytuacji Corinne odcięłaby się na tą uwagę o okresach godowych mówiąc, że ludzie mają o wiele lepiej – ich „okres godowy" trwa cały rok. Widząc jednak cień smutku majaczący w złotych oczach smoka, Corinne nie mogła wypowiedzieć choćby słowa.

Jest zdany sam na siebie… tak jak ja.

W końcu Smaug wytrącił się z zamyślenia. Przeniósł swoje spojrzenie na dziewczynę, obnażając nieznacznie swoje ostre kły.

- A teraz, dziewczynko… powiedz mi, czym naprawdę jesteś.


TA-DA!

Dzisiejszego dnia wszystkie sześć opowiadań (Back From The Dead: New Game, Behind Blue Eyes, Crossing Worlds, Get Off Your High Horse, Hunter oraz Through The Heart) zostało zaktualizowanych. Miałam to zrobić już wcześniej, jeszcze przed świętami, ale nawał roboty oraz wyjątkowy brak weny uniemożliwił mi wykonanie tego zadania. Przy okazji wrzucam także po dwa rozdziały dwóch nowych opowiadań: Black Swan (fanfiction nt. filmu Powder; pairing John Box/OC) oraz The Heart of the Truest Believer (fanfiction nt. serialu Dawno, dawno temu; pairing: Felix/OC). Dodatkowo na mojej stronie YouTube dostępne będą zwiastuny do tych dwóch opowiadań. W związku z tym zapraszam gorąco wszystkich zainteresowanych do obejrzenia ich :)

Co do opowiadania: W tym przypadku będę podążała tą samą drogą co w przypadku opowiadań Hunter oraz Get Off Your High Horse – głównego kanonu będę się trzymała, ale głównie jednak będzie to AU – alternatywne uniwersum. I, przy okazji, jeszcze jedna informacja: wydarzenia, jakie mają miejsce w tym opowiadaniu, toczą się na chwilę obecną w roku 2867 Trzeciej Ery. Smaug zatem przejął Erebor niecałe sto lat temu, a co wydarzeń z Hobbita mamy jeszcze jakieś nieco ponad siedemdziesiąt lat. Logicznym zatem byłby fakt, że Corinne nie żyłaby tak długo, i zestarzałaby się jak normalny człowiek – jak Ayanna jednak zauważyła, Corinne nie będzie „zwykłym człowiekiem". W dużo późniejszych rozdziałach wyjdzie, czym dziewczyna właściwie jest (uprzedzam: smokiem i nekromantką na pewno nie jest). Rozważam ewentualne wymieszanie się mitologii, z racji że według notatek Tolkiena Śródziemie to tak jakby nasz świat, ale w dalekiej przeszłości (według tych notatek Piąta Era trwała od zakończenia Czwartej do roku około 1892, Szósta Era od 1892 do 1945, a Siódma trwa do dzisiaj). To luźna spekulacja, głównie fanowska, ale wiem, że wiele osób się jej trzyma.

I, na koniec – przez jakiś czas będę zmuszona spowolnić upload nowych rozdziałów. Czeka mnie pisanie pracy licencjackiej (jeden rozdział + bibliografia + ogólny konspekt przed końcem semestru; wymóg promotora), a do tego zbliżają się zaliczenia przedmiotów z semestru zimowego. Postaram się jednak nie zaniedbać w tym okresie tych historii doszczętnie, i w wolnych chwilach będę nad nimi pracować. Tu jednak zaznaczam dodatkowo: ostatnio zajęłam się na poważnie swoimi oryginalnymi projektami, z którymi męczę się – w zależności od projektu – od kilku miesięcy do nawet kilku lat. Zależy mi na tym, żeby w końcu wydać coś swojego, stąd też moja decyzja, aby fanfiki odłożyć na boczną półkę, a najbardziej skupić się na książkach.

No… to chyba wszystko, co chciałam przekazać :)

Przy okazji życzę wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku! :) Życzyłabym również Wesołych Świąt, ale trochę się z uploadem rozdziałów spóźniłam (planowałam wrzucić je najpóźniej 25 grudnia, ale, no cóż... takie jest życie. A zatem... Szczęśliwego Nowego Roku wszystkim!