Gin leżał na boku na kanapie, przeglądając Jumpa. Ponieważ nowy numer miał wyjść już następnego dnia, postanowił przypomnieć sobie kilka rzeczy.
-Oi, mogliby już zakończyć tego Gintamana - mruknął do siebie, omijając rozdział tej mangi. W końcu trafił na Naruto. Wczoraj przez tych dwóch idiotów nie mógł się skupić na czytaniu, więc teraz może w spokoju to nadrobić. Jakże się mylił.
Z jego pokoju, przecierając oczy wyszła Kagura. Włosy sterczały jej na wszystkie strony, a nieprzytomny wyraz twarzy świadczył o tym, że dziewczyna dopiero wstała. Co jednak było dziwne, nie byłą w piżamie, lecz we wczorajszych ciuchach. Nieświadoma tego, usiadła na kanapie i jak gdyby nigdy nic, wyciągnęła z kieszeni wodorostożelkę i zaczęła ją leniwie przeżuwać.
Gintoki spojrzał na nią jednym okiem, po czym wrócił do lektury. Zaraz jednak przypomniał sobie śpiących Okitę i Kagurę... Potrząsnął głową, by pozbyć się tych myśli. Nie, to niemożliwe. To tylko mu się uroiło.
-Oi, Kagurciu, czemu spałaś w moim pokoju? - Spytał głosem jakby go to nie obchodziło, chociaż na czole czuł zimne kropelki potu.
-Mów ciszej, bo boli mnie głowa... - Mruknęła dziewczyna, wkładając sobie do ust kolejną wodorostożelkę.
-A co się stało? - spytał, denerwując się coraz bardziej. - Ktoś się obezwładnił i zaciągnął do łóżka?
Kagura zrobiła przerwę w żuciu, zmarszczyła brwi, próbując sobie przypomnieć, co się wczoraj działo.
-Ostatnie co pamiętam, to jak wracałam od Otae, i ktoś uderzył mnie w tył głowy... A potem już obudziłam się w domu...
-Dzień dobry! Mamy dziś naprawdę piękną niedziele...
-Mówiłam, żeby być cicho, bo boli mnie głowa! - wrzasnęła Kagura i rzuciła się na Bogu ducha winnego Shinpachiego. Zaczęła okładać go pięściami, nie zważając na jego protesty, dlatego nie widziała też, jak Gintoki usiadł i otoczyły go mroczne płomienie, a na czole wyskoczyła żyłka.
-Szykuj się na śmierć, Okita-kun... - mruknął do siebie.

-I co? - Spytał Sougo, siadając obok Hijikaty. Demoniczny vice dowódca zaciągnął się papierosem.
-Szykuje się grubsza sprawa - powiedział. - Mężczyzna, którego wczoraj złapałeś, dowiedział się, że ktoś wysoko postawiony oferuje sporą sumkę pieniędzy za przyprowadzenie mu nastoletnich dziewczyn, więc pomyślał, że to łatwy sposób na zarobienie pieniędzy.
-Oh? Otwierają nowy burdel?
-Nie, idioto - wypuścił chmurkę dymu przez usta. - Podziemna aRena wALk słodKich cosplAyerek, w skrócie PRALKA. Słyszałeś coś o tym?
-Nie, ale chyba powinienem się tam wybrać. Lubię patrzeć jak dziewczyny się biją, robią to z taką pasją i...
-Nikt cię nie pytał o zdanie, pochrzaniony sadysto - warknął Hijikata, po czym westchnął, po raz ostatni się zaciągnął i zgasił papierosa. - W każdym razie, nie możemy tego tak zostawić.
-Kolejny raz nielegalne walki pod patronatem kogoś ważnego, co? - Spytał Sougo, lekko się uśmiechając. - Ludzie nigdy się nie zmienią, prawda, Hijikata-san?
Okita podniósł się i odszedł w swoją stronę. Podniósł otwartą dłoń, jakby chciał się pożegnać, ale po chwili zaczął zginąć kolejne palce, odliczając coś. Hijikata spojrzał na miejsce, gdzie siedział Sougo i nie zobaczył tam nic innego jak bombę, na wyświetlaczu której właśnie pojawiła się trójka. Vice dowódca zdążył jedynie wyrzucić bombę w górę, by ta eksplodowała w powietrzu.
Ludzie naprawdę się nie zmieniają.

-Oi, Okita-kuuun...
Sougo odwrócił się, by zobaczyć szarżującego na niego z mieczem Gintokiego. Uchylił się przed ciosem i pośpiesznie wyciągnął miecz z pochwy. Twarz samuraja była zasłonięta przez jego srebrne włosy, a na jego wargach błądził szaleńczy uśmiech.
-Coś się stało, danna? - spytał Sougo, z trudem blokując zadany cios. Odskoczyli od siebie, ale po chwili ich miecze znowu się spotkały. Obaj byli świetnymi szermierzami, jednak coraz większą przewagę zaczął zdobyć Gintoki. Atakował coraz szybciej i mocniej, zdając się zupełnie nie męczyć, w przeciwieństwie do Okity, na którego czole pojawiły się krople potu.
-Jak śmiałeś zrobić to Kagurze! - Wrzasnął Gintoki skacząc, by zadać ostateczny cios. Sougo jednak zdołał go zablokować, lecz teraz Gin z całej siły napierał swoim bokkenem na jego katanę.
-Danna, zachowujesz się jak nadopiekuńczy ojciec.
Okita zebrał w sobie siłę i odepchnął bokken, po czym odskoczył jak najdalej. Musiał złapać oddech. Wiedział, że nie wytrzyma już długo. Mimo, że był najlepszym szermierzem w Shinsengumi, ta zaledwie kilkuminutowa walka z szefem Yorozuyi całkowicie go wyczerpała.
-Zaciągnęłaś Kagurę do łóżka... - Powiedział Gin i rzucił się na Okitę z nową siłą, tymi słowami podsycając jedynie swoją złość. - Pewnie robiłeś z nią TO i TAMTO... -Jego ruchy straciły nagle na sile i stały się bardziej chaotyczne, dzięki czemu Okita mógł sobie jakoś z nimi poradzić. Widocznie jego srebrna głowa nie mogła znieść takich myśli.
Sougo uśmiechnął się lekko i powiedział:
-Nawet kijem nie tknąłbym takiej smarkuli.
Po raz kolejny skrzyżowali swoje miecze.
-Więc niby twierdzisz, że nic jej nie zrobiłeś? - spytał Gintoki, będąc zaledwie kilkanaście centymetrów od twarzy Okity.
-Nawet gdyby mi zapłacili nie chciałbym jej.
Odskoczyli od siebie.
-Więc niby uroiłem sobie, że wczoraj spałeś z Kagurą na moim futonie?
-Nie, tego nie powiedziałem.
-Więc szykuj się na śmierć - Gintoki chciał się rzucić na Okitę, wkładając w ten ostatni cios całą swoją siłę, ale nie mógł poruszyć ręką.
-Zostajesz aresztowany za napaść na funkcjonariusza na służbie i to na dodatek pod samą siedzibą Shinsengumi. Naprawdę, nie masz lepszych rzeczy do roboty? - spytał Hijikata, trzymając jeden z końców kajdanek, podczas gdy drugi, połączony z nim napiętym łańcuchem, jak gdyby nigdy nic, oplatał nadgarstek Gintokiego.
-Nie wtrącaj się, majonezowy zjebie - mruknął Gin.
-Z chęcią patrzyłbym jak zarzynasz tego sadystę, ale nie mogę dopuścić, by ktokolwiek podnosił rękę na policjanta na służbie - posługując się jedną ręką wyciągnął papierosa i zapalił go. - A po za tym - dodał - Strasznie hałasujecie, a mnie boli głowa.

Kagura szła obok Sadaharu i obracała opartym na ramieniu, rozłożonym parasolem. Tak jak planowała, zmierzała do Yoshiwary. Jeśli Tsu jej nie odpowie, to może chociaż Hinowa. Jest przecież bardziej doświadczoną kurtyzaną i na pewno bardzo dobrze zna się takich sprawach.
-Hej, hej, panienko... - Zagadnął ją jakieś mężczyzna stojący pod jednym z licznych burdeli na tej uliczce.
-Gin-chan zawsze mi powtarza, by nie reagować na zaczepki rudych, bo im nigdy nie wolno ufać - stwierdziła Kagura dumnie unosząc głowę.
-Ale ja nie jestem rudy...
-Każdy rudy by tak powiedział. Kto chciałby mieć włosy w kolorze zardzewiałych gwoździ?
-Ale panienko... Sama masz rude włosy...
Kagura prychnęła.
-To nie rudy, tylko ciemna miedź. Mama zawsze mi powtarzała, że mężczyźni nie znają się na dwóch rzeczach: na kolorach i wszystkim innym.
-A tak wracając do tematu... - Mężczyzna zatarł ręce i podszedł do Kagury. Chciał ją objąć, ale pośpiesznie cofnął się, gdy Sadaharu zaczął warczeć. Odchrząknął i kontynuował: - Nie marzyła czasem panienka o sławie i bogactwie?
-Ja już jestem sławna - odparła Kagura z dumą. - Od dziesięciu lat jestem główną bohaterką mangi.
-Ale zarobić panienka na pewno by chciała, prawda ? - Mężczyzna uśmiechnął się i nerwowo spoglądając na Sadaharu, który teraz zajął się podlewaniem stoiska z warzywami, podszedł bliżej Kagury i objął ją ramieniem. - Proszę to sobie wyobrazić... Będzie miała panienka tyle pieniędzy, że kupisz sobie własny zamek i...
-A będę mogła zjeść łazanki?
-Łaza... Co? - Spytał zdezorientowany mężczyzna.
-Mam już dość tego ryżu z jajkiem, zjadłabym coś innego. To co, dostanę łazanki?
Sadaharu, nie zważając na krzyki ze strony właścicielki podlanego straganu wrócił do Kagury.
-Będziesz mogła codziennie jeść tyle łazanek ile zapragniesz - odpowiedział mężczyzna, już całkowicie przestając rozumieć tą chińską dziewczynkę. Kagura natomiast podskoczyła ze szczęścia, po czym obróciła głowę Sadaharu w swoją stronę i powiedziała, patrząc mu w oczy:
-Słyszałeś, Sadaharu? Koniec z ryżem z jajkiem, od dzisiaj będziemy jeść łazanki!
Ogromny pies widocznie podzielał jej entuzjazm, bo szczeknął i zamerdał ogonem. Patrzący na to z boku mężczyzna uśmiechał się miło, a w głowie kołatało mu się tylko jedno pytanie: co to do cholery są łazanki!?

Siedzieli w pokoju przesłuchań. Gintoki po jednej stronie stołu, Hijikata i Okita po drugiej.
-Więc ty niby uratowałeś Kagurę przed porywaczami, którzy chcieli ją sprzedać do jakiejś pralki? Niby po co? Tej głupoty nic nie wypierze.
-To nie pralka, tylko PRALKA, danna. - poprawił go Sougo. - Podziemny aeRobik dlA Leworęczych KordiAnów.
-Ach, rozumiem - Gin kiwnął głową. - Leworęczni analizują treść Kordiana...
-Obaj jesteście idiotami - mruknął Hijikata i westchnął. - W każdym razie, musimy ustalić jakiś plan działania. Wysłałem już tam Yamazakiego, by wybadał teren, powinien niedługo zadzwonić, a wtedy...
-Nie, nie, mylisz się - stwierdził Gin kręcąc głową i splatając ręce na piersi. - Wioletta musiała coś do niego czuć chociaż na początku. Przecież nie związałaby się z mężczyzną, którego by nienawidziła.
-Masz bardzo przestarzałe poglądy, danna. Przecież wiadomo, że ona była z nim jedynie dla pieniędzy. Jak skłamał, że koniu odpadły złote podkowy to od razu od niego uciekła.
-Nie prawda! Ona pobiegła ich poszukać, by mogli razem odjechać i cieszyć się wspólnym życiem...
-Zamknijcie się końcu! Kogo interesują losy Kordiana!? - wrzasnął wkurzony Hijikata.
-Jak to kogo? Przyszłorocznych maturzystów, którzy będą mieć nową maturę z polskiego – odpowiedzieli chórem.

Yamazaki, mimo że był strasznie przeciętnym kolesiem, którego wyróżniał jedynie badminton, mógł się szczycić mianem najlepszego szpiega w Shinsengumi. Znał się na sztuce kamuflażu oraz grze aktorskiej. Był naprawdę mistrzem w swoim fachu, dlatego nic dziwnego, że to jego właśnie wyznaczył vice dowódca do zbadania sprawy nowej, nielegalnej areny walk.

Już kiedyś mieli do czynienia z czymś takim i wtedy też stał za tym ktoś wysoko postawiony. Tylko że tym razem nie chodzi o zwykłą arenę walk, gdzie przychodzą ludzie złaknieni widoku krwi. Nie, teraz jest miejsce głównie dla otaku i pedofilii. W dodatku, dziewczyny, które tam walczą nie robią tego z własnej woli, są zazwyczaj kupowane niczym zwierzęta i kto wie, czy nie tak samo traktowane.

-Hę?

Wysoki, bardzo dobrze zbudowany mężczyzna, którego mięśnie ledwo mieściły się pod obcisłą koszulką, spoglądał z góry przez ciemne okulary na Yamazakiego.

-Emmm... ja chciałem wejść do środka...

Szpieg wskazał palcem prawie całkowicie zasłonięte przez ochroniarza drzwi i uśmiechnął się niepewnie. Wielki mężczyzna zmierzł go wzrokiem, ale widocznie coś mu nie pasowało, bo zatrzymał wzrok na mieczu Yamazakiego.

-Hę? - powtórzył, wskazując podbródkiem broń.

-Eee... to jest replika miecza Tōshirō Hitsugayii z Bleacha... - wyjaśnił Zaki, wyciągając z przewieszonej przez plecy pochwy miecz. Gdy ochroniarz sięgał, by sprawdzić katanę, Yamazaki prędko schował ją z powrotem. - Kupiłem go na wyprzedaży, więc jest trochę kiepskiej jakości i w rękach kogoś nieodpowiedniego natychmiast się rozpada...

Uśmiechnął się lekko zażenowany. Trochę kiepska wymówka, ale nie mógł pozwolić, by ochroniarz zorientował się, że katana Hitsugayii jest tak naprawdę jedynie czymś w rodzaju pokrowca, a w środku znajduje się prawdziwy miecz.

Czując, jak na czole pojawiają mu się krople potu, poprawił czerwoną opaskę, która została mu jeszcze po walce o tytuł oficjalnego fanklubu Otsu. Miał na sobie również tą samą kamizelkę z oberwanymi rękawami, a pod nią włożył koszulkę z logo Bleacha. Miał nadzieję, że wygląda jak prawdziwy otaku.

Ogromny ochroniarz wpatrywał się w niego jeszcze przez chwilę, po czym bez słowa odsunął się i otworzył szeroko drzwi, zapraszając Yamazakiego. Gdy szpieg wszedł do środka, odetchnął z ulgą, ale zaraz się zganił. Udało mu się ominąć ochroniarza, ale prawdziwa praca zacznie się dopiero teraz.

-A więc?

Hijikata zapalił papierosa i spod przymrużonych powiek spojrzał na Gintokiego i Okitę, masujących pokaźnych rozmiarów guzy na czubkach swoich głów.

-Musimy zacząć, działać, więc proszę, macie jakieś pomysły? - spytał, wydmuchując przez usta obłoczek dymu.

-Zgiń, Hijikata – powiedział Sougo.

-Popełnij seppuku – zawtórował mu Gin.

-Co wyście nagle tacy przyjaciele!? - wrzasnął Hijikata.

-Vice dowódco! - krzyknął jakiś policjant, wtargnąwszy do pokoju przesłuchań. - Znaleźliśmy kryjówkę Katsury!

-Tym razem go złapiemy! - stwierdził z pewnością w głosie Hijikata i poderwał się z miejsca.

-Jasne, pewnie mówisz tak za każdym... Aj, aj, aj, aj! Puszczaj!

-Katsura to twój kumpel tak? - spytał Hijikata, ciągnąc za kimono Gina. - Więc idziesz z nami!

Demoniczny vice dowódca Shinsengumi nie bez trudu wywlókł Gintokiego z pomieszczenia, a gdy ten zwietrzył możliwość ucieczki, założył mu kajdanki.

W całej kwaterze zapanowało wielkie poruszenie, druga i trzecia dywizja szykowały się do wyjazdu w teren. Nikt więc nie usłyszał, jak pozostawiony na stole w pokoju przesłuchań telefon zaczął wibrować. No prawie nikt.

-Halo? - spytał Sougo, odbierając.

-Kapitan Okita? - odpowiedział pytaniem na pytanie Yamazaki. - Emmm... czy to nie jest przypadkiem telefon vice dowódcy?

-Hijikata jest teraz zajęty – odpowiedział krótko. Okita oprócz Yamazakiego, słyszał również głosu wielu innych osób, oklaski oraz momentami jakieś dzikie wrzaski.

-Zgodnie z planem jestem teraz w PRALCE i jest tu pewien problem... - powiedział Zaki, siedząc na trybunach i patrząc na położoną w dole, ogrodzoną siatką arenę, na której właśnie pojedynkowała się dziewczyna ubrana w strój Rukii z Bleacha oraz czternastoletnia, ubrana w czerwoną chińską sukienkę oraz walcząca fioletową parasolką Yato.