Od autora: Akcja opowiadania rozgrywa się w tym samym czasie co „Logicznie wytłumaczalne", „5 sposobów na pozbycie się dziewczyny" i „Wyjątek potwierdzający regułę", ale tym razem z punktu widzenia Hermiony.
Od tłumacza: Witam ponownie! Tak jak obiecałam, publikuję polską wersję językową drugiej miniaturki autorstwa kestrelcadiz. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. Zapraszam.
Hipnotyzujące Momenty
Hermiona westchnęła, przyglądając się swojemu najlepszemu przyjacielowi. Harry znów miał to nieobecne spojrzenie — to samo, które pojawiało się za każdym razem, gdy rozmyślał o swojej najnowszej dziewczynie — i była święcie przekonana, że nie usłyszał ani słowa z tego, co do niego powiedziała. Zapytany, potrafiłby oczywiście powtórzyć cały jej przydługi wywód co do słowa i to z odpowiednią intonacją, ale nie słuchał jej naprawdę. Lata spędzone na użeraniu się z Riddlem pozwoliły mu rozwinąć umiejętność zostawiania swoich uszu na „autopilocie", co było wręcz niezbędne jeśli chciało się cokolwiek ugrać w kontaktach z młodym Czarnym Panem, po którym z definicji należało spodziewać się niespodziewanego. Hermiona wiele by oddała, by opanować tę sztuczkę — byłoby to bardzo pomocne, zwłaszcza wtedy, gdy Ron rozwodził się nad Armatami z Chudley.
Ale tak poważnie, Harry'emu poszło całkiem sprawnie. Nie minął nawet tydzień, odkąd rzuciła go Jessica, a on już zupełnie się z tego otrząsnął. Jeśli miała być szczera, to spodziewała się większej ilości użalania nad sobą.
Zastanawiała się również, kim była ta nowa dziewczyna. A co ważniejsze — jak długo to potrwa tym razem.
W jej opinii, każda dziewczyna, z którą ostatnimi czasy umawiał się Harry, była po prostu kolejną zapchajdziurą, nawet jeśli on sam nie do końca zdawał sobie z tego sprawę. To było zupełnie tak, jakby dobrał się do jakiego poradnika z serii: „Jak żyć normalnie" i odhaczał kolejne punkty z listy. To nie tak, że Harry nie lubił swoich dziewczyn, ale po każdym zerwaniu był po prostu zrezygnowany, jakby tego właśnie się spodziewał i poza jego standardowym marudzeniem, że nigdy sobie nikogo nie znajdzie, nie wydawał się być tym zbytnio przejęty, nie naprawdę. Hermiona podejrzewała, że Tom maczał w tym palce.
Och, oni od zawsze twierdzili, że ich związek jest czysto platoniczny, odkąd tylko po raz pierwszy pojawili się razem w Hogwarcie — i, szczerze, prawdopodobnie tak właśnie było, czego najlepiej dowodził fakt, że Tom mimo wszystko pozwalał Harry'emu na jego rozliczne randki — ale to nie zmieniało faktu, że każdy, kto spędził w ich towarzystwie dłużej niż minutę, nie miał najmniejszych wątpliwości, co do tego, skąd dokładnie wzięły się te wszystkie plotki o płomiennym romansie.
To było zupełnie tak, jak gdyby żaden z nich nigdy nawet nie słyszał o istnieniu czegoś takiego jak przestrzeń osobista! Tom łapał nadgarstek Harry'ego prawie za każdym razem, gdy tylko mógł go dosięgnąć, nie raz i nie dwa go śledził, na miłość boską, czasami nawet przygważdżał go do ściany! I chociaż Harry zawsze szarpał się odrobinę, to nigdy nie robił niczego, żeby naprawdę tego uniknąć. I dopiero potem rozmawiali. Ich twarze dzieliło zaledwie kilka cali, a oni po prostu rozmawiali i nie byli nawet świadomi tego, jak blisko siebie się znajdowali — no, chyba że w kontekście przywalenia temu drugiemu z bańki.
To było po prostu… intensywne. Hipnotyzujące.
A to i tak była tylko ta część, którą pokazywali światu.
Tego, czego nie pokazywali, było znacznie więcej. Często zdarzało im się wychodzić z pomieszczenia w gniewie, po to tylko by wrócić do niego z szerokimi uśmiechami przyklejonymi do twarzy. Chociaż częściej zdarzało się jednak, że jeden z nich się uśmiechał, podczas gdy drugi był nadąsany (nie miała zielonego pojęcia, jakim cudem Harry potrafił w ogóle stwierdzić, że Tom był nadąsany, bo chłopak praktycznie nie okazywał po sobie żadnych emocji, chyba że chciał kogoś w ten sposób zmanipulować i mogło mu to przynieść wymierną korzyść). Albo Harry pojawiał się z jakimś tajemniczym siniakiem, który powodował, że Riddle krzywił się ilekroć na niego spojrzał, ale obaj zaprzeczali jego istnieniu. Albo Tom robił coś szczególnie altruistycznego bez żadnego wyjaśnienia.
Widziała tylko efekty, marne echo tego, co naprawdę działo się między nimi.
Kto wiedział, co też wyczyniali, gdy byli sami? Może faktycznie ich relacja była czysto platoniczna, tak jak się zarzekali. Ale z drugiej strony, co innego mieliby powiedzieć?
Potrząsnęła głową, skupiając się ponownie.
— Dobra, to by było wszystko, jeśli chodzi o Departament Regulacji i Opieki nad Magicznymi Stworzeniami — podsumowała. Harry skinął głową, poświęcając jej wreszcie więcej uwagi.
— Dopilnuję, żeby Tom również zapoznał się z tym problemem. Nie mogę uwierzyć, że niektóre z tych archaicznych zapisów nie zostały jeszcze zmienione!
— To nie do pomyślenia, że w ogóle kiedykolwiek pozwolono im wejść w życie! — odpowiedziała z zapałem i westchnęła cicho chwilę później. — Przynajmniej teraz wasza dwójka próbuje coś z tym zrobić.
Harry uśmiechnął się do niej ciepło.
— Hermiono, jeśli chodzi o mnie i Toma, to zamierzamy wywrócić do góry nogami cały czarodziejski świat. Tom nie zadowoli się niczym, co nie będzie perfekcyjne. — Coś smutnego zakradło się na moment do jego uśmiechu. — A ja mogę się tylko postarać, żeby świat za bardzo na tym nie ucierpiał i spróbować ochronić go przed tym jego perfekcjonizmem.
Dziewczyna tylko potrząsnęła głową, zgrabnie zmieniając temat.
— Dalej zamierzasz przyjść dziś na kolację?
Wspólne spędzanie niedzielnych wieczorów w ich domu, stało się już dla nich czymś w rodzaju tradycji. Harry starał się przychodzić co tydzień, poza tymi przypadkami, gdy mieli jakiś kryzys w ich kampanii politycznej i do tego przyprowadzał ze sobą Toma. Głównie dlatego, że Tom z pasją nienawidził tych spotkań. To nie było aż tak oczywiste, przynajmniej dopóki nie zauważyło się tego specyficznego, złośliwego błysku, który pojawiał się w oczach Harry'ego ilekroć ten spoglądał na Riddle'a. Tę samą złośliwość można było teraz obserwować w jego uśmiechu.
— Zamierzam. I Tom też zamierza.
Hmm. Czyli Tom musiał się jednak sprzeciwić nowej dziewczynie.
Ale, co zaskakujące, Harry ani słowem nie wspomniał o nikim nowym. Tom i Harry jak gdyby nigdy nic obrażali się w najlepsze, co brzmiało jeszcze bardziej niż zazwyczaj jak flirtowanie. No cóż, w ich przypadku to zawsze brzmiało jak flirt, jeśli wzięło się pod uwagę intensywność spojrzeń, gdy ze sobą rozmawiali.
Dziwną częścią było to, że Tom nie wydawał się tym jakoś szczególnie zirytowany.
Och, wciąż zachowywał się tak samo — uskarżanie się, przytyki o męczennictwie, sposób w jaki ignorował obecność Rona w pomieszczeniu. To co zawsze. W dalszym ciągu żadnej wzmianki o nowej dziewczynie, żadnego sztyletowania wzrokiem siedzącego po drugiej stronie stołu Harry'ego. Tak naprawdę obaj wyglądali na… zadowolonych z siebie, jakby właśnie wspólnie pokonali jakiegoś wroga.
Aż wreszcie minął tydzień i Harry wciąż nie zająknął się ani słowem o swojej nowej dziewczynie, ani nawet o fantastycznej randce, z której dopiero co wrócił. To miało sens, no jasne, przecież zaledwie dwa tygodnie temu sprawy z Jessicą się spieprzyły, ale wciąż było podejrzane! Harry nigdy nie był taki radosny po zerwaniu.
— No dobra, Gragner, o co chodzi?
Zamrugała, po czym podniosła wzrok i zobaczyła Zeviego Prince'a siadającego naprzeciw niej.
— Zevi, mówiłam ci już, żebyś nazywał mnie Hermioną.
Mężczyzna wyszczerzył się w odpowiedzi i wzruszył ramionami, pomimo tłoku panującego w stołówce.
— Po co zrywać z tradycją? Widzę, że Weasley w dalszym ciągu ma opóźniony zapłon. Tyle lat pracy w zawodzie, a on wciąż nie nauczył się, żeby wykonywać papierkową robotę, kiedy tylko ją dostanie, a nie na ostatnią chwilę.
— Tyle lat, a ty wciąż odmawiasz używania mojego nowego nazwiska. Powinnam poczuć się urażona?
— To raczej wyraz szacunku, moja pani, nie zamierzałem cię urazić.
Hermiona tylko podniosła brew, upewniając się, że sceptycyzm dosłownie bije od tego gestu. Zevi uśmiechnął się po raz kolejny i zabrał się za posiłek, na co przewróciła oczami i po chwili namysłu dołączyła do niego.
Zevi był chyba najbardziej przyjaźnie nastawionym poplecznikiem Toma. Nie tak zadufany w sobie jak Abraxas Malfoy i nie tak cięty jak Alphard Black i chyba jedyny przybyły z roku tysiąc dziewięćset czterdziestego Ślizgon, który rzeczywiście miał na względzie dobro Harry'ego. Co zresztą nie raz i nie dwa okazało się problemem, gdy był rozdarty między tym, kogo powinien poprzeć — Toma z jego dążeniem do celu bez względu na konsekwencje, czy Harry'ego, który miał tendencję do ratowania wszystkich i wszystkiego. Hermiona nie zazdrościła mu tej pozycji, ale była zadowolona, że Zevi tam był.
Kiedy dziesięć minut później skończyli lunch, Ron wciąż się nie pojawił. A Zevi przez cały ten czas miał ten pytający wyraz twarzy, przypominając jej w ten sposób, że nigdy tak naprawdę nie odpowiedziała na zadane pytanie.
Westchnęła.
— Zauważyłeś może Harry'ego?
— Harry, Harry. Masz na myśli faceta, który od przeszło dziesięciu lat jest moich przyjacielem, a teraz również szefem? Tego Harry'ego?
— Zevi…
— Wiesz, zasadniczo ciężko byłoby go przeoczyć, bo…
— Zevi! Proszę cię! — Hermiona sapnęła z irytacją, gdy dostrzegła rozbawienie malujące się na twarzy rozmówcy. — Dobrze wiesz o co mi chodzi!
Zachichotał pod nosem.
— Zakładam, że odnosisz się do jego nietypowo radosnego, pozerwaniowego nastroju?
— Oczywiście, że tak! Nie wydaje ci się to odrobinę dziwne?
— To jest dziwne, nie powiem, że nie. Spodziewałbym się jakiegoś ogłoszenia o jego nowej dziewczynie, gdyby nie to, że Tom jest w dobrym humorze.
Hermiona prychnęła, kręcąc głową.
— Ja już nie wiem, czego powinnam się spodziewać. To przecież niemożliwe, żeby Harry poznał taką dziewczynę, którą Tom by zaaprobował!
Zevi w komiczny sposób wytrzeszczył oczy.
— Oczywiście, że niemożliwe! Tom postrzega wszystkie kobiety, jako pustogłowe idiotki, które nie są zdolne do niczego poza bezmyślnym chichotaniem, a to i tak ta ugrzeczniona wersja. Tak naprawdę ty jesteś jedną z niewielu, które uważa za pełnowartościowych ludzi.
— Nie jestem pewna, czy powinnam to potraktować jako komplement, czy raczej poczuć solidarność jajników i poczuć się oburzona w imieniu ogółu kobiet.
— Przyjmij komplement i uciekaj, Granger, najdalej jak zdołasz.
Hermiona ponownie przewróciła oczami, gdy zobaczyła uśmiech na twarzy Zeviego. Przez dłuższy moment siedzieli w ciszy.
— Zastanawiam się — zaczęła Hermiona, śledząc palcem słoje drewna na blacie stołu — czy to na pewno musi być dziewczyna. Może Tom byłby w stanie zaakceptować randki Harry'ego, gdyby chodziło o chłopaka?
— Ach. Wracamy do starego musi-być-gejem argumentu. Przypuszczam, że coś w tym jest. Gdyby Harry naprawdę potrzebował towarzystwa, Tom dużo łatwiej zaakceptowałby kogoś, kogo uważa za godnego jego uwagi.
— Nie żeby ktoś konkretny przychodził mi na myśl. Liczyłam, że będziesz mieć jakieś podejrzenia.
— To bardzo krótka lista. Tak naprawdę sądzę, że jedyną osobą, którą Tom uważa za wartą czasu Harry'ego jest… — Zevi zamarł na moment, wbijając wzrok w ścianę, po czym jego twarz się rozpogodziła. — Mam to, Granger! Wiem już, z kim umawia się Harry.
— Co? Niby z kim?
— O nie, nie, nie. Nie powiem ci.
— Zevi!
— Aż w to nie wierzę, ale… no cóż, jakby nie patrzeć, wskazówek było aż nadto. Jeśli nie potrafisz sama tego rozpracować, będziesz musiała poczekać cierpliwie, aż któryś z nich cię oświeci. — To rzekłszy, Zevi wstał, z szaleńczym uśmiechem na ustach. — A teraz wybacz mi, moja pani, ale muszę się oddalić, w przeciwnym razie będę spóźniony.
— Ani mi się waż tak po prostu odchodzić niczego mi nie mówiąc!
— Do widzenia, Granger. Życzę powodzenia!
— Zevi!
— Zabiję go!
— Hermiono? — zaczął ostrożnie Ron, kuląc się nieznacznie pod jej spojrzeniem. — Kogo?
Kobieta patrzyła na niego przez chwilę, wyglądając jakby na moment straciła wątek.
— Kogo?! A jak myślisz?! Harry'ego oczywiście
Teraz to Ron wyglądał na lekko skonfundowanego.
— Niby czemu miałabyś zabijać Harry'ego?
— Bo nam nie powiedział! Jesteśmy jego najlepszymi przyjaciółmi, a on nam nie powiedział! — żachnęła się. — Zevi ma rację. Wskazówek było aż nadto.
— Jakich znowu wskazówek?
Hermiona jedynie potrząsnęła głową w niedowierzaniu, nie potrafiąc pojąć, jakim cudem jej mąż mógł być tak tępy.
— Poważnie? Nie czytasz gazet? Przecież to jest wszędzie!
— Jeśli chodzi ci o ten cały Bal Ministerialny, to wiesz dobrze, że takie pierdoły mnie nie interesują i nie czytam o tym. Niby co Harry zrobił takiego strasznego, że miałabyś go zabijać?
— Harry jest z Tomem.
Przez kilka sekund Ron tylko mrugał.
— I to wszystko?
— Co masz na myśli mówiąc „I to wszystko"? Oni są parą!
Ron pokiwał głową.
— Tak, wiem o tym. To przecież nie jest coś nowego, no nie?
— Od jak dawana wiesz? Powiedział ci?
— Nie, on… no cóż, to było raczej oczywiste, czyż nie? Musiało być, skoro nawet ja to zauważyłem.
Hermiona tylko potrząsnęła głową. Złość gdzieś wyparowała, zastąpiona zaintrygowaniem, że Ron był świadom takich niuansów. I tak właściwie, to chyba miał rację. Że niby nigdy nie zastanawiała się, czemu Harry ostatnio tak głęboko utknął w fazie zaprzeczenia i reagował na plotki jeszcze gorzej niż zwykle? No i naprawdę zachowywał się, jakby zerwanie z Jessicą w ogóle go nie obeszło.
I do tego jeszcze ta ich nieszczęsna wspólna kolacja. Kiedy tylko zorientowała się, że rozmowy tej dwójki zawsze przypominają flirt, po prostu przestała zwracać na to uwagę, ale gdy teraz o tym pomyślała, czy nie było to odrobinę bardziej intensywne niż zazwyczaj? I Tom prawie w ogóle nie wyglądał na zdenerwowanego faktem, że został tam zaciągnięty siłą. A Harry się rumienił.
— Jak mogłam być tak nieświadoma, Ron? Przecież oni tak naprawdę nie próbowali tego ukryć, a ja i tak to przeoczyłam!
— Naprawdę nie wiedziałaś?
— Nie! Najwyraźniej nie jestem już nawet w stanie odróżnić Harry'ego umawiającego się z kolejną dziewczyną, od Harry'ego zakochanego w Tomie! — Hermiona przygryzła wargę, czując, że łzy frustracji napływają jej do oczu.
Ron nieznacznie pozieleniał na wzmiankę o Harrym zakochanym w Tomie, ale wstał i powoli podszedł do żony. Położył dłonie na jej ramionach i wygładził nieistniejące zagniecenia koszuli, uśmiechając się do niej. I ta zwykła drobnostka sprawiła, że Hermiona trochę się uspokoiła.
— Jesteś dobrą przyjaciółką, Hermiono. Przejmujesz się innymi ludźmi i zawsze chcesz dla nich jak najlepiej. Czasem po prostu zdarza ci się przeoczyć najprostsze rozwiązanie.
Kobieta skinęła głową, pozwalając przyciągnąć się do uścisku.
— Jak udało ci się na to wpaść? — zapytała, patrząc na niego. Ron podrapał się z tyłu głowy, a jego twarz nieznacznie poczerwieniała. Tak między nimi, Hermiona uważała, że wyglądał uroczo.
— Dobra, to zabrzmi trochę patetycznie, ale… — Ron zawahał się, starając się jakoś ubrać swoje myśli w słowa. Jego twarz nabierała coraz ciemniejszych barw. — Dla Harry'ego to zawsze był Riddle, wiesz? Rozumiesz, jak gdyby nikt poza nim się tak naprawdę nie liczył i Riddle myśli tak samo o Harrym. Jakby mieli jakąś pochrzanioną więź dusz, czy coś w tym guście. Doszedłem do wniosku, że są razem, bo wreszcie przestali wyglądać jakby coś ich od siebie oddzielało.
Hermiona zamrugała.
— To było bardzo poetyckie, Ron.
Ron zaczerwienił się jeszcze bardziej.
Przyzwyczajenie się do tego, że Harry i Tom są parą nie zajęło jakoś szczególnie dużo czasu. Na ile Hermiona się orientowała, to nawet nie wywołali tym żadnego skandalu — znaczna część czarodziejskiego społeczeństwa starała się ich raczej wspierać i chwaliła, że w końcu postanowili ujawnić prawdę. To chyba była jedna z zalet wynikających z tego, że wszyscy oskarżali ich o bycie kochankami przez siedem poprzednich lat. Tak jak powiedział Ron — nie były to dla nikogo jakoś szczególnie szokujące wieści.
A kiedy już jakoś przebolała fakt, że nie zauważyła tego w porę, było to nawet zabawne.
Biorąc pod uwagę, jak bardzo dogryzali sobie w przeszłości, Harry nie powinien mieć żadnego problemu z wszystkimi tymi insynuacjami i dwuznacznymi docinkami, których używali w konwersacjach. Cóż, najwyraźniej nie do końca.
Harry zachowywał się normalnie, a przynajmniej się starał. Bez namysłu odpowiadał na zaczepki, rzucając obelgami równie łatwo jak zaklęciami, a potem ni z tego, ni z owego, podczas omawiania pozornie niewinnych politycznych tematów, rumienił się jak szalony i gubił wątek. A Tom uśmiechał się tylko złośliwie, po czym starał się przekonywać wszystkich, że co złego to nie on. Zupełnie nieistotne czynności powodowały, że Harry nagle milkł, a w ekstremalnych przypadkach nawet wybiegał z pomieszczenia. Hermiona i Zevi zrobili sobie z tego nawet małą grę, próbując ustalić co wywoływało u ich przyjaciela tak żywiołowe reakcje. Co w sumie objawiło się wzmożonymi napadami chichotu u ich dwójki i czerwienienia się, ale najlepsze i tak były momenty, kiedy Tom przyglądał im się z pytająco uniesioną brwią. Hermiona czuła się przez to jak niegrzeczna dziewczynka, która źle się zachowuje w szkole.
Prawdziwym zaskoczeniem był Tom. Wyglądało na to, że nawet jeśli w związku z nową pozycją chłopaka zyskał nad Harrym jakąkolwiek władzę, działało to w obie strony. Hermiona nie sądziła, że kiedykolwiek ujrzy Toma tak roztargnionego, wodzącego po pomieszczeniu pustym wzrokiem. Trzeba mu jednak przyznać, że stosunkowo szybko zbierał się do kupy, nawet jeśli wyglądał na sfrustrowanego.
To było absolutnie urocze!
No cóż, w sumie to mieli z Zevim pewną teorię. Zakładała ona, że Tom czekał aż Harry będzie gotowy na następny krok. A przynajmniej do takich wniosków doszli, gdy zestawili czerwieniącego się, poddenerwowanego Harry'ego z Tomem, który z kolei nieustannie wyglądał na sfrustrowanego. Obserwowali się nawzajem. Chociaż nie — Harry tak naprawdę nie obserwował, ale był świadom, że Riddle wciąż mu się przygląda i sprawiało mu to przyjemność. A mimo to, Tom wciąż czekał. Co samo w sobie było słodkie.
Zevi pokusił się o rozszerzenie teorii. Według niego, to Harry był tym, który miał w ich związku najwięcej do powiedzenia. To Tom był tym, który czekał, który starał się złagodzić te mniej przyjemne aspekty swojej osobowości i godził się na kompromisy. Harry był tym mniej zdemoralizowanym, podczas gdy Tom zawsze przedkładał świętość celu nad metody, więc oczywistym było, że to Harry wyznaczał granice. A Riddle musiał się na to zgodzić albo zaryzykować, że Harry odsunie się od niego. Tom tak naprawdę nie wymagał od niego wiele — no, może żeby Harry bardziej przejmował się sobą, niż jakimiś bzdurnymi ideałami — czyli prawie nic. To miało sens, jeśli wzięło się pod uwagę jego kwestionowalną moralność, że właśnie Tom musiał godzić się na kompromisy, ale z tego co wiedziała, prawdopodobnie żaden z nich nie zdawał sobie z tego sprawy. Byli zbyt blisko i za głęboko w tym siedzieli, by móc to dostrzec.
Tak czy inaczej, była to dość interesująca perspektywa.
Ale jakiś tydzień temu coś się między nimi zmieniło.
Docinanie sobie i flirtowanie weszło na nowy poziom, stało się znacznie bardziej dwuznaczne i nie było już tak jednostronne jak przedtem. Obaj wydawali się bardziej zrelaksowani i znacznie mniej sfrustrowani, a wszystkie te przelotne spojrzenia i pokątne uśmieszki nabrały nowego znaczenia. Osobiście była pewna, że wreszcie się ze sobą przespali. Nie żeby chciała się nad tym dłużej zastanawiać, ale tak właśnie musiało być — bo niby jak inaczej wytłumaczyć to, że na chwilę obecną obaj wręcz ociekali pożądaniem i Hermiona rumieniła się prawie za każdym razem, gdy przebywała z nimi w jednym pomieszczeniu? Ale jedno trzeba im było przyznać — teraz, z perspektywy czasu, stało się oczywiste, że gdy w przeszłości zapewniali wszystkich o platoniczności swojej relacji, mówili prawdę. Napięcie między nimi wtedy, a napięcie teraz… Nawet nie było czego porównywać! Była prawie pewna, że nie da się uprawiać seksu poprzez spojrzenia, co nie zmieniało faktu, że Tom i Harry byli całkiem blisko opatentowania tej sztuki.
Nie wspominając już o ich magicznych aurach. Jeśli było coś, bez czego Hermionie żyłoby się lepiej i czego wolałaby raczej nie doświadczać, to tym czymś z pewnością byłoby obserwowanie dwóch przeplatających się ze sobą magii należących do niestabilnych psychicznie czarodziejów w samym środku posiedzenia dotyczącego gospodarki. Aczkolwiek Harry był uroczo zażenowany, gdy raczyła go o tym poinformować po spotkaniu. Najwyraźniej nie był do końca świadomy, że jego nowoodkryte uczucia do życiowego partnera są aż tak widoczne. Bo oni byli życiowymi partnerami. Hermiona była pewna, że żaden z nich już nawet nie pomyśli o umawianiu się z kimkolwiek innym — ten drugi mu na to nie pozwoli. Obaj byli na to zbyt zaborczy. I mieli na swoim punkcie bzika.
Po tamtym pamiętnym spotkaniu, Hermiona postanowiła, że w jeżeli w najbliższym czasie będzie musiała coś z nimi załatwiać, będzie się z nimi spotykać na osobności, żeby wszyscy mogli się należycie skupić na omawianym zagadnieniu. Tego dnia musieli przedyskutować najnowsze sprawozdania Zeviego i Rona z ostatnich zmian w egzekwowaniu czarodziejskiego prawa i postępów w rolnictwie, oraz jej raport o rosnącej stopie bezrobocia. Była to wiedza niezbędna i jeżeli chcieli, aby prezentacja, którą Tom zamierza przedstawić kandydując na stanowisko Ministra miała ręce i nogi, nie mieli innego wyjścia, jak tylko się z tym zapoznać. Jednakże Harry ulotnił się do domu w tajemniczych okolicznościach, nie podając nikomu żadnego konkretnego powodu — jeśli wierzyć zeznaniom jego asystentki — a Riddle miał tego popołudnia jakieś ważne biznesowe spotkanie.
I właśnie w taki sposób wylądowała razem z Zevim i Ronem w salonie Harry'ego.
— Harry?
Żadnego odzewu. Zerknęła na Zeviego, który odpowiedział obojętnym wzruszeniem ramion.
— Wiem tylko, że na pewno nie ma go w Ministerstwie, ani że nie wyszedł na żadne spotkanie. A przynajmniej nic, o czym bym wiedział.
Skinęła głową, wchodząc głębiej do salonu. Istniała wszakże szansa, że przyjaciel uciął sobie drzemkę gdzieś na kanapie, więc postanowiła go poszukać.
Hałasy dobiegające z kuchni momentalnie przykuły jej uwagę.
Drzwi do pomieszczenia były uchylone, więc po prostu podeszła i otworzyła je szerzej — to co za nimi zobaczyła na dłuższą chwilę odebrało jej mowę i trwale wryło się w mózg.
Tom i Harry się całowali.
Chociaż nie, całowanie chyba nie było w tym wypadku wystarczająco precyzyjnym określeniem.
Poczuła rumieniec wypływający powoli na jej twarz.
Całowanie, w znanym jej znaczeniu, nie było tak agresywne i nie wyjaśniało dlaczego Harry na wpółleżał na kuchennym blacie z rozpiętą koszulą. A już na pewno nie było jednoznaczne z uwieszonym na nim Tomem, którego koszula zniknęła w tajemniczych okolicznościach. Nie wiązało się również z taką ilością ocierania się o siebie nawzajem i tymi niskimi, zdecydowanie niepoprawnymi jękami.
Najwyraźniej spowodowała jednak jakiś hałas, bo Tom podniósł wzrok i spojrzał na nią — coś zaborczego i obsesyjnego błysnęło w jego oczach, gdy, nic sobie nie robiąc z jej obecności, wgryzł się w szyję Harry'ego. Chłopak otworzył szeroko oczy na to doznanie, po czym powiódł wzrokiem za spojrzeniem partnera i aż sapnął, gdy zobaczył uchylone drzwi.
Harry zamarł.
— H-Herm-miona.
— Um… — wymamrotała w ramach odpowiedzi, jakoś tak średnio mogąc się ruszyć. Nie była w stanie oderwać wzroku od rozgrywającego się przed nią spektaklu. Zwłaszcza wtedy, gdy Tom uśmiechnął się złośliwie i po prostu wrócił do składania zaborczych pocałunków na szyi i klatce piersiowej Harry'ego.
Oczy chłopaka rozszerzyły się, a na twarzy pojawiły się wypieki, gdy bez przekonania spróbował odepchnąć Riddle'a od siebie. Co był raczej bezcelowe, jeśli chcecie znać zdanie Hermiony, bo nie dość, że jego próby spełzły na niczym, to jeszcze Harry zadrżał z oczywistej przyjemności.
Pisnęła coś bliżej niezidentyfikowanego i pospiesznie wycofała się z pomieszczenia i zamknęła za sobą drzwi.
— To ja przyjdę później — zawołała na odchodne, rozpaczliwie usiłując kontrolować rumieniec.
— Zrób tak. — To z pewnością był głos Toma. Natomiast ten zduszony jęk wydał z siebie prawdopodobnie Harry.
Merlinie, za dużo informacji. Naprawdę nie chciała wiedzieć, jak wyglądał Harry, gdy przeżywał miłosne uniesienie — był jej najlepszym przyjacielem, na litość boską!
Nawet jeśli Harry i Tom wyglądali w ten sposób raczej… gorąco. Tak troszeczkę.
Szybkim krokiem podeszła do czekających na nią przy kominku mężczyzn.
— Harry nie był zainteresowany? — zapytał Ron, błogo nieświadomy tego, co się wyczyniało w pomieszczeniu obok. Kątem oka Hermiona zauważyła, że lekko pozieleniały na twarzy Zevi po prostu wszedł do kominka i zdezerterował.
— Teraz na pewno nie, jest trochę zajęty.
Ron już otwierał buzię, ale żona go zignorowała i popchnęła w stronę kominka.
— Tom, ty draniu… — Nie doczekali się ciągu dalszego, bo zniewaga płynnie przeszła w jęk, tym razem dużo głośniejszy niż poprzednio. Teraz Ron był zaalarmowany.
— Riddle tu jest? Znowu walczą? Czy Harry jest ranny? — Hermiona przygryzła wargę, starając się powstrzymać od wybuchnięcia histerycznym śmiechem.
— Zaręczam ci, że Harry nie jęczy z bólu.
Ron zamrugał kilkakrotnie, a gdy w końcu zrozumiał, co dokładnie jego żona miała na myśli, zaczerwienił się tak bardzo, że piegi na jego twarzy stały się praktycznie niewidoczne.
— Dobra, to w takim razie co my tu jeszcze robimy?
Pomimo szczerych chęci, Hermionie nie udało się powstrzymać śmiechu, gdy mąż dosłownie wciągnął ją do kominka.
Harry'emu ulżyło, gdy usłyszał odgłos towarzyszący podróży przez Sieć Fiuu i opadł z powrotem na blat. Tom nie przestawał się uśmiechać, gdy walczył z jego paskiem od spodni.
— Mówiłem ci. Kręci cię ekshibicjonizm.
Harry tylko przewrócił oczami i przyciągnął Toma bliżej, nie siląc się nawet na odpowiedź. W porządku, może faktycznie trochę podniecała go myśl (kogo on właściwie chciał oszukać, bardzo podniecała) że ktoś mógł ich obserwować i okej, to przecież nie tak, że zdarzyło im się już uprawiać seks w ministerialnym Atrium — co w zasadzie nie powinno się liczyć, bo rzucili wtedy zaklęcia, które były praktycznie nie do złamania, ale i tak okropnie go nakręcało. No i był jeszcze ten incydent w Tate Modern* i jeszcze tamten raz przy drzewie w mugolskim parku pod silnym zaklęciem kamuflującym i… Salazarze, naprawdę przespali się ze sobą pierwszy raz dopiero tydzień temu?
Co on właściwie chciał udowodnić?
— Zamknij się, Tom.
Zawsze dobra odpowiedź.
Ale moment, bo właśnie. Biedna Hermiona, która prawdopodobnie nabawiła się przez nich przykrego wysięku z oczu. Będzie musiał ją przeprosić.
Ale to później.
*Tate Modern — brytyjskie muzeum narodowe międzynarodowej sztuki nowoczesnej w Londynie [przyp. tłum.]
