Rozdział drugi: Niewyjaśnione


Wszędzie było ciemno. Wysokie drzewa praktycznie kompletnie zasłaniały nocne niebo. Tylko w niektórych miejscach można było dostrzec słabą łunę księżyca, przebijającą się przez gęste korony drzew.

Jackson biegł przez las, kierowany nieznanym mu instynktem. Wiedział, że czegoś szuka – czegoś, czego desperacko potrzebował. Nie wiedział jednak, co to było, ani gdzie mógł to znaleźć.

Czuł się taki zmęczony, taki słaby – taki bezsilny. Nie wiedział, dlaczego tak jest. Był przecież wilkołakiem – a wilkołaki tak szybko się nie męczyły.

Jakiś cień mignął szybko tuż za Jacksonem, zmuszając go do tego, aby się odwrócił. Chłopak nie zdołał jednak dostrzec, kto go śledził. Wiedział tylko jedno.

Musi odnaleźć tą osobę. Ona będzie znała odpowiedzi na wszystkie dręczące go pytania.

Jackson pobiegł zatem za tajemniczym cieniem. Co jakiś czas widział go pomiędzy drzewami, sunącego niedaleko niego. Nigdy jednak nie zdołał się zbliżyć na wystarczającą odległość, aby rozpoznać sylwetkę owej tajemniczej osoby, o twarzy nawet nie wspominając.

Gdzieś w tyle jego głowy zrodziła się myśl, że osobą, którą próbuje doścignąć, jest dziewczyna. Nie wiedział, skąd ta myśl się wzięła – wiedział tylko, że to prawda. Nie miał pojęcia, skąd o tym wiedział, ani czy miał na to jakiekolwiek dowody. Po prostu to wiedział.

W pewnej chwili zobaczył przed sobą majaczącą w cieniu pobliskich drzew postać. Nie była ani za wysoka, ani za niska. Z tej odległości wydawało mu się, że postać znajdująca się w cieniu jest jego wzrostu, lub niewiele od niego niższa.

Jackson powoli zaczął się do niej zbliżać. W miarę jak zmniejszała się między nimi odległość, postać stawała się coraz bardziej widoczna.

Nie rozpoznawał jej jednak. To nie była żadna z jego przyjaciółek. Nie była to też Lydia – Lydia było o wiele niższa od niej. Ta tutaj była praktycznie wzrostu Allison.

- Kim jesteś? – zawołał Jackson, robiąc kilka kroków w stronę nieznajomej. Ta jednak cofnęła się o podobną odległość, chowając się w jeszcze większą ciemność. – Wyjdź stamtąd! Chcę wiedzieć, kim jesteś! – tajemnicza osoba nadal jednak się nie odezwała. Jackson czuł wzbierający się w nim gniew i złość. Był kompletnie zdezorientowany; nie wiedział, co się z nim dzieje. – Powiedz mi, kim jesteś! Proszę! – Chłopak upadł na kolana, oddychając ciężko. Jego serce biło szybko i gwałtownie, tworząc tępy, nieznośny ból w klatce piersiowej.

Tajemnicza postać wciąż milczała. Po chwili jednak zrobiła kilka kroków wprzód, wychodząc na brzeg małej polany oświetlonej słabą łuną księżyca.

Jackson nie mylił się – to była dziewczyna. Dość wysoka i szczupła, ciemnowłosa, o nieco bladej cerze, rozjaśnionej jeszcze bardziej przez światło ziemskiego satelity. Miała ciemne włosy i ciemne oczy. Jackson nie był jednak na tę chwilę pewien, czy jej oczy były koloru brązowego, czarnego, czy może też były ciemnoniebieskie czy ciemnozielone. W tym słabym świetle chwilami ledwie można było cokolwiek dostrzec.

- Jackson. – Głos dziewczyny był delikatny i dziewczęcy, ale jednocześnie pewny i wyraźny.

Jackson przez cały ten czas nie zmieniał swojej pozycji. Siedział na kolanach na twardej, zimnej ziemi, wpatrując się szeroko otwartymi oczami w nieznajomą.

Skądś ją znał – wiedział to. Gdzieś już ją widział. Nie mógł sobie tylko przypomnieć gdzie, i kiedy to było.

- Jackson. – Dziewczyna powtórzyła jego imię, przykucając naprzeciw niego. Jej ciemne, pofalowane włosy sięgały jej daleko za pas. Dziewczyna uśmiechnęła się nieznacznie, po czym dotknęła szczupłą, delikatną dłonią lewej strony twarzy Jacksona. – Nie dociekaj prawdy, Jackson. Ciesz się, że żyjesz.

- Co? – Jackson był kompletnie zdezorientowany. Nie miał pojęcia, o czym ta dziewczyna mówi.

- Nie było ci pisane zginąć z mojej ręki. – Dziewczyna przysunęła się blisko niego, niemalże stykając się swoimi ustami z jego własnymi. Jackson wyraźnie czuł delikatny, aromatyczny zapach dziewczyny. Niezwykle trudno było mu się oprzeć tej woni.

Dziewczyna ujęła ostrożnie lewą dłonią drugą stronę twarzy chłopaka, i przysunęła go blisko siebie. Jackson bezwolnie objął nieznajomą w pasie, zamykając przestrzeń między nią a sobą.

- Zapomnij o mnie, Jackson. – wyszeptała dziewczyna, praktycznie stykając się z nim ustami. – Znajomość ze mną przyniesie ci tylko zgubę i śmierć. – Dziewczyna podniosła wzrok, i spojrzała się prosto w jasne oczy Jacksona.

Teraz widział to dokładnie. Jej oczy nie były ani brązowe, ani piwne, ani czarne. Były ciemnoniebieskie. Teraz widział to wyraźnie.

Dziewczyna zniżyła powoli swoje usta ku niemu, i pocałowała go. W tej samej chwili wszystkie zmysły Jacksona kompletnie zwariowały. Zapomniał on o ostrzeżeniach dziewczyny, zapomniał o tym, co mówiła – liczyła się tylko ta chwila.

Ramiona Jacksona oplotły dziewczynę mocno, przyciskając ją do niego. Jackson bał się ją puścić – bał się, że dziewczyna za chwilę zniknie, pozostawiając go na powrót samego w tym ciemnym, opustoszałym lesie.

- Musisz przestać marzyć, Jackson. – Dziewczynie jakimś cudem udało się wyzwolić z jego silnego objęcia. Jej ciemnoniebieskie oczy błyszczały, gdy dziewczyna przeniosła swoje spojrzenie na twarz chłopaka. – Musisz się obudzić.

- Co? – spytał się Jackson nieprzytomnym głosem. Nie miał pojęcia, kogo trzyma w swoich ramionach; nie znał jej ani trochę. Mimo tego jakaś dziwna siła przyciągała go do niej, nie pozwalając mu odejść. – O czym ty mówisz?

- Obudź się, Jackson. – Głos dziewczyny stał się silniejszy i głośniejszy. – Obudź się!

Obudź się!

Jackson poderwał się gwałtownie, niemalże spadając z łóżka. Był pokryty zimnym potem, i drżał na całym ciele.

Na dworze było już widno od dobrych kilku godzin. Jackson, oddychając ciężko, podążył wzrokiem po pomieszczeniu, w jakim się znajdował.

Nie wiedział, gdzie jest – nie znał tego miejsca. Wyglądało to jak pokój w takim hotelu. Mebli było tu bardzo mało – ot, jedna komoda, stolik z dwoma krzesłami, łóżko, na którym Jackson teraz leżał, oraz dwie szafki nocne. Wszystko to wyglądało na bardzo tanie i stare.

Jackson usiadł ostrożnie na krańcu łóżka, pocierając dłońmi bolące czoło. Nie mógł się na niczym skupić – w głowie huczało mu tak głośno, że nie słyszał nawet własnych myśli. Dopiero po dłuższej chwili zorientował się, że jest praktycznie nagi – na sobie miał tylko białe bokserki, nic więcej. Reszta ubrań leżała rozrzucona na podłodze niedaleko łóżka.

Huczenie w głowie powoli zaczęło ustępować. Jackson otworzył ostrożnie oczy, unikając bezpośredniego kontaktu z jasnym światłem docierającym tu z zewnątrz.

Jackson próbował sobie przypomnieć, co robił ostatniej nocy. Wszystko było zamazane, niewyraźne – jego przybycie do jakiegoś klubu, tańczenie z kilkoma ładniejszymi dziewczynami… i w sumie tyle. Więcej nie pamiętał.

Nagle Jackson przypomniał sobie o śnie, jaki właśnie miał. Przypomniał sobie twarz dziewczyny, jaka w nim występowała.

To nie może być przypadek, pomyślał chłopak. Ona musi mieć z tym coś wspólnego.

Jackson gorączkowo przeszukiwał swoje wspomnienia, zmuszając się do skupienia się na nawet najmniejszych szczegółach. Po kilku minutach zaczął sobie przypominać niektóre sceny: niską, drobną blondynkę, napastowaną przez jakiegoś nacelowanego gogusia. Jackson powstrzymał go od wykorzystania dziewczyny, i planował zabrać ją do jej znajomych. Zaraz potem jednak coś się stało – coś, co spowodowało, że Jackson zapomniał o wszystkim.

Jackson wytężył umysł jeszcze bardziej. Musiał dojść do sedna swojego problemu.

W końcu, po kolejnych kilku minutach, przed oczami Jacksona pojawiła się twarz dziewczyny z jego snu. Wtedy, w klubie, wyglądała jednak inaczej – uśmiechała się, ale jej uśmiech nie sięgał jej ciemnych oczu. We śnie była ubrana w długą do ziemi suknię, w klubie – w czarną bluzkę i ciemne dżinsy. Nawet włosy miała inaczej uczesane, mimo iż w obu przypadkach były one rozpuszczone.

Jackson ujął oburącz swoją głowę, mierzwiąc sobie przy tym włosy. Kim była ta dziewczyna? Czym ona była? Ostatnie, co Jackson pamiętał, to tylko to, że owa dziewczyna przyciągnęła go do siebie i pocałowała. Potem była już tylko pustka. Choć Jackson starał się jak mógł, nie mógł już sobie nic przypomnieć.

- Kim jesteś? – spytał się Jackson sam siebie, nie mogąc odgonić się od wizerunku dziewczyny.

Musiał się dowiedzieć, kim ona jest, i czego od niego chciała. W tym celu musiał ją jednak odnaleźć. I w tym mieście było tylko jedno miejsce, gdzie mógł to zrobić.

Klub, w którym ją poznał. To tam zacznie poszukiwania.