Disclaimer: I don't own Harry Potter.
Autor oryginału: Jpena
Link do oryginału: s/9129473/1/Green–Eyes–Alternative–Universe
Zgoda na tłumaczenie: jest
Paring: Brak
Rozdział 2
Obudziwszy się, nie rozpoznał otoczenia. Potarł przekrwione oczy i uświadomił sobie, że po prawie że całonocnej libacji alkoholowej, wrócił na Spinner's End w towarzystwie swojego ojca chrzestnego. Obiecał mu, że – z jego pomocą – odbuduje swoje życie. Gdy już przenieśli tutaj wszystkie istotne rzeczy ze Dworu Malfoyów, zaczęli przygotowywać się do mającego się odbyć za trzy dni procesu sądowego – obrona musi być solidna. Draco poznał już postawione mu zarzuty: przyjęcie Mrocznego Znaku i Służba Temu, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, przyczynienie się do śmierci Albusa Dumbledore'a, uczestniczenie w torturach Hermiony Granger i doprowadzenie do śmierci Vincenta Crabbe'a.
Westchnął ciężko, wstał z łóżka i udał się do łazienki. Chciał wziąć prysznic i łyknąć kilka tabletek przeciwbólowych – wiedział jednak, że nie może wcielić w życie drugiego zamiaru. Od dnia, w którym wuj znalazł go w piwnicy Blacków, kategorycznie zabronił mu choćby zbliżać się do mugolskich leków i wszelkiej maści czarodziejskich eliksirów.
Konsekwencją zakazu były koszmary. Codziennie budził się zlany potem, obolały i zdezorientowany. Nie chcąc dodatkowo martwić chrzestnego, powiedział mu, że czuje się już lepiej i nic szczególnego mu nie dolega.
Oparł się o umywalkę i spojrzał w lustro – był bledszy i chudszy niż kiedykolwiek wcześniej; stał się cieniem dawnego siebie.
– Wyglądam strasznie – westchnął, po czym umył zęby i wszedł pod prysznic.
Severus, pijąc gorącą herbatę, uważnie studiował prasę – zarówno tą czarodziejską, jak i mugolską. Siedział w kuchni i czekał, aż Draco zejdzie na dół. Życie z nim okazało się niezwykle pouczające. Severus dowiedział się, że nastoletni, cierpiący na depresję chłopcy nie mają poczucia czasu, przez większość dnia snują się po domu bez celu oraz, jeśli już za coś się zabiorą, nieszczególnie się do tego przykładają. Nie chcą także za dużo jeść – jedzenie trzeba w nich wmuszać.
Upił herbaty i westchnął. Znał ból związany z utratą kogoś bliskiego; sam go kiedyś doświadczył. Wpaść w depresję jest łatwo, zaś wyjście z niej nie jest najłatwiejszym zadaniem. Draco nie powinien siedzieć bezczynnie – znalezienie mu więc zajęcia stanowiło priorytet.
Severus mimowolnie pomyślał o Potterze. Chłopak w pewien sposób pomógł Draco, co – trzeba przyznać – wcale nie było proste. Uświadomiwszy sobie tor swoich rozmyślań, potrząsnął głową. Nie miał zamiaru skupiać się na Chłopcu, Który Przeżył. Myślenie o nim i o Lily zawsze prowadziło do roztrząsania sprawy ojcostwa.
Upił kolejny łyk i w duchu podziękował Merlinowi, że jego chrześniak właśnie zszedł na dół.
– Dzień dobry – mruknął blondyn, siadając naprzeciwko Severusa. Nalał sobie filiżanki herbaty i wbił w nią nieszczęśliwy wzrok.
Mistrz Eliksirów zacisnął usta.
– Po śniadaniu przejrzymy nasze notatki – powiedział, kiedy skończył czytać rubrykę zajmującą się polityką.
– Nie chcę. Mam już tego dość. Przeglądamy je od tygodnia. Na okrągło. To, co mamy, powinno nam wystarczyć. – Draco przewrócił oczami.
– Odnoszę wrażenie, że nie rozumiesz, jak wielka jest stawka toczonego przez nas boju, chłopcze – odpowiedział groźnie i zastraszająco. – Wystarczy jeden niewłaściwy ruch, a zostaniesz skazany na dożywotni pobyt w Azkabanie.
Blondyn przełknął ślinę.
– Wiem, wuju. Proszę cię tylko o dzisiaj. Nie sądzę, żebym zniósł kolejne twoje przesłuchanie – stwierdził żałośnie.
Severus zmarszczył brwi, ale skinął głową. Ostatecznie nic wielkiego się nie stanie, jak skupią się dzisiaj tylko na obronie, a i to nie było bezbolesnym zadaniem.
W gorący sierpniowy poranek Harry bawił się w Norze ze swoim pięciomiesięcznym chrześniakiem. Andromeda wykorzystywała czas wolny i skupiła się na rozmowie z Molly. Ginny była w odwiedzinach u Luny, zaś Ron w domu państwa Granger.
Teddy raczkował wokół swojego kojca i chichotał, kiedy Harry w pewnym momencie go łapał i lekko nim potrząsał.
– Nie tak mocno, kochanie – zawołała z drugiego końca pokoju Molly. Co chwilę rzucała na nich okiem.
– Wszystko w porządku, pani Weasley. Teddy'emu się podoba – odpowiedział i zaśmiał się, gdy włosy chłopca zmieniły kolor. – Lubisz taką zabawę, Ted? – Połaskotał małego, który wybuchnął głośnym śmiechem.
Przebywając w towarzystwie chrześniaka, Harry czuł się prawdziwie szczęśliwy, a świat nie wydawał mu się taki okrutny i ponury.
Bawili się aż do wieczora.
– Och, jest już zmęczony. Pozwól, że położę go spać – powiedziała Andromeda, kiedy Teddy zaczął grymasić.
– Zajmę się tym – oświadczył Harry i zanim Tonks zdążyła wstać z krzesła, wziął dziecko na ręce, złapał przygotowaną wcześniej butelkę z mlekiem i poszedł na górę. Tam wyczarował łóżeczko i nakarmił chłopca. Potem kołysał go, dopóki mu się nie odbiło i ostrożnie go położył. – Śpij dobrze, Teddy.
Będąc w połowie schodów, do jego uszu dotarła cicha rozmowa.
– Jestem pewna, że Severus staje na głowie, żeby mu pomóc, ale nie wydaje mi się, żeby poszło po ich myśli – stwierdziła Molly.
– Powinnam coś zrobić. Chłopak jest moim siostrzeńcem, ale za każdym razem, gdy na niego patrzę, widzę młodego Lucjusza i przypominam sobie, że mam do czynienia z Malfoyem. – Andromeda brzmiała na zawstydzoną własnymi myślami.
– To nie twoja wina. Też nie uważam, żeby Draco Malfoy zasługiwał na Azkaban. Jego czyny są winą niewłaściwego wychowania – westchnęła Molly. Przez chwilę między obiema kobietami panowała cisza, a potem Weasley kontynuowała: – Ron, Harry i Hermiona będą zeznawać.
– To z pewnością mu nie pomoże. Nienawidzą tego chłopca i najprawdopodobniej upewnią się, że skończy tam, gdzie według nich powinien.
Molly nie odpowiedziała. Niejednokrotnie słyszała, jak o Malfoyu wyrażają się jej dzieci. Wiedziała, że nie darzyli go sympatią. Odkąd poszedł do szkoły, przez te wszystkie lata, dręczył ich i przezywał. Właśnie przez to czas spędzony przez nich w szkole, nie należał do najcudowniejszych.
Harry przygryzł wargę. Nie chcąc gwałtownie przeszkadzać, cicho zapukał do drzwi, zdradzając swoją obecność.
– Teddy ślicznie zasnął. Wypił całe mleko. Pójdę już, umówiłem się z Ronem i Hermioną na lunch. – Kiwnął szybko głową, po czym wyszedł, zanim którakolwiek z kobiet zdążyła otworzyć usta.
Czarownice patrzyły na jego oddalające się plecy.
– Z Harrym już lepiej. Przestał tyle pić, a przynajmniej tak twierdzi Hermiona – oświadczyła pani domu.
– Snape powinien go wspierać. Harry jest przecież jego synem! Ja zrobiłabym wszystko, żeby odzyskać moją Dorę! – powiedziała z wyrzutem Andromeda.
– Wiem, kochana. – Molly ścisnęła dłoń przyjaciółki. – Każdego dnia tęsknię za Fredem. – Uśmiechnęła się smutno. –Nie możemy patrzeć wstecz, trzeba koncentrować się na przyszłości. Masz Teddy'ego, a ja George'a. Dla nich musimy być silne.
– Stworku! – zawołał skrzata, gdy znalazł się na Grimmauld Place.
Stworzenie pojawiło się z charakterystycznym trzaskiem.
– Tak, panie? – Uśmiechnął się Stworek. Odkąd skończyła się wojna, był o wiele szczęśliwszy. Gotował i sprzątał dom, a nie tylko udawał, że sprząta. Co więcej, wydawał się nawet lubić Hermionę.
– Gdzie są moi przyjaciele?
– Pan Weasley i panna Granger są w swoim pokoju. – Skrzat podskoczył w miejscu. – Pan potrzebuje czegoś jeszcze?
– Nie. Dziękuję, Stworku – odpowiedział grzecznie.
Harry udał się na górę.
Z pewnością był jeden wielki minus mieszkania z przyjaciółmi. Zwłaszcza z przyjaciółmi, którzy są parą. Oczywiście, nie było tak, że nie doceniał ich wsparcia i zaangażowania – byli cholernie pomocni, ale z racji tego, że się ze sobą umawiali, robili różne rzeczy. Wolał nie myśleć, co w ogóle wyrabiali w tamtym pokoju. I był pewien, że Ron najprawdopodobniej też wolałby nie myśleć o rzeczach, jakie jego najlepszy przyjaciel mógł wyrabiać z jego młodszą siostrą.
Odnośnie tego, nie był już z Ginny. Ich związek stracił swój urok, nie czuli się dobrze w swoim towarzystwie i – co zaskakujące – rozstanie nie było jego decyzją. Harry nie miałby nic przeciwko kontynuowaniu tego związku, ale Ginny nie byłaby zadowolona z ich relacji. Po kilku rozmowach uzgodnili, że najlepiej będzie, jak zostaną tylko przyjaciółmi.
Po trzygodzinnej drzemce i zjedzonej kanapce wszedł do salonu z nadzieją, że przyjaciele przestali zajmować się sobą. Nie zawiódł się – na kanapie siedział uśmiechnięty od ucha do ucha Ron. Harry podszedł do barku i nalał sobie szklankę soku dyniowego, po czym usiadł obok niego.
– Hej, stary. Którą mamy godzinkę? – spytał Ron.
– Prawie piątą. Twoja mama zaprosiła nas na kolację. Powiedziałem jej, że będziemy na siódmą – odpowiedział i przygryzł wargę. Przez kilka chwil milczał, po czym zaczął się wiercić w miejscu. Wiedział, że musi zacząć ten temat – jego zadaniem było przedstawić plan, nie Rona.– Za niedługo proces Malfoya – zagaił.
Przyjaciel rzucił mu dziwne spojrzenie.
– Wiem, Harry. Wszyscy otrzymaliśmy ministerialne zawiadomienia.
– Malfoy nie jest mordercą. Wiesz o tym! – powiedział zażarcie.
– Do czego zmierzasz, kumplu? – Ron zmarszczył brwi.
– Nie powinien resztę swojego życia przesiedzieć w celi w Azkabanie.
– Harry! – oburzył się przyjaciel. – Hermiona była torturowana na jego oczach, a on nawet palcem w jej stronę nie kiwnął! Stał i patrzył, jak tamta suka krzywdzi niewinną dziewczynę, a my mogliśmy tylko słuchać jej krzyków… Nawet teraz, po tak długim czasie, mam koszmary, w których przeżywam tamten dzień. Budząc się, wciąż słyszę, jak Hermiona krzyczy – przerwał na moment. – Czy wiesz, że ona też to przeżywa? Budzi się w środku nocy, cała spocona i zapłakana!
– To nie jest jego wina, stary. – Harry potrząsnął głową. – To Bellatriks torturowała Hermionę, nie Malfoy…
– On się przyglądał, Harry! Na procesie nie mam najmniejszego zamiaru kłamać na jego korzyść – stwierdził stanowczo Ron, po czym wstał i zdenerwowany wyszedł z salonu.
Harry westchnął ciężko. Nic na tym nie zyskał, a i upewnił się, że Hermiona także nie będzie mu chętna pomóc.
Nie poddał się jednak i postanowił chociaż spróbować wybadać grunt, kiedy Ron pogrążył się w rozmowie z Percym w Norze. Po cichu wyprowadził dziewczynę na ganek, z dala od ciekawskich oczu Weasleyów. Starał się przy tym wyglądać jak najbardziej naturalnie.
– Muszę o czymś z tobą porozmawiać – zaczął, nerwowo wykręcając palce. – Za niedługo proces Malfoya…
Zanim powiedział coś jeszcze, Hermiona położyła mu dłoń na ramieniu.
– Podzielam twoje zdanie – zakomunikowała. – Ron streścił mi przebieg waszej małej pogawędki. – Uśmiechnęła się uspokajająco. – Malfoy wyglądał na chorego, gdy byłam torturowana. Kiedy Bellatriks próbowała wyciągnąć jakieś informacje z Gryfka, Malfoy próbował mi pomóc. Chciał mnie uzdrowić.
Harry zmarszczył brwi. Nigdy wcześniej o tym nie słyszał.
– Nie lubię o tym rozmawiać – westchnęła Hermiona. – Wytłumaczyłam to Ronowi, kiedy wpadł do naszego pokoju i zaczął się pienić, że chcesz uratować Malfoyowi tyłek.
– Co dokładnie Ron ci powiedział? – Brunet uniósł brwi.
Dziewczyna uśmiechnęła się cieplej.
– Był bardzo zaskoczony. Fakt, że chcesz ochronić fretkę, bardzo nim wstrząsnął. Jest zszokowany.
– Myślisz, że będzie zeznawał na jego korzyść?
Hermiona zmarszczyła brwi.
– Ron nie będzie kłamał, powie prawdę. Nie chciałabym widzieć Malfoya w Azkabanie, ale Harry, sam przyznasz, że każda podjęta decyzja, niesie za sobą pewne konsekwencje. On musi zapłacić za to, na co się pisał. – Chwyciła go za dłonie. – Dlaczego zmieniłeś zdanie? Dlaczego chcesz mu pomóc?
– Narcyza Malfoy ocaliła mi życie. – Odwrócił wzrok.
– Och, nie. Nie robisz tego z powodu jego matki. Proszę cię, odpowiedz mi szczerze. Dlaczego starasz się go ochronić przed więzieniem? Przez siedem lat czynił z naszego życia piekło, a potem próbował nas pozabijać – i to zaledwie kilka miesięcy temu.
– Nie wiem! – powiedział zdruzgotany. – Wydaje mi się, że nie zasługuje na Azkaban! Owszem, jest złośliwym kutasem, ale nie jest wcielonym złem.
Hermina patrzyła na niego przez dłuższy moment.
– Słyszałam, że profesor Snape zajmuje się jego linią obrony – stwierdziła jakby od niechcenia.
– Też o tym słyszałem, ale nie w tym rzecz – chrząknął, umęczony. Naprawdę wolał unikać tematu Snape'a, tak długo, jak to tylko możliwe.
Przyjaciółka powoli skinęła głową. Ewidentnie wolała się z nim nie spierać. Wiedziała, że po raz kolejny proponowanie mu przeprowadzenia poważnej rozmowy z ojcem nie jest dobrym pomysłem. Gdy wspomniała o tym ostatnio, odpowiedział jej chłodno „mój ojciec nie żyje".
– Malfoy sobie nie radzi, Hermiono. Chciał popełnić samobójstwo, pamiętasz?
– Pamiętam – odpowiedziała cicho Gryfonka. Było to wspomnienie, do którego wolała nie wracać. Zbyt przypominało jej o leżącym na podłodze piwnicy Harrym.
– Lucjusz powiedział mu, że jeżeli wypije całą tonę alkoholu, umrze. Malfoy wziął to dosłownie, chciał umrzeć tamtej nocy. – Przełknął ślinę. – Wiem, co to znaczy stracić najdroższych, Mionka. Jego rodzice byli okropnymi ludźmi, ale wciąż ich kochał. Byli dla niego całym światem.
Hermiona uśmiechnęła się smutno. Gdyby Harry powiedział te słowa publicznie, połowa czarodziejskiego świata podałaby mu rękę. Chłopca, Który Przeżył spotkał podobny los.
– Profesor Snape nie pozwoli, żeby Wizengamot skazał Malfoya na dożywocie w Azkabanie. – Kiwnęła głową, po czym weszła z powrotem do domu.
Harry wyszedł na podwórko i usiadł na jednej z huśtawek. Jego myśli mimowolnie popłynęły ku Snape'owi. Bolało go to, że czarodziej, który jest jego biologicznym ojcem, tak bardzo skupiał się na cholernym Malfoyu. Był taki zły, taki wściekły. Powinien wiedzieć lepiej…
Potrząsnął głową. Nie. Nie chce znowu rozmyślać nad tym, jak to znienawidzony nauczyciel jest wszystkiemu winien. Bardzo łatwo było nastawić się przeciwko Snape'owi, a według Hermiony takie podejście nie było zdrowe.
Wrócił do środka i mimowolnie się uśmiechnął. Weasleyowie śmiali się z czyjegoś żartu. Stanowili prawdziwą rodzinę. Harry też był jej częścią. Nie potrzebował Severusa Snape'a.
Obudziwszy się, ubrał w odświętne czarne szaty. Miał zamiar obudzić chrześniaka, ale okazało się, że ten już siedział przy kuchennym stole, także mając na sobie odpowiedni ubiór.
– Nie sądzę, bym mógł to zrobić, wuju. – Chłopiec był blady i zdenerwowany jak nigdy.
– Przejdziesz przez to. Stawisz im czoła – odpowiedział mu stanowczo.
Draco rzucił mu przerażone spojrzenie, ale posłusznie kiwnął głową.
Śniadanie zjedli w ciszy. Obaj byli zmartwieni. Severus nie chciał zawieść swojego chrześniaka.
Gdy aportowali się do Ministerstwa, od razu skierowali się do pękającej w szwach sali sądowej. Nic dziwnego – Draco miał być ostatnim sądzonym Śmierciożercą.
Rozpoczął się przewód.
– Zebraliśmy się tutaj, by rozpatrzeć sprawę Dracona Lucjusza Malfoya. Zarzuty: śmierciożercza działalność, udział w śmierci Albusa Dumbledore'a oraz Vincenta Crabbe'a, tortury Hermiony Granger.
Kingsley skoncentrował się najpierw na przypadku dyrektora Hogwartu. Zeznania składali m. in. Seamus Finnigan, Blaise Zabini, Teodor Nott oraz Padma Patil. Wszyscy potwierdzili, iż Draco (poprzez Pokój Życzeń) wpuścił Śmierciożerców do szkoły, ale nikt nie potrafił powiedzieć, co wydarzyło się potem.
– Wzywamy na świadka pana Harry'ego Jamesa Pottera – zagrzmiał w końcu Minister.
Chłopiec, Który Przeżył wstał i podszedł do miejsca dla świadków, zajmując krzesło tuż obok Dracona.
– Czy pan Malfoy był z panem na Wieży Astronomicznej?
– Tak. – Harry napiął mięśnie.
– Czy pan Malfoy zamordował Albusa Dumbledore'a?
– Nie mógł tego zrobić. Został uprzedzony przez profesora Snape'a. – przerwał na moment. – Chciałbym przypomnieć, że sami państwo ustalili, że profesor Dumbledore już wtedy umierał.
Członkowie Wizengamotu zaczęli między sobą szeptać. Uspokoił ich dopiero donośny głos Kingsleya.
– Kontynuujmy. Przechodzimy teraz do wydarzeń związanych ze śmiercią Vincenta Crabbe'a. Proszę opowiedzieć nam o tym, panie Potter.
– Byliśmy w Pokoju Życzeń razem z Goyle'em, Crabbe'em i Malfoyem. Nie jestem sobie teraz w stanie przypomnieć, ale któryś z nich – Crabbe lub Goyle – wypuścił Szatańską Pożogę. Crabbe tego nie przeżył.
Przez tłum przeszedł szmer.
– Wzywamy na świadka Ronalda Biliusa Weasleya – ogłosił Kingsley.
Ron wstał ze swojego miejsca, po czym zajął krzesło obok Harry'ego. Najwidoczniej Wizegamot doszedł do wniosku, że najlepiej będzie nie odsyłać Złotego Chłopca na widownię; spodziewali się, że będą musieli zadać mu jeszcze kilka dodatkowych pytań.
Minister ponowił spytał o okoliczności śmierci Crabbe'a.
– Malfoy go nie zamordował. Razem z nami próbował powstrzymać rozprzestrzeniający się ogień. Próbował też pomóc swojemu przyjacielowi, ale nie był w stanie – odpowiedział stanowczo Ron. Całkowicie pominął fakt, że Draco miał mordercze intencje.
– Wzywamy na świadka Hermionę Jean Granger.
Czarownica zeszła na dół i usiadła obok swojego chłopaka. W odpowiedzi na pierwsze pytanie potwierdziła niewinność oskarżonego.
– Proszę opowiedzieć o czasie spędzonym we Dworze Malfoyów, panno Granger.
Harry zauważył, że Malfoy nie wygląda najlepiej, a Hermiona znacząco zbladła. Mimo to dzielnie przebrnęła przez moment złapania ich przez Szmalcowników, aż do momentu, kiedy zostali rozdzieleni.
– Bellatriks Lestrange rzuciła na mnie zaklęcie Cruciatus – powiedziała drżącym głosem. Ron, w opiekuńczym geście, złapał ją za rękę. – Kiedy zrozumiała, że nie wydobędzie ze mnie żadnych informacji, spróbowała z Gryfkiem. W międzyczasie Draco zaczął mnie leczyć, ale matka go odciągnęła. Nie wiem, ile minęło czasu, ale potem znowu zaczęliśmy walkę. Uciekliśmy, gdy nadarzyła się okazja.
Po kilku następnych pytaniach Wizengamot poprosił świadków o wrócenie na widownię. W końcu nastała chwila, na którą wszyscy czekali – zeznania oskarżonego dotyczące jego śmierciożerczej kariery.
– Kiedy przyjął pan Znak?
Malfoy odchylił się na krześle i odpowiedział natychmiast:
– W lecie 1995 roku.
– Czy planował pan zamordowanie Albusa Dumbledore'a?
– Tak. – Draco rzucił szybkie spojrzenie swojemu ojcu chrzestnemu. Wiedział, że Severus przerwałby Ministrowi, gdyby było to konieczne. – Czarny Pan groził moim rodzicom. Powiedział, że jeżeli się do niego nie przyłączę, będę się przyglądał śmierci mojej matki, a potem Azkaban zawiadomi mnie, że mój ojciec także nie żyje – przerwał na moment. – Ojciec powiedział mi, żebym się na to zgodził, że to najlepsza możliwa opcja. Posłuchałem go. Nikt by nam nie pomógł, gdybyśmy odwrócili się od Czarnego Pana. Nikt by nam nie uwierzył…
– Dlaczego wpuściłeś Śmierciożerców do Hogwartu? – spytał Kingsley, ignorując szepty członków Wizengamotu.
– Nie było innej opcji. Dopiero po tym wydarzeniu Czarny Pan przestał się pastwić nad moją rodziną. Nie wiecie, jak to jest żyć z poczuciem winy za popełnione czyny. Z powodu tego, co zrobiłem, cierpieli ludzie. W tamtym czasie myślałem tylko i wyłącznie o moich rodzicach. – Wziął głęboki oddech. – Ale oni też cierpieli. Matka stała się cieniem dawnej siebie. Truchlała. Chodziła zmartwiona i zapłakana. Żyliśmy w ciągłym strachu. Ojcu odebrano różdżkę. Czarny Pan bardzo lubił jej używać…
– Czy wyczarował pan Szatańską Pożogę? – kontynuował niezrażony Kingsley.
– Nie. Crabbe to zrobił. – Draco zmarszczył brwi. – Przypadkowo.
– Przejdziemy teraz do tortur panny Granger – ogłosił Minister.
– Granger, Potter i Weasley zostali złapani. Ciotka Bella chciała, żebym potwierdził ich tożsamość. Wystarczył mi jeden rzut oka, żeby stwierdzić, że to faktycznie Potter, ale nie powiedziałem tego na głos. Byłem tym wszystkim piekielnie zmęczony. Chciałem opuścić Dwór. Chciałem uciec do tego bagna, odkąd wuj Severus zabił za mnie dyrektora. Chciałem złapać matkę za rękę i aportować się. Nie miałem stuprocentowej pewności, czy ojciec i wuj uciekliby z nami. – Przełknął ślinę. – Kiedy zobaczyłem leżącą na podłodze Granger, to zaważyło. Wydawało mi się, że jej ból sprawi mi przyjemność, ale jedyne, o czym mogłem myśleć to to, że najmądrzejsza wiedźma, jaką znam, leży na podłodze i płacze o pomoc. – Spuścił zawstydzony wzrok. – Byłem tchórzem i nie przeszkodziłem ciotce w torturach, ale jak było po wszystkim, spróbowałem podleczyć Granger. Wykorzystałem okazję, że ciotka poszła podręczyć goblina.
Nikt się nie odezwał. Przez dłuższy moment cała sala pogrążona była w ciszy.
– Wzywamy na świadka Severusa Tobiasza Snape'a. – Milczenie przerwał Kingsley.
Mistrz Eliksirów zajął miejsce obok oskarżonego.
– Zanim zaczniecie zadawać pytanie, na które moi byli uczniowie już wcześniej odpowiedzieli, chciałbym, żebyście dowiedzieli się czegoś więcej na temat Dracona Malfoya.
Członkowie Wizengamotu byli zaskoczeni tą próbą obejścia protokołów. Kingsley, wyraźnie się wahając, zezwolił jednak na takie odstępstwo.
Wszystko zgodnie z planem. Severus dążył do tego, żeby Draco odzyskał swoją reputację. Chciał, żeby nastolatek miał możliwości, których jemu odmówiono, gdy był Śmierciożercą. Zbyt dobrze wiedział, jak wygląda powojenne życie z Mrocznym Znakiem na przedramieniu.
– Znam Draco, odkąd przyszedł na świat. Los chciał, by od dnia narodzin znalazł się na uprzywilejowanej pozycji. Miał kochających rodziców, którzy wychowywali go w sposób, w jaki sami zostali wychowani. Przedobrzyli. Sprawili, że stał się równie uprzedzony, co jego ojciec. Draco jest dzieckiem ludzkiej ignorancji i dezinformacji. Być może jest to wina jego rodziców, dziadków lub nawet społeczeństwa, w którym dorastał. Czarodziejskie dzieci są izolowane od mugolskich – nie mają prawa żyć z nimi w jednym środowisku. Co więcej, większość rodów czystej krwi nie kłopocze się tłumaczeniem dzieciom, na jakich zasadach działa niemagiczny świat i jacy tak naprawdę są mugole. Takie są fakty.
Severus omiótł wzrokiem całą salę.
– Draco nie jest złym człowiekiem i nigdy nie posunął się do morderstwa. Przeszedł przez swoje własne piekło i owszem, popełniał błędy, będąc przypartym do muru. Nie twierdzę, że mój chrześniak nie zasługuje na karę, ale Azkaban nie jest miejscem dla niego. Draco jest młodym mężczyzną, który został rzucony w sam środek wojny tak jak Fred Weasley, Lavender Brown, Colin Creevey czy Vincent Crabbe. Wszyscy wymienieni przeze mnie czarodzieje nie dostali drugiej szansy, ale Draco zasługuje na życie. Chłopak posiada jeden z najbłyskotliwszych umysłów swojego pokolenia. – Wstał i udał się na swoje miejsce.
– Wizengamot rozpocznie obrady. Proces zostanie wznowiony za trzy godziny – ogłosił Kingsley.
Wszyscy opuścili salę sądową. Wychodząc, Harry spojrzał na Malfoya, cicho rozmawiającego ze Snape'em.
– Nie musiałeś, wuju…
– Zaufaj mi, Draco. Wszystko będzie dobrze. Wiem, co robię. Dajmy im teraz przetrawić zeznania świadków…
– Idziemy jeść, stary. – Ron klepnął Harry'ego w ramię. Potem aportował ich do pobliskiej kawiarni.
Hermiona złożyła zamówienia.
– Profesor Snape miał rację… – powiedziała, upiwszy pierwszy łyk gorącego napoju. Po jej minie widać było, że całym sercem popiera to, co mężczyzna powiedział na temat braku integracji pomiędzy czarodziejskimi a mugolskimi dziećmi. Jakby na to nie patrzeć, znała temat od podszewki.
Co zaskakujące, Ron także miał coś do powiedzenia w tej sprawie. Przemowa Snape'a wzbudziła w nim poczucie winy z powodu nieznajomości mugolskiej kultury; podzielał zdanie swojej dziewczyny.
Harry od czasu do czasu kiwał uprzejmie głową, myślami będąc zupełnie gdzie indziej. Mimowolnie skupiał się na wsparciu, jakie Snape udzielił Malfoyowi. Nie mógł powstrzymać się od zazdrości, że tak nieczuły i zimny człowiek, okazał tyle miłości i oddania, broniąc swojego chrzestnego syna, podczas gdy tego rodzonego bez wahania odrzucił.
