Aomine, po kilku dniach, ucieszył się, gdy zobaczył w oddali zarys swojego pałacu. Co prawda, podróż z Kaijou tutaj nie trwała tak długo, ale wcześniej był na wojnie. Brakowało mu domu.
-Kise.. oi, Kise, obudź się.

Blondyn ziewnął kilka razy i niemal spadł z siodła, chyba zapominając gdzie się znajduje.

-Ej, uważaj - przytrzymał go. Znajdowali się w dolinie, skąd widać było jego zamek. -To twój nowy dom.

-Woooaah. Jest większe niż dom rodziców.

Zapewne, pomyślał Aomine. Ponaglił konia i godzinę później wjeżdżali już do miasta, które leżało u stóp pałacu. Otaczały je wysokie, kamienne mury, a co kilkanaście metrów wznosiły się jeszcze wyższe, również kamienne wieże, na których stali łucznicy. Widząc z oddali proporce Aomine, podnieśli alarm i otwarto dla nich bramę.
-Załóż kaptur na głowę - mruknął Aomine. -Niech cię jeszcze nie widzą.

Blondyn przytaknął i posłuchał mężczyzny. Ludzie wybiegali na ulice i wiwatowali, ciesząc się z powrotu swojego władcy. Aomine pozdrawiał ich gestem, a jego rycerze uśmiechali się i łapali kwiaty, które im rzucano. Kise mimo, że był ciekawy tego wszystkiego, postanowił nie podnosić głowy. Wzbudzał swoim zachowaniem uwagę.
-Lord Aomine przywiózł brankę z wojny!- krzyknął ktoś i zaczęto rzucać kwiaty również im.
-Jeszcze trochę - szepnął mu Aomine do ucha. Kise tylko ponownie skinął głową.

Po kilkunastu minutach zrobiło się ciszej. Kopyta konia zastukały o kamienny bruk pałacowego dziedzińca, a za nimi zamknęła się kolejna brama.
-Już. Możesz podnieść głowę.

Blondyn zrobił to dość energicznie i zaraz zaczął się rozglądać na wszystkie strony.

Na ich spotkanie wybiegło kilkanaście osób, głównie kobiety. Aomine uśmiechnął się, widząc, jak Hyuuga zeskakuje z konia i w pędzie łapie drobną dziewczynę w ramiona.
-To jego żona, Riko-chan.

-Rikocchi? Ale urocza.

-Lepiej mu tego nie mów. Bo jest zazdrosny jak diabli - zaśmiał się i zszedł z konia, nim pomógł zejść Kise.
I wtedy zza nóg Riko wychylił się mały chłopczyk, na oko około dwuletni. Aomine pochylił się i rozłożył ramiona. Dziecko podbiegło do Aomine i wtuliło się w niego. Jednak szybko straciło nim zainteresowanie i podszedł do blondyna, wpatrują się w niego uparcie.

Cały Hikage, pomyślał władca Too i odwrócił się do Kise.
-To mój syn, Hikage. Hikage, to mój nowy małżonek, Kise. Musisz być dla niego miły i pomóc mu się tutaj zadomowić, dobrze?

Mały blondynek uczepił się nogi Kise i pociągnął go za materiał kilka razy, chcąc żeby ten się schylił. Kise kucnął i uśmiechnął się promiennie do malca. Na ten widok Hikage zamrugał kilka razy i od razu rzucił się go przytulić.

-Polubił cię - uśmiechnął się Aomine.
Po chwili przedstawił mu również Riko, a także kilka innych osób. Nie było wśród nich jeszcze żadnej z jego żon. Hyuuga pozwolił Riko na to, by chodziła swobodnie po pałacu (przez co część kobiet jej nie lubiła); najwidoczniej nie była to tutaj norma.

-Bardzo miło mi Cię poznać, Rikocchi! Jestem pewien, że bardzo uszczęśliwiasz Hyuugicchiego! – powiedział Kise, którego ani na chwile nie chciał zostawić malec.

-Chodź, zaprowadzę cię do twoich pokoi - powiedział cicho Aomine, który miał już trochę dosyć tego, że wszyscy wpatrują się w Kise.

-Och. W porządku. Papa, Hikage – pożegnał się i pogłaskał go delikatnie po włosach.

Hyuuga podszedł do nich i wziął chłopca.
-Nie przywitałeś się z wujkiem, co, urwisie? - pocałował chłopczyka w czoło.
-Przyjdę. Za jakiś czas - powiedział Aomine, po czym złapał Kise za nadgarstek i pociągnął w lewo, w stronę wschodniego skrzydła pałacu.

-Co nam tak spieszno?

-Nie chcę, żeby się na ciebie gapili.

-Oh. Przecież jestem tylko chwilową atrakcją, Aominecchi. Nie masz się o co martwić. Ciebie będą kochać wiecznie.

-Nie opowiadaj głupot. Dobrze wiem, że nigdy mnie nie pokochasz. Nawet matka Hikage mnie nie kochała - burknął cicho.

-Aominecchi… - powiedział równie cicho i przytulił się do niego – Nawet jeśli twoja pierwsza miłość nie odpowiedziała na twoje uczucia…. Zawsze możesz zakochać się jeszcze raz, wiesz! I ta osoba wtedy pokocha cię najbardziej na świecie! Mówię ci! I masz wspaniałą rodzinę, Aominecchi! Twój brat zawsze chce cię postawić do pionu i czasem nawet ci grozi. Ale w ten…powiedzmy, że uroczy sposób. I masz swojego małego urwiska. Jak można cię nie kochać skoro dałeś mi więcej ciepła w ciągu kilku dni niż moja rodzina w ciągu całego mojego życia.

Zaskoczyły go jego słowa. Nie przypuszczał, że Kise tak szybko go przejrzy. Obrócił się i lekko wykrzywił wargi w okrutnym uśmiechu.
-Zrozumiałeś mnie źle, Kise. Ja również jej nie kochałem. Była piękna, ale zbyt delikatna na ten klimat. Hikage urodził się jesienią, a ona zmarła zaraz po tym, nie odzyskując już siły. Miała kolor włosów taki, jak ty - dodał tak cicho, jakby mówił to bardziej do siebie niż do niego.

-To by wyjaśniało czemu Hikage jest blondynem – oznajmił, ciągle mu się przyglądając.

-Tak. To twój pokój.
Pokazał mu średniej wielkości apartament, z widokiem na ogród. W kącie stało ogromne łóżko, osłonięte moskitierą w tym samym kolorze, co obicie mebli i pościel (granatowym). Na materacu leżało mnóstwo poduszek.
-Pokój obok to taki salonik. Z niego możesz bocznym przejściem zejść do łaźni. Każę Satsuki znaleźć dla ciebie pokojówkę.

-Wooooaah. To takie wielkie i ładne. I czyste! – zawołał zachwycony i zaczął biegać po całym pokoju.

-Ten kawałek ogrodu należy do ciebie. Yy... jest tutaj chyba ławka i mała sadzawka.

-SADZAWKA? Woaah! Mogę się w niej kąpać?

-Nie. To nie jest klimat na kąpanie się w sadzawce, nie w twoim przypadku - powiedział beznamiętnie. -Pochorujesz się i umrzesz.

-Wcale nie łapie się tak łatwo choróbsk. Aż tak…. Aż tak bardzo.

-Nie. Powiedziałem. Moje słowo jest ostatecznością, Kise. Rozbierz się.

Kise uniósł jedną brew.
-Przed chwilą mówiłeś, że jest za zimno na rozbieranie się.

-Ja cię ogrzeję - oznajmił.

-Chyba nie mam wyboru – westchnął i rozpiął ubranie.

-I tak długo czekałem - mruknął Aomine, rozpinając swoją koszulę i spodnie. Chciał dotykać Kise. Chciał w końcu uczynić go swoim.

-Ah. Powinienem podziwiać twoją cierpliwość, Aominecchi ? – zapytał uśmiechając się szeroko.

-Powinieneś być wdzięczny - przyciągnął go i pocałował powoli. Kise zadrżał i rozchylił lekko wargi.

-Nie bój się - szepnął Aomine.

-Nie boję się.

-Drżysz.

Kise założył mu ręce na ramiona i cmoknął go.

-Bo się do mnie dobierasz.

-Jesteś moją żoną.

-Mężem.

Aomine uśmiechnął się. Naprawdę lubił charakterek Kise.
-Żoną - zaczął wargami muskać jego szyję. Mimo podróży, Kise pachniał przyjemnie.

-Żoną? Mam… penisa między nogami, wiesz?

-I co z tego? To ty przyjmiesz mnie w sobie - mruknął.

-Tsss. I jak mogę tutaj zaprzeczyć…

-Nijak. Ja zawsze wygrywam, Kise, zapamiętaj to sobie.

Blondyn tylko wywrócił oczami, postanawiając skapitulować. Był facetem! Aomine powinien o tym pamiętać! Skoro chciał żony, czemu nie dobierał się teraz do… jakieś laski? Kise może i był specyficzny…ale był…mężem!

-Połóż się - polecił krótko, kiedy Kise był już nagi. Blondyn zaczerwienił się lekko, jak to już miał w swoim zwyczaju i usłuchał proś…dobra, nie oszukujmy się- polecania.

-Podoba ci się pokój? - Aomine zbliżył się do łóżka i zaciągnął moskitierę. Nagle zrobiło się bardziej intymnie.

-Jest śliczny. Cieplejszy niż mój poprzedni. Mam na myśli… przyjemniejszy.

Władca Too wszedł na łóżko i pchnął Kise na poduszki.
-Możesz go urządzić po swojemu. Każda z moich żon dostaje własne pieniądze - zaczął całować jego ramię, mamrocząc słowa coraz ciszej.

-Dużo ich masz? Żon, nie pieniędzy. I nie potrzeba ich dużo. Wystarczy, że wpuszczę tu trochę życia… i książek i zobaczysz. Mój pokój będzie najładniejszy.

-Żon mam trzy, licząc ciebie - teraz pocałunki przeniosły się na szyję. Kise odchylił głowę i mruknął aprobująco.

-Jestem pewien, że są miłymi, młodymi kobietami z ładnymi walorami. Warte króla, oczywiście – Kise miał nadzieje, że nie będą próbowały go utopić w sadzawce - Rozumiem, że Hyuugacchi ma tylko Rikocchi?

-Są jakie są - wzruszył ramionami. -Mój brat jest przeciwny tradycji i uparł się, by mieć jedną. Wybrał Riko-chan. Ale nie mówmy teraz o nich. Pomówmy o tobie.

-O….m-mnie? Nie widzę w tym nic interesującego…

-Teraz mamy więcej czasu dla siebie - mruczał Aomine, przesuwając dłońmi po udach Kise.

-C…co cię interesuje? Już mówiłem co potrafię… więc jakby coś się stało zawsze mogę być kapitanem na twoim statku i walczyć z piratami! Mogę zrobić zapas suszonego mięsa na wyprawę.

Aomine poddał się. Zrobił wszystko, co w jego mocy, żeby pomóc Kise się rozluźnić. No cóż.
-Połóż się wygodnie - wyszeptał do jego ucha, błądząc palcami po wewnętrznej stronie jego uda.

-Leżę wygodnie, Aominecchi – powiedział, wpatrując się w niego w napięciu. Zdecydowanie nie leżał wygodnie. Raczej… jak napięta struna.

-Szzz, jesteś spięty tak, że będzie bolało. Uspokój się.

Kise skinął głową i zaczął serię bardzo szybkich i gwałtownych wdechów.

-Teraz będzie jeszcze gorzej - Aomine pocałował go, chcąc go uspokoić. Pocałunek był raczej leniwy, niespieszny, można powiedzieć, że był delikatny. W końcu oddech chłopaka całkiem się uspokoił, a jego ciała trochę się rozluźniło.

-Lepiej? - pogłaskał go po policzku, rozpamiętując słowa swojego brata. "Po co brać siłą coś, co może zostać ci chętnie oddane?". Kise skinął potakująco głową i wbił w niego maślane spojrzenie złotych oczu. To jak z nim postępował władca bardzo pomogło mu się rozluźnić. Mimo tego, że i tak już polubił Aomine, nie wiedział jak mężczyzna będzie postępował z nim w łóżku i trochę się bał.

Dłoń Aomine zacisnęła się na penisie Kise. Zaczął powoli ruszać palcami, całując go w tors. I zaraz jego blondyn zmienił się miękką masę, która potrafiła tylko wić się i pojękiwać.

-Dobrze - pochwalił, schodząc pocałunkami coraz niżej.

-C…co? – zapytał niemrawo, widząc jak mężczyzna się zniża. W sumie w swoim obecnym stanie, ledwo w ogóle był w stanie to zauważyć.

-Zrelaksuj się - rozkazał, a potem wziął jego męskość do ust. Blondyn krzyknął głośno i wygiął się w jego kierunku. Nie wiedział co powinien zrobić z swoim ciałem. Z jednej strony myślał, że powinien odwrócić wzrok, ale nie potrafił się do tego zmusić. Przyglądał się więc nieśmiało na głowie króla między swoimi nogami i jego dłonią na swoich bladych udach.

Brał go niemal całego. Nie sprawiało mu to trudności, a chciał, żeby Kise poczuł się swobodnie.

-Aominecchi! – zawołał głośno i ponownie wygiął się w jego kierunku –Nn… jeszcze trochę i….ja…

-Wiem - szepnął, całując sam czubek, a potem drażniąc go kciukiem. Oddychając szybko, złapał za pościel i zacisnął na niej palce, dochodząc. Aomine pozwolił, by nasienie Kise skapnęło na jego twarz. Zlizał je koniuszkiem języka.

-O bogowie. Robiąc to zabijasz jakąś niewinną część mnie – powiedział Kise z jękiem podniecenia.

-Też nauczysz się to robić – zapewnił go. -Uwielbiam to.

Blondyn uśmiechnął się leciutko i oblizał prowokująco wargi.

-Czego tylko sobie król zażyczy.

-Więc weź się do ro...
W tym samym momencie do komnaty, bez pukania wpadł Hyuuga. Był zirytowany.
-Bogowie, Aomine, potrzebny jesteś teraz w sali tronowej. Pobawisz się wieczorem. Daj mu czas się zadomowić, o bogowie, za jakie grzechy - wyszedł, poirytowany. Aomine westchnął ciężko i sięgnął po swoje ubrania.
-Wrócę wieczorem. Masz czekać.


Blondyn chodził po pokoju, ściskając w ramionach jedną z wielkich, granatowych poduszek. Nie żeby się niecierpliwił i czekał na powrót Aomine. Nie żeby nadal był lekko podniecony i jeszcze nie do końca zaspokojony. Nie żeby spodobało mu się to dotykanie. Nie. Wcale. Tak tylko sobie spaceruje po pokoju. Poznaje nowe kąty i te sprawy. W końcu czasem zdarza mu się lunatykować, a lepiej znać wroga. W tym przypadku wrogiem jest pokój.

Ciekawe tylko dlaczego nie mógł się do tej czynności ubrać.

W końcu, bez pukania, do środka wszedł Aomine. Za nim wbiegła jakaś pokojówka, ze skromnie spuszczoną głową i wyszła zaraz po tym, jak na stoliczku zostawiła tacę z owocami i butelką wina oraz dwoma kieliszkami.

-Oh. Witaj z powrotem, Aominecchi – mruknął blondyn, rozkładając ramiona i uśmiechając się promieniście.

-Hej - przywitał się Aomine, mijając go i podchodząc do wina. Kise uważnie śledził jego ruchy, znów przytulając do siebie granatową poduszkę.

-Co robiłeś cały dzień?

-Oh. Poznawałem…swoje cztery ściany?

-Nie wyszedłeś ani na chwilę? - Aomine napił się wina, nim podał kieliszek Kise. Blondyn przestąpił z nogi na nogę.

-Nie minęło przecież dużo czasu, a chciałeś bym na ciebie poczekał, nie? I wino nie jest dobrym pomysłem.

-Czemu?

-Po…po winie robię się trochę… namolny i rozochocony. Nikt tego nie lubi.

-Pij - polecił.

Kise chwycił kieliszek i zaczął powoli siorbać z niego napój. Tak naprawdę to całkiem lubił alkohol, ale zawsze jego picie kończyło się źle.

Aomine usiadł na łóżku.
-Rozbierz mnie.

Lekko się stresując, Kise pociągnął kilka (za dużych) łyków z kieliszka i odłożył go na stolik. Powolnym krokiem podszedł do łóżka i położył dłoń na jego ramieniu, delikatnie je masując i rozpinając sznureczki. Aomine obserwował go, leniwie popijając wino. Gdy Kise wreszcie udało się zdjąć jego górną część garderoby, zaczął się lekko rumienić i badać dłońmi jego odkryte ciało.

Król odchylił się, by Kise miał łatwiejszy dostęp. Pozwalał mu dotykać się i poznawać, chociaż nie mógł się doczekać finału tej nocy. W końcu blondyn ochoczo usiadł na jego kolanach i zaczął obcałowywać jego szyję i lizać każde dostępne miejsce, szczególną uwagę poświęcając karkowi.

-Minęło kilka godzin, a ty zrobiłeś się bardzo kontaktowy - Aomine sięgnął po swój kieliszek i podał go Kise. -Pij.

Blondyn tym razem nie protestował i znów pociągnął kilka sporych łyków, łakomie oblizując swoje wargi z płynu. Spojrzał na swój kieliszek, a potem na mężczyznę.

-Do licha z winem – syknął odrzucając gdzieś naczynie i przyglądając mu się pożądliwie. Wtulił głowę w jego zagłębienie szyi i zaczął mruczeć jak zadowolony kociak, przy okazji wędrując dłońmi po jego udach.

Aomine zaśmiał się cicho, po czym przewrócił Kise na plecy, nakrywając go swoim ciałem. Pocałował go; agresywnie i namiętnie, niemal natychmiast rozchylając językiem jego wargi. Kise niemal od razu owinął się wokół niego jak ośmiornica i nie przestawał mruczeć z zadowolenia.

-Gdybym wiedział, że wystarczy trochę wina - westchnął Aomine, wsuwając dłonie pod jego pośladki.

Kise jęknął zadowolony i przybliżył swoje ciało do drugiego, ocierając się o niego.

-Mm….tak? Znaczy, co? Co mówiłeś?

-Nic, nic. Że ładnie pachniesz - zmienił temat. Zbliżył palce do ust Kise. -Obliż je dobrze.

Blondyn otworzył usta i wsunął do nich palce mężczyzny, przymykając oczy i wsuwając je i wysuwając, pracując językiem.

-Dobrze, bardzo dobrze - chwalił Aomine, którego ten widok podniecił bardziej, niż sam by przypuszczał. Oblizał jeszcze kilka razy jego palce, a potem spojrzał na niego pożądliwie.

-Naprawdę? Robię dobrze?

-Idealnie. Patrz mi w oczy. Nie przestawaj - mruczał, przesuwając wilgotnymi palcami po jego brzuchu, wnętrzu uda, aż do tego miejsca. Powoli wsunął palce w Kise, czując, jak blondyn zaciska mięśnie brzucha. -Szzz. Patrz na mnie.

Blondyn skinął głową i położył dłonie na jego ramionach, unosząc się lekko i opadając na jego palce i przyglądając mu się mglistym wzrokiem.

Widząc, jak Kise rozchyla usta, jakby chciał o coś zapytać, ale spomiędzy jego warg wydobywa się tylko cichutki jęk, ni to bólu, ni to zaskoczenia, Aomine omal doszedł. Jeszcze nigdy, żadna z jego partnerek (i partnerów) nie reagował w ten sposób.

Kise bezwiednie wbijał swoje krótkie pazurki w jego ciało, rysując na nim czerwone pręgi.

-Cichutko - Aomine uspokajał go głosem. Nie chciał zrobić mu krzywdy, naprawdę, nie chciał. Ich zbliżenia miały być przyjemnością dla nich obu. -Boli?

-N…nie wiem – wymamrotał i opadł mocniej na jego dłoń, przybliżył twarz do niego i pocałował go w brodę – Nie wiem, Aominecchi.

Jest pijany, pomyślał Aomine. Dobrze, to złagodzi ból.
Wysunął palce i dotknął nimi jego znamienia, lekko je głaszcząc. Kolanem rozchylił nogi Kise jeszcze szerzej, a potem powoli na niego naparł. Kise przez chwile spoglądał na niego jakby w ogóle nie świadomy tego co miało zaraz nadejść. Całkowicie zajęło go oblizywanie szyi Aomine. To dobrze. Przynajmniej będzie rozluźniony.

W końcu wszedł w niego, wydając z siebie dosyć głośny jęk satysfakcji. Książę Kaijou należał do niego już na zawsze.

Kise nagle zadrżał w całym ciele i wciągnął mocno powietrze. Stał się bardziej świadomy tego co się stało. Zacisnął mocniej palce na jego plecach i zamknął szybko oczy.

-Hej, hej, hej, spokojnie. Nie zaciskaj się, bo utknę - warknął szybko Aomine, wtulając twarz w szyję Kise. -To tylko ja. Nie skrzywdzę cię, Ryouta.

Kise tylko skinął szybko głową i starał się rozluźnić. Aomine uniósł głowę i znieruchomiał. Poruszył się dopiero po chwili, ale tylko po to, by pocałunkiem ostrożnie zdjąć łzę z koniuszków rzęs Kise. Blondyn cały czas zaciskał palce na jego ciele i dopiero po tym, rozluźnił ramiona i pozwolił im opaść na materac.

-Chyba cię podrapałem… - mruknął niemrawo.

-Przeżyję - pocałował Kise. -Boli?

Blondyn odetchnął głęboko i wykrzywił usta w lekkim uśmieszku.

-Przeżyję.

Aomine poruszył się. Pierwsze pchnięcie było powolne, jakby chciał sprawdzić, ale kiedy Kise nie zaprotestował, zaczął się w nim poruszać dosyć mocno, pojękując przy tym. Ale nie tak głośno jak Kise; jego jęki mieszały się z krzykami i bolesnymi syknięciami.

Aomine dotknął nosem jego ucha, trąc je lekko, a potem przegryzł je zębami.
-Przyzwyczaisz się. Zobaczysz, przywykniesz do mnie w tobie - wyszeptał gorączkowo. Kise nie potrafił mu w żaden sposób odpowiedzieć, jęknął tylko głośno, sam już nie wiedząc czy to z bólu czy przyjemności.

Kciukiem starł kolejną łzę, która gdzieś zabłąkała się na policzku Kise. Taki delikatny, taki kruchy, myślał władca Too, ale jego ciało kierowało się własnym instynktem, Chciał być jak najgłębiej i jak najmocniej, posiąść Kise i naznaczyć jako swojego. Blondyn za to chciał powstrzymać te łzy i z całej siły zaciskał zęby i powieki.

-Spójrz na mnie - szepnął rozkazująco Aomine. Blondyn zadrżał i rozchylił lekko powieki, spoglądając na niego swoimi złotymi oczami. Wszystko wydawało się być takie rozmazane.

-Nie płacz - Aomine pocałował go w czoło, zwalniając ruch bioder, chociaż udało mu się to tylko dzięki latom żołnierskiej dyscypliny.

-N…nie płacze – zapewnił go, chyba nieświadomy ilości łez spływających po jego policzkach.

-Bardzo cię boli - wymamrotał Aomine. -Wytrzymaj jeszcze chwilę, Ryouta.

Blondyn skinął głową i otarł swoje łzy, pociągając cicho nosem. Aomine znów go pocałował. Chciał odwrócić jego uwagę od bólu. Nie mógł teraz przerwać, za bardzo podobało mu się to, jak ciasny i gorący był Kise. Zaczął dłonią pieścić jego członka. Blondyn pisnął głośno i sam poruszył biodrami, wyginając ciało w jego kierunku.

-Tak lepiej, co? - zasugerował, stymulując go, jednocześnie wciąż wsuwając się w niego głęboko.

Kise odpowiedział mu serią głośnych jęków. Korzystając z faktu, że odchylił przy tym głowę, Aomine nakrył jego szyję wargami i zaczął lekko ssać, tuż obok krtani, gdzie następnie wbił zęby. Mój, pomyślał nagle. On jest mój.

Po serii malinek i szybkich ruchów, blondyn krzyknął i doszedł. Aomine doszedł zaraz po nim, zdobywając się jeszcze na kilka szybkich i trochę brutalnych pchnięć, nim wypełnił go sobą. Kise leżał pod nim kompletnie wyczerpany.

Stoczył się z niego po paru długich minutach i wyciągnął się obok, przeciągając się. Na wargach Aomine widać było uśmieszek satysfakcji. Kise nie milczał długo, po chwili znów zaczął miziać się do boku mężczyzny, mrucząc przy tym coś nie wyraźnego.

-Co? Co tam mamroczesz?

-Zjadłbym suszonego mięsa.

-Mamy owoce - ziewnął. -Ale najpierw idę się umyć.

-Yhyy…okej – mruknął i położył się na łóżku, całkiem rozkroczony.

Aomine wstał i przeciągnął się, zerkając na Kise. Nie dosyć, że był brudny, to w dodatku cały spocony. Łatwo się przeziębi, pomyślał ze złością.
-Wstań.

Kise spojrzał na niego wykończony i spróbował wstać, co skończyło się wywróceniem się.

Aomine złapał go, nim dotknął ziemi.
-Dobra - mruknął, biorąc go na ręce. -Trzymaj się.

-Mmm…Pan-Król jest taki dobry.

-A ty absorbujący.

-Mhmm. Gdzie idziemy, panie-królu?

-Do twojej łaźni. Umyć cię.

Kise uśmiechnął się wesoło i zaczął nucić jakąś melodię. Łaźnie były tuż obok. Jako że znajdowały się blisko gorących źródeł (połączone akweduktami), woda w nich była wciąż ciepła. Aomine wraz z Kise, nie zatrzymując się nawet na sekundę, wszedł do środka.

-Woooaah. Jak ślicznie – zawołał wiercąc się i niemal wypadając z jego ramion.

-Uspokój się, bo cię upuszczę – warknął, wchodząc z nim coraz głębiej do wody, aż sięgała mu do połowy brzucha. Opuścił Kise i wyprostował się. Bez słowa podpłynął do skałki, obok której leżały mydełka. –O, Sakurai chyba wiedział, że tu przyjdziemy – uśmiechnął się lekko.

Gdy tylko się obrócił, zauważył…że nigdzie nie ma blond czupryny.

-Kise? Oi, Kise?!

Kilka metrów dalej chłopak wynurzył się i zachichotał.

-Że cię tyłek nie boli i masz siłę na żarty – Aomine oparł się o skałkę i zamknął oczy. Był najedzony, zaspokojony, a teraz ciepła woda przyjemnie obmywała jego ciało. Jeszcze chwila i, bogowie świadkiem, pójdzie spać.

-Aominecchi, Aominecchi… nie możesz tu zasnąć bo się utopisz. Znaczy uratowałbym cię, ale… lepiej nie spać w wodzie, wiesz?

-Nie śpię – ziewnął i złapał za jedno z mydełek. Zaczął się nim szorować. –Aaa, Satsuki znalazła ci pokojówkę. Jutro przyjdzie.

-Oh. Czyli zostaje tu dziś sam…? – nagle zatrzymał się i przestał pływać i w tę i z powrotem.

-No tak – nie przestawał się myć. –Inne mieszkanki haremu korzystają ze swoich łaźni, a ich pokoje znajdują się dalej. W końcu, wciąż jesteś mężczyzną… Nie wolno ci tknąć żadnej, bo oboje was zabiję – dodał beznamiętnie.

-Nie zamierzałem… - mruknął cichutko i podpłynął do krawędzi, opierając się na niej i milknąć.

-Umyj się porządnie. Nie chcę, żebyś się przeziębił po tym, jak odkryłem, ile zabawy mogę z tobą mieć.
W sumie to Aomine miał ochotę na rundę drugą, ale wciąż pamiętał łzy Kise i jego bolesne jęki. Najwyżej jutro wieczorem pobawią się dłużej.

-A…Aominecchi?

-Co?

Blondyn przez chwilę milczał, nie będąc pewien czy powinien o to pytać.

-Z-zostaniesz dzisiaj ze mną?

-He? Po co?

-B….bo…bo… to nic takie czy coś. Po prostu to nowe miejsce i… nie jest moim pokojem, w którym byłem całkiem sam i czułem się bezpiecznie… i po prostu mogę mieć problemy z zaśnięciem…czy coś. Ale zawsze mogę schować się w szafie i poczytać książkę.

-W szafie nie ma światła, głupku. Poza tym, musisz się wyspać. Jutro nie skończymy po jednym razie – pokazał mu palcem, że ma się zbliżyć. Blondyn niepewnie na niego spojrzał i powoli podpłynął do niego.

Aomine przyciągnął go bliżej i odwrócił się tyłem.
-Plecy – polecił, podając mu mydło. Blondyn namydlił swoje dłonie i zaczął myć plecy mężczyzny delikatnymi ruchami. Aż sapnął, gdy zobaczył na nich ślady swoich paznokci.

Kiedy skończył, Aomine odwrócił się i pokazał mu gestem, że teraz on umyje jego. Podobały mu się ślady zębów i czerwone znaki, jakie zostawił na jego ciele.

Blondyn wyciągnął się w wodzie i kichnął kilka razy.

-Widzisz, o tym mówię – prychnął władca Too i zaczął go myć szybkimi ruchami. Kiedy umył plecy Kise, jego dłonie zjechały na brzuch chłopaka, a sam Aomine przytulił się do niego od tyłu. –Wciąż boli? – szepnął mu do ucha, lekko dociskając biodra do jego pupy.

Kise pokręcił nosem, powstrzymując się od kolejnego kichnięcia.

-N-nie tak bardzo. Tylko…nie tak bardzo.

Jeśli teraz by go wziął, nawet delikatnie, Kise nie byłby w stanie jutro chodzić. Aomine westchnął ciężko i skończył mycie go.
-Idź spać, Kise.

Kise spojrzał na niego niepewnie, ale w końcu skinął głową i ruszył ku wyjściu. Aomine wyszedł zaraz za nim. W końcu w pokoju Kise zostawił swoje ubrania, a nagi po pałacu biegać nie będzie. Nie, żeby się wstydził, ale po co ma mu być zimno w dupę? Nie spodziewał się jednak, że nie zastanie blondyna w pokoju. Przecież nie miał gdzie wyjść, nie? Szczególnie nago.

-Kise? Oi, Kise?!

-Tak?

-Gdzie ty… - Aomine zrobił kilka kroków w stronę szafy i otworzył ją.
Kise siedział w środku, z podejrzanie czerwonymi oczami. Aomine wziął kilka głębokich wdechów, przykładając dwa palce do skroni.
-Bogowie, czy ja chcę wiedzieć, co ty tutaj robisz?

-Przygotowuje swoje łóżko do spania – mruknął poprawiając stos poduszek( które nie wiadomo jakim cudem tam zmieścił) i okrywając się kocem.

-Do jasnej cholery – złapał go, niekoniecznie delikatnie, za ramię i wyciągnął z szafy. Ciągnął go kilka kroków, nim odsunął moskitierę i rzucił Kise bezceremonialnie na łóżko. –Tutaj śpisz, jasne?! Nie wiem, jakie macie zwyczaje w Kaijou, ale tutaj śpi się w łóżku. Miałeś się ubrać, to druga sprawa. Kurwa, Kise, ja nie jestem twoją nianią, tylko panem!

-No dobrze, dobrze. Już się ubieram. Ale śpię w szafie. Łóżko jest za duże i za puste.

-Dlaczego… co? Za duże i za puste? O czym ty gadasz? – Aomine przyjrzał mu się krytycznie. Przecież łóżko w jego sypialni było jeszcze większe.

-No bo… moje łóżko było małe. A jak byłem mały i przychodziłem do mamy do nigdy nie pozwała mi spać ze sobą i układałem się wtedy w jakiś ciasnym kącie. To daje ludziom poczucie bezpieczeństwa, wiesz? Małe kąciki, mam na myśli.

-Na litość… dobra. Dobra. Zostanę z tobą.

Nagle blondyn rozpromienił się i niemal zaczął świecić i emanować kwiatkami, tęczą i serduszkami.

-Naprawdę? NAPRAWDĘ, AOMINECCHI?

-No. Dobranoc.
Sięgnął po świecę i zdmuchnął ją. Jego oczy przywykły szybko do ciemności, więc w ciągu kilku sekund, łóżko obok Kise lekko się ugięło, a Aomine westchnął i zaczął się wiercić. W końcu jednak ułożył się wygodnie i zamknął oczy. Blondyn obok niego wiercił się jakby nie wiedział co ze sobą zrobić. W końcu jednak zaczął przybliżać się do niego i ostrożnie przytulił się do jego boku, mając nadzieje ze chłopak już śpi.

Aomine już miał coś odwarknąć, odepchnąć go, kiedy usłyszał, jak Kise wreszcie spokojnie oddycha i uspokaja się. Ale go pokarało! Takim przychlastem! Za co?! No cóż. Nie odepchnął go i nie skarcił. Pozwoli mu na to, by tak spędził tę noc.
Ale tylko tą jedyną!