Dla Alumfelgi. Miało być o sławetnej kości renifera.
Ozdoba
— Śliczną masz tę kostkę z renifera — mruknął kiedyś zgryźliwie Barbossa w kierunku Sparrowa.
Nie znosił stylu Jacka. Był on niechlujny, kobiecy i zaczepiał o wszystkie możliwe wystające przedmioty lub szorstkie powierzchnie. Niepraktyczny. Prawdziwy pirat nie obwiesza się świecidełkami jak córka kupca bławatnego, który właśnie kupił szlachectwo! Prawdziwy pirat takie błyskotki przepija!
Zagadnięty rzucił mu to swoje szelmowskie spojrzenie.
— Dziękuję ci bardzo, nie wiedziałem, że masz na mnie tak pilne baczenie, prawdziwy przyjaciel z ciebie, Hektorze – ale to nie jest kość renifera. To maleńka kość z kostki tura. Mój przodek dostał ją od Jana z Kolna, w zamian za pomoc w walce z samym krakenem – no, właściwie, to raczej ucieczka była, nie walka…
— Za pomoc dostał kość? Skąpy ten…
— Skądże! Dostał małego tura, którego tamci wieźli, by go okazać wodzom zamorskich lądów. Przodek nazwał tura Rex, po królewsku i jak zwierzę zdechło, kazał je wypchać… Niestety, sława naszego rodu podupadła od tamtego czasu, tura nam rozkradły jakieś podłe wyrzutki ludzkości – i jeno kosteczka się mi ostała. Ale noszę ją z sobą wszędzie, na pamiątkę tamtej dawnej pięknej przyjaźni — trajkocząc to, Jack wreszcie się obejrzał na rozmówcę i zamarł. — Ej, ejże! Hektor! Gdzie jesteś? No… ej, nie mów, że mi nie wierzysz!
