Zaplanowała wszystko z ogromną dokładnością. Bardzo długo dopinała wszystko na ostatni guzik, nie mogła sobie pozwolić na pomyłki. Castiel musiał nauczyć się, jak zabić Deana Winchestera.

Pierwsza próba okazała się kompletnym fiaskiem. Castiel cofnął się z trwogą od Deana i upuścił swoją broń. Gdyby mógł, na pewno by się rozpłakał. W kółko powtarzał, że tego nie zrobi, że nie da rady. Naomi musiała sama zabić symulację, by Castiel oswoił się z tym widokiem. Ale nawet wtedy potrzeba było czasu, by przestał tulić do siebie ciało Winchestera.

- Kolejna próba – nakazała i stworzyła jeszcze jedną kopię.

Tym razem zmieniła zachowanie symulacji. Fałszywy Dean bił Castiela, ranił go, a on wciąż tylko uciekał. To on błagał o litość, nie Winchester.

Obserwowanie tego żałosnego zachowania było trudne. Naomi nie rozumiała, jak Castiel może żywić tak silne uczucia do człowieka. Miała wrażenie, że potrzebował go bardziej niż Boga. Nie mogła pozwolić, by jakikolwiek anioł stał się tak słaby. Castiela wciąż dało się uratować, choć Winchester skorumpował go bardzo porządnie. Nawygadywał mu głupot o wolnej woli, która nigdy nie miała objawić się u aniołów. To była tylko cecha ludzi, którzy z natury byli nieposłuszni.

Podczas trzeciej próby, Naomi znowu musiała wziąć sprawy w swoje ręce. Złapała ramię Castiela i zmusiła go, by dźgnął Deana prosto w serce. Myślała, że pierwsze zabójstwo przyniesie progres. Wprost przeciwnie.

Potrzeba było ponad dwustu prób, by Castiel w końcu zabił Winchestera z własnej woli. Ale nawet wtedy zareagował nie tak, jak tego chciała. Przyklęknął przy ciele i znowu przytulił je do siebie, przepraszając. To była kolejna porażka.

Po tysiącu prób w końcu przestał przytulać ciała, ale wciąż błagał ją, by nie kazała mu tego robić. Po kolejnym tysiącu był już w stanie dość szybko zabić Winchestera. Wciąż nieco się wahał, gdy jego ofiara błagała o życie, ale po wszystkim cierpiał tylko chwilę.

Przy próbie numer 4534, Naomi zmieniła scenariusz. Kopia Winchestera błagała Castiela, by ten pomógł mu uratować Sama. To był strzał w dziesiątkę. Castiel zabił szybciej niż zwykle, a po wszystkim nawet nie mrugnął.

Ostateczna próba o numerze 6596 była idealna. Castiel zabił szybko i z zimną krwią. Był gotowy.

Naomi starała się, by w treningu zastosować każdy scenariusz i prawie jej się udało. Nie przewidziała jednego.

Castiel stał się obojętny na każde błaganie o życie symulacji Winchestera, na każdą sztuczkę. Naomi nie wiedziała, że w głębi serca Castiel cały czas czuł, że zabija symulacje, nie ważne jak doskonałe one były. Kiedy przyszła kolej na zabicie prawdziwego Deana, nie był w stanie tego zrobić. Ale nie tylko dlatego.

Naomi przeoczyła jeden ze scenariuszy. Nigdy go nie zastosowała. Nie sądziła, że Winchesterowi zależy na Castielu na tyle, by nazwać go rodziną. By powiedzieć, że go potrzebuje w równym stopniu, co swojego brata. To był jej błąd. Nie doceniła więzi, jaka była pomiędzy nimi. Nie przewidziała, że Dean nie będzie błagał o życie, tylko o przyjaciela. Błagał o Castiela.