III

Obudziła się w szpitalu, podłączona do kroplówki i pilnowana przez swoje współlokatorki.

- Co się stało?- spytała słabym głosem, wciąż jeszcze zmęczona i senna.

- Zemdlałaś w biurze.- odpowiedziały jedna przez drugą.- Kiedy nie mogliśmy cię docucić, wezwaliśmy karetkę, która zabrała cię wprost do szpitala. Pojechaliśmy za nią na dwa samochody i czekaliśmy tu wszyscy, dopóki lekarz, który cię badał nie zapewnił, że nie grozi ci większe niebezpieczeństwo. Nie chciał nam powiedzieć nic więcej, bo nie jesteśmy z rodziny.- dodały zawiedzione.

- Skoro jednak się obudziłaś, wezwę go.- powiedziała starsza, przyciskając guzik przyzywający personel.

Jak tylko pojawiła się siostra, sprawdziła kroplówkę i poinformowała, że za chwilę poprosi doktora.

- Na czas badania będą panie musiały wyjść.- zwróciła się do jej przyjaciółek.

Z ich min łatwo było wywnioskować, że wolałby nie zostawiać jej samej, ale przepisy były przepisami i należało się do nich stosować. Z posępnymi buziami opuściły więc jej pokój, jak tylko pojawił się w nim nobliwy pan w białym kitlu, ze stetoskopem uwieszonym u szyi.

- Witam. Jestem doktor Green.- przedstawił się.- Widzę, że nareszcie się pani obudziła…- dodał i to było ostatnie, co usłyszały, zanim na dobre zamknęły się za nimi drzwi.

Przez kolejny kwadrans została ponownie osłuchana i opukana oraz dokładnie poinformowana o swoim stanie zdrowia, a raczej jego braku. Nie było sensu się zapierać, gdy wspomniał o jej ewidentnej niedowadze, karygodnych nawykach żywieniowych i trybie życia, dzięki któremu obudziła się bogatsza o poważną anemię i ogólnie wyczerpana.

- To było pierwsze ostrzeżenie ze strony pani organizmu.- stwierdził.- Jeśli wciąż będzie się pani tak zaniedbywać i przepracowywać, skutki mogą być opłakane. Dlatego przez noc przytrzymamy panią tutaj, a jutro wypiszemy do domu, jeśli oczywiście do rana nie wyniknie nic nowego.- dorzucił.- Część wyników jeszcze nie wróciła z laboratorium, ale już teraz mówię, że nie ma mowy, by w najbliższym czasie wróciła pani do pracy. Organizm jest na skraju wycieńczenia i potrzebuje odpoczynku…

- Ależ panie doktorze, chyba nie jest tak źle?- spytała niepewnie.- Naprawdę muszę iść na zwolnienie?

Mężczyzna spojrzał karcąco.

- Tak, o ile nie chce pani wylądować na intensywnej terapii.- odparł.- Nie mówię tego, by być złośliwym, moja droga.- dodał.- Takie są fakty. Sugeruję wykorzystać nadchodzący urlop i pojechać gdzieś, gdzie można odpocząć, wyciszyć się i nadgonić te stracone kilogramy. Tutaj, blisko tak stresującej pracy i codziennych problemów, pani tego nie zrobi.- mówił.

- Więc siedzenie w domu odpada?- spytała.

- Owszem.- skinął głową lekarz.- W zaświadczeniu dla pani szefa z pewnością znajdzie się odpowiednie zalecenie. Wiem, że pracuje pani dla FBI. Nawet jeśli nie posłucha pani mnie, z taką kondycją i wynikami nie zaliczy pani ich badań okresowych, i nikt nie dopuści pani do pracy.

- Zatem nie mam innego wyjścia.- powiedziała cicho.

- Na to wygląda.- potwierdził.- Proszę mi uwierzyć…- dorzucił.- ... żadna praca nie jest warta tego, by rujnować sobie przez nią życie. Jest pani młoda, przyjaciółki zapewniały, że do niedawna była pani w świetnej formie. Znów może tak być, jeśli da sobie pani odsapnąć.

- Ma pan rację, panie doktorze.- zgodziła się wreszcie.- Zaniedbałam zdrowie i teraz za to płacę, leżąc pod tą kroplówką. Jeśli uważa pan, że zmiana otoczenia dobrze mi zrobi i pomoże wrócić na właściwy tor, kim jestem, by ignorować rady zawodowca?- spytała.- Dostosuję się do zaleceń. Nie chcę powtórki z…

- …dzisiejszego poranka.- dokończył za nią, widząc, iż nie była pewna, jak długo tu już jest.- Doskonale!- ucieszył się.- Nawodnimy panią, damy kroplówki na wzmocnienie i zaczniemy leczyć tę anemię, zanim puścimy panią do domu.

- Dobrze, panie doktorze.- skinęła głową i ziewnęła wbrew sobie.

- Nadal jest pani zmęczona. Proszę spać.- zalecił.

- Zrobię to, jak tylko porozmawiam z przyjaciółkami. Martwią się nie wiedząc, co mi jest.- odparła.

- Jeśli pani chce, zrobię to za panią. Nie podzielę się jednak informacjami, których nie chce pani im ujawniać.- zaproponował.

- Nie mam przed nimi tajemnic, panie doktorze.- usłyszał.- Jeśli to nie kłopot, proszę im wyjaśnić mój obecny stan. Oczy mi się same zamykają…- wyznała.

- To żaden problem. Opowiem im, co się dzieje i odeślę do domu, skoro i tak jest pani śpiąca. Nie ma sensu, by tu tkwiły.- uśmiechnął się łagodnie i jeszcze raz sprawdził kroplówkę, która była już na wykończeniu.- Poproszę pielęgniarkę, by ją odłączyła.- dodał, opuszczając regulator w dół tak, by krew nie cofnęła się do pustego już wężyka.

Kiedy nie uzyskał odpowiedzi, spojrzał na swoją pacjentkę i pokiwał głową. Już spała.

- Szkoda.- pomyślał.- Taka młoda, ładna, a już na krawędzi wycieńczenia. Co ten dzisiejszy pośpiech robi z ludźmi…

Ze szpitala wyszła następnego dnia, uzbrojona w zwolnienie lekarskie oraz receptę na witaminy i żelazo.

Dziewczyny poświęciły swoją przerwę na lunch odbierając ją.

- Reszta też chciała przyjechać, ale szef nie chciał puścić wszystkich. Chłopaki pilnują fortu pod naszą nieobecność.- powiedziały.

- Jeśli podrzucicie mnie do biura, sama im wyjaśnię, co i jak, a przy okazji oddam zwolnienie w kadrach. Tym sposobem będę to miała z głowy.- usłyszały i musiały przyznać, że to dobry pomysł. Chłopcy się martwili równie mocno, co one. Wszyscy, bez wyjątku, chcieli być przy niej, kiedy się obudzi, kiedy będzie opuszczać szpital. Ucieszą się, widząc ją poza białymi murami, choć na pewno nie spodoba im się to, co usłyszą.

Nie powiedziały im wszystkiego, kiedy poprzedniego dnia wróciły do biura. W natłoku spraw tylko pobieżnie streściły to, co usłyszały z ust lekarza, nim zmuszone były zająć się obowiązkami. Reszty mieli się dowiedzieć od niej.

Kiedy jechała do pracy, wreszcie uświadomiła sobie, że to jest jej szansa, cud, jakiego tak potrzebowała. Wcześniej była zbyt zmęczona, osłabiona, żeby zrozumieć, iż nie musi już dłużej udawać, że nie musi na siłę szukać sobie randki, a już na pewno nie musi iść na ślub człowieka, który załamał jej serce.

- Tego chciałaś.- przyszło jej na myśl.

To prawda, tego chciała.

Szef nie był zachwycony. Powiedzieć, że ją zrugał, byłoby grubym niedomówieniem.

- Nie myśl, że nie wiem, co robisz po godzinach.- powiedział.- Zewsząd dochodzą mnie słuchy o tym, jak pomagasz innym zespołom, ile spraw na raz konsultujesz. Naprawdę liczyłaś, że to nie odbije się na twoim zdrowiu? Tu wyraźnie pisze, że jesteś bliska wycieńczenia i wymagasz nie tylko leczenia, ale też długotrwałego wypoczynku. Zgodzę się z tym, bo widzę, że są to nie przesadne słowa, ale nie podoba mi się, że tracę jednego ze swoich najlepszych ludzi, nawet jeśli tylko na jakiś czas. Góra docenia twoje poświęcenie. Nie myśl, że nie. Jeśli jednak znów tak zaniedbasz swoje zdrowie, będę pierwszym, który zarekomenduje ci zmianę zawodu. Nie chcemy mieć cię na sumieniu!- stwierdził stanowczo, ale nie bez troski w głosie.

- Tak jest, sir.- uśmiechnęła się blado.

- Dobrze, a teraz znikaj mi stąd. Nie chcę cię widzieć w biurze, dopóki nie wrócisz do pełni formy.- powiedział.- Jedź w jakieś fajne miejsce, odpocznij, naładuj baterie i wróć do pracy z nową energią, a przede wszystkim, zdrowa.

- Ok.- obiecała i niedługo później się pożegnali.

Potem poszła do pokoju, który zajmowała jej ekipa. Najpierw ją wyściskali, potem wygłosili pogadankę podobną do tej, którą zafundował jej szef.

- Przykro mi…- powiedziała, gdy nadeszła pora na rozmowę z NIM.-… że nie będę mogła być na ślubie. Nie czuję się jednak na siłach, a poza tym, zalecenia lekarza niemal zmuszają mnie do zmiany powietrza. Nie przejmuj się jednak, wasz prezent już czeka tam, gdzie się zarejestrowaliście. To ten super wypasiony opiekacz na czele listy!- mrugnęła na pozór wesoło.

- To akurat najmniej mnie teraz interesuje.- odparł, nie odrywając od niej wzroku. Że też wcześniej nie dostrzegł, jak wymizerniała…- Dlaczego doprowadziłaś się do tego stanu?- zapytał bez ogródek.- Jesteś cieniem dawnej siebie.- zarzucił jej łagodnie.

- Dziękuję za szczerość.- odpowiedziała nieco kwaśno.

- Mówię poważnie.- naciskał.- Czuję się winny, że cię nie dopilnowałem.- przyznał.- W natłoku…

- Słucham?!- przerwała mu w pół słowa.- Nie dopilnowałeś?- powtórzyła, spoglądając na niego z niedowierzaniem.- Ostatnim razem, kiedy sprawdzałam, byłam dorosłą kobietą, która sama o sobie decyduje. Nie potrzebuję niańki!- szepnęła wkurzona.

Niełatwo było ją zirytować, ale jemu się to udało.

- Najwyraźniej się pomyliłaś, bo patrząc na ciebie, pluję sobie w brodę, że nie zauważyłem, co się z tobą dzieje i czegoś nie zrobiłem.- powiedział uparcie.

- Nie mam wpływu na to, co widzisz, a czego nie. Nie jesteś też za mnie w żaden sposób odpowiedzialny.- zauważyła chłodno.

- Jesteśmy przyjaciółmi.- powiedział i rzuciła mu spojrzenie w stylu „Naprawdę?". Poczuł się nieswojo widząc je. W ogóle ta rozmowa zaczynała być dziwna i bynajmniej niezbyt przyjemna. Nie podobał mu się kierunek, w którym zmierzała.

- Posłuchaj, nie chcę się kłócić.- westchnęła wreszcie.- Przepraszam, jeśli moja niedyspozycja stanowi dla ciebie problem. Zapewniam, że jest chwilowa. Kiedy spotkamy się znowu, będę już zdrowa i nie będziesz musiał mnie „pilnować". Zresztą, będziesz miał co innego na głowie.- stwierdziła.- Mam nadzieję, że ślub i wesele będą udane. Życzę wam obojgu szczęścia na nowej drodze życia. Naprawdę. Poprosiłabym o zachowanie kawałka tortu, ale nie wiem, kiedy wrócę, więc nie ma sensu. Tylko by się popsuł.- dorzuciła lekkim tonem.- Wszystkiego dobrego i do zobaczenia.- dokończyła wreszcie i pocałowała go w policzek.- Żegnaj…

- Zaczekaj!- poprosił.- Na pewno nie możesz przyjść? To tylko dwa tygodnie. Może mogłabyś choć przyjechać na samą uroczystość? - spytał prawie błagalnie.

- Wybacz, ale tak będzie najlepiej. Przynajmniej wasi goście nie będą się zastanawiać, kim jest ta anorektyczka stojąca w ostatnim rzędzie kościoła.- odparła, siląc się na wesołość.

- Mieliście stać w drugim od ołtarza…- szepnął, jakby to coś miało zmienić.

- To miłe.- odpowiedziała niezobowiązująco i uśmiechnąwszy się po raz ostatni, poszła pożegnać się z resztą zespołu.

Znów patrzył, gdy wychodziła, by wsiąść do wezwanej dla niej taksówki (nie chciała fatygować dziewczyn, bo akurat były zajęte). Niby doszli do porozumienia, dlaczego więc miał poczucie, że tracił coś ważnego?

TBC