betowała Masquerade :* mój Mistrz Eliksirów :* której bardzo, bardzo dziękuję :*
korekta po - Dzwoneczek :*


Potter obudził, gdy tylko słońce oświetliło pokój i przeciągnął na łóżku. Krótka koszulka podciągnęła się odrobinkę za wysoko, ale nie przejął się tym zbytnio. Ziewnął kilka razy i sięgnął po okulary. Obraz nareszcie odzyskał ostrość, więc chłopak wstał. Ubrał się w zaledwie kilka minut i z pewną dozą niepewności zszedł na dół.
Wczoraj wieczorem rozmawiali z Draco dość długo, ale dalej nie wiedział, czego może się spodziewać. Ta nagła zmiana w Malfoyu zaskoczyła go i zdezorientowała. Wkroczył więc do jadalni z dość mieszanymi uczuciami.
- Witam panów – przywitał się z obecnymi przy stole, Syriusz spojrzał na niego zdziwiony.
Jak zwykle przyszedł jako ostatni i usiadł naprzeciwko Malfoya. Sięgnął po chleb i rozpoczął przyrządzanie kanapek.
Śniadanie odbyło się w ciszy, którą od czasu do czasu naruszał tylko dźwięk talerzy czy szklanek. Malfoy spoglądał na niego kilkakrotnie, ale nie podjął rozmowy, więc Potter też milczał, wgapiając się w Draco co chwilę.

- O czym wczoraj rozmawialiście? – zapytał Syriusz.
Kilka minut wcześniej ojciec chrzestny poprosił go na słówko do gabinetu. Siedzieli teraz naprzeciw siebie. Black bawił się szklanką z ciemnobrązowym płynem, a Potter skrawkiem szaty.
- O wszystkim i o niczym – odpowiedział po chwili zastanowienia.
- Chciałbym wiedzieć, o czym rozmawiacie – poprosił Black i przyjrzał się Potterowi uważnie. – Nie cierpisz go? – zapytał spokojnie.
Harry pokręcił przecząco głową.
- To nie tak. To znaczy tak – motał się. – Trochę się zmieniło… chyba… - urwał niepewnie.
Syriusz pociągnął ze szklaneczki, a kostki lodu obiły się o jej brzegi nieprzyjemnie.
- Nic się nie zmieniło, Harry – mruknął. – Miej go na oku.

Draco jak zwykle grał z Lupinem w szachy. Gdy po raz piąty szepnął „szach", wilkołak zacisnął mocno pięści i wstał bez słowa.
- Robisz się agresywny – mruknął Black, widząc, jak jego przyjaciel opuszcza salon.
Nie odpowiedział jednak na ewidentną zaczepkę i ukrył się w swoim pokoju. Draco zaczął składać szachownicę z dość niecodziennym wyrazem twarzy, który zdradzał zarówno irytację jak i satysfakcję. Harry zafascynowany wpatrywał się w blondyna, aż w końcu odważył się i podszedł do niego.
- Z przyjemnością z tobą zagram – zaczął spokojnie.
- Grasz w szachy? – zapytał zaskoczony Draco.
Potter skinął głową i usiadł naprzeciwko.
- Białe czy czarne? – zapytał Malfoy.
- Bez różnicy – odparł Harry.
Black oderwał się od czytanej książki i przyglądał im się przez kilka minut. W końcu jednak powrócił do przerwanej lektury, spoglądając na chłopców od czasu do czasu.
Rozegrali kilka partii, początkowo dużo spokojniej i bardziej asekuracyjnie. Potter przegrał wszystkie. Malfoy wydawał się być niezwykle skupiony z każdym ruchem na szachownicy. Zwykły, chłodny spokój, który nosił na twarzy w Hogwarcie powrócił na dobre i znikał tylko wtedy, gdy Harry pukał w stolik palcami lewej ręki.
- Mógłbyś przestać? – zaczął Malfoy.
Potter zwinął dłoń w pięść i położył na kolanach.
- Na pewno wiesz, jak się w to gra? – znów odezwał się Draco.
- Myślałem, że nigdy nie zapytasz – wyrwało się Harry'emu.
Syriusz podniósł znów głowę znad książki, zwabiony irytacją Pottera. Draco uśmiechnął się z wyższością i zaszachował go po raz piąty podczas tej partii.
- Jesteś pewien? – zapytał Potter nieprzyjemnym głosem.
- Oczywiście – odpowiedział niemal natychmiast Draco i zmarszczył brwi.
Potter uśmiechnął się nieprzyjaźnie i wyprowadził gońca z oblężenia, zbijając królową Malfoya.
- Szach i mat – mruknął.
Draco spoglądał zaskoczony w biało czarny blat.
- To niemożliwe – wyszeptał.
Potter odczekał chwilę, aby Malfoy przemyślał kolejne możliwości, ale każda z nich prowadziła do jednego – wygranej przeciwnika. Usłyszał, jak chłopak wypluwa z siebie stek przekleństw i wstaje.
- Gratuluję – powiedział Draco i wyciągnął dłoń w stronę Chłopca-Który-Przeżył.
Harry zawahał się, ale ujął prawicę przeciwnika.
- Tak, to był naprawdę dobry pojedynek – odrzekł Potter.
Ciepło dłoni Malfoya było zaskakujące i bardzo przyjemne, a uścisk pewny i silny, choć szczupły Ślizgon nie sprawiał takiego wrażenia.

Wieczorem obaj zostali wyproszeni z salonu. Syriusz posłał oczko Harry'emu, więc zapewne miał nadzieję, że młody Potter dopilnuje Malfoya. Obaj ze spuszczonymi głowami powędrowali na piętro. Potter zatrzymał się przed drzwiami do swojego pokoju i niepewnie nacisnął klamkę.
- Chcesz wejść? – zapytał Malfoya.
Zdenerwowany przestępował z nogi na nogę. Usłyszał, jak Draco wciąga mocniej powietrze do płuc.
- Jasne – padła odpowiedź.
Po kilku minutach siedzieli na podłodze pokoju Pottera i wpatrywali się w siebie. Żaden nie wiedział, co powiedzieć, a cisza ciążyła bardziej z każdą chwilą. Draco coraz częściej poprawiał zbyt duże szaty, które wisiały na nim i wyglądały wprost fatalnie. Blada twarz wyrażała wyłącznie napięcie i zdenerwowanie i Potter pomyślał, że musi wyglądać podobnie.
- Więc, Malfoy… - odchrząknął Harry, w duchu wymyślając się za głupi pomysł zaproszenia blondyna do środka.
O co zapytać swojego największego wroga, który na dodatek znajduje się w jakimś dziwnym dołku? Wpatrywał się usilnie w Malfoya, mając nadzieję, że może wyraz twarzy chłopaka zdradzi mu, co czuje albo myśli. Ta jednak jak zwykle była niezapisaną kartą, przez którą przebiegały tysiące różnych uczuć, jednak żadne nie pozostawało tam na dłużej.
Harry przypomniał sobie wyraz oczu Lucjusza Malfoya i wzdrygnął się mimowolnie.
- Potter… - urwał Draco. – Chyba będzie lepiej, jak sobie pójdę.
Harry nie powstrzymał go, czując się tak samo niekomfortowo jak Malfoy. Był mu nawet wdzięczny, że sam postanowił nie przedłużać krępującej sytuacji. Draco przesunął dłonią po ramieniu Harrego i zamarł w pół ruchu. Kolejna chwila ciszy była tylko bardziej krępująca. Potter westchnął z ulgą, gdy drzwi za blondynem zamknęły się i oparł się wygodniej o brzeg łóżka.
Pół godziny później zaproszono ich z powrotem na dół i Harry mógł w końcu przywitać się z Dumbledorem. Dyrektor wyglądał na zmartwionego, ale uśmiechnął się szeroko na widok młodego czarodzieja. Wyciągnął do przodu ramiona, jakby chciał go objąć, ale zamiast tego wskazał mu miejsce po swojej prawicy.
- Dyrektorze – skinął głową Draco.
Mężczyzna odpowiedział mu tym samym i dał znak Lupinowi, by kontynuował najwyraźniej wcześniej przerwaną dyskusję.
- Malfoy nie może tu zostać, nasz wywiad – urwał, gdy dał odpowiedni nacisk na ostatnie słowo – donosi, że Lucjusz wciąż poszukuje syna…
Harry patrzył prosto w oczy Malfoya, który ponownie zdradzał oznaki nerwicy. Dolna warga drżała mu nieznacznie, a twarz straciła spokojny wyraz. Potter zauważył, jak chłopak zbladł, kiedy wymieniono imię jego własnego ojca i chyba po raz pierwszy zaczął żałować młodego Malfoya.
-… Draco nie może tu zostać, ale nie możemy też zostawić go bez opieki na pastwę samemu sobie – ciągnął dalej Lupin. – Harry, stąd też propozycja Minerwy, żeby przenieść was obu do Gryfindoru. Hogwart jest bezpieczny, aportacja jest niemożliwa, a my możemy mieć was tam na oku – dodał.
- Uważam to za bardzo dobry pomysł – powiedział Malfoy, widząc, że Lupin czeka na jego reakcję.
Przez chwilę wpatrywał się w wilkołaka.
- Wiem, że nie dogadywaliście się z Malfoyem – zaczął Syriusz. – On musi się wciąż ukrywać, nie wiemy, kto w Slytherinie nosi lub zamierza nosić czarny znak. Jeśli się zgodzisz, Draco zamieszka z tobą – dodał z naciskiem na ostatnie słowo.
- Ukrywanie w Gryfindorze? – parsknął Potter. – To niemożliwe. Nie mamy pojedynczych sypialni, a podejrzewam, że Ron zauważy obecność ulubionego Ślizgona u siebie – zmusił się do uśmiechu. – Może Pokój Życzeń? – zgłosił sugestię.
- Rozważaliśmy to, ale Malfoy jest teraz pewnie najpopularniejszym życzeniem u Śmierciożerców, a podejrzewamy, że w Hogwarcie kilku uczniów ma poważne powiązania z nimi – odparł Lupin, a Potter kątem oka dostrzegł, że Draco kiwa ze zrozumieniem głową.
Dumbledore odchrząknął i wstał.
- Od jutra stajesz się prefektem Gryfindoru, Harry – powiedział tubalnym głosem. – Minerwa przygotowała już wszystko i przeniosła nawet twoje rzeczy do osobnej sypialni.
- Czyli jednak nie potrzebujecie mojej zgody? – zapytał niepewnie chłopak, zszokowany zmianami, jakie wprowadzono za jego plecami.
- Oczywiście, że potrzebujemy. Więc?
Potter spojrzał ostrożnie na Ślizgona. Malfoy wbił wzrok w stół i nie odezwał się ani słowem.
- Mam nadzieję, że nie chrapiesz – mruknął chłopiec z blizną i poczuł, że to kolejny błąd w ciągu zaledwie kilku dni.

Blondyn siedział na łóżku w zbyt wielkiej szacie i spodniach. Słońce już dawno poddało się w walce o dominację i całkowite ciemności spowiły świat. Nie wiedział, gdzie jest i był sam. Nie, nie sam – poprawił się w myślach, jednak to wcale nie przyniosło oczekiwanej ulgi.
Spojrzał na sygnet w kształcie smoka, który połyka własny ogon. Wiedział, że to coś oznacza, ale nie miał pojęcia, co. Coś też mówiło mu, że nie powinien go ściągać…