felix felicis
Lily na palcach zeszła na dół. Rodzice oglądali telewizję, a Petunia – sądząc po odgłosach, kończyła pakować walizki. Po kilku latach unikania Filcha i Irytka wymknięcie się z domu na wieczorny spacer nie stanowiło najmniejszego problemu nawet w trudniejszych warunkach. Dziewczyna niemal bezszelestnie otworzyła drzwi wyjściowe i zeszła na ganek. Wysoka, smukła postać wciąż jeszcze była widoczna w głębi ulicy. Zaczęła biec w jej kierunku.
- Sev- zawołała, znalazłszy się dość daleko od okien własnego domu. – Sev, poczekaj!
Postać odwróciła się przez ramię, po czym przyspieszyła kroku. Lily nie odpuszczała. Dobiegła do końca ulicy i bez namysłu skierowała się na polną ścieżkę. Dobrze wiedziała, gdzie Severus zmierza. A przynajmniej miała szczerą nadzieję, że zmierza do ich drzewa i że nie wykopał po drodze żadnych dołów w które mogłaby wpaść i skręcić kostkę. Gdy jednak prawie już bez tchu dotarła do znajomej wierzby i spojrzała w górę, ujrzała zwieszające się z grubego konara stopy. Prawie rozpadające się sandały założone były na szare, wełniane skarpety, co Lily skwitowała lekkim uśmiechem. Tak, bez wątpienia to był Severus.
- Szpiegujesz, Evans? – spytał, odgarniając ręką liście i spoglądając na nią wyniośle.
-Evans? –zmarszczyła brwi i oparła dłonie na biodrach. – to już nie „szlama"? Straciłeś odwagę bez swoich uroczych ślizgońsko-śmierciożerczych przyjaciół?
- Wiesz, że nie – odparł, znacznie mniej surowo, jakby z żalem. – Przecież już cię za to przepraszałem, naprawdę tego żałuję. Nigdy bym cię tak nie nazwał, gdyby nie…
Lily spoglądała na niego w milczeniu, nieco bardziej oskarżycielsko niż zamierzała.
- Dlaczego tu przyszłaś? – spytał.
- Dlaczego stałeś pod moimi oknami?
- Przechodziłem tamtędy. Na dole paliło się światło, więc zajrzałem.
- Jasne – prychnęła. – mogłeś okazać nieco więcej finezji przy wymyślaniu tego wykrętu. Dobrze wiem, że cię na to stać
- Mogłaś wykazać nieco więcej finezji i nie odpowiadać pytaniem na pytanie – zauważył z podszytą jadem uprzejmością. Przesunął się nieco na gałęzi, jakby próbował zrobić jej miejsce i ułatwić wspinaczkę. Lily wciąż jednak stała na ziemi.
- Więc po co do nas przyszedłeś? – spytała, groźnie mrużąc oczy. Odwrócił wzrok.
- Mam coś dla ciebie – powiedział po dłuższej chwili milczenia. – Chciałem ci to dać przed wyjazdem z Hogwartu, ale byłaś otoczona swoją nową, wspaniałą świtą.
- Coś takiego – z trudem zredukowała swoje zaskoczenie do nieznacznego tylko uniesienia brwi.– Kolejna próba przeproszenia mnie za „szlamę"?
- Nie. Jeśli już musisz wiedzieć, Evans, pracowałem nad tym już od jakiegoś czasu, zacząłem na długo przed tamtym. I te dwie rzeczy nie mają ze sobą nic wspólnego.
- Oh
- Chodź tutaj i miejmy to już za sobą – burknął, wyraźnie nieco zniecierpliwiony.
Teraz naprawdę zrobiło jej się głupio. Severus przygotowywał dla niej jakaś niespodziankę i nie zaprzestał tych przygotowań nawet po tym, jak się posprzeczali. Rozpoczęła wspinaczkę po pniu drzewa. Po krótkich zmaganiach usiadła na skrawku gałęzi obok Snape'a i złożyła dłonie na kolanach.
- Jak powrót do domu? – spytała. Z jednej strony czuła, że słowa, które między nimi padły nie mogą być cofnięte, a z drugiej wciąż miała cichą nadzieję, że uda się powrócić do tego, co było i rok i dwa, i trzy lata wcześniej. Do wakacji z Severusem. Do momentów w których nie był nerwowy i nieprzyjemny i nie ciskał w ludzi klątwami nieznanego pochodzenia. Do momentów gdy był jej przyjacielem, a nie pomiatanym przez jej nowych znajomych dziwolągiem.
- Normalnie – wzruszył ramionami. – Skorzystałem z sieci fiuu jeśli o to pytasz.
- A jak, no wiesz… dom?
- Też bez większych zmian. Tatuś spalił część książek i potłukł wszystkie puste fiolki. Ale przynajmniej mama nie czuje się gorzej.
Lily nie musiała na niego patrzeć, by wiedzieć, jaki ma teraz wyraz twarzy. Doskonale pamiętała tą minę, która pojawiala się zawsze, gdy padał temat rodziny Severusa. Zwykle dla rozluźnienia chłopak prawie natychmiast pytał o jej rodziców i kochaną mugolską siostrzyczkę, ale tym razem jakoś nie chciało mu to przejść przez usta. To przez tą „szlamę", przez to słowo które wciąż wisiało w powietrzu pomiędzy nimi i nadawało pytaniom o mugoli nowego, obraźliwego podtekstu. Dziewczyna bezwiednie poszukała dłonią jego dłoni i uścisnęła ją lekko. W odpowiedzi uwięził jej rękę w prawie wyłamującym palcem uścisku i złagodził go dopiero, gdy właścicielka ręki syknęła cicho.
- Słyszałem, że w te wakacje wybywasz do potterolandu? – zadrwił.
- Może tak, może nie – odpowiedziała zgodnie z prawdą. Sama jeszcze nie miała pojęcia co zrobić z tym zaproszeniem. – Będzie zależało od mojego nastroju. I od tego, kiedy wrócimy z wyjazdu.
- I od tego, jak ładnie szanowny pan Potter będzie cię prosił i jak bardzo będzie ci nadskakiwał, prawda?
- To nie ma nic do rzeczy – zaprotestowała z rozdrażnieniem. – A ty nie masz jakiegoś obozu dla młodych śmierciożerców czy czegoś w tym typie? – spytała szorstko. Prawie natychmiast ugryzła się w język.
- Lily…
Dłoń Severusa wciąż spleciona z jej dłonią zadrżała lekko. Znów zeszli na tematy, które dzieliły ich już od dobrych kilku lat.
- Posłuchaj, Lily – kontynuował chłopak, ściszając głos do szeptu. Dopiero teraz popatrzyła mu w oczy. – On naprawdę jest potężny. Groźny i potężny i… nie, posłuchaj – popatrzył na nią błagalnie. – I to prawda, co wcześniej mówiłaś, że dużo osób z naszego domu jest po jego stronie. Ich rodziny są więc to naturalne, że oni też…
- Ale twoja matka chyba go nie popiera, a twój ojciec ma gdzieś cały świat czarodziejów włącznie z tobą i twoją matką.
- Ładnie to ujęłaś – uśmiechnął się krzywo.
- Wcale nie musisz się do niego przyłączać, wiesz? – popatrzyła na niego z powagą. – i to, że jesteś w Slytherinie nie ma nic do rzeczy. Dumbledore na pewno chętnie widziałby cię po swojej stronie, jesteś zdolny, jesteś… My wszyscy już teraz wiemy, że po skończeniu szkoły będziemy mu się sprzeciwić, staniemy po jasnej stronie… już nawet kilka osób ze starszych klas ma pomysł jak to zrobić.
- O niczym innym nie marzę, jak być po jednej stronie z bandą grafiątek, włączając w to Pottera i… - urwał, widząc oburzenie odmalowujące się na twarzy Lily. Spuścił głowę i przygarbił się nieco– Przepraszam… naprawdę przepraszam. To nie ma nic do rzeczy, po prostu…
- Znów ci się coś wyrwało, tak? Cóż, ostatnio dość często ci się to zdarza. A może po prostu wolisz ciemną stronę bo zamiast moich znajomych których nie lubisz są te twoje typy spod ciemnej gwiazdy, tak? – spytała, nieco podnosząc głos. –Bo jeśli tak, to jesteś żałosny, głupi i nikczemny.
- Owszem, jestem – przyznał. Powiedział to tak dziwnie ściśniętym głosem, że Lily mimo wszystko popatrzyła na niego ze zdumieniem. Spuściła wzrok na ich wciąż splecone ręce – Ale teraz posłuchaj mnie przez chwilę. Chodzi o to, że nie wiem, jak to będzie. Nie wiem jeszcze, co zrobię i po czyjej stronie stanę i nie jest tak, że na pewno się do niego przyłączam po skończeniu szkoły… Są… są pewne sprawy, które mnie powstrzymują.
- Na przykład jakie? – zerknęła na niego podejrzliwie. Westchnął ciężko. Ciemne oczy nabrały takiej intensywności że Lily zaczęła się nieco bać odpowiedzi.
- Zmierzam do tego, że po prostu nic nie wiadomo i… Lily… on naprawdę jest niebezpieczny i jak dobrze wiesz nie lubi mugoli. Nie lubi takich rodzin jak twoja… czasy są teraz niebezpieczne, ta twoja podróż też może być…
- Do rzeczy, Sev.
Chłopak wolną ręką sięgnął do kieszeni zbyt luźnych spodni i wyjął z niej niewielką buteleczkę. Wypełniona była eliksirem o barwie płynnego złota.
- Co to jest?
- Felix felicis – odparł ze źle skrywaną dumą Severus. - Przynosi szczęście. Po wypiciu udaje ci się wszystko, czego się podejmiesz. Znalazłem go w Eliksirach dla Zaawansowanych i pomyślałem… możesz teraz potrzebować szczęścia, Lily – zakończył z triumfalnym i zarazem nieco smutnym uśmiechem.
-Sev… - wyszeptała, wyciągając dłoń po eliksir. – Ale… eliksiry dla zaawansowanych? To pewnie musiało być trudne do uwarzenia, co?
- Przygotowuje się go sześć miesięcy – przyznał. – No i musiałem zwinąć staremu Slughornowi kilka składników. Ale już próbowałem, działa tak jak powinien.
Dziewczyna spoglądała na niego, nie bardzo wiedząc co powiedzieć i jak się zachować. Chyba zbierało jej się na płacz. Chyba. Nie była pewna, bo jednocześnie chciało jej się śpiewać. Wreszcie rzuciła się na Severusa i mocno oplotła ręce wokół jego szyi.
- Jeszcze nikt dla mnie nigdy… - szeptała, tuląc się do niego mocno i zasypując pocałunkami jego czoło i policzki. – Nikt nigdy nie kradł dla mnie niczego z szafki nauczycieli… nikt nie próbował uwarzyć dla mnie szczęścia… Dziękuję… boże, nawet nie wiem jak mogę ci się odwdzięczyć… Sev, jesteś najlepszym przyjacielem jakiego miałam!
Severus na początku spoglądał na nią ze strachem, wyraźnie nie wiedząc czego może się spodziewać po nagłym ataku. Nie ruszył się ani o milimetr i siedział zupełnie sztywny, pozwalając by rudowłosa czarownica przytulała go i całowała po policzkach. Po chwili strach zniknął. Pozostało tylko napięcie widoczne w ciemnych oczach tak wyrazistych w bladej, ziemistej twarzy. Było w tych oczach coś jeszcze. Ból, którego przyczyny Lily nie potrafiła zrozumieć.
Wreszcie, najwyraźniej pokonując jakieś wewnętrzne opory, Severus lekko poklepał ją po plecach i przysunął twarz do rudych włosów dziewczyny. Jego chude dłonie drżały lekko, przesuwając się po jej plecach i ramionach. Przez dłuższą chwilę siedzieli tak w milczeniu. Żadne nie chciało powiedzieć tego, co przeczuwali od początku tej rozmowy. Prezent został ofiarowany, pozostawało więc rozejść się do domów i udawać, że cała sytuacja nie miała miejsca. Bo przecież chodziło tylko o ten prezent. Tak naprawdę oboje byli boleśnie świadomi tego, że ich przyjaźń zakończyła się miesiąc wcześniej na szkolnych błoniach. Nie potrafili już rozmawiać nie kłócąc się przy okazji o Pottera i Śmierciożerców.
- Będzie mi ciebie brakować, Sev – powiedziała nagle Lily, drżąc pod wpływem nagłego powiewu wiatru. Przyszły mistrz eliksirów mocniej objął ją ramieniem. – Naprawdę będzie, nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo. Będziemy jeszcze czasem rozmawiać, prawda? Wyślesz do mnie sowę? Bo ja ci na pewno przyślę pocztówkę z Paryża.
Chłopak też zadrżał, lecz chyba nie z powodu zimna.
- Muszę iść – wykrztusił wreszcie. – Ojciec będzie się wściekał. A ty rano wyjeżdżasz.
- Ale nie chcę.
- To zostań.
Lily jeszcze przez chwilę obejmowała chudego, żylastego Severusa Snape;'a po czym oderwała się od niego i zręcznie zeskoczyła na ziemię. Chłopak poszedł w jej ślady. Szli polną ścieżką trzymając się za ręce, a gdy dotarli do skrzyżowania Spinner's End z ulicą na której mieszkali Evansowie bez słowa rozdzielili się i poszli każde w swoją stronę.
