II. Knedliki z curry

Phichit nie mógł zasnąć, więc wpakował się Leo i Guang-Hongowi do pokoju. Wymienili wszystkie plotki, przejrzeli tag iceshowtokyo i strzelili tyle selfie, że starczyłoby na pamiątkową księgę liceum. Z kilku roczników. Za ścianą Michele rozmawiał ze złością po włosku.

- Jeśli tak wszystko słychać, to musimy uważać, o czym gadamy - zawyrokował Chińczyk.

- A co? Masz jakieś pikantne sekrety do wyjawienia? - roześmiał się Taj.

- Jak Katsuki z tobą wytrzymał te pięć lat? - zapytał Amerykanin.

Phichit uklęknął i wyprostował się dumnie. - Jestem najlepszym współlokatorem na świcie, a Yuuri to potwierdzi. I nie mieszkaliśmy ze sobą pięć lat, tylko trzy.

- To ciekawe - oznajmił JJ zza drugiej ściany.

- Mówiłem - szepnął Guang-Hong.

Rozległ się śmiech dziecka. Łyżwiarze popatrzyli zdziwieni jeden na drugiego, a potem każdy zaczął wypatrywać, skąd pochodzi dźwięk.

- Może Michele gada przez Skype'a - zastanowił się Phichit.

Śmiech zabrzmiał ponownie, z innej strony. Ji nakrył się kołdrą.

- Muszę przyznać, że to trochę creepy - powiedział Leo. - Mieliśmy być tylko my, nie?

- To kompleks budynków. - Chulanont wzruszył ramionami. - Może kogoś przywiało z innego ryokanu. Słyszałem, że obok są gorące źródła. O! Wiem, co będziemy robić po evencie!

Guang-Hong niepewnie wyjrzał spod kołdry.

- Tam trzeba być nago - powiedział.

- No i? - Phichit nie widział problemu.

Taj już miał podnieść komórkę, żeby zrobić zdjęcie skonsternowanemu Chińczykowi, kiedy rechotliwy śmiech małego dziecka rozległ się tuż przy jego uchu. Podskoczył jak opatrzony, boleśnie rozbijając się na przesuwanych drzwiach. Prowadnica narobiła strasznego huku.

- Wszystko u was ok? - usłyszeli Isabellę.

- Sły-słyszeliście to? - wysapał Chulanont z oczami jak spodki.

Guang-Hong wyskoczył spod kołdry i oskarżycielsko wycelował w przerażonego kolegę palec wskazujący.

- Nikogo nie nabierzesz! Puściłeś to z telefonu! Ten dowcip ci się nie udał!

Na Phichita wstąpiły siódme poty. - Ja przysięgam... Ja... LEO!

Amerykanin westchnął. - Na mnie nie patrzcie, ja proponuję iść spać.

Taj wytoczył się na korytarz. Normalnie nie było łatwo go przestraszyć, ale musiał przyznać, że tej dwójce się udało. Ze stresu dostał czkawki. Ściskając w spoconej ręce komórkę, poszedł do kuchni. Na miejscu zastał pogrążonego w lekturze Wiktora ze szklaneczką ciemnego (prawdopodobnie) alkoholu. Postanawiając mu nie przeszkadzać, wziął nowe naczynie i nalał wody z kranu. Czkawka nie przechodziła, a próby stłamszenia jej płynem kończyły się jedynie dziwnym gulgotaniem z żołądka. Zwykle to działa na odwrót, nie? Musisz się przestraszyć, żeby zakończyć czkawkę, a nie ją zacząć!

- Yuuri, hik, poszedł spać? Hik! - zapytał, nie panując nad głosem. - To do niego, hik, niepodobne.

Wiktor zaprzestał lektury i spojrzał zdziwiony na Phichita. Tak wciągnął się w historię, że go nie zauważył. Albo celowo zignorował. W każdym razie przytaknął niemrawo. Zapadła cisza przerywana jedynie czkawką Chulanonta. Dźwięk towarzyszący szklance upadającej do zlewu był przez to jeszcze bardziej rozdzierający. Phichit w momencie znalazł się przy Wiktorze. Miał wrażenie, że całą odległość pokonał jednym skokiem. Rosjanin wyglądał bardziej na rozdrażnionego niż przestraszonego. Taj postąpił do przodu, niepewnie zaglądając do zlewu. W ręku ściskał puste naczynie, a stopą odzianą w skarpetkę wdepnął w kałużę wody, którą sam wylał moment wcześniej. Zaklął coś po tajsku i przyjrzał się źródłu hałasu.

- Ile szklanek jest w zlewie? - zapytał Wiktor, podpierając głowę ręką.

- Jedna? - odparł skonsternowany Phichit.

- Przysięgam, że spadło ich tam z siedem.

Taj podszedł do zlewu i wziął przyczynę huku do ręki. Miała ubity brzeg. Na plastikowej kratce nie leżało nic więcej. Wiktor chyba powinien przestać pić. Przynajmniej czkawka minęła, jak ręką odjął. Jednak sposób ze straszeniem działa.

- Właściwie to czemu nie śpisz? - zapytał Chulanont.

Rosjanin posłał mu zmęczone spojrzenie, natychmiast zamieniając poważny wyraz twarzy na dramatyczne odgrywanie roli wykorzystanego przez los dzieciaka.

- Yuuri śpi, a dzwonili, że jednak dzisiaj dowiozą Nekolę.

Phichit zastanowił się. Słyszał, że Czech utknął w Chinach przez burze i cały występ stoi pod znakiem zapytania. Widocznie coś udało się skombinować albo Emil tak bardzo nie mógł się doczekać spotkania z Michele, że podjął przeprawę wpław, a potem przybiegł do Tokio.

Szklanka spadła do zlewu. Taj wystraszył się tak bardzo, że upuścił obie trzymane w rękach. Jedna rozbryznęła się na kafelkach wnęki kuchennej, a druga poturlała z brzdękiem aż na skraj tatami. Wiktor poderwał się z siedzenia.

- Czekaj, nie ruszaj się, przyniosę ci jakieś kapcie.

Rzeczywiście, Phichit utknął, boso, otoczony drobnymi odłamkami szkła. Krzyk uwiązł mu w gardle, chociaż bardzo chciał poprosić Rosjanina, żeby nigdzie nie odchodził, bo to już przestaje być śmieszne. Zamarł cały zmrożony, mają wrażenie, że gdy tylko się odwróci, zobaczy coś super strasznego. Powoli wyciągnął telefon i włączył aparat. Podniósł komórkę i skierował na twarz. Ulga, którą odczuł, kiedy zobaczył jedynie własną, dobrze znajomą mordkę, bez wyszczerzonej twarzy obok, jednocześnie stanowiła przyjemne i zawstydzające uczucie. Wszystko przez ciotkę ze strony ojca, jej głupie posągi Buddy w każdym zakamarku, jej odczynianie uroków, jej powiedzenia, przesądy i całe to cholerstwo do straszenia dzieci. Można dodać jeszcze niezliczoną ilość horrorów o mściwych duchach, w dodatku produkcji rodzimej, by spotęgować przerażenie znajomymi twarzami i miejscami.

W końcu są w luksusowym ryokanie, na pewno jakieś wyższe japońskie sfery tutaj urzędowały, kto wie, jakiego trupa zakopali pod tatami.

Wiktor wrócił z klapkami z toalety, bo miały gumową podeszwę. Z nim pojawiła się zasuszona, ale elegancka gospodyni, nie okazująca ani cienia zdenerwowania. Natychmiast zaczęła sprzątać bałagan, gdy tylko Phichit ostrożnie, niczym baletnica w kapciach z kibla, usunął się z drogi.

- Gdzie jest druga szklanka? - zapytał Rosjanin. Taj rozejrzał się bezradnie. - Okaa-san nie sprzątnęła tej szklanki. Podniosłeś ją? Była tam, a teraz zniknęła.

Chulanont zmrużył oczy. To głupie, Yuuri by ich wyśmiał. Ale naczynie faktycznie przepadła bez śladu. Literatka z utłuczonym brzegiem.

Tym razem o zawał o mało nie przyprawiła ich komórka wspomnianego Japończyka. Wiktor odebrał bez przekonania, po czym ruszył do wyjścia. Phichit nie miał najmniejszej ochoty pozostawać sam z gospodynią, chociaż nie przejawiała najmniejszych oznak szamańskości, wiedźmowatości, czy innych nadnaturalnych mocy, ale lepiej dmuchać na zimne.

Emil bez niczyjego zaproszenia i pomocy rozbierał się na werandzie. Wiktor przywitał go niemrawo, mocno zaspany. Czech absolutnie nic nie zrobił sobie z letniego powitania i grzecznie, po europejsku uściskał rękę idola. Phichit próbował pomóc z ogromną walizą, ale różnica wzrostu między łyżwiarzami przesądziła. Słowianie w duchu panslawizmu wtaszczyli bagaż na piętro, z azjatyckim dopingiem.

- W lodówce jest reszta z kolacji. - Nikiforov ziewnął, pokazując niemal cały komplet uzębienia. - Mogę ci po... - kolejne ziewnięcie - ...kazać.

- Ja się tym zajmę - oznajmił szybko Phichit. - Możesz wracać do swojego faceta! - dodał radośnie, wyganiając go dłońmi. Wiktor tylko skinął głową i powlókł się na koniec korytarza do malutkiego pokoiku, który dzielił z Yuurim.

Czech dał się zaprowadzić do salonu, zabierając tylko małego laptopa. Po wypadku ze szklanką nie było ani śladu.

- W ogóle to Emil Nikola! - Zamaszyście podał rękę zdziwionemu Tajowi. - Kojarzę cię z zawodów, ale zdaje się, że zostaliśmy współlokatorami, a nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy!

- Phichit Chulanont - uśmiechnął się Azjata i odwzajemnił uścisk.

Emil buszował po kuchni, kiedy Taj przyglądał się z uwagą suszarce na naczynia. Po namyśle przełożył wszystkie szklanki na blat obok zlewu. Czech podniósł brew w geście zdziwienia, ale nie skomentował.

- Właściwie to, czemu nie jesteś w pokoju z Michele? - zapytał Phichit, czując chłód od przemokniętej skarpetki.

- Przecież on śpi z Sarą. Dali mi do wyboru Otabeka, Jurija i ciebie. Uznałem, że z tej trójki, ty będziesz najmniej niezadowolony z towarzystwa.

- No... Michele już nie śpi z Sarą - zachichotał Taj.

Emil odwrócił się, prezentują ogromny talerz wypełniony wszystkim. Chulanont przez moment chciał mu powiedzieć, że jest najedzony i on dziękuje, ale powstrzymał się.

- O niee, to na czyją korzyść go zostawiła? - zapytał rozbawiony Czech.

- Mili, tej Rosjanki.

- Złoty medal, tak, widziałem, pokonała Sarę w pięknym stylu. - Emil pokiwał głową i poszedł rozsiąść się w fotelu. Jedną ręką otwierał laptopa, a drugą z prawie tak wielką wprawą jak Yuuri operował pałeczkami, wpychając niemal bezwiednie kawałki jedzenia do ust. Phichit przysiadł się, podejrzliwie spoglądając w stronę kuchennej wnęki.

- Jeśli jesteś zmęczony, możesz iść spać - zaoferował Emil, błędnie interpretując nachmurzenie kolegi. - Albo jeśli nie chcesz, żebyśmy mieszkali razem, to mogę znieść materac do Mickey'ego. Pewnie nie będzie zadowolony, że go budzę, ale jakoś to przeżyje.

Serce Taja podeszło do gardła. Sam? Ma spać sam, jedyny, samotny, w tym nawiedzonym ryokanie? Jeśli usłyszy ten piekielny śmiech jeszcze raz, to przysięga, że właduje się prosto między Wiktora i Yuuriego i będzie z nimi spał przez resztę pobytu. Choć przy takim scenariuszu bardziej prawdopodobne wydawało się, że Rosjanin zamorduje eks-współlokatora Japończyka przed wyjazdem.

- Nie, nie, nie! - Sam zdziwił się gwałtownością zaprzeczenia, ale panika napierała coraz bardziej. - Zostań, proszę.

Czech wzruszył ramionami i postukał w laptopa, dalej zajadając się bezpardonowo. Ogromny talerz, większy niż głowa Phichita, opustoszał w dziesięć minut, a Emil nie zdradzał żadnych oznak przejedzenia. Ach, europejskie żołądki. Yuuri też narzekał, że Wiktor je za dużo. Przez ten cały czas Taj zabawiał Emila opowieścią, co go minęło wieczorem i co go mogło minąć, ale jak na złość nikt się nie upił. Zwykle ludzie reagowali na podobne paplanie grzecznym zainteresowaniem, tymczasem Nekola wykazywał spory entuzjazm, zdawał pytania, komentował krótko, aby nie zaburzyć wywodu Phichitowi, i tylko co jakiś czas zerkał na ekran laptopa, z którego Taj nic nie rozumiał.

- Sorry, na jutro mam wysłać zaliczenie - powiedział przepraszająco, a Chulanont tylko przytaknął.

Emil grzecznie pozmywał, urzeczony towarzystwem Phichita i zachwycony tym, że nowy kolega z jakiś powodów nie odstępuje go na krok. Nawet do łazienki za nim poszedł.

Chulanont mył zęby po raz drugi tego wieczoru, przeciągając tę chwilę w nieskończoność. Nekola brał szybki prysznic w kabinie, więc Phichit czuł się jak ostatni zboczeniec, ale jakaś jego część odmawiał pozostania bez nikogo nawet na chwilę. Zerknął na pozostałe natryski. Wyglądały mokro i pusto. Żadnych mściwych duchów.

Ale Taj wiedział swoje. Yuuri opowiedział mu kilka japońskich legend miejskich i właśnie przypomniał sobie o Hanako z toalety. Był to duch dziewczynki, która zmarła właśnie w łazience, według jednej opowieści podczas bombardowania za drugiej wojny światowej, a według innej - zamęczona przez koleżanki z klasy. Ktokolwiek chciał ją zobaczyć, powinien pójść na trzecie piętro, do trzeciej toalety, zapukać trzy razy i zapytać „Jesteś tam, Hanako?". Phichit wzdrygnął się na samą myśl. Nigdy nie dał się wciągnąć w podobne gry w Detroit, coś typu Bloody Mary. Dziękuję, postoję.

Emil, w samych spodenkach od piżamy, obrzucił kolegę ciekawskim wzrokiem, ale nic nie skomentował. Najwyraźniej z Michelem bywały większe odpały.

- Czy my za ścianą mamy Katsukiego i Nikiforova? - zapytał cicho Nekola, kiedy każdy mościł się we własnym futonie.

- Tak, a z drugiej Sarę z Milą.

Emil zachichotał zdumiewająco niskim głosem.

- Ciekawe, jak Mickey to przeżyje. Tak się bał, że Japończyk upije się i zacznie tańczyć nago na rurze. A dobiło go jeszcze bardzie, że Sara bardzo chciała to zobaczyć jeszcze raz.

- Wiesz, nie wszystko, co słyszysz o Yuurim to prawda. - Phichit poczuł się w obowiązku bronić honoru przyjaciela.

- Mickey opowiadał, co się wydarzyło na bankiecie Grand Prix rok temu... - mruknął Nekola, patrząc w zdobiony kasetonami sufit. - On był wstrząśnięty, ale nim jest łatwo wstrząsnąć. Goła klata i Włoszek odpada. Ja tam pomyślałem wtedy, że ten Katsuki to musi być zajebisty ziomek, taki zabawowy. W każdy razie wywarł na mnie pozytywne wrażenie w Moskwie, gdzie zaczął wszystkich przytulać. Mickey'ego prawie tym zabił, ale co cię nie zabije, to cię wzmocni.

Taj poczuł przypływ ciepłych uczuć względem czeskiego współlokatora.

- Czasami, jak rozmawiam z innymi łyżwiarzami o Yuurim, to zastanawiam się, czy mówimy o tym samym facecie - westchnął.

Emil zamknął laptopa i usłużnie wstał, aby zgasić światło. Nastał półmrok i Phichit po raz pierwszy od wizyty u Guang-Honga i Leo odprężył się. Usłyszał, jak Czech wsuwa długie ciało w pościel. Nie było żadnej możliwości, żeby właśnie wyszeptał mu coś do ucha.

Wszystko stało się tak nagle. Phichit w jednym momencie prawie zasypiał otulony kołderką, czyściutki i bezpieczny, a w drugim siedział na zdezorientowanym Emilu, zatykając sobie usta, żeby nie wrzeszczeć, i święcąc komórką na futon, gdzie spodziewał się zastać stwory z piekła rodem. Czech bezradnie poklepał go po plecach, by dodać otuchy.

- Karaluch? - zapytał.

- Jeśli karaluchy szepczą do ucha jakieś wyliczanki!

- Duch?! - Nekola aż przysiadł, zrzucając z siebie Chulanonta, którego nogi pozostawały przewieszone przez czeskie.

Phichit prawie rozpłakał się z ulgi, że współlokator jest tak samo szurnięty jak on. W przypływie szczerości opowiedział mu o dziecięcym śmiechu, o spadających szklankach i wrażeniu, że ktoś się na niego gapi. Emila aż zatarł ręce z uciechy.

- Japoński nawiedzony ryokan! Uwielbiam takie klimaty! Mickey się zesra, jak to usłyszy.

Taj próbował zaprotestować, w końcu chciał, żeby koledzy dalej uznawali go za poczytalnego (Yuuri to przegrana sprawa), ale Czech przypadł do ogromnej walizy i zaczął w niej kopać. Phichit wymacał ścianę, podniósł się i włączył światło. Emil z cichym okrzykiem radości, wyciągnął czarnego pluszowego gluta.

- To jest Krecik. Z czeskiej dobranocki. To opowieść o małym krecie i każdy Czech się na niej wychował. Podobno puszczali ją w Japonii. Masz.

Podał pluszaka przestraszonemu i zdezorientowanemu Tajowi. Ten zapatrzył się w zezowate oczy, czerwony nosek i bezwstydny uśmiech zabawki. Była tak słodka i kiczowata, że zwinął się z radości.

- To dla mnie? - dopytał.

- Tak, przywiozłem więcej, właśnie, żeby rozdać i trochę kulturę szerzyć. Jak będziesz umiał pokazać na mapie, gdzie są Czechy, to cel osiągnięty. Poza tym, odkąd mój mały brat z takim sypia, to przestał latać do rodziców, że ma koszmary. Na pewno jest zaczarowany i żadnego ducha do ciebie nie dopuści!

Phichit prawie popłakał się z uciechy, jaki wspaniały dostał prezent. Natychmiast zarządził piżamową sesję selfie z Krecikiem w roli głównej, przy asyście Emila. Potem zgodnie pomodlili się każdy do swojego boga, przy czym Nekola oszukiwał, bo okazał się ateistą, i zakopali w futonach, teraz zsuniętych razem, głównie na prośbę Taja. Zasypiał nieco pewniej, tuląc do piersi pluszaka, a za placami mając czeskiego niedźwiedzia.

3 christophe-gc, sara_crispino i 1346 innych
phichit+chu
To jest Krecik i od dzisiaj będzie moim nowym współlokatorem ;) iceshowtokyo em-nekola #tokyo #czechy #krecik

maxmo Jaki słodziak!
2 godz. 25 polubień Odpowiedź

matrioshkab Lol, założę się, że jeździ lepiej od Katsukiego
3 godz. 2 polubienia Odpowiedź

iceskatefan matrioszkab Chyba kpisz, gość jest najlepszym łyżwiarzem w Japonii
3 godz. 46 polubień Odpowiedź

miriadoert Phichit i Emil, mogę to shipować 3
3 godz. 12 polubień Odpowiedź

plysovahracka O jeju jeju, Czechy 3 ;u: Dziękuję dziękuję!
4 godz. 3 polubienia Odpowiedź