NIŻ II

Betowała MichiruK

Specjalnie dla Sary i Neko-wej, za to, że tak długo ze mną wytrzymały w Warszawie.

A! I ostrzeżenie, żeby nie było. M+!

Cz. 1.3

Pełnia wreszcie musiała nadejść. Harry przez cały ten dzień unikał jakiegokolwiek kontaktu z Draco. Do takiego zachowania Pottera Malfoy już się przyzwyczaił. Od kiedy skończyli piętnaście lat Rumuar co pełnię dominował Betę. Zdarzały się przypadki, bardzo rzadko, kiedy wilcza natura była łagodna, lecz bywało tak naprawdę nie za często.

Severus obserwował zachowanie podopiecznego z drugiego końca pokoju, przygotowując na stole mikstury, opatrunki i kilka potrzebnych rzeczy do szybkiego leczenia. Z doświadczenia wiedział, że Rumuar nie pomoże Draco i jedynie Harry będzie w stanie uleczyć rannego. Na trzy doby pokój zostanie zablokowany i jedynie Czarny Pan będzie miał możliwość wejść do niego. Rumuar mógł robić z Draco, co tylko chciał. Jedyne, co dotąd udało się Harry'emu, to zablokowanie magii Kamienia, tak by wilkołak nie mógł z niego korzystać.

Przygotowania do kolejnego ataku trwały od kilkunastu godzin i wszyscy byli zajęci. Weasley i Granger przygotowywali różne strategie, jednak Voldemort sam decydował, którą z nich wybierze. Uczniowie Hogwartu byli traktowani w pewnym sensie jak szpiedzy. Niby zaklęcie milczenia powstrzymywało ich przed wyjawieniem tajemnic z dworu Czarnego Pana, ale i tak nikt im nie ufał.

Voldemort nie był jednak głupi. Dostrzegł inteligencję Granger, a także niezwykły zmysł Weasleya dotyczący wymyślania taktyk. Wykorzystał to na swój sposób. Robił tak z każdym pogryzionym. Nikomu nie pozwalał na lenistwo. Wszyscy mieli swoje zadania, z których musieli się wywiązać, albo kogoś czekała kara. Jak nie sprawcę, to Pottera. Wataha wiedziała, że Alfa nie pozwoli ich skrzywdzić, nawet jeżeli będzie musiał przyjąć ich karę na siebie.

==WSPOMNIENIE==

— Nie zrobisz tego? — Ironiczne, ciche pytanie Voldemorta było chyba gorsze niż krzyk.

Patil patrzyła na niego przerażona, przełykając głośno ślinę.

— Myślę, że potrafię cię przekonać, byś jednak zmieniła zdanie.

Zaklęcie torturujące trafiło ją w nogi i tam ból był największy. Upadła na podłogę, jęcząc i zwijając się w kłębek.

— Przestań!

Potter stanął przed wijącą się na ziemi dziewczynką.

— Alfa wstawia się za swoim stadem? Czyż to nie urocze? — Tom odwrócił się w stronę kilku zgromadzonych w sali śmierciożerców.

Ich śmiech zawtórował jego i przez kilkanaście sekund rozbrzmiewał w komnacie.

— Nie chce wykonać mojego rozkazu! — rzucił ostro w stronę Pottera, który pomagał wstać Padmie. — Zrób coś z tym, Harry Potterze, albo zacznę karać ciebie!

— Zgoda — odparł szybko chłopiec.

— Lubię, jak zgadzasz się ze mną. To sprawia, że nie marnuję bezsensownie czasu.

— Będę przyjmować ich kary na siebie — dodał spokojnie Harry, rozumiejąc, że Voldemort błędnie pojął jego zgodę.

Tom patrzył na niego, zastanawiając się nad jego propozycją.

— To może być ciekawe. Zobaczymy, jak bardzo twoje stadko jest za tobą. Przypominam ci, że w większości to Ślizgoni i że oni raczej nie lubią się z Gryfonami. Przynajmniej będę miał na co popatrzeć.

Skinął na jednego ze śmierciożerców, który wyprowadził Patil, a przyprowadził kolejnego młodego wilkołaka.

— Sprawdźmy. Nott, wczoraj miałeś coś zrobić i nie wykonałeś rozkazu...

— Nie będę usługiwał psychopacie! — Jak na jedenastolatka chłopiec był odważny, przerywając Czarnemu Panu.

— Jeżeli takie jest twoje podejście, to oczywiście zasługujesz na srogie upomnienie. — Nott zadrżał. — A skoro twój przywódca sam się zgodził, że poniesie karę za ciebie, więc możesz zostać i popatrzeć. — Tom mówił jakby od niechcenia.

Teodor spojrzał na Harry'ego dziwnie i tylko wzruszył ramionami.

— Skoro sam się zgodził, to dlaczego mam mu przeszkadzać w spełnieniu jego życzeń — rzekł drwiąco. — Ja nie jestem głupi, jeśli mogę ominąć karę.

— Ostrzegałem cię, Harry Potterze. Ślizgoni dbają jedynie o siebie — zwrócił się na powrót do Pottera Voldemort, unosząc różdżkę.

Draco stał niedaleko i z wściekłości zaciskał tylko pięści. Nakaz Alfy nie pozwalał mu się wtrącać w zwykłe rozmowy. Obiecał sobie, że zaraz potem porozmawia sobie z Nottem inaczej. Pierwsze dwa Crucio Teodor przyjął ze spokojem, słuchając cichych jęków Pottera. Ten spokój uległ drastycznemu pogorszeniu, gdy Alfa łaskawie został poczęstowany zaklęciem Łamania Kości, a zaraz potem Sectumsemprą. Krzyk Pottera urwał się nagle, a zapach sporej ilości krwi rozszedł się po sali, drażniąc wrażliwe nosy wilkołaków.

— Malfoy, zabierz go stąd — polecił Lord i nie przejmując się niczym więcej, opuścił salę.

Draco uklęknął obok nieprzytomnego i najdelikatniej jak potrafił obrócił go na plecy.

— Zamorduje cię, Nott! — wywarczał do drugiego Ślizgona. — A jak nie ja, to Snape!

— Ja nie... — zaczął się jąkać chłopak.

— Nie stój tak i zawołaj Severusa! Chociaż na tyle się przydaj!

Draco nie znał tego ostatniego zaklęcia, ale jego efekty wyglądały strasznie. Całe ciało Pottera pokryte było ranami ciętymi jak po Culterze, ale większymi, głębszymi i na pewno bardziej bolesnymi. Snape pojawił się w ciągu chwili. Widząc, w jakim stanie jest Harry, sapnął i spojrzał pytająco na Malfoya.

— Łamacz Kości, Sectumsempra po dwóch Crucio.

Mężczyzna nie czekał na więcej informacji. Różdżka już dotykała pierwszej rany, a melodyjna inkantacja zaklęcia leczącego rozbrzmiała nad rannym. Ponad pół godziny mistrz eliksirów zasklepiał większe rany. Draco pomagał przy mniejszych. Gdy nic już nie zagrażało życiu Pottera, Severus przelewitował go na wyczarowane nosze i ruszył w stronę wyjścia.

— Co takiego zrobił, że Czarny Pan tak go potraktował?

— Zapytaj Notta, to jego karę Harry przyjął na siebie.

Mistrz eliksirów zatrzymał się w miejscu i odwrócił w stronę drepczącego za nim chłopca.

— Nott! — warknął na niego, ale ten patrzył tylko na swoje buty. — NOTT! — powtórzył dobitniej.

Teodor uniósł twarz i Severus zobaczył na jego twarzy ślady łez.

— Ja nie chciałem... — chlipał. — Nie wiedziałem...

— Nie jesteśmy już w szkole, Nott. Tu nie ma szlabanów z Filchem, są tylko kary, i to bolesne. Może się zdarzyć, że i śmiertelne. Lepiej, żeby to do ciebie wreszcie dotarło. Bariera ochronna twojej matki zniknęła w momencie, gdy przybyłeś tutaj za Harrym. On cię chroni, więc ty postaraj się chronić jego.

— Dobrze, profesorze Snape. — Chłopiec wytarł łzy i Severus mógł dojrzeć w jego oczach determinację.

— Przyjdź jutro. Powinien być już w miarę przytomny. Przeprosiny za twoje zachowanie powinny być naprawdę szczere.

==KONIEC WSPOMNIENIA==

Draco stał przy oknie. Księżyc za chwilę miał wyjść w całej swej okazałości. Harry siedział do niego tyłem na łóżku. Severus wyszedł już z pokoju i aktywowało się zaklęcie Czarnego Pana. Potter od sześciu lat nie wypił wywaru tojadowego, więc Rumuar prawie zawsze całkowicie przejmował nad nim kontrolę.

Cichy warkot za plecami Malfoya oznaczał tylko jedno.

— Piękny? — Głos Rumuar spowodował ciarki na plecach Draco.

Chłopak odwrócił się pomału i stanął prosto przed Harrym-Alfą, ale z osobowością Rumuara. Czarny ogon zamiatał podłogę powolnymi ruchami, gdy wilkołak zbliżył się jeszcze bardziej do blondyna. Złote oczy przeszywały go na wylot. Sierść na grzbiecie falowała przy najmniejszym ruchu. Wilkołak był piękny, ale wygląd to nie wszystko. To, co kryło się w obu osobowościach, było tak różne, że aż przerażające.

— Rozbierz się — usłyszał polecenie.

Miał teraz dwie opcje, albo zrobić co mu kazano, albo Rumuar zrobi to po swojemu, i to wcale nie delikatnie. Zaczął więc rozpinać guziki koszuli i ściągnął ją, odkładając na parapet. Wiedział, że ma zdjąć wszystko. Za koszulą podążyły spodnie i bielizna. Nagi stanął przed obserwującym go wilkołakiem.

— Piękny — zamruczał cicho Ar, dotykając dłonią jego klatki piersiowej. — W tym świetle twoja skóra zawsze wygląda cudownie. Biała jak alabaster.

Draco nie odpowiedział. Nie musiał. Służył Alfie do czegoś innego niż rozmowa. Dłoń zsunęła się po brzuchu i zatrzymała na kroczu blondyna. Powolne, bardzo spokojne ruchy były czymś rzadkim w zachowaniu wilkołaka. Pocałunki tak samo. Jednak dziś Rumuar był delikatny. Nadal dążył do swojego celu, ale tym razem się nie śpieszył. Jego język zaczął drażnić sutki blondyna, który nadal stał nieruchomo. Tylko przyśpieszony oddech świadczył o tym, że poczynania przejętego przez wilczą naturę Pottera na niego działają. Dłoń zaczęła drażnić jego wiotkiego jeszcze penisa. W połączeniu z liźnięciami i lekkimi ukąszeniami zareagował twardniejąc. Jęk przyjemności sam uciekł z ust Draco. Chłopak odchylił głowę do tyłu, gdy język Alfy torował sobie drogę ku jego karkowi. Tak łatwo było zapomnieć, kto jest teraz tuż obok niego.

— On tak się tobą zajmuje, prawda, Piękny? — Mówił o Harrym. To było jasne. — Jednak ja nie jestem nim — zawarczał, stając za Draco.

Pchnął go na parapet, tak by oparł się na nim łokciami i rozsunął pośladki Malfoya. Wtargnął w niego jednym, pewnym ruchem. Draco krzyknął, czując jak jest rozrywany od środka. Rozluźniające czary Severusa pomagały tylko trochę. Ból i tak był straszny.

— Taki ciasny...

Rumuar nie czekał, aż drugie ciało przygotuje się na wtargnięcie. Natychmiast zaczął się poruszać. Mocno, intensywnie, tylko po to, by sprawić sobie przyjemność. Blondyn cicho jęczał, zagryzając wargi, aby kolejny krzyk już nie wydostał się z jego ust.

Niestety dla młodego Malfoya to nie oznaczało szybkiego końca. Rumuar kochał się drażnić, nawet z samym sobą. Nie pozwalał sobie na szybkie dojście. W kulminacyjnych momentach, gdy był już na skraju orgazmu, przerywał i wysuwał się z chłopaka, by odetchnąć. W pewnej chwili Draco został rzucony na łóżko. Trzask pękającego materiału nakazał mu unieść głowę. Rumuar rozrywał jedną z poduszek, by z poszewki zrobić długie paski. Paski, którymi związał Draco. Prawa ręka do prawej nogi i tak samo lewe. Następnie przywiązał związane w ten sposób kończyny do ramy łóżka. Blondyn był unieruchomiony i całkowicie wyeksponowany, a wilkołak natychmiast z tego skorzystał, warcząc. Znów wszedł ostro w Malfoya, górując nad nim.

— Jesteś tylko mój, Piękny. Nikogo innego.

Trzymając mocno pośladki blondyna wchodził w niego i wychodził szybko. Chłopak czuł, jak uderza w jego prostatę i jęczał, błagając w myślach, by tym razem nie znęcał się nad nim i pozwolił mu także dojść.

Rumuar znudził się po chwili tą pozycją. Wyszedł z warknięciem podobnym do złości.

Przekroczył związane prawe kończyny i uklęknął tuż przy ustach Malfoya.

— Ssij! — zażądał podsuwając mu członka.

Draco obrócił głowę, odmawiając. Pazury rozcięły mu bok od biodra aż po pierś.

— Ssij! — polecił znów Rumuar.

Gdy Malfoy nadal nie wykazywał ochoty do współpracy, drugi bok został oznaczony podobnie jak pierwszy. Draco jęknął z bólu. Pazury wilkołaka były ostre, cięły głęboko. Jęk spowodował, że otworzył usta i Rumuar natychmiast to wykorzystał. Chwycił chłopaka za włosy, wpychając jednocześnie nabrzmiały członek w otwarte usta. Draco nie mógł odsunąć głowy, unieruchomiony z każdej strony. Warczenie nabrało intensywności, gdy wilkołak zadowalał się w ustach Malfoya. Nie przejmował się, że temu zaczynało brakować powietrza, czy że wchodzi za głęboko, drażniąc gardło. Liczyła się jedynie jego przyjemność.

Głośny skowyt odbił się od ścian w tym samym czasie, gdy gorąca sperma zalewała przełyk blondyna. Wilkołak jednak nie skończył jeszcze swojej zabawy. Nie wyjął członka z ust Malfoya, dopóki ten nie przełknął wszystkiego, by móc odetchnąć. Nadal powoli poruszał się w blondynie.

— Ssij dalej, Piękny.

Nawet gdyby Draco nie chciał, dłonie Alfy nadal trzymały go za włosy i przysuwały lub odsuwały, by robił to, co ten chciał.

— Właśnie tak, Piękny. To będzie wspaniała noc.

Po kilku kolejnych pchnięciach zszedł z niego i zostawił samego. Rumuar uwielbiał na niego patrzeć po tym, co z nim zrobił. Jedyną zasadą, do której miał stosować się Draco, było milczenie. Nie wolno mu było rozmawiać bez pozwolenia. Malfoy odwrócił wzrok od wilczej postaci Pottera. Nieważne jak cudowny i delikatny potrafił być Harry, Rumuar pozostawał rany nie tylko na ciele. Bo przecież wilk to także Harry. Czy taka natura drzemała w Gryfonie? Czy sama druga osobowość była aż tak chora, by robić mu takie rzeczy? Nie chciał nawet wierzyć, by Harry mógł być taki.

Rany zaczęły mu dokuczać, ale na razie nic nie mógł z tym zrobić. Najwcześniej rano, gdy Gryfon odzyska władzę nad własnym ciałem.

Rumuar usiadł na brzegu łóżka, sięgając do na w pół twardego członka Draco.

— Teraz zajmiemy się tobą. Nie mogę przecież zostawić cię w takim stanie.

Kolejna tortura, którą zawsze stosował Ar. Bawienie się z blondynem, ale nie pozwalając mu dojść, dopóki samemu mu się nie znudziło. I tym razem było podobnie. Po godzinie takiego dręczenie, miejsca, w których był związany, były otarte do krwi. Nic nie pomagało. Rumuar przerywał zawsze w chwili, gdy chłopak miał dochodzić. Sam wilkołak nie przeszkadzał sobie w kolejnych chwilach uniesień. Jego członek nie opuszczał wnętrza blondyna, czerpiąc z jego cierpienia własną przyjemność, samemu zalewając go spełnieniem, a jemu nie pozwalając na nic podobnego.

Świt zastał Malfoya przywiązanego do ściany. Zwisał na rękach, krew znaczyła makabrycznym wzorem kamienie. Rany na plecach, bokach, a nawet nogach przestały już krwawić, zasklepiając się w strupy.

Harry ocknął się z cichym jękiem i z przerażeniem zerwał się z łóżka. Rumuar zawsze pozwalał mu patrzeć na swoje okrucieństwa.

— Draco... — szepnął cicho, odwiązując przyjaciela.

Nieprzytomny Ślizgon osunął się w jego ramiona. Harry delikatnie położył bezwładne ciało na łóżku i podszedł do stolika z przygotowanymi przez Severusa eliksirami. Wziął przeciwbólowy i podał mu go ostrożnie. Blondyn jęknął, czując coś obrzydliwego spływającego mu do gardła.

— Leż spokojnie, Draco. Zaraz zajmę się twoimi ranami.

Harry uniósł własną dłoń do ust i ugryzł się w jej wnętrze. Rozsmarował krew po obu kryształach Kamienia. Alchemia miała jedną zasadę. Równoważna wymiana. Nie ma nic za darmo. Jedna z wielu tajemnic Pottera, o której nie mówił nikomu, nawet Severusowi. Rozpoczął leczenie Malfoya, przesuwając dłońmi nad ranami. Strupy zaczęły znikać, a rany zabliźniać się, by nawet po bliznach nie został w końcu ślad. Gdy zajmował się ranami na nogach, Draco był już w stanie usiąść, podpierając się na rękach.

— Wystarczy. Resztą zajmą się eliksiry. — Próbował odsunąć Harry'ego, ale ten nie przerwał, dopóki wszystkie rany nie zniknęły całkowicie.

Dopiero wtedy Potter spojrzał na blondyna.

— Przepraszam, Draco.

I tak było za każdym razem. Harry przepraszał, a Malfoy przyciągał go do siebie. Przytuleni, czekali na posiłek. Nic nie mówili, bo nie było takiej potrzeby. Ślizgon widział, jak czary leczące wyczerpują za każdym razem bruneta, ale gdy kiedyś zwrócił mu uwagę, że nie powinien tego robić, Harry nie chciał się do niego odezwać przez dwa tygodnie. Tak jakby zabraniał mu jego własnej pokuty. Nie mówili o tym Hermionie, bo obu pewnie by się dostało, a jeszcze zasmuciliby dziewczynę. Radzili sobie sami. Draco pilnował, by Harry odżywiał się w miarę prawidłowo. Trudne zadanie, bo przez większość czasu Alfa nie miał po prostu apetytu. Po sesjach Cruciatusów, czy wizjach Czarnego Pana nie dziwił mu się wcale, ale nadal starał się przekonać go do zjedzenia czegokolwiek. Zmęczenie dawało im się szybko we znaki po takich nocach i przeważnie zaraz po śniadaniu zasypiali na jednym łóżku.

Draco obudziło coś gorącego. Początkowo myślał, że to nadal sen, jednak to, jak reagowało na to ciepło jego ciało, było nieziemsko przyjemne. Jęknął, wypychając mocniej biodra w stronę tego ciepła, ciasnoty i zbliżającego się powoli spełnienie, którego wcześniej tak mu zabraniano. Otworzył nagle oczy. To nie mógł być ciągle sen. Uniósł głowę i zobaczył, jak jego penis zostaje troskliwie pochłaniany przez usta Harry'ego, który patrzył prosto w jego oczy z lekko łobuzerskim spojrzeniem. Brunet przeciągnął specjalnie językiem przez całą długość trzonu i zatoczył koło wokół główki członka.

— Jeśli teraz przerwiesz, to cię zamorduję... Harry...

Opadł na poduszkę, a brunet kontynuował swoje wcześniejsze działania. Znęcanie się Rumuara miało teraz swoje skutki. Organizm domagał się tylko jednego. Uwalniającej eksplozji. To aż sprawiało ból.

Usiadł na powrót, łapiąc Pottera za ramiona z ciężkim oddechem. Ten jednak nie przerywał. Wręcz przeciwnie. Zaczął ssać mocniej i drażnić jądra, by chwilę później znów powrócić do penisa, który zaczął się już sączyć na szczycie główki.

— Harry, proszę... — jęknął blondyn i jego prośba została spełniona.

Gorąco znów otoczyło go cudownym kokonem i chłopak poddał się całkowicie temu uczuciu. Doszedł intensywnie, łapiąc Harry'ego za włosy i przytrzymując z cichym krzykiem. Kilka minut trwało, zanim uspokoił się i puścił partnera. Ten uniósł się i spojrzał na niego, wycierając usta.

Klęczał teraz między nogami Malfoya, ubrany tylko w bokserki. Jego klatka piersiowa ciągle unosiła się szybko. Draco nie spuszczał z niego wzroku. Podniósł dłoń i pogłaskał powoli jego policzek, zatrzymując kciuk na krawędzi jego ust.

— Jeszcze trochę, Draco. Jeszcze tylko trochę — szepnął Harry, całując jego kciuk i popychając blondyna na łóżko, by skraść mu pocałunek.

Nagle zaśmiał się krótko i opadł na bok.

— Co? — zdziwił się Draco, przewracając się na bok i opierając głowę na zgiętej ręce.

— Drapiesz. Mógłbyś się ogolić.

— Zachowujesz się jak baba, Potter!

Wyrwał spod niego poduszkę i zamachnął się nią w chłopaka.