Betowała Jasmin Kain.
Rozdział 3
Kolejne dni upłynęły Savannah na zwiedzaniu domu. Była go bardzo ciekawa. Jedynymi miejscami, do których Syriusz zabronił jej zaglądać, był pokój Regulusa, składzik w bibliotece i kotary, zasłaniające obraz Walburgi.
Wiedziała, jak wyglądała jej babka. Andromeda pokazała jej kiedyś zdjęcia państwa Black. Walburga w młodości była wysoka i szczupła, podobnie jak jej mąż. Miała ten sam uśmiech, co Shelly. Jak dotąd Savannah widziała jedno zdjęcie, na którym jej babka się uśmiechała. Nie było to szczere, raczej wymuszone. Samo ułożenie ust wystarczyło, żeby wiedziała, po kim je odziedziczyła.
Syriusz nienawidził swojej rodzicielki. Nie dziwiła mu się – drugiego dnia pobytu pokazał jej rodzinne drzewo genealogiczne. Na własne oczy zobaczyła jego wypalone imię. Podobnie jak siostry.
— Mamuśka próbowała wszystkiego — mruknął, wskazując na ścianę. — Udało rzucić się jej zaklęcie rozmywające. To drzewo jest zaczarowane. Nie można nikogo ot tak usunąć. Pokażę ci to na przykładzie Andromedy.
Wyjął różdżkę i machnął nią w kierunku miejsca, w którym Walburga wypaliła imię bratanicy. Ślad, który wcześniej nie miał żadnego rozgałęzienia, nagle je zyskał i Savannah dostrzegła połączenie z Edwardem Tonksem i namiar na wspólne dziecko pary.
— To jest jego prawdziwa moc — powiedział Black, odgarniając do tyłu długie włosy. — Gdy ktoś wydziedziczony wstępuje w związek małżeński, natychmiast pojawia się informacja. Tak jak w sytuacji narodzin dziecka. Mamuśka nie mogła tego znieść i zaczęła kombinować z magią. Sądzę, że poprosiła kogoś w udoskonaleniu zaklęcia rozmywającego. Kogoś, kto w małym palcu miał czarną magię. W jakimś stopniu przebił się przez czarodziejską powłokę drzewa i w trwały sposób zaaplikował na jego wierzchu to zaklęcie. Nie wiedziałem, że to ogóle możliwe.
Czubek różdżki powędrował teraz w kierunku wypalonego imienia siostry. Miejsce zaczęło się iskrzyć i Savannah ujrzała połączenie Shelly Black z Ethanem Durance. Od rodziców odchodziła w dół pionowa linia – zobaczyła tam swoje imię.
— Na co dzień Walburga tego nie widziała — odparł gorzko Syriusz. — Żyła jednak ze świadomością, że pewnego dnia dowie się, czy nie urodził się jej wnuk. Tak też się stało.
Spojrzał na siostrzenicę, która poczuła się dziwnie.
— Możliwe, że od czasu do czasu sprawdzała to — powiedział, bardziej do siebie. — Ale tak, żeby Stwór nie widział. Gdyby ją nakrył, w przypływie gniewu mogłaby go zabić. Słynęła z gwałtowności. Po fakcie pewnie by żałowała – straciłaby jedynego towarzysza.
— Mówisz, że mogła tak robić — zaczęła Savannah. — To znaczy sprawdzać. Gdy odkryła, że się urodziłam, pewnie dostała skrzydeł. W cudzysłowie rzecz jasna.
— Owszem — zgodził się Black. — Jak sama wiesz, ubiegała się o opiekę nad tobą. Nie miała już Regulusa, więc ubzdurała sobie, że jej rodzina ma jeszcze szansę na odkupienie — ostatnie słowo wypowiedział z sarkazmem. — Nie przewidziała jednego – że jej córka o wszystko zadbała. Twoją opiekunką została Andromeda, nie babka rodem z koszmaru.
Wstał i schował różdżkę do kieszeni. Rzucił ostatnie spojrzenie na drzewo i powiedział:
— Nie mam ochoty tu dłużej siedzieć. Wychodzę, nie wiem jak ty.
— Zostanę jeszcze trochę — odparła Savannah. Gdy zamknął za sobą drzwi, wpatrywała się w drzewo genealogiczne.
„Oto potomstwo starożytnego i szlachetnego rodu Blacków" – głosił napis po łacinie. Nie czuła się jego częścią. Mimo wszystko tam była. Przodek, który stworzył drzewo tak je zaczarował, że zawierało informacje o niechcianych krewnych.
Odtrąconych, zepchniętych na margines.
Wzdrygnęła się, usłyszawszy własne myśli. Wstała z podłogi i idąc śladem Syriusza, opuściła pokój. Szła korytarzem, gdy z dołu dobiegły ją wrzaski Walburgi. Nigdy nie poznała swojej wnuczki, a mimo to ją wydziedziczyła. Nie dostała tego, czego chciała i musiała to sobie odbić. Ciekawe, jak zareagowałaby, gdyby zobaczyła ją, Savannah?
Ta myśl nie dawała jej spokoju od kilku dni. Pragnienie pogłębiło się, kiedy usłyszała od Syriusza zakaz rozsunięcia zasłon. Złamanie go spowodowałoby u Blacka ogromny gniew. Do tej pory nigdy go nie doświadczyła. Owszem, zdarzyło mu się ją łajać w listach czy w czasie spotkania w jaskini. Były to jednak luźne kazania na temat jej zachowania oraz tego, czego od niej oczekiwał. Z Harrym było podobnie.
Pamiętała jego furię wymierzoną w Pettigrew we Wrzeszczącej Chacie. Nie chciałaby doświadczyć jego wściekłości, nawet w lekkiej formie. Zależało jej na dobrych relacjach z Syriuszem.
Doszła do połowy korytarza, gdy coś błysnęło jej w pobliżu schodów. Złoto? Savannah zamrugała. Ruszyła w tamtą stronę i kiedy doszła, ujrzała leżący na podłodze złoty sygnet. Podniosła go, zaskoczona. Był solidny z inicjałami „RB" wygrawerowanymi na kwadratowym oczku. Domyśliła się, do kogo należał. Odruchowo włożyła go na swój kciuk. Zaledwie to zrobiła, usłyszała skrzekliwy głos:
— Zdejmij go!
Odwróciła się i ujrzała Stworka, który łypał na nią groźnie.
— Dlaczego mam go zdjąć? — spytała, marszcząc czoło. — Czy Syriusz wie, że go wziąłeś?
— Stworek niczego nie ukradł — powiedział. — Stworek ratuje dziedzictwo rodziny, której służy.
Po chwili dodał cicho:
— Niedobitków tej rodziny. Brudnego, zapchlonego kundla i…
— Jak to ratujesz? — spytała, niczego nie rozumiejąc. — Rodowa biżuteria pewnie znajduje się w szkatułach i…
— Nie, nie! — skrzat złapał się za głowę. — Pan pozbywa się wszystkiego. Stworek chce ocalić coś dla panienki. Panienka powinna mieć jakąś pamiątkę.
— Pozbywa się? — Savannah była zaskoczona. — Masz na myśli to, że wszystko wyprzedaje, tak?
— Wyrzuca — w głosie sługi słychać było obrzydzenie. — Wszystko. Stworek chce, żeby panienka oddała mu sygnet.
Wskazał długim palcem na błyskotkę, którą dziewczyna miała na kciuku.
— Dlaczego tak ci na nim zależy? — spytała.
Skrzat nie odpowiedział, tylko wyciągnął dłoń z żądaniem zwrotu.
— Stworek nie może nic powiedzieć — odparł. — Niech panienka go odda.
— Nie — odrzekła dziewczyna, co doprowadziło sługę do złości.
— Panienka nie może go mieć — zaskrzeczał. — To wyjątkowa rzecz, której nie można wyrzucić.
— Nie zamierzam tego zrobić — powiedziała. — Podoba mi się, więc go zatrzymam.
— Nie możesz! — Stworek podbiegł do Savannah i objął jej nogę. Próbowała go zrzucić, ale trzymał się jej kurczowo. Wtedy usłyszała czyjeś kroki. Ściągnęła sygnet z kciuka i schowała do kieszeni.
— Co tu się dzieje? — Syriusz wszedł po schodach i ujrzał dziwną scenę – znienawidzony przez niego skrzat domowy przytulał się do nogi jego siostrzenicy.
— Chyba znalazł gdzieś butelkę Ognistej — powiedziała Savannah. — Nagle zaczął mówić, że mnie kocha i takie tam.
— Stwór — głos Syriusza był zimny. — Zostaw ją w spokoju i idź do siebie.
Skrzat puścił nogę dziewczyny i spojrzał na nią z niechęcią. Zostawił ich, mamrocząc coś niezrozumiałego.
— Jego wzrok mówi co innego — zauważył Syriusz. — Szedł sprawnie, więc raczej nie był na rauszu.
— Nie wiem, co go napadło — odpowiedziała Savannah. — Sam wiesz, jaki jest dziwny. Nie wiemy, co mu siedzi w głowie.
Black nie odpowiedział, tylko przyglądał się jej uważnie.
— Chodź — wyciągnął rękę w jej stronę. — Za chwilę będzie obiad.
— Gotowałeś? — spytała rozbawiona, chcąc odwrócić jego uwagę.
— Nie śmiałbym — odparł, nie spuszczając z niej badawczego spojrzenia. — Nie jestem w tym dobry.
— Mogę cię nauczyć — zaproponowała. — Młodszy autorytet to żadna obraza. W końcu uczymy się od siebie nawzajem.
— Pomyślimy — mruknął, po czym zniknęli na dole.
**
— Czy profesor Dumbledore wspominał coś o Natalie? — spytała, gdy skończyła wycierać usta serwetą. Black, który nadal nie zjadł swojej zupy, odparł:
— Przedstawił Belindzie twoją propozycję. Nie odpowiedziała mu jeszcze.
— Dlaczego? — Savannah zmarszczyła czoło. — Pani Harris mnie zna.
— Twoja osoba nie ma tu nic do rzeczy — wyjaśnił. — To delikatna sprawa rodzinna.
— To znaczy? — spytała. Black odsunął talerz i powiedział:
— Belinda ma żal do Albusa, że zawiesił jej córkę. Natalie bardzo to przeżyła. Uczyła się w domu, potem zamieszkała u babki w Stanach, gdzie uczęszczała do tamtejszej placówki. Nim Voldemort się odrodził, Dumbledore nie zapytał bratanicy, czy chciałaby mieć córkę z powrotem w jego szkole. Później, z wiadomych względów, Belinda wolała, żeby Natalie chodziła do szkoły w Stanach. Jej obecna relacja z wujem nie jest dobra.
— Czyli mój plan może nie wypalić — Savannah była zawiedziona.
— Niekoniecznie — odparł Syriusz. — Belinda wie, że jesteś ważna dla Natalie. Szczęście dziecka jest jej własnym. Sądzę, że ma satysfakcję, ignorując Albusa. Możliwe, że skontaktuje się bezpośrednio ze mną.
— Byłoby super — Savannah uśmiechnęła się. — Nie widziałam jej prawie dwa lata.
— Albus nigdy nie powinien do tego dopuścić — głos Blacka była twardy. — Wiesz, że jest mi przykro.
— Nie mam do ciebie pretensji — Savannah odwróciła wzrok. — Okoliczności… sam wiesz, jak było.
— Owszem — powiedział Syriusz cicho.
Zapadło niezręczne milczenie. Dziewczyna nie wiedziała, od czego zacząć.
— Pójdę do biblioteki — odparła i wstała. — Najpierw pozmywam.
— Daruj sobie — Syriusza irytowało jej mugolskie przyzwyczajenie. — W tym domu rządzi magia, pamiętasz?
Nim odpowiedziała, jej talerz poszybował w górę i wylądował w zlewie. Z kurków automatycznie poleciała woda, gdzie myjka zajęła się resztą.
— To ja już pójdę — mruknęła i wyszła z kuchni. Syriusz miał tendencję do częstej zmiany nastrojów. W jednej chwili tryskał energią, w drugiej stawał się osowiały i zamyślony. Potrafił być też rozdrażniony.
Przez pierwsze dwa dni nie mógł uwierzyć, że z nim mieszka. Później też się cieszył, ale jego entuzjazm trochę osłabł. Bywało tak, że siedział długo w swoim pokoju. Nie mogła do niego wejść, ponieważ zawsze zabezpieczał drzwi. Na początku sądziła, że to z potrzeby prywatności, teraz ją to zastanowiło. Czyżby przechodził depresję?
Sporo wiedziała o tej mugolskiej chorobie. Wuj Ted życzył sobie, żeby miała pojęcie o czarodziejskim, jak i o niemagicznym świecie. Depresja była zmorą dla psychiki mugoli.
Jak widać, nie tylko dla nich, pomyślała ponuro. Wiedziała, że dwanaście lat w Azkabanie musiało odcisnąć piętno na Syriuszu. Czyżby lęki dopadły go na nowo? Nie rozmawiała z nim na ten temat. Bała się go poruszyć.
Gdy pierwszy raz odwiedziła rodzinną bibliotekę, przeżyła rozczarowanie. Większość pozycji nawiązywała do czarnej magii, czystości krwi, nie brakowało książek wychwalających jej przodków. Na jej prośbę wuj Ted podrzucił trochę mugolskiej literatury.
Podeszła do biurka, w szufladzie którego trzymała obecnie czytane książki. Spróbowała ją otworzyć, ale nie chciała ruszyć. Sądząc, że zatrzasnęła się, spróbowała jeszcze raz, tym razem mocniej. Nic z tego. Ktoś musiał ją zamknąć.
Stworek, pomyślała ze złością. Wiedziała, że Syriusz bez problemu by ją otworzył. Na chcąc zawracać mu głowy, postanowiła poszukać narzędzia, które ułatwiłoby sprawę.
Skrzat znał jej przyzwyczajenie i postanowił odegrać się za sygnet. Możliwe, że klucz trzymał w swoim legowisku. Albo ukrył gdzieś w bibliotece. Nagle ją oświeciło. Syriusz zabronił jej wchodzić do składziku na końcu biblioteki. Stworek o tym wiedział i pewnie tam ukrył klucz. Był świadomy, że dziewczyna usłucha się wuja.
Wredny, mały… Savannah nie chciała dokończyć.
Ruszyła w stronę składziku. Gdy stanęła przed drzwiami, dostrzegła kłódkę. Rozejrzała się w poszukiwaniu czegoś, czym mogłaby otworzyć zamek. Pomyślała o wsuwce i metodzie, którą widziała w mugolskich filmach. Jak na ironię, dzisiaj miała rozpuszczone włosy.
Nagle przypomniała sobie o starym świeczniku stojącym na parapecie okna. Ruszyła w kierunku jednego z dwóch dużych, pionowych i chwyciła za przedmiot. Gdy znalazła się przed drzwiami, złapała kłódkę i uderzyła w nią świecznikiem. Wiedziała, że spowoduje hałas, ale miała nadzieję, że zdąży, nim wpadnie tutaj Syriusz. Wnętrze przecież nie było duże i wszystko powinno być na wierzchu, poukładane. Kłódka puściła, więc wyjęła ją szybko i otworzyła drzwi. Światło zapaliło się automatycznie. Nie spodziewała się tego, co zobaczy.
O ile sądziła, że pomieszczenie nie będzie duże, myliła się. Wnętrze było magicznie powiększone – to nie była przechowalnia niepotrzebnych gratów. Miała przed sobą pokój kary.
Znajdowało tam się krzesło. Obok, na solidnym stelażu wisiały paski. Najróżniejsze, od cienkich po grube, z metalowymi klamrami. Na ścianie wisiał obraz, na którym matka biła swoje dziecko. Savannah wzdrygnęła się i poczuła, że robi się jej niedobrze. Nagle poczuła, jak ktoś chwyta ją za ramię i wpycha do środka. Odwróciła się i ujrzała Syriusza. Jego twarz była ściągnięta w gniewie.
— Musiałaś zrobić po swojemu, prawda? — spytał ostro. — Jak podoba ci się wnętrze?
— Ja chciałam — zaczęła, lecz przerwał jej:
— Chciałaś i weszłaś, chociaż ci tego zabroniłem. Takie pomieszczenia były normą w starych rodach. Ojciec Lucjusza Malfoya również takie miał. Rodzice nie patyczkowali się z dziećmi, które nie chciały się im podporządkować. Regulus także obrywał, ale nigdy zbyt mocno. Ja i Shelly nie mieliśmy takiego szczęścia.
Savannah przełknęła konwulsyjnie i nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, chwycił ją za ramię i wyprowadził. Machnął różdżką i rzucił zaklęcia zabezpieczające.
— Nie chciałem go oglądać — powiedział. — Zamierzałem to zlikwidować, ale gdy się za to zabierałem, powracały wspomnienia i odpuszczałem. Sądziłem, że mnie posłuchasz i zrobię to, kiedy będziesz spała.
— Przepraszam — wyszeptała. — Nie chciałam. Stworek zamknął szufladę, w której trzymam książki i pomyślałam, że tam schował klucz.
Black zatrzymał się. Przyciągnął siostrzenicę do siebie i zapytał:
— Dlaczego miałby to zrobić?
— Bo eee — Savannah zaczęła się plątać. — Bo mnie nie lubi i chciał mnie zezłościć.
— Co wydarzyło się na górze? — spytał, ściskając jej ramię. — Dlaczego zachowywał się, jakby chciał coś na tobie wymusić?
— Nie wiem — Savannah nie próbowała się wyszarpnąć. Gdyby to zrobiła, zaryzykowałaby wypadnięciem sygnetu. — Ten skrzat jest dziwny. Wiesz o tym najlepiej.
Black puścił jej ramię. Gdy to zrobił, poczuła ulgę. Rozmasowała je sobie; Syriusz przyszpilił ją wzrokiem i rozkazał:
— Chodź ze mną.
Savannah poczuła na skórze gęsią skórkę. Czyżby zamierzał ją ukarać? Chcąc nie chcąc, ruszyła za nim. Doszli do biurka, o które Black oparł się plecami. Następnie wyciągnął różdżkę, co spowodowało wzdrygnięcie się dziewczyny. Twarz Syriusza złagodniała.
— Nannah — poczuła się lepiej, gdy tak się do niej zwrócił. — Chyba nie myślałaś, że cię uderzę? Nigdy bym tego nie zrobił.
Machnął różdżką, wyczarowując staromodny, pluszowy fotel.
— Usiądź — wskazał na niego dłonią, więc dziewczyna to zrobiła. Siedziała teraz naprzeciwko wuja, który błądził przez chwilę myślami.
— Ten pokój — powiedział. — Przez wiele dni nie dawał mi spokoju. Nie miałem ochoty tam zaglądać, ale było to konieczne, jeśli chciałem się go pozbyć. Doświadczyłem w nim najgorszych chwil swojego życia.
— Mówiąc o swojej przeszłości — zaczęła ostrożnie Savannah. — To właśnie to miałeś na myśli?
— Tak — Syriusz skinął głową. — Nie chciałem, żebyś się dowiedziała. Wiesz, że twoja mama nie miała lekko z naszymi rodzicami. Wolałem, żebyś myślała, że przechodziła przez zwykły rygor. Teraz wiesz, że kary cielesne były na porządku dziennym.
Savannah przypomniała sobie kolekcję pasów.
— Oboje was bili? — spytała drżącym głosem.
— Tak, ale matka szczególnie w tym się lubowała — głos Syriusza był pełen nienawiści. — Kochała się nad nami znęcać. Gdy uciekłem, cały swój gniew wyładowała na Shelly. Myślałem, że wrócę i ją zabiję. Byłem gotowy to zrobić.
— Ale tego nie zrobiłeś — wyszeptała Savannah.
— Nie, Shelly mnie ubłagała. Twierdziła, że to nasza matka i że nie mogę tego zrobić. Odparłem, że nawet suka lepiej traktuje swoje szczeniaki niż ona nas.
Savannah milczała. Była przerażona tym, czego się dowiedziała. Black podszedł do niej i przykucnął.
— Nie chciałbym — powiedział powoli. — Żebyś złamała kolejne zasady, które ustaliłem. Zostały tylko dwie. Nienawidzę tego domu, pewnie to zauważyłaś. Niestety, jestem na niego skazany. Cieszę się, że tutaj jesteś.
— Nie złamię ich — zapewniła gorliwie Savannah. — Czy możemy o wszystkim zapomnieć?
— Niezupełnie — Syriusz nagle wstał. — Nie omówiliśmy twojej kary za nieposłuszeństwo.
Savannah zamrugała. Czekała ją kara? Sądziła, że to już za nią. Zetknięcie z prawdą o pomieszczeniu było wystarczającą nauczką.
— Jesteś uziemiona na resztę dnia — powiedział Syriusz. — Możesz wychodzić tylko do łazienki. Zawołam cię na kolację.
— Na resztę dnia? — dziewczynie nie spodobał się ten pomysł. — To za długo. Zamknij mnie na trzy godziny i zapomnijmy o wszystkim.
— Idziemy — Black był konsekwentny. Savannah wstała z rezygnacją i ruszyła za nim.
**
Leżała na łóżku, ze słuchawkami na uszach. Dobrze, że nie zabrał jej chociaż tego. Słuchała „We will rock you" mugolskiego zespołu Queen i rozmyślała o tym, czego się dzisiaj dowiedziała.
Syriusz miał rację. Nie powinna była tam wchodzić. Wiedział, że gdy odkryje przeznaczenie tego pomieszczenia, znienawidzi dom do reszty. Było też drugie dno. Pewnie bał się, że nie będzie chciała dłużej tu mieszkać.
Niepotrzebnie, powiedziała do siebie. Nie zostawiłaby go teraz samego. Gdy zacznie się szkoła, wiedziała, że wróci tutaj dopiero na święta Bożego Narodzenia. Zależało jej, żeby spędzić z nim jak najwięcej czasu.
Za oknem robiło się już ciemno, więc zapaliła lampkę stojącą na stoliku. Od razu zrobiło się przytulniej. Wyjęła słuchawki i wytężyła słuch. Syriusz musiał być na dole. Wyjęła z kieszeni swetra złoty sygnet i obejrzała go jeszcze raz.
Należał do Regulusa. Dziwnie czuła się myśląc o nim. Dla niej jedynym bratem matki był Syriusz. Nie mogła zapomnieć o tym drugim, czy tego chciała, czy nie. Ciekawe, dlaczego Stworkowi tak na nim zależało. Pominęła fakt, że skrzat był emocjonalnie związany z każdym przedmiotem, który należał do rodziny – ten musiał mieć dla niego szczególne znaczenie. Postanowiła się tego dowiedzieć.
Na razie jest mój, pomyślała z satysfakcją. Musiała go ukryć. Syriusz nie byłby zadowolony, gdyby dowiedział się, że zatrzymała sygnet. Zanurkowała pod łóżko i poluzowała jedną z desek. Wyjęła stamtąd nieduże pudełko. Zdjęła jego wieko i spojrzała na jego zawartość. Były to rzeczy, które otrzymała od Natalie i Kelly. Nikt o nich nie wiedział. Wzięła do ręki broszkę z podobizną lwa. To prezent od Kelly. Ten od Natalie spoczywał na samym dnie. Odłożyła broszkę i sięgnęła pod fajansowy pierścionek, który dawna przyjaciółka sama udoskonaliła.
„Na zawsze razem", głosiły litery, mieniące się kolorami tęczy. Teraz do pamiątek dołączył sygnet jej krewnego.
— Uznajmy, że jest to nasze pierwsze spotkanie, Reg — powiedziała cicho i włożyła przedmioty do szkatułki. Następnie zamknęła ją i schowała z powrotem w dziurze w podłodze.
Zaledwie to zrobiła, gdy usłyszała ciche kliknięcie w drzwiach. Wsadziła szybko słuchawki do uszy i udała, że śpi. Syriusz jak zwykle miał wyczucie.
**
Siedziała przy stole, skubiąc swoją zapiekankę. Nie miała specjalnej ochoty na jedzenie. Black znajdował się naprzeciwko, popijając kawę.
— Przez kofeinę będziesz miał problem z zaśnięciem — powiedziała, wpatrując się w blat.
— Jest mi to na rękę — stwierdził spokojnie. — Lepiej mieć oko na nieposłuszne nastolatki.
Spojrzała na niego, marszcząc czoło. Uśmiechnął się, widząc jej minę.
— Żartowałem — odparł. — Widzisz, czasem wolę cierpieć na bezsenność niż oddać się tej przyjemności.
— Boisz się zasnąć? — spytała, na co odrzekł:
— Nie. To taka luźna polemika. Trzeba spać, bez tego się nie obejdziemy.
Nie odpowiedziała. Czuła, że nie mówi jej całej prawdy. Pewnie miał koszmary.
Nagle usłyszeli potężny łomot. Ktoś dobijał się do drzwi. Syriusz poderwał się z miejsca i wyciągnął różdżkę.
— Zostań tutaj — rozkazał. — To pewnie ktoś z naszych.
Savannah była zszokowana. Wiedziała, że członkowie Zakonu wchodzą i wychodzą. Nikt nigdy nie oznajmił swojego przybycia takim walnięciem. Coś musiało się stać.
Nagle usłyszała krzyk Syriusza. Pomimo jego zalecenia, poderwała i wybiegła z kuchni. To, co ujrzała w korytarzu, przeraziło ją. Black podtrzymywał ranną kobietę.
— Wysłałam wiadomość Dumbledore'owi — wyszeptała. — Zakon powinien być już na miejscu. Zaraz ktoś po mnie przybędzie.
— Co się stało? — spytał Syriusz. — Co z Harrym?
— To był mój dyżur — powiedziała słabo. — Dzieciak pokłócił się z wujostwem i opuścił ich dom. Ruszyłam za nim, ale kilka domów dalej zaatakowano nas.
— Co… — Blackowi głos odmówił posłuszeństwa. — Harry. Co z nim, Hestio?
— Lucjusz Malfoy stał za wszystkim — odparła i położyła rękę na sercu. — Sama nie dałam im rady. Porwali Harry'ego.
Rozległ się przerażający krzyk. Savannah trzymała się za ramiona i płakała.
— Nannah — zachrypiał Black. — Wracaj do siebie.
— Nie — dziewczyna szybko do niego podeszła. Odgarnęła grzywkę z czoła kobiety i spytała: — Dlaczego od razu go pani nie zatrzymała?
Hestia już otwierała usta, żeby odpowiedzieć, gdy powieki jej opadły. Savannah znieruchomiała.
— Straciła przytomność — Syriusz wziął kobietę na ręce. — Zaniosę ją do salonu i spróbuję opatrzyć rany. Poppy zostawiła tutaj potrzebne środki. Wsadź mi rękę do kieszeni.
Savannah zrobiła to, co poprosił. Wyjęła stamtąd małe, białe piórko.
— Jej wiadomość mogła nie dotrzeć do Dumbledore'a — powiedział. — Musimy działać szybko. Idź do kuchni, wrzuć to w płomienie. Zostań tam i czekaj na dyrektora. Gdy pojawi się, przekaż mu wieści od Hestii. Zaraz wracam.
Dziewczyna skinęła głową i pobiegła do kuchni. Zaczęło się.
