Rozdział 3

W końcu, po piętnastu minutach zdobyłam się na odwagę i zeszłam na dół; bez słowa wsiadłam do samochodu i wpatrzyłam się w okno. Jakiś czas jechaliśmy w ciszy, aż w końcu Booth zdecydował się przerwać milczenie.

"Ty i ten..." zaczął niepewnie.

"Mark" podpowiedziałam.

"Mark... A więc Ty i ten Mark. Długo się znacie?" starał się brzmieć zwyczajnie, ale ton jego głosu lekko odbiegał od normalnego. Spojrzałam mu w oczy, czy naprawdę było mu wszystko tak obojętne, jak próbował udawać, że jest?

"Parę tygodni" odpowiedziałam i ponownie przeniosłam swoją uwagę na okno, kątem oka spostrzegłam, że zacisnął szczękę. Nie był zachwycony, podobnie reagował kiedy byłam z Sully'm.

"Więc jak to się stało, że do tej pory o nim nie słyszałem?" zapytał z nieznaczną nutą zranienia w głosie, z oczami skierowanymi na drogę i dłońmi mocno zaciśniętymi na kierownicy. Zastanawiałam się co mam odpowiedzieć, co mam mu powiedzieć. Że nie chciałam, aby wiedział, że Mark był czymś w rodzaju jego substytutu? Że byłam tym wszystkim zmęczona. Co miałam mu odpowiedzieć?"

"Booth, ja..." zaczęła, jednak mi przerwał.

"Okay, Bones. Rozumiem, musisz zaspokajać swoje potrzeby." tym razem słowa, ewidentnie były pełne bólu. Założył swoje okulary przeciwsłoneczne i uznał rozmowę za skończoną. Chciałam mu coś powiedzieć, wyjaśnić, jednak nie wiedziałam co mogłabym zrobić, aby zrozumiał. Otworzyłam usta, jednak ponownie je zamknęłam, zdecydowałam, że lepiej nic nie mówić. Dalszą drogę przebyliśmy w milczeniu z wyraźnym napięciem pomiędzy nami. Booth zapewne powiedziałby, że napięcie było tak grube, że można by je kroić nożem, albo jakoś tak. Chyba muszę mu przyznać rację, powietrze wydawało się ciężkie i duszące. Zaraz co ja wygaduję, jak powietrze może być ciężkie i duszące? Oj, za dużo czasu z Booth'em spędzam, uśmiechnęłam się w myślach, jednak po chwili ponownie powróciła mi do głowy nasza rozmowa sprzed pięciu minut i ponownie powrócił cały smutek.

Kiedy dojechaliśmy na miejsce, natychmiast zajęłam się badaniem szczątek. Jednak Booth nie stał nade mną jak zawsze, nie wypytywał o szczegóły, nie irytował mnie swoimi pytaniami. Tym razem zajął się zupełnie czym innym, po przeciwnej stronie pola golfowego, obecnym miejscu zbrodni. Mówiąc szczerze, przyzwyczaiłam się już, że Booth jest zawsze obecny obok mnie, że bez przerwy słyszę jego głos. Także wtedy było nieznośnie cicho, pomimo tych wszystkich głosów jakie wirowały dookoła pola golfowego. Nie słyszałam tego jednego, tego najważniejszego głosu, który sprawiał, że uśmiech pojawiał się na mojej twarzy. Ty razem był na niej tylko profesjonalny wyraz twarzy, a praca w terenie nie była tak fascynująca, kiedy nie było go w pobliżu.

Praktycznie, przez cały dzień nie rozmawialiśmy ze sobą, za wyjątkiem sytuacji, które wymagały przekazania informacji istotnych w śledztwie. W ciągu kilku następnych dni nie wiele się zmieniło, co prawda rozwiązaliśmy sprawę, jednak nadal nie rozmawialiśmy, a napięcie między nami powoli stawało się nie do wytrzymania. W końcu zdecydowałam, 'pojadę do niego wieczorem'. I tak tez zrobiłam. Punktualnie o ósmej stanęłam przed drzwiami jego mieszkania, wzięłam kilka głębokich oddechów, kilka razy rozważyłam możliwość odwrotu, aż w końcu zebrałam w sobie resztki mojej odwagi i cicho zapukałam do drzwi. Otworzył niemalże natychmiast, ubrany jedynie w niebieskie jeansy i czarny podkoszulek, który doskonale podkreślał jego perfekcyjne umięśnienie, a na twarzy był widoczny lekki, jednodniowy zarost, który sprawiał, że nogi sie pode mną uginały.

"Bones?" zapytał ze zdziwieniem i odsunął się, abym mogła wejść. Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało. Jeszcze nigdy żaden mężczyzna nie sprawił, że czułam sie jak nastolatka, jeszcze nigdy, żaden nie sprawiał, że byłam tak zdenerwowana i nie wiedziałam co mam powiedzieć. Tylko Booth potrafił doprowadzić mnie do takiego stanu.

"Booth." zaczęłam. Przyszłam tu z zamiarem powiedzenia mu prawdy, choćby nie wiem co, jednak on wszystko zepsuł, wszystkie moje zamiary ulotniły się jak kamfora, kiedy usłyszałam jego słowa.

"Nie powinnaś być teraz z Markiem. Pewnie czuje się samotny." wiedziałam, że jest zraniony, kiedy tak robił wiedziałam, że nie chce powiedzieć co tak naprawdę myśli, a mimo to zirytowałam się. Nie tak miało to wyglądać.

"Wydaje Ci się, że możesz mi mówić co mam robić? Gdzie mam być? Wyobraź sobie, że nie! Pierwotnie przyszłam tu z zamiarem wyjaśnienia Ci wszystkiego, powiedzenia prawdy, wyznania uczuć. Po raz pierwszy w życiu. Ale ty wydajesz się nie zainteresowany!" krzyknęłam i odwróciłam się na pięcie z zamiarem wyjścia. Poczułam jego dłoń na moim nadgarstku, chciał mnie zatrzymać.

"Bones..." odwróciłam się do niego z morderczym wyrazem twarzy.

"Co?" wyrzuciłam z siebie, jednocześnie próbując wyrwać moją rękę. Owszem mogłam wypróbować jeden z moich chwytów na nim, jednak byłam w stu procentach przekonana, że był na to przygotowany.

Poluzował nieco uścisk na moim nadgarstku, jednak nadal milczał. Wykorzystałam okazję, wyrwałam rękę i skierowałam się do drzwi. Jednak po chwili poczułam jego dłoń na ramieniu. Jednym ruchem przygniótł mnie swoim ciałem do ściany, dłońmi trzymał moje nadgarstki nad moją głową, jego twarz znajdowała się zaledwie kilka cali od mojej, czułam jego oddech i ciepło bijące od jego ciała. Spróbowałam wyrwać ręce, jednak trzymał je mocno, nie na tyle, aby sprawić mi bólem, ale na tyle, abym ich nie wyrwała. Spróbowałam poruszyć nogami, jednak ustawił się tak, że one również były unieruchomione. Byłam uwięziona.

"Jeśli mnie nie wypuścisz, to zacznę krzyczeć." wysyczałam.

"Proszę bardzo krzycz." odpowiedział.

Otworzyłam usta z zamiarem wydania z siebie dźwięku, jednak został on stłumiony jeszcze zanim zdołał opuścić moje gardło. Booth użył własnych ust jako tłumika, najpierw gwałtownie nimi naparł, potem jego ruchy stały się delikatniejsze. Poddałam się grze jego miękkich, słodkich warg, mój język przyłączył się do tańca. Czułam jak z każdą chwilą uścisk na moich nadgarstkach maleje, aż w końcu ustał całkowicie. Dłonie Booth'a rozpoczęły wędrówkę po moim ciele, a i ja nie pozostawałam mu dłużna. Powoli odkrywaliśmy soje ciała, kolejne części ubrań opadały na podłogę, wyznaczając naszą drogę do sypialni, w której po raz pierwszy doświadczyłam cudu, w której po raz pierwszy wyznałam miłość, w której uwierzyłam w prawdziwa miłość. W której po raz pierwszy złamałam prawa fizyki i w której po raz pierwszy stałam się jednością z Seeley'em Booth'em, . W której pokazał mi co znaczy, kochać się. W której po raz pierwszy, a na pewno nie ostatni, połączyłam się w pięknym akcie z ukochany mężczyzną, z tym którego kocham nad życie i z tym, który nigdy mnie nie zrani. Tym, do którego należę i tym, który jest mój na wieki.

~Koniec~