Czarodziejski świat

Wiedźma wraz z siostrzeńcem aportowała się na Pokątnej i mały czarodziej znalazł się w innym świecie, obok stoiska z amuletami, sklepu z miotłami i sklepu z magicznymi stworzeniami. Dzieciak aż sapnął z przejęcia. Mimo później pory, na ulicy panował gwar i ruch, czarodzieje przechadzali się z pasją o czymś dyskutując, robili zakupy. Wiekowa czarownica, trzymając za rękę dziecko, włączyła się w podążający ulicą tłum i przy końcu uliczki podeszła do niewielkiego, piętrowego domku w zabudowie szeregowej. Na parterze mieścił się sklepik, a na pierwszym piętrze było mieszkanie do którego wchodziło się zewnętrznymi schodami. Severus dawno nie był w tym małym, czystym i schludnym mieszkanku, a bardzo lubił tu być, lubił jak ciocia o niego dbała, rozmawiała z nim i interesowała się tym, co robi. Czarodzieje weszli do środka, ciocia magicznie zapaliła światło, usadziła Severusa przy stole po czym sprawnymi ruchami różdżki zaczęła napełniać miednicę wodą, równocześnie ją podgrzewając.

- Umyj się dziecko, - powiedziała pogodnie.

Chłopczyk niechętnie podszedł do miski, rozebrał się i ochlapał.

- Nie tak,- ciotka uśmiechając się wsadziła dzieciaka do miski i pomogła mu się umyć .

Wypucowany czarodziej przebrał się w czystą, przygotowaną przez ciocię szatę, pewno stare ubranie po Argusie ale jeszcze w dobrym stanie. Ciocia, w czasie gdy Severus się ubierał, magicznie przygotowała kolację. Dzieciak był bardzo zmęczony bo dzień obfitował w fascynujące wydarzenia, więc po kolacji położył się do łóżka Argusa i zasnął gdy tylko przyłożył głowę do poduszki.

Na drugi dzień, małego czarodzieja obudził głos cioci.

-Severusie, czas wstawać.

Dzieciak musiał znowu się umyć, po czym przebrał się w dzienną szatę i wyjątkowo jak na siebie czysty i schludny, razem z ciocią zjadł śniadanie. O ósmej czarodzieje zeszli do niewielkiego sklepiku z ziołami i z miksturami leczniczymi na bazie ziół. Severus podawał zioła i mikstury i rozkładał je do szufladek i na półki. Severus lubił tą pracę i w większości rozpoznawał zioła, ale nie wszystkie, były też rzadkie zioła, których nie znał. Ciocia opowiadała mu o nich gdy nie było w sklepie klientów, uczyła je rozpoznawać oraz jak, gdzie i kiedy je zbierać. Wieczorem, z wypiekami na twarzy, Severus zabrał się za czytanie przystępnie napisanej książki o warzeniu eliksirów leczniczych na bazie ziół. Ciocia widząc zaangażowanie wnuka siostry, uśmiechnęła się.

-Masz wybitny talent do warzenia, Severusie. To pewno po Gauntach, zawsze słynęliśmy z talentu do warzycielstwa.- Ciocia wypowiedziała te słowa z dumą, bo będąc z domu Gaunt, za bardzo nie utożsamiała się z Filchami. -Idź już spać dziecko, bo jutro czeka nas dużo pracy.

Jednak systematyczność pracy bardzo męczyła niedożywionego, wątłego dzieciaka, więc ciocia postanowiła, że Severus będzie pomagał w sklepie w okresach szczytu, czyli od wtorku do soboty w godzinach od drugiej do piątej po południu.

Po kilku dniach pobytu na Pokątnej, Severus obudził się sam w mieszkaniu. Była dziewiąta i ciocia już od godziny pracowała w sklepie. Na stole czekało na małego śniadanie, w misce ciepła woda do mycia, obok szata dzienna. Czarodziej niechętnie się umył, bo systematyczne mycie też było uciążliwe ale ciocia stanowczo wymagała czystości. Odświeżony, zjadł śniadanie i poszedł powłóczyć się po Pokątnej. Czarodziej nie uszedł daleko, gdy przed sklepem z miotłami natknął się na Evana Rosiera, kuzyna matki, syna cioci Rubeny. Państwo Rosier, czystej krwi ale niezbyt zamożna czarodziejska rodzina, mieszkali na Nokturnie, nieopodal Pokątnej. Evan był trzy lata starszy od Severusa i właśnie zdał o drugiej klasy Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Wujek, jak zresztą cała rodzina Severusa, był w Syltherinie. Chłopcy znali się, bo razem spędzali letnie miesiące na wsi, u dziadków Severusa, gdy państwo Prince jeszcze żyli. Evan zawsze traktował dalszego siostrzeńca wyniośle i trochę pogardliwie, na zasadzie nie dość, że młodszy, to jeszcze półszlama. Chłopcy przywitali się, i Snape postanowił towarzyszyć wujkowi na Śmiertelny Nokturn. Ojciec Severusa był tematem tabu w rodzinie i mniejszy z czarodziejów nie obawiał się, że wujek go wyda. Severus, mimo młodego wieku, dokładnie zdawał sobie sprawę, że mugol w czarodziejskiej rodzinie czystej krwi jest hańbą.

Nokturn był taką Spinner,s End czarodziejskiego świata: Brudne zaniedbane domy i sklepy, bramy walących się domów zabite deskami, podejrzani ludzie, szemrane interesy, knajpy, prostytutki, czarna magia. Małego czarodzieja pociągał ten świat, gdzie czuł się lepiej i swobodniej niż na Pokątnej, mimo że na Nokturnie musiał uważać aby nie oberwać klątwą, aby nie dać się okraść. Zasady funkcjonowania na Nokturnie były proste i podobne do tych, obowiązujących na Spinner,s End: Wygrywa silniejszy, bardziej sprytny, bezwzględny i inteligentny.

Przed bramą obskurnej kamienicy, dwaj młodzi czarodzieje napotkali zdenerwowanego chłopaka w wieku Snape, masywniejszego i trochę wyższego od Severusa, ale także wyraźnie zabiedzonego.

-Cześć Mulciber, co się stało?- Zapytał Rosier.

-Cześć. Kto to?- Chłopak nazwany Mulciberem wskazał brodą Severusa.

-Syn mojej kuzynki, Severus. Mieszka z matką w mugolskim miasteczku, przyjechał do ciotki na wakacje.- Czarodziej uśmiechnął się. -Jest chyba w twoim wieku, Mulciber. Będziecie razem w Hogwarcie.

Mulciber bystro łypnął na Severusa. Chłopak miał jasne, kręcone, bujne włosy i jasnoniebieskie oczy.

-Michael Mulciber,- przedstawił się wyciągając rękę.

-Severus Snape.- Dzieciak ścisnął rękę nowo poznanego kolegi.

-Więc co się stało, Mike?- Rosier ponowił pytanie.

Chłopak zmarszczył twarz w nieprzyjemnym grymasie.

-Chodźcie "Pod Butelkę", muszę sprzedać amulet.

I gdy trójka młodych magów wlokła się całą szerokością ulicy, Mulciber niechętnie zaczął wyjaśniać:

-Ojca zamknęli w Azkabanie, bo przeklął mugola który oszukał go w handlu. Sprawa jest paskudna. W mieszkaniu jest papuga, matka wysłała mnie po pieniądze do knajpy.

Mike był wściekły na mugoli i Severus się akurat temu nie dziwił.

- Ktoś się powinien za nich zabrać, - wysyczał chłopak.

- Jest taki potężny czarodziej, Czarny Pan, moi rodzice go popierają,- oznajmił Rosier. - Czarny Pan uważa, że czarodzieje w naturalny sposób są stworzeni do rządzenia światem, więc trzeba nam to umożliwić. Mugole to niewolnicy i trzeba pokazać im gdzie jest ich miejsce.

- Masz rację, Evan,- Severus poparł wujka. - Wiem, jak bezczelni potrafią być mugole i jak bardzo są bezbronni wobec magii. Trzeba pokazać im, gdzie jest ich miejsce.

Mały Snape na chwilę zamyślił się. Czarny Pan... Sprawa, o którą walczy, organizacja, którą stworzył... Śmierciożercy. Chłopczyk chciałby być jednym z nich. Jego matka, Eileen Prince była w Hogwarcie, w Syltherynie z Czarnym Panem. Nazywał się wtedy Tom Riddle, to jest jego prawdziwe nazwisko, ale nie wolno go używać ani o tym mówić.

Dzieciaki weszły do knajpy "Pod Pękatą Butelką". Sala za bardzo nie różniła się od "Czarnej Mańki", gdzie zwykle pił ojciec Severusa. W gospodzie było tłoczno, brud, smród, ktoś leżał na stole we własnych rzygowinach, ktoś kłócił się z barmanem. Czarodziejskie dzieciaki podeszły do kontuaru i handlarz wymienił amulet na pieniądze. Michael był markotny, więc towarzysze starali się go jakąś pocieszyć, ale za bardzo im to nie wychodziło. Chłopcy odprowadzili go i Rosier pożegnał się przed bramą obdrapanej kamienicy, ale Severus postanowił towarzyszyć nowo poznanemu koledze. Evan przed odejściem upewnił się, czy mały trafi na Pokątną, bo ciotka by go przeklęła, jakby Severus zaginął.

W mieszkaniu Mike,a bieda była jeszcze większa niż u Snape,ów. Mieszkanie było jednoizbowe, obdrapany, prawie pusty duży pokój był połączony z obskurną, ciemną kuchnią z miejscem do gotowania i z miskami do mycia. Na środku pokoju stał stół, a przy stole, na honorowym miejscu, z kwaśna miną, siedział czarodziej wyraźnie tutaj nie przystający. Zdenerwowana, chuda, podobna do Michaela kobieta z kręconymi brudno-blond włosami, zagadywała gościa. Pod nogami czarownicy plątał się roczny chłopczyk, a po pokoju kręcił się bez celu, wyraźnie znudzony czterolatek. Kobieta popatrzyła na najstarszego syna i Mike w milczeniu podszedł do matki kładąc na stole pieniądze. Ubrany w bogatą szatę otyły czarodziej, wziął grubymi paluchami banknoty i z pogardą je przeliczył.

-Co to jest?- Po chwili odezwał się.

Matka Mike,a zdenerwowała się jeszcze bardziej.

-Więcej nie mamy proszę Pana, nie mamy co jeść, dałam panu wszystko.

-Za to,- sarknął pogardliwie czarodziej, -to nie licz, że twój stary kiedykolwiek wyjdzie z Azkabanu.

Kobieta przełknęła łzy, a prawnik rozglądnął się po ruderze i jego wzrok z wyraźną lubością zatrzymał się na stojącym obok chłopcu.

-To twój dzieciak?- Zapytał adwokat, jednocześnie kładąc pulchną rękę na pośladkach Mike,a. Chłopak wyraźnie spiął się, ale nie ruszył się z miejsca.

-Taak.- Odpowiedziała kobieta i chyba dopiero w tym momencie zauważyła Severusa.

-A ten to kto?- Spytała z wyraźną niechęcią, na co Mike wreszcie się ruszył.

-Mój kolega z Pokątnej. Pójdę go odprowadzić.

Mówiąc to, dzieciak wybiegł z pokoju a za nim nim błyskawicznie podążył Snape. Chłopcy biegli na Pokątną, jakby goniło ich stado hipogryfów. Severus dokładnie zdawał sobie sprawę czego był przed chwilą świadkiem, bo seks dla ulicznika nie był tajemnicą, chłopczyk niejedno już widział w swoim krótkim życiu. Dla małego czarodzieja zachowanie niektórych dorosłych mężczyzn było niezrozumiałe i przerażające. Severus dobrze pamiętał pewien duszny, letni wieczór, gdy zobaczył TO po raz pierwszy. Miał wtedy chyba z siedem lat, było już po zmroku i chłopiec bezszelestnie, jak zjawa przemykał uliczkami Spinner,s End, gdy zwróciły jego uwagę krzyki dochodzące z okna na parterze narożnego domku.

-Nie, błagam, błagam, nie, nie rób mi tego, aaaa...

Wystraszony i zaciekawiony Severus zakradł się do ogródka, zajrzał przez uchylone okno i jego oczom ukazał się niezrozumiały i przerażający widok. Jakiś facet dymał chyba dziesięcioletniego chłopaka, wciskając pomiędzy jego pośladki przyrodzenie wielkości przedramienia Severusa. Ta scena wciąż mu się przypominała, od tego czasu czarodziej jak ognia unikał miejsc w których krzyczały dzieci.

Mały Snape, wspominając wydarzenie z przed kilku lat którego był mimowolnym świadkiem, zatrzymał się przed ciocinym sklepikiem i odwróciwszy się do nowo poznanego kolegi zapytał:

-Mogę ci jakąś pomóc?

Mike spuścił wzrok. -Nie. Chyba nie,- szepnął zrezygnowanym głosem. -Wydyma mnie. Jest z tego znany. Wynajmuje pokój "U Grubej Berty". W soboty urządza tam imprezy. Jak wrócę do domu to pewno matka każe mi tam iść.

-Musisz?

-Tak. Taki bogacz, nie ominie mnie to a jak nie pójdę dobrowolnie, to będzie jeszcze gorzej.

-Chodź na górę, może coś wymyślimy.

Mulciber sceptycznie popatrzył na Snape i bezwolnie za nim poszedł. Severus podzielił się z Mike obiadem który już przygotowany czekał na stole, po czym zapytał:

-Wiesz który pokój wynajmuje?

-Tak, a co?

-Jest taki eliksir, powodujący pomieszanie zmysłów,- Snape wypowiedział te słowa wolno, zastanawiając się. -Mógłbym go uwarzyć do soboty. Jak go ktoś wypije, to faktycznie miesza w głowie, ale jego opary powodują tylko silny ból głowy i dezorientację, wierz mi, facet nie będzie miał chęci na dymanie jak się tego nawdycha.

-Zorientuje się. I mnie to też trafi.

-Niekoniecznie. Staniesz przy lekko uchylonym oknie a eliksir ustawisz tam, gdzie będzie siedział, pod stolikiem albo koło łóżka. Będziesz się wolno rozbierał, jak będziesz posłuszny, to nie rzuci się na ciebie. Jak zacznie ci się kręcić w głowie to powiesz, że musisz siku. Łokciem zamkniesz okno i wybiegniesz z pokoju. Zrozumie przecież, że nagle ci się zachciało. Nim wrócisz, facet zapomni po co przyszedł i straci chęć na dymanie.

-Potrafisz uwarzyć taki eliksir?- Mulciberowi ze zdziwienia opadła szczęka.

-Tak. Do soboty powinien być gotowy. I nie sądzę, żeby facet podejrzewał ciebie. Przyjdź w piątek o ósmej wieczorem, będę czekał na dole.

Severus odprowadził Mike,a przed dom i pożegnał się, bo w sklepie już zaczynało robić się tłoczno. Chłopczyk pomagając obsługiwać klientów wspomniał coś cioci o tym, że spotkał Rosiera, że byli razem na Nokturnie, i że poznał nowego kolegę.

Wieczorem po kolacji, mały, czarnowłosy czarodziej spytał ciocię, czy mógłby uwarzyć eliksir mącący zmysły.

-Po co ci warzyć taki eliksir? Czy wiesz, że jego stosowanie jest karalne?

-Nie zamierzam go stosować ciociu, to Mike go zastosuje.

-Ten twój kolega z Nokturnu?

-Tak.

-Po co mu taki eliksir?- Alicja wypytywała małego zimnym, nieprzyjemnym głosem.

-Papuga ojca chce go wydymać,- lakonicznie i szczerze oznajmiło dziecko.

-Papuga ojca chce go wydymać?- Powtórzyła zaszokowana czarownica nic z tego nie rozumiejąc przestraszona, że małemu coś się poprzestawiało w głowie.

-Tak.

Severus opowiedział o tym czego był świadkiem, powtórzył to, co mu powiedział Mulciber i przedstawił swój pomysł. Ciotka zamarła z półotwartymi ustami, zaszokowana tym razem, dla odmiany, bystrością i pomysłowością dziewięciolatka.

-Dobrze. Składniki tego eliksiru nie są drogie i są dość powszechne. Nie mam owoców Belladony, ale możesz je zastąpić liśćmi Lulecznicy Czarnej, przelicznik znajdziesz w "Eliksirach..." .Jak chcesz mieć wywar na piątek, to musisz zacząć warzyć dzisiaj. Dasz radę?

-Dziękuję ciociu!- Wykrzyknął rozradowany chłopczyk. -Jasne, że dam radę.

Severus w podskokach wbiegł do małej pracowni eliksirów, która znajdowała się za kuchenką. Ciotka zabrała się za gotowanie jutrzejszego obiadu, równocześnie dyskretnie obserwując czarnowłosego czarodzieja. Chłopak ma wybitny talent do warzenia, pomyślała z dumą. Żeby tylko nie zszedł na zła drogę.

Po dwóch godzinach, czarodziejski dzieciak zabezpieczył eliksir. Ciocia przypilnowała go, żeby się umył i przebrał przed położeniem do łóżka.

-Dobranoc, Severusie.

-Dobranoc, ciociu.

Alicja weszła do pokoiku chłopczyka i pocałowała go na dobranoc. Severus uśmiechnął się, a ciotka tknięta przeczuciem przytuliła dziecko. Severus wtulił się w nią, przywierając do opiekunki całym sobą i Alicja zaczęła głaskać jego proste, cienkie włosy. Ależ on potrzebuje miłości, pomyślała zdziwiona. Chłopczyk zasnął wtulony w ciocina szatę z pogodną, uśmiechniętą twarzą. Czarownica delikatnie ułożyła na kołdrze małą, bladą rączkę o długich, cienkich palcach. Budowę ręki ma po Gauntach, pomyślała ciepło, nos też chyba będzie miał po Gauntach, choć dziewięciolatek nie miał jeszcze dużego nosa, ale zapowiadało się, że będzie duży. Ciocia otuliła małego czarodzieja kołdrą i jeszcze raz go pocałowała, po czym magicznie zgasiła świece i wyszła.

W piątek Severus umieścił gotowy eliksir w płaskim, niewielkim pojemniczku z otwieranym wieczkiem i wieczorem, tak jak to było umówione, dał go Michaelowi.

W niedzielę do mieszkanka cioci Alicji wpadł wyraźnie uradowany Mike.

-Udało się, udało,- wrzeszczał już od progu.

Ciocia Alicja uśmiechnęła się.

-Ty jesteś Michael Mulciber?

-Tak, - odpowiedział nagle speszony dzieciak.

-Opowiedz, jak sobie poradziłeś?- Zapytała ciepłym głosem Alicja, bo chciała zachęcić go do zwierzeń. Mike pewno nie przypuszczał, że w mieszkaniu będzie ktoś dorosły.

-Zrobiłem tak, jak radził mi Severus. Wybiegłem do toalety jak poczułem, że kręci mi się w głowie i po wyjściu z pokoju ukryłem się pod schodami. Po dwóch godzinach zdjąłem z drzwi wywieszkę "Nie przeszkadzać". Papuga obudził się wieczorem, facet nic nie pamiętał więc o nic nie może mnie oskarżyć. Nie dopytywał się o mnie, więc jak będę go unikał, to pewno da mi spokój.

-Jak będziesz miał jeszcze kiedyś taki problem to przyjdź do mnie, pomogę ci.- Pani Filch powiedziała te słowa bardzo poważnie i Severus poczuł się dumny, że ma taką fajną ciocię.

W czasie pobytu u cioci Severus pomagał w sklepie, dużo czytał i warzył. Mały czarodziej nie szukał kontaktu z Mulciberem bo wiedział, że gdyby ten w jakiś sposób zorientował się, że jego ojciec jest mugolem, to by go przeklął. Ciocia była osobą samotną, swój czas dzieliła pomiędzy prowadzenie sklepu, domu i dokształcanie się, toteż Severus mocno się zdziwił, gdy pewnej lipcowej nocy zbudziły go głosy przyciszonej, ostrej rozmowy dobiegającej z kuchni.

-Rubena, naprawdę nie mam pieniędzy aby ci pożyczyć.

-A tej półszlamie i jego matce to pomagasz!

-Nie nazywaj tak Severusa! Sklep jest na granicy opłacalności, ledwo mi starczy na życie.

-Słyszałam, że Argus dostał jakąś pracę. Będziecie mieli pieniądze.

-Nie będę brać pieniędzy od syna. Jeżeli chcesz pożyczyć od Argusa, to z nim rozmawiaj.

-Nie będę się zniżać do proszenia o cokolwiek charłaka!- Wrzeszczała ciotka Rubena, na co z ust cioci Alicji wydobył się niesamowity syk. Siostry przez moment syczały na siebie, po czym Severus usłyszał mocne trzaśnięcie drzwiami i kroki zmierzające ku jego pokoikowi. Czarodziejskie dziecko błyskawicznie zablokowało swoje emocje oklumując umysł, i gdy ciocia Alicja weszła do pokoju chłopczyk wyglądał jakby spał. Ciotka otuliła Severusa kołdrą, przytuliła go i pocałowała w czoło, po czym wyszła. Dzieciak nie zdziwił się temu co przed chwilą usłyszał bo dobrze wiedział, że rodzina matki pogardza nimi. Zaintrygowało go to syczenie ale wyczuł, że nie byłoby dobrze pytać o to.

W czasie, gdy Severus rozmyślał nad tym co przed chwilą usłyszał, Alicja usiadła w fotelu ze szklanką mocnego naparu z ziół. Cholerna Rubena, rodzice zawsze ją rozpieszczali bo trafiła się im na starość, beniaminek taki, i nadal myśli, że świat się wokół niej kręci! Jak mogła tak nazwać Severusa! Nie pamiętam, żebym znała dzieciaka o tak dużej magicznej mocy i takich umiejętnościach! Dobrze, że mały śpi i nie słyszał mowy wężów, myślała zdenerwowana czarownica. Siostry trzymały tą umiejętność w wielkiej tajemnicy. Samo posługiwanie się mową węży nie jest niczym złym, ale jest powszechnie kojarzone z czarnoksiężnikami więc cokolwiek się wydarzy, to osoba znająca ten język jest podejrzewana jako pierwsza i wybronić się z ewentualnych zarzutów jest jej trudniej. Gdyby Severus nie spał, czarownica musiałaby zastosować na nim Oblivate. Alicja była zadowolona, że nie musiała tego robić, bo każde Oblivate trochę uszkadza magię. Te charłakowate rody czystej krwi, tfu, splunęła wiedźma, bo przypomniała sobie głupiego jak but stryja Marvola i jego dzieci. Kuzynka Meropa zrobiła przed laty jakiś numer zdaje się, że uciekła z mugolem. Morfin pozabijał później tych mugoli, a Meropa zmarła w tragicznych okolicznościach. Alicja słyszała kiedyś, że Meropa miała z tym mugolem dziecko które przeżyło w sierocińcu, słyszała nawet, chyba od Averych czy Lestranege, że tym dzieckiem jest Ten Którego Imienia Nie Można Wymawiać. Alicja prychnęła rozbawiona myślą która tak niespodziewanie jej przyszła do głowy. Świetnie, niech ten geniusz zła da popalić idiotom czystej krwi... Myśli Alicji zwróciły się ku Argusowi i czarownica posmutniała. Ukochany syn zupełnie pozbawiony magii... A on ma tak czystą krew, jak mało który czarodziej, od tysiąca lat nie było żadnego mugola w rodzinie!

Wieczorem, w ostatnim dniu lipca, ciotka wraz z Severusem stali przed Dziurawym Kotłem wyraźnie na coś czekając. Po chwili, z głośnym piskiem zatrzymał się obok nich Błędny Rycerz i z autobusu wysiadł wyjątkowo jak na siebie pogodny Argus. Ciotka wyściskała syna, a charłak przyjacielsko poklepał po plecach Severusa. Cała trójka przeszła przez Dziurawy Kocioł, Alicja stukając różdżką w ceglany mur otworzyła przejście i zajęte rozmową towarzystwo weszło na Pokątną.

-Dostałem tą pracę,- poinformował przejęty Argus. -Zaczynam w przyszłym roku szkolnym, od września. Bardzo mi się ta praca spodobała. I spodobało mi się to, jak dyrektor nas traktował... Jeszcze nikt, nigdy nie odnosił się do mnie z takim szacunkiem.

Severus cieszył się z radości cioci i Argusa ale był trochę smutny bo powrót Argusa oznaczał, że musi wrócić na Spinner,s End. Ciocia rozumiejąc powód smutku pocieszająco go przytuliła i powiedziała:

-Nie martw się, jeszcze nie raz spędzisz tutaj wakacje.

Jednak mały czarodziej uśmiechnął się radośnie dopiero wtedy, gdy Argus wręczył mu paczuszkę ze słodyczami z Miodowego Królestwa, z Hogsmeade. Po kolacji chłopczyk pożegnał się z charłakiem i ciocia aportowała się z nim na Spinner,s End.