SARAH'S STORY
Sarah zbijała skrytkę na kosztowności; uczyła się na własnych błędach i bardzo nie lubiła być czymś zaskakiwana. Ostatnio jednak ciągle coś się działo; nie do końca miała na to „coś" wpływ i to ją denerwowało.
Otarła czoło, słysząc rozmowę Johna z Riley. Poczuła rozdrażnienie. Ledwo Erica pojechała do siebie, a jej syn od razu zadzwonił po swoją koleżankę i przez dwie godziny siedzieli w jego pokoju. Miała nadzieję, że Erica odciągnie Johna od jego szkolnej znajomej, chociaż uważała, że żołnierka z przyszłości nie była zbyt dobrym wyjściem dla jej jedynaka. Była za bardzo... dziwna. Zresztą, kto normalny mówi sam o sobie „wariatka"? A poza tym, Erica chyba bardziej zainteresowana była Derekiem. Przynajmniej do ich sprzeczki.
- Hej, pani Baum! – Usłyszała głos Riley; obejrzała się. – Dziękuję za zaproszenie!
Posłała blondynce uśmiech. To John ją zaprosił, ona tylko mu tego nie zabroniła, chociaż chciała.
Przysłuchiwała się rozmowie prowadzonej za jej plecami na podjeździe, nie odrywając się od pracy. Obejrzała się dopiero, kiedy usłyszała pojedyncze kroki.
- Kupiłem jej kask, wiesz? – John oparł się o drzwi garażu.
- Bardzo odpowiedzialnie – rzuciła. – Myślisz, że zatrzyma kulę?
Zmarszczył brwi.
- A co, masz zamiar do niej strzelać? – zapytał chłodno.
- Dookoła lata mnóstwo pocisków. Może któryś... – ucięła i spojrzała na syna, który wycofał się z garażu; tak kończyły się ich rozmowy: ktoś zawsze uciekał. – Zależy ci na tej dziewczynie?
- Taa. – Wpatrywał się uważnie w jej twarz.
- Więc zostaw ją w spokoju. – Wytrzymała jego spojrzenie. – Masz Ericę.
Prychnął.
- Erica spała z Derekiem. – Cameron zatrzymała się obok Johna.
- Więc chyba jej nie mam. – Chłopak rozłożył ramiona i odszedł. Żwir chrzęścił pod jego butami.
Terminatorka obejrzała się za nim.
- Porozmawiam z Johnem – powiedziała.
- John nie słucha – mruknęła Sarah, odrywając się od pracy.
- On zawsze słucha.
Cameron odwróciła się i odeszła. Kobieta spojrzała za nią. Czuła zmęczenie; szybko skończyła szkielet skrytki i wzięła długi prysznic. Wciągnęła na siebie dres, w którym sypiała i poszła do swojego pokoju. Po drodze zajrzała do biblioteki; łóżko, które Erica kupiła dla Dereka, było puste. Obok niego na podłodze leżały rozrzucone ubrania mężczyzny. Powiodła wzrokiem po wnętrzu pokoju i zamknęła drzwi. Wiedziała, że nie wróci na noc. Ale jeśli z kimś był, na pewno nie z Ericą.
Wstała wcześnie i od razu zabrała się za montowanie skrytki w podłodze. Sama przed sobą nie chciała się przyznać, że czekała na Ericę. Nie ufała jej, ale specyficzny sposób bycia dziewczyny tak kontrastował z jej własnym, że lubiła ją. A poza tym, miały coś wspólnego: umiały walczyć, posługiwać się bronią i chyba obie gotowe były oddać za Johna życie, tak więc w starciu Riley kontra Erica, ta druga zdecydowanie wygrywała.
- Miałam zasugerować zrobienie skrytki.
Sarah obejrzała się na Cameron. Terminatorka czasem naprawdę ją rozbrajała.
- Mogłaś to zasugerować zanim nas okradli – rzuciła w odpowiedzi, patrząc, jak ta bierze kluczyki. – Gdzie się wybierasz?
- Muszę uzupełnić zapasy. Zużywamy dużo amunicji.
- Było co do roboty. Gdzie John?
- W swoim pokoju.
- Jeszcze nie wstał?
- Potrzebuje więcej snu niż ty. Zegar biologiczny nastolatków nie działa tak, jak powinien.
Kobieta uśmiechnęła się gorzko, patrząc na Cameron.
- Jak długo z nim rozmawiałaś?
- Niedługo. Już nie będzie się spotykał z Riley.
- Naprawdę? – mruknęła ironicznie.
- John nie jest głupi.
- Nie podoba mi się to, jak na niego działasz. – Wzięła wiertarkę.
- Masz, co chciałaś.
Wyłączyła urządzenie i obejrzała się za terminatorką.
- Skąd wiesz, że Erica spała z Derekiem? – zapytała znudzonym tonem.
- Widziałam. – Cameron spojrzała na nią przez ramię, po czym wyszła.
Sarah znowu włączyła wiertarkę, poświęcając całą swą uwagę skrytce. Nie chciała myśleć o niczym i nikim. Ani o Johnie, ani o Reese'ie, ani o Erice, ani o...
Nagle ktoś szarpnął ją za ramię, podnosząc do góry. Cromartie! Jej serce zadrżało ze strachu.
Rzucił ją o ziemię i pociągnął za stopę w stronę schodów. Zapomniała, jaki był silny. Postawił ją na nogi i nadal mocno trzymając, poprowadził na górę. Pchnął ją na podłogę i wyważył drzwi od pokoju Johna.
Pomieszczenie jednak był puste! Nie nacieszyła się jednak tą myślą, bo Cromartie zacisnął dłoń na jej szyi. Wyjął broń.
- Gdzie on jest?
- Sprawdź pod łóżkiem – syknęła.
- Nie wiesz. – Stalowe palce zacisnęły się mocniej, utrudniając dopływ powietrza. Ostatnią myślą, zanim zemdlała, było: gdzie są wszyscy?
Ocknęła się dopiero na tylnym siedzeniu samochodu bez dachu. Za kierownicą siedział terminator.
- Twoja strategia zmieniła się od naszego ostatniego spotkania – powiedział.
- Naprawdę? – Oceniała sytuację, w której była.
- Za pierwszym razem próbowałaś się zabić.
- Masz rację. – Zaśmiała się gorzko, próbując otworzyć drzwi. – A tym razem zabiję ciebie.
Zaczęła rozcinać taśmę, którą miała sklejone kostki. Nagle dostrzegła zdjęcie Cameron. Wiatr rozwiał kartki, odkrywając kolejną fotografię: Ericę w policyjnym mundurze.
- Nie były ostrożnie. Popełniały błędy. Nie tak wiele jak ty, ale wystarczyło. Cameron, tak ją nazywacie, prawda? Ma uszkodzony chip? – zapytał, ale po chwili sam sobie odpowiedział: - Ma uszkodzony chip.
- Jak znalazłeś dom?
- Chłopak mi powiedział. Ten z kręgielni. – Sarah poczuła się bezsilna. – Powinnaś była go zabić. Tak, jak powinnaś była zabić siebie.
- Nie jestem morderczynią! – Kopnęła drzwi, próbując uwolnić nogi.
- A kto jest?
Rozcięła wreszcie taśmę na kostkach i stoczyła się po masce na ziemię. Nagle tuż obok niej przejechał czarny samochód i uderzył w wóz Cromartiego, a potem zawrócił i jeszcze raz wbił się w bok niebieskiego kabrioletu. Wstała, cofając się. Hummer zawrócił, a jego drzwi uchyliły się.
- Przysyła mnie Erica! – Usłyszała; zawahała się tylko ułamek sekundy, a potem wskoczyła do auta, kładąc się na siedzeniu pasażera z przodu. Hummer ruszył, a jego kierowca sięgnął po pistolet. Odgiął całe ramię do tyłu, jakby w ogóle nie miał stawu, obrócił głowę i strzelił trzy razy. Sarah wpatrywała się w skupioną twarz chłopaka, który musiał być w wieku jej syna, zaczynając wątpić, czy nieznajomy jest człowiekiem. Jego ręka wróciła do przodu. Odłożył broń, a jego dłoń zacisnęła się na kierownicy; szybko chwyciła pistolet. Wzięła go na muszkę.
- Spokojnie – powiedział łagodnym głosem. – Chcę ci pomóc.
- Kim jesteś? – Nie cofnęła broni.
- Współczesną wersją Pinokia. – Uśmiechnął się kątem ust.
- Współczesną? – zapytała, marszcząc brwi.
- Bo nie z drewna, tylko z metalu. Nazywam się Gabriel, Saro. Przysłała mnie Erica, żeby wam pomógł. Tobie i Johnowi. Odłóż broń.
Posłuchała, nie odrywając od niego oczu. Zapytała, czy jest cyborgiem, ale odpowiedź już znała. Miał piękną twarzy otuloną miękkimi, ciemnymi włosami. Wyglądał jak człowiek. Nawet w jego oczach, w spojrzeniu było coś... ludzkiego. Ciepłego. To ją ujęło.
Kazał jej zostać w samochodzie. Nie chciała, ale przeciągnął ją na fotel kierowcy.
- Czekaj na nas, Saro. Czekaj na swojego syna – rozkazał, kiedy pierwsze strzały rozległy się w budynku, do którego wszedł Cromartie, a w którym był John i Ellison.
Czekała. Po chwili zobaczyła syna. Łzy zakręciły się jej w oczach.
Kiedy wszyscy byli w aucie, ruszyła. Kule zabębniły o karoserię.
- Chris mnie zabije. – Usłyszała jęk Gabriela gdzieś nad uchem.
Poczuła, że złapali gumę. Zahamowała i kazała wszystkim wysiadać. Szybko ukryli się w jakimś budynku. Od razu przytuliła do siebie Johna.
- Jestem cały.
- Dzięki Bogu. – Objęła go mocniej, jakby byli zupełnie sami. Po chwili jednak spojrzała na Ellisona.
Wymienili kilka zdań. Wpatrywała się w agenta z nieufnością.
- To mnie obserwowało – powiedział po chwili bez cienia zawahania w głosie.
- To?
- To tam. – Ruchem głowy wskazał okno.
Nie odrywała od niego oczu.
- I mimo wszystko przyjechałeś do Meksyku? – Kiwnął głową. - Mogłeś go doprowadzić do Johna.
- Nie ja byłem w bagażniku. – Spuściła wzrok, ale po chwili znowu na niego spojrzała.
- Więc co chciałeś zrobić? Wyrwać go z więzienia? Uwolnić bez pytań?
- Tak. Właśnie to chciałem zrobić.
- Jakoś mi trudno w to uwierzyć.
- Byłem ci coś winien – powiedział powoli. – Tamten pożar?
- To nic takiego.
- To było moje życie. – Uśmiechnęła się gorzko.
- I jak się teraz z tym czujesz? – Zawahał się; milczał.
Obróciła na pięcie i podeszła do Johna. On i Riley prowadzili jedną z rozmów, których każdy z nich chciał uniknąć. Spojrzała na Gabriela. Cyborg stał wyprostowany i wyglądał przez okno. Dziewczyna nie chciała odejść.
- Gabriel. – Obejrzał się, kiedy wymówiła jego imię. – Zabierz ją stąd. – Wcisnęła mu w dłoń banknot; cyborg bez słowa ruszył w stronę drzwi. Dziewczyna niechętnie poszła za nim. Jeden problem rozwiązany.
Wróciła do Ellisona.
- Daj mi telefon – poprosiła. - Mam broń.
- Cameron, dziewczyna z banku?
- Nie tylko ją. – Wykręciła numer; Derek odebrał od razu. – Mamy z Johnem kłopoty.
- Wiem. John jest z tobą? – rzucił szybko. – Już jesteśmy w więzieniu.
- Co? Skąd...
- Cameron powiedziała mi, że was nie ma, a potem zadzwonił do mnie John.
- Erica jest z wami?
- Nie – mruknął. – Nie ma jej. Nawet nie ma co do niej dzwonić. Gdzie jesteście?
Wyjrzała przez okno.
- Widzę kościół. Tam się spotkamy. – Rozłączyła się. – Mamy plan – powiedziała głośno. – Derek i Cameron już tutaj są.
- Na Ericę nie ma co liczyć – rzucił John, wstając. Gabriel posłał jej łagodne spojrzenie.
- Chodźmy.
Wszystko było gotowe. Ellison jako przynęta miał przyprowadzić Cromartiego. Byli na pozycjach.
- Nie jest taki, jak ja. – Usłyszała; Cameron wpatrywała się w Gabriela.
- Nie jest – przytaknęła. – Więcej się uśmiecha. I bywa ironiczny.
Także spojrzała na terminatora. Podrzucił shotguna, przeładowując go szybkim ruchem. Nagle odwrócił się i posłał jej uśmiech. Pomyślała, że anioły mogłyby mieć jego twarz.
A potem zjawił się ten zły cyborg. Otworzyli ogień. Kiedy wreszcie osunął się na ziemię, Sarah wzięła głęboki oddech. To John strzelił mu w głowę ostatni raz.
Zapakowali go do bagażnika. Chciała zamknąć klapę, ale Gabriel przytrzymał ją.
- Chwilkę – rzucił, a potem wsunął palec w oczodół maszyny.
- Co... – zaczęła, ale Gabriel cofnął dłoń.
- Jedźmy – rzucił, przyglądając się poniszczonej karoserii. – Mam przechlapane – jęknął.
Przyglądała się, jak zakopują nieruchome ciało zabójczego terminatora. John posłał jej długie spojrzenie. Ellison podszedł bliżej.
- Jeśli pojedziemy osobno, nie będziemy przyciągać uwagi – powiedziała. - Powinieneś się już zbierać.
- Chcesz, żebym odjechał? A co dalej?
Podniosła na niego oczy.
- Wrócimy tu – rzuciła. - Przyniesiemy coś, żeby to zniszczyć.
Mężczyzna spojrzał na Johna.
- Jego nazwisko będzie poszukiwane – mruknął.
- Ma inne.
- A potem?
- Nie ma żadnego "potem". – Wytrzymała jego spojrzenie. - Udawaj, że znowu zginęłam.
- Dużo straciłem, kiedy zginęłaś pierwszy raz. Małżeństwo, karierę.
- To dla ciebie dużo? – zapytała gorzko.
- Wielu ludzi to traci.
- Chcesz odpowiedzi.
- Chcę tylko znać swoją rolę w tym... wszystkim. Co stanie się dalej?
- To wszystko. Nie ma nic innego za kurtyną. To robię. To wszystko, co robię. Teraz wiesz dlaczego. Przykro mi z powodu twojej straty, ale nie mogę ci pomóc niczego odzyskać.
Odeszła w stroną kopiących.
- Daj mi chip – powiedziała; Gabriel położył jej na dłoni metalową część.
Coś tak małego, a tak groźnego. Zaczęła rozbijać go kolbą karabinu. Uderzała nawet, kiedy rozwaliła chip na malutkie kawałeczki. Krzyczała; czuła wściekłość. Była zła na samą siebie, za to, że była słaba; na Johna za to, że spotykał się z Riley; na Dereka za to, że przespał się z Ericą, a potem zniknął na dwie noce; na Cameron za to, że była nieczułym metalem; na Ericę za to, że nie zjawiła się, żeby im pomóc; na...
Nagle John objął ją mocno. Przylgnęła do niego całym ciałem. Rozpłakała się w jego ramionach. Zaczął ją głaskać po głowie. Zacisnęła palce na materiale jego bluzy. Był z nią. Nadal był z nią. Żyli.
