3. Nie taki koszmar straszny jak go opisują!
Niebo było rozgwieżdżone. Osiemnastolatek z czarną rozczochraną czupryną i okularami na nosie szedł boso po zielonej ,miękkiej trawie. Spojrzał na niebo. Księżyc świecił coraz jaśniej i jaśniej, jego blask oślepiał chłopaka. Harry szedł w stronę różowych petunii. Ujrzał tam postać, była ubrana w ciemnozielony aksamitny garnitur. Mężczyzna miał czarne włosy do ramion.
- SYRIUSZ!- ryknął Harry. Mężczyzna odwrócił się. Chłopak zauważył w jego wyglądzie coś dziwnego. Syriusz nie miał oczu.
- Co ty tu robisz Syriuszu?- Spytał ogłupiały Harry. Chrzestny odezwał się szorstkim ochrypłym głosem.
- On wrócił Harry, przeżył!- Po czym wybuchnął przerażającym śmiechem. Harry odwrócił się nie tylko Syriusz się śmiał. Ujrzał Colina, swoich rodziców oraz samego Voldemorta. Nikt nie miał oczu...
Chłopak obudził się cały spocony. Miał drgawki na ciele. Był przerażony. On nie mógł wrócić! Zabiłem go! Wszystkie HORKRUKSY ZNISZCZONE! ON UMARŁ! SAM WIDZIAŁEM! VOLDEMORT NIE MÓGŁ POWRÓCIĆ! TO NIE MOŻLIWE! Harry próbował przekonać się w duchu. Co mógł znaczyć ten sen? Może to nie chodziło o Voldemorta? Jak nie o to o kogo? Myśl Harry myśl! O kim jak nie o Voldemorcie mówił Syriusz? . Cały czas miał przed oczami Syriusza śmiejącego się szorstko. Spojrzał na godzinę była 3:50. Nie miał pojęcia co ma z sobą zrobić. Usiadł na łóżku, odruchowo dotknął blizny, lecz ta nie piekła go . Rozejrzał się po pokoju Ron spał w swoim łóżku. Opowiem mu rano co mi się przyśniło!. Harry zszedł z łóżka, założył kapcie. Zmierzał w kierunku kuchni. Zatrzymał się na pierwszym piętrze przed pokojem Ginny. Odczuł, że musi z nią o tym porozmawiać. Podniósł rękę by zapukać. Powstrzymał się. Poszedł dalej. Gdy doszedł do kuchni wyjął szklankę i nalał sobie wodę. Cały czas się trząsł, nie mógł na to nic poradzić. On się po prostu bał. Usiadł na krześle, przez chwile wpatrywał się w swoje dłonie. Nadal się trzęsły. Usłyszał kroki, ktoś schodził do kuchni. Harry przez chwilę miał nadzieje, że to Ginny, ale pomylił się to był Ron.
-Nie śpisz stary?- Spytał sennym głosem.
- No wiesz, tak jakoś….. No nie mogłem.- Wydukał Harry.
- Co?! Piłeś coś?- Oczy Rona świdrowały Harry'ego, szukały opuszczonej butelki po ognistej whiskey lub innym trunku. Niczego się nie doszukał.- To co tu robisz o tak późnej godzinie?
- No wiesz! Ron jesteś zmęczony?
- No w sumie to już nie- Burknął- A co?
- Hmmm…. Siadaj Ok? opowiem Ci coś.
- No dobra byle szybko bo o ile pamiętam wygrywałem w smoczych wyścigach.
- Ron to był sen!
- Co no wiem przecież, ale chcę zobaczyć czy wygram- Powiedział to takim głosem jakby to było oczywiste.
Harry przez chwilę wpatrywał się w przyjaciela. Czekał aż ten w końcu usiądzie. Ron stał z głupkowatym wyrazem twarzy.
- Usiądziesz w końcu?- Spytał Harry.
- A! No już idę.
Ron usiadł na przeciwko swojego przyjaciela z miną . „Opowiadasz już czy nie?" Harry westchnął i spojrzał na Rona i zaczął opowiadać o swoim śnie.
- Czekaj! Harry. My mamy w ogrodzie Petunie?
- Ron to był sen!
- Ach tak no… hmmm.. sorka… opowiadaj dalej.
Harry wrócił do opowiadania. Gdy już skończył czuł się znacznie lepiej. Wyrzucił to z Siebie! Przez chwilę panowała niezręczna cisza, którą przerwał Ron.
- I myślisz, że Voldek powraca?
- Kto?- Zdziwił się Harry.
- No Voldek, Voldzio, Voldemort! A z resztą jeden jaszczur co nie?
Stwierdzenie Rona rozbawiło go, nigdy nie spotkał się z takimi nazwami Voldemorta. Ale ta druga najbardziej mu się podobała.
- Wiesz co? Nie wiem co mam o tym myśleć. No bo wiesz to niemożliwe, w sumie. Zniszczyliśmy wszystkie horkruksy, byliśmy świadkami jego śmierci ale tej prawdziwej.- Harry myślał, że jak opowie o tym Ronowi to razem wymyślą jakieś normalne wytłumaczenie jego snu. Mylił się. Widząc minę Rona stracił wszelkie nadzieje na to.
- Wpadłem na pomysł!- Wykrzyknął Ron po chwili.
- Ciszej! Jaki?- Harry'emu powiększyły się oczy.
- Opowiedzmy to rano Hermionie! Zobaczymy co ona o tym myśli.
- Ron na to, to ja już wpadłem będąc w łóżku. Myślałem, że naprawdę wpadłeś na coś genialnego.
- Ej Harry! Spróbuj tu myśleć trzeźwo gdy jesteś zmęczony a kumpel opowiada Ci, że jego największy wróg, którego wszyscy się boją może powrócić. Bo mu się przyśnił jego zmarły chrzestny.
- Jako kto?
- No fantomas!
- Nie ważne. Może lepiej chodźmy spać?
- Harry! Wiedziałem, że w końcu powiesz coś mądrego
- Dzięki! Tak sądzę.
I obaj pomaszerowali w stronę pokoju. Ron potykał się prawie cały czas i Harry musiał go łapać. Weszli do swojego pokoju i opadli na swoje łóżka.
- Dobranoc! 'Arry.
-Dobranoc! Ronaldzie.
- 'Ęki, że mi to 'Owiedziałeś.
- Nie ma za co zawsze do usług.
I zasnęli. Harry miał tym razem sen o Sobie i Ginny. Stali na wielkiej marmurowej scenie, szeptali sobie do ucha a potem się pocałowali. Dla Harry'ego ten sen był jak zbawienie, tylko nie bardzo rozumiał co robił na tej scenie. Ale czy to ważne jak ma się przy sobie swoją ukochaną?
Obudził go hałas następujący po teleportacji. Otworzył oczy i jego oczy dostrzegły dwie wysokie postacie siadające na łóżku. Jedna na jego druga na Rona. Otworzył oczy szerzej. Tak to byli bliźniacy.
- Patrz Fredie śnieżka się obudziła!- Odezwał się jeden z bliżniakow.
- Nie pieprz! Gdzie!?
- No tu!- George wskazał na łóżko Harry'ego.
- Hej Harry! Gdzie twoje krasnoludki? – Spytał Fred przechodząc z łóżka Rona na łóżko Harry'ego.
- Chyba znalazłem jednego!
- Gdzie? Gdzie?- George rozglądał się po całym pokoju.
- No tu George.- Fred wskazał palcem na Rona.- Ślepy jesteś? Czy co?
- Jestem Oduchowiony! A o ślepocie nic nie słyszałem. Nawet tego nie zauważyłem! If You know what I mean Freeeed.
- Tak Georgie każdy wie. Ale Przyzliśmy tu w innej sprawie.
- Masz rację!
Bliźniaki wyjęły dwa megafony. Po pokoju Harry'ego i Rona rozległ się ogłuszający krzyk.
- RON! HARRY! MACI NATYCHMAIST WSTAWAĆ! ŚNIADANIE NA STOLE!- Ryknęli i po chwili na ich twarzach znów zagościł uśmiech.
- CZY MUSICIE DRZEĆ SIĘ PRZEZ MEGAFON?! PRZECIEŻ WSTALIŚMY!-Wrzasnął Ron.
- Braciszku! Powinieneś docenić to, że najpierw was obudziliśmy a potem użyliśmy megafonu żebyście nie dostali zawału. Powinieneś być nam wdzięczny- Odpowiedział George z uśmiechem na twarzy . Wstał i poszedł z Fredem na śniadanie.
- Jak ja tego nienawidzę u nich! Myślą, że to zabawne!- Pisnął Ron.
Harry tylko ruszył ramionami.
- Chodźmy na to śniadanie bo znów to zrobią!- kontynuował Ron- A jak to powtórzą to nie ręczę za siebie ani za moją różdżkę!
Wstali z łóżek umyli się i ubrali. Schodząc na śniadanie rozmawiali o Hogwarcie.
- Myślisz, że nadal będziesz kapitanem?
- Tego nie wiem musimy poczekać na listy.
- No tak.
Gdy zeszli Ron od razu podszedł do Hermiony pocałował ją na powitanie i usiadł koło niej. Harry przez chwilę stał w drzwiach ale stwierdził, że usiądzie dziś koło nich.
- Witaj Harry! Dawno tu nie siedziałeś.- Przywitała go z uśmiechem Hermiona.
- Hej. Wiesz miałem na głowie trochę inne sprawy.
- Jak na przykład Ginny?
- Tak. Właśnie o tych sprawach mowa.
Hermiona zaśmiała się krótko. Spojrzała na Harry'ego i spytała.
- To o czym chcieliście ze mną porozmawiać? Ron coś mi przed chwilą mówił, że macie do mnie ważną sprawę.
- No bo mamy- Wtrącił się Ron.
- No to mówcie. Jestem otwarta na rozmowy.
- Właściwie to Harry musi opowiedzieć.
Harry spojrzał na Hermionę i zaczął jej opowiadać o jego śnie.
- Msz rację to dość dziwne- Powiedziała, gdy już go wysłuchała- Ale nie sądzisz, że to nic nie znaczy? Wiesz po prostu zwykły koszmar. Każdemu mogło się to przyśnić.
- Tak! Ale przyśniło się właśnie MI.
- Harry, nie doszukuj się ukrytych podtekstów w tym śnie. Zwykły koszmar jak każdy.
- Ale Syriusz powiedział….
- Wiem co powiedział! Ale jak to możliwe, że Voldemort powróci co? Zniszczyliśmy wszystkie horkruksy jakie należały do niego. Jakim cudem miał by się odrodzić?
- A ja wiem? To Ty tu jesteś mądra! Ja i Ron pełnimy funkcję reprezentacyjne.
- Co chcesz mi przez to powiedzieć? Że jestem brzydka i tylko mam łeb jak encyklopedia nic więcej?
- Wiesz, że nie o to mi chodziło! Hermiono!
- A o co Harry ?O co? Oświeć mnie.
- No…..Ymmmm… Nie umiem tego wytłumaczyć! Ale na pewno nie o to!
- No dobra niech Ci będzie! Nie chcę się kłócić. A teraz jak pozwolicie udam się do toalety.
- Wiesz Hermiono nie musiałaś nam tego mówić- Odezwał się Ron. Hermiona posłała mu gniewne spojrzenie i poszła.
- Ja tam Harry nada nie wiem o co jej chodzi.
- Ja też nie, ja też nie.
Harry nałożył sobie dwie bułki. Czuł się taki godny, że konia z kopytami by zjadł. Przy śniadaniu panowała wesoła atmosfera. Ginny opowiadała kawały , z których w szczególności śmiali się Fred i George. Pani Weasley czytała poranna gazetę a pan Weasley opowiadał swoim synom o złapaniu jakiegoś maga, który przemycał eliksiry powolnej śmierci i sprzedawał je. Nagle na stole zjawiło się sześć sów. Każda podleciała do przeznaczonej osoby, i zostawiła jej list. Harry wyczekiwał Hedwigi ale wiedział, że to niemożliwe. Zabili ją. Zabili jego sowę. Na to wspomnienie łzy zaczęłu mu napływać do oczu.
- Mamo jesteśmy w 7 klasie Hogwartu! Znów- Krzyknęli równo Bliźniacy po czym dodali- Super!
- W tym roku za dużo nie wydamy na podręczniki- Powiedziała Ginny.- COOOO!?- Krzyknęła.
- Co jest?- Spytali się wszyscy zebrani w kuchni.
- Znów jestem w 6 KLASIE! A przecież zaliczyłam tamten rok!
- Ginny gdybyś uważnie przeczytała wiedziałabyś, że jesteś w 6 dla tego by zeszłoroczni siedemnastolatkowie mogli być w 7. A tobie ten rok się liczy z dodatkowymi punktami na OWUtemach. Więc masz lepiej.
- Ale mi się to nie podoba!
- Ginny pomyśl w ten sposób nie musisz wydawać na nowe podręczniki- Odezwał się Ron.
- Hmmm…. To fakt.
- Za to kupimy Ci nową miotłę.- Dodał pan Weasley.
- Okej- Uśmiechnęła się i zaczęła czytać resztę listu.
- W środę pójdziemy na pokątną kupić wszystko co potrzebne.
- Dobrze- Odparli studenci chórem.
- Ach bym Zapomniała. Dziś na obiad przyjdą specjalni goście.- Dodała pani Weasley
- Kto?- spytał Fred
- Nie ważne- Uśmiechnęła się tajemniczo jego mama.
Gdy już wszyscy skończyli jeść Harry pomógł pani Weasley sprzątać po śniadaniu. Dołączyła się do niego Ginny.
- Harry musimy potem porozmawiać- Powiedziała.
- Wiem, ale kiedy?
- Wieczorem pauje?
- JASNE!
Ginny uśmiechnęła się do Harry'ego i odeszła w stronę stołu by dalej pomagać. Harry przyglądał się jej jak robi to z gracją i nagle poczuł falę ciepła napływającą do jego serca. Dziś jeśli się uda będzie sam na sam z Ginny. Jakaś część jego była z tego powodu szczęśliwa a druga zdenerwowana. Kiedy skończył myć naczynia. Poszedł do pokoju Hermiony tam się mieli spotkać. Zapukał.
- Wejdź Harry- zaprosiła go Hermiona.
Harry otworzył drzwi i wszedł. Hermiona była pochylona nad książką, której nazwy nie znał natomiast Ron bawił się kartami.
- To co robimy?- Spytała.
- To co zwykle siedzimy i gadamy bez większego celu- Odpowiedział jej Ron.
-Wy też zastanawiacie się kto może tu przyjść?- Spytał Harry.
- Wiesz co doszliśmy z Hermą do wniosku, że pewnie przyjdą Lupin i Thonks.
- Może. Ale twoja mama nie powiedziała kto to będzie.
- Mówię ci Harry na 100 to będzie Lupin z Thonks. Bo kto może jeszcze przyjść?
- No nie wiem- Przyznał niechętnie.
Przez chwilę panowała cisza nie do zniesienia. Przerwał ją dźwięk teleportacji i w pokoju znikąd pojawili się Fred, George i Ginny.
- HEJ! Co robiecie?- Spytali
- Chyba nie macie przed nami tajemnic co?- Upewniał się Fred.
- Nie, nie mamy. W sumie to nic nie robimy. A wy?
- My nudziliśmy się i postanowiliśmy wpaść do was. Macie coś przeciwko?
- Nie, nie mamy.
- Zagramy w karty?- zapytał Ron.
- Jasne- Wszyscy byli wdzięczni Ronowi, że przerwał tę niezręczną ciszę. Usiedli więc w kółku. Ron rozdał karty i zaczęli grać. Gra jak zwykle była ciekawa. Ale dziś nikogo nie rozruszała tak bardzo jak zwykle. Po minach Harry zauważył, że wszyscy się nudzą.
- Może zagramy w prawda czy wyzwanie?- zaproponowała Ginny.
- ja zaczynam- Powiedział George.
- Jak tam sobie chcesz.
- Dobrze więc Hermiona! Prawda czy wyzwanie?
- Prawda.- Odpowiedziała bez zastanowienia.
- Jesteś dziewicą?
Hermiona zaczerwieniła się.
- Nie już nie.
Harry widział, że gdyby mogła zapadłaby się w ziemię.
- Wybieram Ginny.!
- Prawdę proszę- Ginny była pewna siebie.
- Czy to prawda, że całowałaś się z Colinem?
- Nie to kłastwo. Harry co wybierasz?
- Prawdę.
- Czujesz coś do Cho?
- Nie. W sumie nigdy nie czułem.
Harry zauważył, że na twarzy Ginny zagościł lekki uśmieszek.
- Wybieram Rona! Prawda czy…
- Prawda!
- Więc co jest między Tobą a Lavender?
- Nic. Fred. Prawda c…
- Wyzwanie Ron Wyzwanie.
- Dobrze. Jak przyjdzie tu gość i będzie to kobieta masz ją namiętnie pocałować.
- Dobrze. Georgie?!
- Wyzwanie Fredie!
- Musisz zrobić to samo co ja. Czyli pocałować gościa, który będzie dziewczyną.
- Robi się.
Zabawa trwała w najlepsze. Kiedy ktoś wybierał wyzwanie przy Fredzie lub George'u musiał być mocno odważny by je wykonać. Ginny np. musiała zjeść ślimaka a Hermiona miała wyjąć dżdżownicę z buzi Rona, posługując się tylko i wyłącznie ustami. Kiedy nadeszła kolej Harry'ego pani Weasley krzyknęła:
- CHODŹCIE NA DÓŁ JUŻ SĄ! CHCE ZOBACZYĆ WASZE MINY JAK UJRZYCIE KTO TO!
Wszyscy zerwali się równo z miejsc i pobiegli na dół do kuchni. Pierwszą osobę jaką zobaczyli była Luna.
- Hej!- Zawołała radośnie- Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko temu, że się zjawiłam?- Spytała
- Ależ skąd- Odpowiedzieli chórem.
Odwrócił się i widział Georga podchodzącego do Luny. Luna na początku nie wiedziała co się dzieje uśmiechnęła się do Georga w ten bliźniak objął jej twarz swoimi rękoma i pocałował ją namiętnie. Lunna z tego co Harry widział oddała mu. Ginny i Fred krzyczeli „Goszko, Goszko!" Gdy George skończył całować Lunę odwrócił się do publiczności. Luna miała wypieki na twarzy. Ginny zaczęła klaskać po chwili dołączyli się do niej wszyscy. George wrócił do góry. Natomiast na dół zszedł Fred i zrobił to samo co brat. Gdy skończyli Luna stała o miękkich kolanach.
- Który lepszy?- Spytał George.
- Obaj całujecie tak samo- Odparła.
- Skończcie już tą dziecinadę i przywitajcie się z kolejnym gościem bo właśnie tu idzie.
Cała siódemka odwróciła wzrok z kuchni na drzwi. Ktoś zapukał. Pani Weasley podbiegła by otworzyć. Do środka wszedł wysoki chłopak. Nikt nie widział jego twarzy miał na sobie kaptura.
- Kto to?- Spytała podekscytowana Ginny.
- Nie mam pojęcia- Odpowiedział szczerze Harry.
Chłopak zdjął kaptur miał kasztanowe włosy i był przystojny, odwrócił się w stronę wszystkich. Wszyscy zamarli wpatrując się w postać. Pierwsza obudziła się Hermiona. Pisnęła i podskoczyła ze szczęścia.
- CEDRICK?! CEDRICK DIGGORY?!
- Tak- Uśmiechnął się chłopak.
Ginny, Luna oraz Hermiona rzuciły się by go przytulić i pocałować, dołączyli do nich bliźniacy i Ron. Harry stał jak zamurowany. Dochodziły do niego tylko słowa „jak to możliwe". Stał i patrzył się na żywego Cedrika. Nie mógł w to uwierzyć. Sam nie wiedział co odczuwa. W końcu zbiegł po schodach i rzucił się na chłopaka jak reszta. Wszyscy się przewrócili.
- Cedrc! Jak to możliwe?!- Zapytała Luna.
- Usiądźmy to wszystko wam opowiem.
Na te słowa każdy się podniósł. Cała ósemka poszła do kuchni. Nikt nie wierzył, że to Cedric. Ginny zaparzyła Herbatę i wszyscy usiedli by wysłuchać opowieści Cedrika.
- Jak to możliwe, że żyjesz? Widziałem Twoją śmierć. Zabito Cię czarnoksięskim zaklęciem.
- Gdy umarłem znalazłem się gdzieś pomiędzy ziemią a światem duchów. Nie mogłem ruszyć się ani tu ani tu. Gdy wróciłem co było dla mnie szokiem od razu udałem się do Dumbledora, chciałem, żeby mi to wyjaśnił. Powiedział, że znajdowałem się w tak zwanej czarnej zasadce. Glizdogon nie rzucił tego zaklęcia poprawnie, nie skupił się przy tym. Więc byłem uwięziony pomiędzy światami. Gdy Voldemort umarł ktoś otworzył mi wejście do waszego świata, teraz także mojego. Nie wiem kto to był ale przy śmierci Voldemorta ta osoba…
- Pomyślała o Tobie i dzięki temu mogłeś wybrać czy umierasz czy zostajesz. Kiedy wszyscy myśleli, że umarłeś tak naprawdę byłeś w czarnoksięskiej śpiączce.- Dokończyła Hermiona.
- Skąd wiedziałaś?- Spytał
- Czytałam o tym kiedyś. Uważałam, że to niemożliwe ale Ty…
- Jestem na to żywym dowodem tak?
- Właśnie.
- Harry chciałbym Ci podziękować, że zabrałeś moje ciało. Gdyby nie to Dumbledore by go nie zbadał i by się nie dowiedział, że tak naprawdę żyję.
- Nie ma za co- Odpowiedział Harry z uśmiechem.
- A Harry jeszcze jedno. Sen, który miałeś dzisiaj w którym mówił Syriusz był o mnie.
- Skąd wiesz o śnie?
- Harry dzięki tej śpiączce dużo się nauczyłem. Np. porozumiewania się z duchami. Rozmawiałem z Syriuszem i poprosiłem go by powiedział Tobie, że wróciłem. Nie wiedziałem, że przekaże to w taki sposób.
- Najważniejsze jest to, że żyjesz a Harry ma pewność, że Voldemort się nie odrodzi- Wtrąciła Hermiona.
Informacje od autora:
Na początek chciałabym podziękować Laurze, Lenuscie i Chatelet za komentarze. Starałam się poprawić błędy ale nie wiem jak mi to wyszło więc z góry przepraszam ;).
A teraz z innej bajki;) Uwielbiam Cedrika więc po prostu nie mogłam się oprzeć, musiałam go wskrzesić;)
Dziękuje za przeczytanie kolejnego rozdziału;)
