Przepraszam, że tak długo, ale to przez problemy związane z przeprowadzką... Dziękuję za review, Hufflepuffy;*
Postaram się teraz dodać szybciej, ale nie obiecuję, bo rok 4 nadal nie gotowy, aczkolwie już tak, więc potem na pewno pójdzie sprawniej;)
To na razie tyle, enjoy!


- Hufflepuff!

Albus z bijącym sercem patrzył, jak przestraszony i wyraźnie zawiedziony Hugo leniwie podąża w stronę stołu Puchonów. Choć sam uważał Hufflepuff za całkiem przyjazny dom, wiedział, że kuzyn bardzo liczył na przydział do Gryffindoru. Al jednak też na niego liczył, a jednak w Slytherinie czuł się znakomicie. Stwierdził, że Hugo również szybko odnajdzie się u Puchonów, aczkolwiek może będzie mu potrzebna delikatna rozmowa motywująca na początku. Kuzyn zajął miejsce obok Louisa, który z błyszczącą oznaką prefekta poklepał go po plecach z dumą. Dominique i James mianowicie, patrzyli na nich zawiedzeni ze stołu Gryffindoru.

Widząc minę Jamesa, Albus uśmiechnął się. Po tym, jak Lily zajęła miejsce obok Rose przy stole Krukonów, jego brat za pewne liczył na to, że chociaż Hugo do niego dołączy. Albus ucieszył się z przydziału siostry, choć musiał przyznać, że częściowo była to samolubna radość, gdyż bardzo nie chciał być jedynym nie-Gryfonem w rodzinie, głównie dlatego, żeby James zamknął się wreszcie i przestał wychwalać ten dom na każdym kroku.

- Zawiedziony? – zapytał go nagle Scorp.

- Dlaczego?

- Że Hugo jest w Hufflepuffie.

Al parsknął śmiechem.

- Dlaczego miałbym być? To dobry dom, jestem pewien, że się tam odnajdzie, no i ma Louisa.

Scorp uśmiechnął się jednym kącikiem ust.

- Coo? – zapytał Al

- Nie nic… - Scorp uśmiechnął się bardziej

- Scorpius. – Al zmrużył oczy

- Przekonujesz bardziej siebie czy mnie? – zapytał z figlarnym błyskiem w oczach. Al westchnął.

- Ciebie… Ale masz rację, siebie też. Po prostu wiem, że liczył na Gryffindor i trochę się martwię…

- A Lily?

- Co Lily?

- Lily nie chciała być w Griffindorze?

Albus znów parsknął śmiechem. Spojrzał na uradowaną siostrę.

- Od kiedy Rose trafiła do Ravenclawu, Lil nie gada o niczym innym…


- No chodź Scorp!

- Nie.

- No dawaj… Nie daj się prosić!

- Nie.

- Scoooorp…

- Nie Albus, nie namówisz mnie. Poza tym, wolę popatrzeć na ciebie… - wypalił i natychmiast spłonął rumieńcem. Albus jednak uśmiechnął się tylko i wzruszył ramionami.

- Jak chcesz… Ale kiedyś musisz spróbować. – powiedział, mrugając do niego

- Nie muszę. – odrzekł Scorp, krzyżując ramiona na piersiach.

- Zobaczymy. Rose? Może ty będziesz bardziej chętna?

- Nawet ze mną nie zaczynaj, Al…

- Eh… Okropni nudziarze z was… Więc, do zobaczenia później!

Al oddalił się w stronę reszty drużyny Slytherinu. Był ciepły dzień, więc Scorp i Rose zdecydowali się wyjść z książkami na trybuny i poobserwować Ala. Ten jednak w pewnym momencie uwziął się, żeby przekonać ich do latania na miotle.

- Całe szczęście, że na niego czekają, bo nie dałby za wygraną… - mruknęła Rose, otwierając „Historię Magii"

- Naprawdę nigdy nie próbowałaś? – zapytał Scorp

- Latania? Nie… Mam to chyba po mamie, okropnie nienawidzę mioteł… A ty? Twój ojciec przecież grał… - zapytała i choć wiedział, że wolałaby udawać, że Scorp nie ma ojca, nie dała po sobie poznać, że ten temat ma na nią jakikolwiek wpływ.

- Wiesz… Ojciec grał chyba tylko dlatego, żeby mieś kolejną okazję do próbowania być od wszystkich lepszym…Nigdy nie było w tym specjalnej fascynacji, jak u Ala i Jamesa, czy ich taty.

Rose pokiwała głową, a potem, z delikatnym wahaniem powiedziała:

- Wiesz… Myślę… Myślę, że gdyby twój ojciec miał wybór, zdecydowałby się na inną ścieżkę.

Scorpius otworzył oczy ze zdumienia. Czy Rose naprawdę właśnie powiedziała coś prawie pozytywnego o Draconie Malfoyu?

- Co…?

- Wiesz, chodzi mi o to, że naprawdę mógłby być zupełnie innym człowiekiem… Ale nie miał wyjścia. Tata zawsze mówił mi o tym jaki był w szkole, a ja zawsze ślepo wierzyłam we wszystko, nie zastanawiając się nad tym dokładniej. Ale teraz patrzę na ciebie… Ty miałeś wybór i jesteś całkiem znośny – mrugnęła do niego – a na pewno masz w sobie dużo cech ojca. No i dlatego wreszcie zrozumiałam. – zakończyła z nieśmiałym uśmiechem

- Łaał… Kiedy tak zmądrzałaś?

Uderzyła go delikatnie pięścią w ramię i oboje się zaśmiali.

- Zawsze byłam mądra, tylko nigdy nie doceniona. – rzekła z udawanym oburzeniem.

- Oj Rosie, nie użalaj się tak nad sobą! – usłyszeli nagle głos Lily

- Nie użalam… Co tam Lils?

- Szuka cię ta twoja Mary… Chyba ma problemy z pracą domową dla Slughorna…

Rose wywróciła oczami i podniosła się z niechęcią.

- Eh… No cóż moi mili obowiązki wzywają. Do zobaczenia później!

- Nie chcesz pograć? – zagadnęła Scorpiusa Lily, kiedy Rose się oddaliła. Spojrzał na nią, zdumiony swobodą z jaką z nim rozmawiała. Nie znała go przecież długo i była młodsza. Nie przypominał sobie, żeby on sam rozmawiał z kimś tak swobodnie, będąc w jej wieku. No… Może z Albusem i przy Albusie… Ale jeśli chodziło o Ala, to przy nim w jakiś dziwaczny sposób, wszystko jest inne… - Eee… Scorp?

- Aaa… Tak, przepraszam… Nie… Nie, to nie do końca moje zainteresowania. A ty?

- O, taak! To chyba Potterowa rzecz – Quidditch. Chciałabym zagrać w drużynie za rok.

- Jako szukający?

- Niee… Albus i tata wypełnili limit na szukających w rodzinie. – mrugnęła z uśmiechem – Nie chcę też być obrońcą jak James. Myślę, że pójdę za przykładem mamy i postaram się o pozycję ścigającej. – jej oczy gorliwie obserwowały szmaragdowe plamki śmigające po boisku.

- Cóż… Zatem życzę ci powodzenia.

- Dzięki. – uśmiechnęła się – Jesteś zupełnie inny, niż zwyczajowy Malfoy powinien być.

Scorp parsknął śmiechem.

- Taa… Ostatnio często to słyszę. Czy to komplement?

Wzruszyła ramionami i wyszczerzyła zęby.

- Tak sądzę.

Scorp zauważył, że jej oczy, choć skryte za prostokątnymi okularami, mają dokładnie taki sam odcień głębokiej zieleni, jak oczy Albusa. „Dlaczego myślę o oczach Albusa?" Potrząsnął głową i odpędził od siebie wizję Ala.

- Dziękuję więc. – mrugnął do niej

- Czekasz aż Al skończy? Ja chyba będę wracać, umówiłam się z Hugo w bibliotece. Kompletnie nie łapię zaklęć zmiękczających! Wiem, że powinnam umieć wszystko – dodała widząc jego zdziwienie – ale uwierz mi, Krukoni też są ludźmi! – zakończyła szczerząc zęby.

Scorp zaśmiał się.

- Wiem o tym! Nie martw się, nie myślę stereotypowo.

- To dobrze – mrugnęła – W takim razie, widzimy się później.

Scorpius patrzył jak odchodzi, z burzą kasztanowych włosów, falującą za nią na wietrze. Uśmiechnął się do siebie i wrócił do lektury rozdziału o polowaniach na wiedźmy.