Freja: Na Severusa trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, niestety. Poza tym czytasz w moich myślach – właśnie zaczęłam tłumaczyć pewnego Severitusa, którego wkrótce zacznę publikować :)

Ochrona Pottera

Harry skrzywił się i jego czoło przecięła pojedyncza, głęboka zmarszczka.

- Chyba żartujesz - stwierdził bezbarwnie.

- Uważamy, że to najlepsze wyjście.

- A co z tym, co ja uważam? - warknął chłopiec. - Przez ostatnie piętnaście lat musiałem słuchać ludzi, którzy doradzali mi, jak mam żyć – i teraz, kiedy Voldemort zginął, nadal nie mam prawa do wolności?

- Oczywiście, że masz! Będziesz miał całkiem sporą dozę wolności - próbował go ugłaskać Remus.

- Tak? Spędzenie reszty życia z ogonem podążającym za mną krok w krok nie wydaje mi się wolnością.

- To nie będzie trwało przez resztę twojego życia, tylko dopóki...

- Nie schwytacie pozostałych Śmierciożerców? - przerwał Harry ostro. - A ile wam to zajmie, Remus? Tygodnie, miesiące, lata? Oni nie poddadzą się, dopóki nie umrę! - westchnął i przetarł dłonią oczy. - Nigdy nie będę tak naprawdę wolny.

- Severus robi, co może - powiedział Lupin. - Nawet w tej chwili odbywają się zebrania; aurorzy podążają każdym tropem, który się pojawia.

- Czy jest coś, co wiecie na pewno? - spytał Harry.

- Wiemy, że planują się przegrupować - rozległ się nagle głos Tonks, która pojawiła się na drugim końcu Skrzydła Szpitalnego; jej włosy znów przybrały znajomy kolor gumy balonowej, a ramiona okrywał płaszcz. Dziewczyna była zarumieniona i cała pokryta zielonkawym pyłem proszku Fiuu; Harry musiał powstrzymać uśmiech, kiedy podeszła do jego łóżka. - Wiemy, że kiedy to zrobią, zaczną cię szukać; to jest na razie jedyna pewna rzecz. Dlatego właśnie musisz mieć ochronę, Harry – to dla twojego własnego bezpieczeństwa.

- Nie chcę tego - mruknął chłopiec chłodnym tonem. Tonks uśmiechnęła się lekko.

- Nawet by mi do głowy nie przyszło, że chcesz! Ale póki jesteś niepełnoletni, nie masz tak naprawdę wyboru.

- Powinienem już się do tego przyzwyczaić – przez całe życie nie miałem wyboru.

- Staramy się po prostu utrzymać cię przy życiu, Harry. Po tym wszystkim, co przeszedłeś, na pewno...

- Na pewno chciałbym móc samodzielnie podejmować decyzje dotyczące mojego życia! - znów wtrącił się Harry.

- W porządku - poddała się Tonks. - Czego właściwie sobie życzysz?

- Nie chcę ciągłej ochrony; chcę móc chodzić tam, gdzie mam ochotę, i to bez obstawy; chcę mieć możliwość pomagania wam w walce ze Śmierciożercami.

- Zgoda - mruknęła Tonks i wymieniła spojrzenia z Remusem. - Usuniemy twoją ochronę i będziesz mógł chodzić po zamku i terenach należących do niego bez żadnych ograniczeń, ale wciąż jesteś niepełnoletni, więc nie pozwolimy ci szukać Śmierciożerców ani walczyć z nimi, o ile nie okaże się to całkowicie nieuniknione.

- Ale przecież już z nimi walczyłem! - zbuntował się chłopiec. - I to o mnie im chodzi!

- Tym bardziej nie powinieneś znów wdawać się z nimi w konflikt - zauważył Remus.

- I tak nie uda wam się powstrzymać tego, co nieuniknione - powiedział im Harry. Lupin przyjrzał mu się; ton głosu chłopca był prawie nierozpoznawalny. Jego poważne oczy otaczały ciemne kręgi, a ich zieleń nie błyszczała już tak, jak niegdyś. Teraz wpatrywały się w niego ostro, pełne zawziętości i pogardy.

- Postaramy się odsunąć ten moment w czasie tak bardzo, jak się da - powiedział delikatnie Remus. - Na razie musimy się skupić na twojej rekonwalescencji.


- Mam nadzieję, że zdajecie sobie sprawę ze skutków, jakie może mieć wasz plan? - powiedziała im McGonagall wieczorem tego samego dnia. W jej gabinecie zebrał się cały Zakon; Hagrid wcisnął się w kąt pomieszczenia obok jednego z regałów na książki, Remus i Tonks stali obok siebie przy oknie, oboje głęboko zamyśleni, a Snape skrył się w półmroku niedaleko wejścia, niechętny do prowadzenia z kimkolwiek konwersacji. Remus odwrócił się i pochwycił jego wzrok.

- On nie chce, by ktoś cały czas za nim podążał - odezwał się ponad gwarem panującym w gabinecie; reszta Zakonników prowadziła własne rozmowy czekając, aż McGonagall znów zwróci się do nich wszystkich.

- Okłamywanie go w niczym nie pomoże - stwierdziła ostro dyrektorka. - Kiedy dowie się prawdy, straci do ciebie mnóstwo zaufania, Remusie. Naprawdę chcesz, żeby tak się stało?

- To jedyny sposób, by zapewnić mu bezpieczeństwo - odparł mężczyzna ze smutkiem. - Musi wierzyć, że odzyskał wolność – jest teraz w kiepskim stanie i nie chcę, żeby jego depresja jeszcze się pogłębiła.

- A co, kiedy pozna prawdę? - wtrącił się Snape stając obok nich. - Mówimy przecież o Potterze – w końcu na pewno się dowie.

- No cóż, miejmy nadzieję, że kiedy to się stanie, zrozumie, dlaczego go okłamaliśmy. Wiesz dobrze, że nie mamy innego wyjścia – rodzice niektórych Ślizgonów współpracowali z Voldemortem i ci Ślizgoni już wkrótce mogę zostać zaprzysiężeni jako Śmierciożercy.

- Musisz dołożyć wszelkich starań, by mieć swoich uczniów na oku, Severusie - powiedziała McGonagall. - Zwłaszcza wtedy, kiedy będą mieć lekcje wspólnie z Harrym.

- Martwisz się - powiedział nagle do Remusa Mistrz Eliksirów. - Bardziej niż przedtem.

- To nie jest tak, jak z Voldemortem - odparł mężczyzna, poruszony komentarzem Snape'a. - Oni nie będą planować i knuć, by pozbyć się Harry'ego; to oportuniści – wykorzystają każdą szansę, by go zabić...

- Zapominasz, że przez wiele lat byłem jednym z nich, Lupin - przerwał mu Snape. - Wiem, w jaki sposób działają.

Remus zignorował go.

- A Harry to dopiero początek – kiedy już się go pozbędą, spróbują dokończyć to, co zaczął Voldemort.

- Domyślasz się, co planują, Severusie? - spytała McGonagall.

- Wiem, że znajdą i przyjmą w swoje szeregi każdego chętnego – każdego, kto w czasie walki stracił rodzinę, każdego, kto chce się zemścić na Harrym Potterze albo członkach Zakonu; to może im zabrać miesiące, ale równie dobrze już mogli odtworzyć swoją armię. Lupin ma jednak rację – będą działać jak oportuniści i kiedy uderzą, zrobią to w taki sposób, by pokazać światu, że powrócili, a ich głównym celem...

- …będzie Harry - dokończyła Tonks ze smutkiem. - Kiedy wyeliminuje się bohatera czarodziejskiego świata, wszyscy pozostali zaczną tracić nadzieję. Chciałabym, żeby Harry zrozumiał, o co toczy się gra.

- On chciałby tylko żyć w świecie, w którym nie byłby tak kluczową postacią - mruknął Remus. - Mam nadzieję, że pewnego dnia uda nam się to dla niego osiągnąć – dla niego i dla nas wszystkich.

- W takim razie jaki jest nasz obecny plan? - spytała dziewczyna. - Możemy wciąż szukać Śmierciożerców, sprawdzać miejsca, w których mogli się ukryć, i rozstawiać straże wokół punktów, które najprawdopodobniej będą chcieli zaatakować.

- Oprócz tego nie możemy zrobić wiele więcej - stwierdził Snape. - Możemy jedynie czekać i mieć nadzieję, że jesteśmy gotowi. Dopilnuj, by aurorzy byli przygotowani na każdy atak - Tonks kiwnęła głową. - Byliśmy przygotowani od dnia, w którym zginął Voldemort; kiedy nadejdzie czas, będziemy wiedzieli, co robić.

- A Harry? - zapytała McGonagall.

- Podczas zajęć nad jego bezpieczeństwem będą czuwać nauczyciele; patrolujący błonia aurorzy także będą mieli na niego oko.

- A w Wieży Gryffindoru?

- Dormitoria są strzeżone. Dowiemy się o każdym wtargnięciu lub użyciu czarnej magii.

Dyrektorka odchrząknęła i skierowała na siebie uwagę wszystkich obecnych w gabinecie. Hałas zamarł i Zakonnicy odwrócili się do niej, kiedy stanęła na środku.

- Harry jest naszym priorytetem - powiedziała głośno. - Jego bezpieczeństwo jest najważniejsze, tak samo jak bezpieczeństwo wszystkich naszych uczniów. Jeśli jednak ktoś będzie w stanie dotrzeć do chłopaka, będzie to dla Śmierciożerców sygnałem, by wyjść z ukrycia i rozpocząć kolejną wojnę o przyszłość czarodziejskiego świata. Zamierzamy wciąż szukać ich kryjówek i wszelkich informacji, które mógłby pomóc nam je odnaleźć. Słuchajcie tego, co mówią wasi uczniowie i dzieci, a wszystko, co wyda wam się podejrzane, przekazujcie od razu Severusowi albo mnie. Nie możemy pozwolić, by Śmierciożercy nas przechytrzyli.

- Stała czujność! - ryknął Szalonooki Moody gdzieś z końca sali. Kilkoro ludzi zaśmiało się; nawet McGonagall zdobyła się na mały uśmiech.

- Dokładnie, Moody! - stwierdziła. - Dokładnie!