Revan spędził na Dantooine znacznie więcej czasu niż początkowo planował. Z kilku dni szybko zrobiło się kilka tygodni, a z kilku tygodni - kilka miesięcy. Dorak okazał się być prawdziwym specjalistą od Więzi Mocy, również Vandar chętnie dzielił się swoją wiedzą na ten temat. Revan chłonął nauki mistrzów jak gąbka i sam wyrastał na znawcę tematu. Był on o wiele bardziej złożony niż początkowo przypuszczał.

Młody Rycerz zaczął interesować się Więziami po tym, jak wraz z Kreią natknął się na terentateka. Był to, nie licząc Sithów, być może najniebezpieczniejszy przeciwnik dla Jedi: silny, odporny na Moc, a jednocześnie potrafiący z niej w ograniczonym stopniu korzystać. Perfekcyjna maszyna do zabijania, ale przecież nie jedyna. W Galaktyce żyło wielu potworów, które mogły być równie wielkim wyzwaniem jak terentatek, nawet jeżeli nie posiadały wrodzonej niewrażliwości na sztuczki Jedi. Rankory, purrgile, zillo… Revan wiedział, że musi być perfekcyjnie przygotowany do walki z nimi, bo następnym razem może nie mieć tyle szczęścia, co na Ord Trasi.

O Więziach Mocy po raz pierwszy usłyszał od Kreii.

- Jeśli opanujesz tę technikę, będziesz mógł zawładnąć umysłem zwierzęcia i przejąć kontrolę nad jego poczynaniami. Czasami do walki nie musi w ogóle dojść, innym razem możesz zmusić bestię do samobójstwa albo zaatakowania twoich wrogów. To skomplikowana technika, ale warto poświęcić jej czas - zapewniała jego mistrzyni, dodając jednocześnie, że wiele informacji na temat Więzi zaginęło podczas ataku Exara Kuna na Ossus.

Teraz Revan wiedział, iż Kreia opisała zaledwie wycinek możliwości, jakie wiązały się z opanowaniem tej zdolności. Rycerz słyszał, że czasami bardzo silna więź rodzi się pomiędzy mistrzem i uczniem, ale nie miał pojęcia, że to kolejna forma Więzi Mocy, powstała bez woli i wiedzy zainteresowanych stron. Ponadto Więź taką można było stworzyć samodzielnie po to, by kontrolować drugą osobę, lub wymóc na niej całkowite posłuszeństwo. Dorak ostrzegł naturalnie, że takie zabiegi są ściśle zakazane, gdyż wiążą się z Ciemną Stroną, ale Revan dostrzegał wiele pozytywów sztucznie wygenerowanej Więzi. Perfekcyjna harmonia ruchów w walce, komunikacja niewerbalna, wzajemne wyczuwanie zagrożeń - to wszystko mogło uratować życie osobom związanym Więzią. Niewątpliwym minusem było współodczuwanie emocji, a nawet myśli - także tych negatywnych - na trudnym do przewidzenia poziomie; zdaniem młodego Jedi nie stanowiło to zbyt wielkiej ceny w zamian za uzyskane korzyści.

Chcąc nie chcąc, Revan musiał jednak przerwać swoje dodatkowe szkolenie i wrócić na Coruscant. Coraz bardziej niepokoiły go bowiem doniesienia z Zewnętrznych Rubieży. Mandaloriańskie klany napadały na kolejne planety i, choć trzymały się z dala od granic Republiki, Revan zaczynał dostrzegać logikę w ich działaniach. Mandalorianie zawsze byli uważani za brutali i rzezimieszków, dla których sens życia stanowiła walka dla samej walki. Jeżeli do ich działań wkradły się elementy taktyki i logiki, należało spodziewać się najgorszego.

- Wyjeżdżasz? - Meetra stanęła w progu kwatery Revana i złapała go na pakowaniu swoich rzeczy.

Podczas pobytu mężczyzny na Dantooine, padawanka Kavara spędzała z nim sporo czasu. Mistrz pozwalał im nawet na wspólne sparingi i medytacje, podczas których Revan opowiadał młodszej koleżance legendy Jedi, ale też poprawiał jej technikę fechtunku czy uczył nowych form Mocy. Choć formalnie nie był jej nauczycielem, w rzeczywistości spędzał z nią więcej czasu niż Kavar i Meetra przywiązała się do niego. Wystarczyło rzucić okiem na wyraz jej twarzy, by stwierdzić, że nie była zadowolona z tego, iż jej przyjaciel zamierzał wyjechać bez pożegnania.

- Wyjeżdżam. Miałem powiedzieć ci tuż przed wylotem, ale skoro przyszłaś… Dowiedziałem się, że Mandalorianie zbliżają się do granic Republiki. Póki co nikt głośno o tym nie mówi, ale obawiam się, że zbliża się kolejna wojna. Wolę być na Coruscant kiedy wszystko się zacznie. Jedi zawsze wspierają armię Republiki, trzeba powoli przygotowywać się do walki - wyjaśnił Revan. On także polubił dziewczynę i najchętniej zabrałby ją ze sobą do stolicy, by kontynuować wspólne treningi. Wiedział jednak, że Kavar nigdy mu na to nie pozwoli.

Meetra nie wydawała się być usatysfakcjonowana jego tłumaczeniem.

- Gdyby wojna rzeczywiście wisiała w powietrzu, Mistrzowie na pewno by o tym mówili. Tymczasem Kavar, Vandar, Vrook i reszta zachowują się zupełnie normalnie. Słyszałam zresztą jak mistrz Lamar rozmawiał z Kavarem o tobie…

- I?

- Zdaniem Vrooka, jesteś zbyt impulsywny. Mówił, że łatwo się denerwujesz i jesteś pierwszy do bitki.

- Vrook to głupiec - rzucił Revan z wściekłością - A poza tym tchórz i ignorant. Wszędzie widzi Ciemną Stronę Mocy, a sam wygląda jakby balansował na krawędzi upadku. Nigdy nie widziałem nikogo tak pewnego własnych racji i głuchego na argumenty. Nie słyszałem też żeby ranga mistrza uprawniała do bycia gburem i zrzędliwym dziadem. Doprawdy, jak wy tu z nim wytrzymujecie?!

- Uspokój się - nakazała Meetra - Nawet nie zauważyłeś, że zacząłeś krzyczeć. Może mistrz Vrook ma jednak trochę racji?

- Nie wierzę, że to powiedziałaś. Przecież wiesz, że jeżeli, jak ujął to Vrook, „rwę się do bitki", to tylko dlatego, że zależy mi na ludziach, którym Mandalorianie niszczą domy i zabijają członków rodzin. Ciekawe jestem na czym według Vrooka polega rola strażników pokoju? Na zabijaniu ogarów Kath i poszukiwaniu kryształów w jaskiniach? Jeżeli o to chodzi w byciu Mistrzem, to chyba wolę pozostać Rycerzem.

- Nie wszyscy Mistrzowie są tacy. Kavar…

- Kavar przejmuje się losami Zewnętrznych Rubieży dokładnie tak samo jak Vrook. Wiesz co mi powiedział, gdy podczas turnieju spytałem go o ataki Mandalorian? „Althir jest daleko". Mistrzowie też są daleko, daleko od zwykłych ludzi. A to właśnie im mamy służyć, Meetro, im, a nie Radzie Jedi i Senatowi Galaktycznemu.

- Bluźnisz. Senat to jedno, ale Rada to drugie. To ona decyduje gdzie mamy się udać i to ona wyznacza nam zadania.

- Wiem. Dlatego lecę na Coruscant. Chcę spotkać się z Radą i zorientować w sytuacji. Może rzeczywiście przesadzam, ale opieram swoją wiedzę głównie na holonecie. Mistrzowie powinni wiedzieć więcej - Revan zakończył pakowanie, podniósł torbę i zarzucił ją na ramię - Jeśli będziesz chciała się spotkać, wiesz gdzie mnie szukać. Raczej nieprędko wrócę na Dantooine, ale gdybyś czegoś potrzebowała, daj mi znać. Niech Moc będzie z tobą.

- Niech Moc będzie z tobą, Revanie. Postaraj się nie zdenerwować Rady - rzuciła Meetra na pożegnanie. Rycerz Jedi opuścił Akademię i udał się na prom.


- Nie ma żadnych powodów do obaw - zapewnił po raz kolejny Zez-Kai Ell.

- Zapewniamy cię, że na bieżąco monitorujemy sytuację na Zewnętrznych Rubieżach. Ataki Mandalorian nasiliły się, to prawda, ale są chaotyczne i nic nie wskazuje na to, by różniły się od tych przeprowadzanych w minionych latach. Oczywiście ubolewamy nad wszystkimi ofiarami ich przemocy, ale niewiele więcej możemy zrobić. Gdybyśmy wysłali oddział Jedi, moglibyśmy sprowokować ich do jeszcze większej agresji - dodała Lonna Vash.

- Ufam w waszą mądrość, mistrzowie. Swoje obawy opierałem na doniesieniach z holonetu. Brzmiały dość rozpaczliwie.

- Nie zawsze można brać je za dobrą monetę. Tak jak mówiliśmy, trzymamy rękę na pulsie. Jeżeli sytuacja będzie wymagać naszej reakcji, na pewno zainterweniujemy - zapewniła Vash.

- Dziękuję, to właśnie chciałem usłyszeć. Przepraszam, że zająłem aż tyle waszego czasu. Bywajcie, niech Moc będzie z wami - Revan skłonił się i opuścił Salę Posiedzeń Rady.

Tuż za progiem czekał na niego Alek.

- I jak poszło? - spytał.

- Doskonale. W przyszłym tygodniu obejmuję pieczę nad Akademią na Taris.

- Aż tak źle?

- Klasyka. „Trzymamy rękę na pulsie", „wszystko jest pod kontrolą". Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że nie mieli pojęcia o połowie rzeczy, o których mówiłem. Na Althirze był Nemo, ale słyszałeś żeby potem kogoś gdzieś wysyłali? Republika nie chce się mieszać do spraw zewnętrznych i jestem w stanie to zrozumieć. Nie sądziłem tylko, że Zakon będzie stał na tym samym stanowisku.

- Dopóki Senat nie poczuje się zagrożony, Rada prawdopodobnie woli nie wzbudzać niepotrzebnej paniki - zauważył Alek.

- Niepotrzebnej paniki? Giną ludzie.

- Tego nie wiesz.

- Poważnie? Od kiedy Mandalorianie są znani z litości? Jeśli ktoś nie jest „godny", a „godni" są tylko ci, którzy ich pokonali, zostaje zabity na miejscu. Kobiety gwałcą, dzieci porywają i wychowują na Mandalorian. Każda ogołocona przez nich planeta, to silniejsze klany.

- Dopóki nie zagrożą Republice…

- Oni już zagrozili Republice, tylko Republika jeszcze o tym nie wie. Trzeba myśleć długofalowo. Jeżeli dziś podbili kilka planet, a na każdej z nich mieszka kilka milionów dzieci, to za kilka lat będzie o kilka milionów więcej Mandalorian. Na Mandalorze do niedawna mieszkało około czterech milionów ludzi. W krótkim czasie populacja klanów się podwoi, potroi, a może jeszcze lepiej. W normalnym społeczeństwie, żołnierze stanowią promil populacji, a u nich wojownikiem jest każdy. Najdalej za 10 lat rozpocznie się wojna, której Republika nie będzie w stanie wygrać, a nawet jeżeli jakimś cudem jej się to uda, to okupi to stratami, jakich Galaktyka jeszcze nie widziała.

- Teraz po prostu spekulujesz…

- Nie. On myśli. Analizuje. Przewiduje. I dochodzi do poprawnych wniosków - mężczyźni spojrzeli w kierunku, z którego dochodził głos.

- Mistrzyni Kreio, z całym szacunkiem… - zaczął Alek.

- Nie potrzebuję twojego szacunku. Potrzebuję Jedi, którzy mają mózgi i potrafią z nich korzystać. Alek, zostaw nas samych - ton Krei wskazywał na to, że nie była to prośba, lecz rozkaz.

Alek skłonił się i udał w kierunku komnat medytacyjnych. Revan zaś skrzyżował ręce na piersiach i zmarszczył czoło.

- Nie musiałaś być dla niego taka ostra. On wie, że coś jest na rzeczy, ale nie dopuszcza do siebie tej myśli, bo wierzy w Radę.

- A ty wierzysz w Radę?

- Wierzę w idee Zakonu.

- Dobra odpowiedź - pochwaliła Kreia - Przejdźmy się.

Mistrzyni i jej dawny uczeń szli korytarzem Świątyni Jedi, patrząc przed siebie i milcząc. Dopiero po dojściu do Komnaty Tysiąca Fontann, Kreia przemówiła.

- Revanie, powiedz mi: czy miecz świetlny wciąż jest mieczem świetlnym, jeżeli straci zasilanie?

Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie. „Zagwozdki Krei", tak nazywali to członkowie Zakonu. Podczas jego szkolenia musiał odpowiedzieć na setki, a może i tysiące podobnych zagadek. Wiedział, że właściwie nie ma na nie dobrych odpowiedzi.

- Hmmm, zależy co masz na myśli.

- Nie mam niczego na myśli. Zadałam ci proste pytanie i oczekuję prostej odpowiedzi.

- W takim razie moja odpowiedź brzmi: nie.

- Dlaczego?

- Miecz świetlny może być tylko mieczem świetlnym. Nie nadaje się do niczego innego. Jeżeli straci zasilanie, to staje się atrapą. Wygląda jak miecz świetlny, waży tyle ile powinien ważyć miecz świetlny, ale gdy zechcesz aktywować klingę, czeka cię rozczarowanie.

- Na zewnątrz jest obietnicą bezpieczeństwa i ochrony, a w środku pozostał tylko nieaktywny, skażony kryształ i chłód metalu - podsumowała Kreia.

- Czyli zgadzasz się ze mną?

- Jeśli rozmawiamy o tym samym, to tak.

Revan zamyślił się i popatrzył mistrzyni w oczy. Zadumał się nad jej wyblakłymi tęczówkami, które niegdyś miały kolor brązowy. Wiedział, że Kreia go nie widzi, nie w taki sam sposób, w jaki on widzi ją, ale miał nadzieję, że czuje na sobie jego wzrok i wie, że jej były padawan zrozumiał co miała na myśli.

- Przestań się tak gapić. Ludzie zaczną gadać - mruknęła Kreia.

- Tylko ty potrafisz żartować takim tonem, jakim normalnie zawiadamia się o pogrzebie - roześmiał się Revan.

- Cieszę się, że wciąż potrafię cię czymś zaskoczyć.

Mistrzyni i rycerz usiedli przy jednej z fontann i wpatrywali się w leniwie opadające kaskady wody.

- Myślisz, że Rada pozwoliłaby mi wspomóc atakowane planety, gdybym o to poprosił? Nie mówię nawet o walce, ale o pomocy humanitarnej, szkoleniu, czymkolwiek.

- Nie dowiesz się, jeśli nie zapytasz. A teraz wybacz, muszę wrócić do Archiwów. Jedi mają tendencje do gubienia się, dopóki ślepiec nie wskaże im drogi - mówiąc to Kreia wstała i skierowała się do wyjścia z komnaty.

Revan wpatrywał się jeszcze chwile w wodę, ale po kilku minutach również opuścił salę.

- Dokąd wyjeżdżasz tym razem? - zapytał Alek, gdy wszedł do ich pokoju i zobaczył pakującego się Revana.

- Lecę na twoją rodzinną Quelli. Mandalorianie po raz kolejny ją spustoszyli.

Alek zamarł.

- Mandalorianie są na Quelli?

- Już nie. Splądrowali planetę i odlecieli na Axxilę. Mam nadzieję, że znajdę tam cywilów, może komuś udało się przeżyć. Wiem, że po ich ostatnim ataku ty i twoja rodzina musieliście stamtąd uciekać, dlatego potraktowałem to priorytetowo - wyjaśnił Revan.

- Lecę z tobą! - wykrzyknął Alek.

- Nie. Lecę sam. Rozmawiałem z Radą. Zgodzili się żebym udzielił pomocy humanitarnej ocalałym mieszkańcom planety, ale tobie na to nie pozwolą, bo jesteś zaangażowany emocjonalnie.

- To nieuczciwe! Powinienem tam być, co jeśli…

- Co jeśli coś się stało twojej rodzinie? Obiecuję, że będę wypytywał o ludzi ze Squinquargesimus, ale niczego nie obiecuję. Z planety uciekło wielu ludzi, może ich tam już nie być.

- Tak. Albo nie żyją, nie musisz się ze mną patyczkować. Przecież właściwie ich nie znam - Alek zasępił się.

- Zrobię co w mojej mocy, żeby czegoś się o nich dowiedzieć. Zajmę się tym, jak tylko upewnię się, że wszyscy ocalali są bezpieczni. Zresztą niewykluczone, że natknę się na nich w obozie uchodźców. Jeżeli odziedziczyłeś wzrost po nich, nie powinni być trudni do zlokalizowania - Revan uśmiechnął się i położył dłoń na ramieniu przyjaciela. Alek roześmiał się słabo.

- Dzięki, Rev. Wracaj szybko. Ale następnym razem lecę z tobą, bez dyskusji.

- Mam nadzieję, że Mandalorianie się cofną i nie będzie następnego razu. A póki co, mam do ciebie gorącą prośbę i bardzo proszę, żebyś po moim powrocie się do niej zastosował.

- O co chodzi?

- Nie mów do mnie „Rev" - powiedział Revan, po czym chwycił swoją torbę i opuścił pokój.


Od autora:

Marqi - wielkie dzięki za recenzję! Jeśli chodzi "rycerstwo" Revana, to zdecydowałem się na nadanie mu tej rangi tak szybko z dwóch powodów. Po pierwsze, uznałem, że niedoświadczony Jedi nie byłby w stanie pociągnąć za sobą tłumów. Po drugie, chciałem pokazać, iż jest naprawdę potężny. Wiek Revana da się dosyć łatwo obliczyć, no i akurat tak wyszło, że tuż przed rozpoczęciem wojen mandaloriańskich miał 16 lat. Zresztą po rozsadzeniu starego kanonu jest tutaj spore pole do fantazjowania, więc postanowiłem z tego skorzystać :)